Podróż pełna szans

25

No niestety nie byłam proaktywna. Za głośno rozmawiałam z współpracującą z nami w ramach  projektu osobą. Racja była po mojej stronie, jednak  spokojnie mogłam wcześniej sprawdzić wszystkie dane, a następnie rozmawiać z mniejszymi emocjami. Stało się.

Proaktywność oznacza wybór reakcji w oparciu o własne wartości i cele,
a nie proste dostosowywanie się do zachowań innych,
do bodźców płynących z zewnątrz.

Było mi nieco przykro i trochę wstyd, ale nie prosiłam losu o szansę na pokazanie, że – mimo wszystko – jestem proaktywną osobą.  Jednak szansa pojawiła się bardzo szybko, niemal następnego dnia. Leciałam do Londynu o 8.10 rejsem British Airways. Jestem punktualna i zwykle wcześniej przygotowuje się do podróży czy innych ważnych wydarzeń. Tak było i tym razem. Odprawiłam się wieczorem przez Internet. Wstałam o 5  i już o 6.10 siedziałam w taksówce, przekonana, że na lotnisku będę najpóźniej o 6.40. Rano zwykle nie ma korków. Zwykle. Dotarliśmy na lotnisko o 7.10. Oddałam bagaż i o 7.15 stanęłam w kilkudziesięciometrowej kolejce do kontroli bezpieczeństwa. Obsługiwano jedną linię, dopiero po pól godzinie otwarto drugą. Byłam spokojna, ufałam, że wszyscy wiedzą, co robią, a skoro jestem odprawiona, to polecę. Jednak, kiedy 7.40 przede mną była druga taka sama odległość jaką pokonałam dotąd, postanowiłam działać w kręgu własnego wpływu czyli – proaktywnie.

Proaktywność to działanie w kręgu własnego wpływu, koncentrowanie się na tym,
co można zrobić w danym momencie żeby polepszyć sytuację lub… stan własnych emocji.

Zapytałam panią obsługującą wejście czy może mnie puścić poza kolejką, bo mam o 8.10 odlot. Usłyszałam: wszyscy tak tu mają, przewoźnik poczeka. Uspokojona czekałam dalej. Byłam już prawie przy  taśmie, kiedy usłyszałam, że mnie wołają do wyjścia. Poprosiłam strażnika, by obsłużył mnie poza kolejnością, nie zgodził się;  zgodziła się jakaś pani, ale jeszcze trwało to kilka minut. Potem długa droga do wyjścia i… za późno. Samolot już jest przygotowany do startu – usłyszałam. Razem ze mną były jeszcze cztery osoby, które w Londynie miały przesiadkę do San Francisco.
Przyznaję, przez chwilę ciśnienie mi się podniosło (na szczęście mam niskie), ale tylko przez małą chwilę.
Nie dyskutowałam z osobami przy bramce, nie użalałam się i nie odgrażałam. One nie mogły nic poradzić. Dowiedziałam się tylko, że nikt nie informował ich o żadnym problemie i że 60 osób jednak dotarło na czas (fakt).

Natychmiast włączyłam uspokajający mechanizm: nic nie poradzisz,
świat się nie zawali, może to po coś, może masz się czegoś nauczyć,
a może zwyczajnie – świat robi ci test z proaktywności i pozytywnego myślenia.

Zapytałam co mamy robić. Odebrać bagaż (z biura zaginionych bagaży, pan nas zaprowadzi), przejść przez cło, przez granicę i… kupić ewentualnie (jak będzie) bilet na późniejszy lot (11.40). Z tym ostatnim nie zgodziłam się, ani wewnętrznie ani w rozmowie. Na pewno nie kupię biletu.

Spokojnie wykonywałam kolejne zadania. Już z bagażem poszłam do pani, która nie chciała mnie przepuścić, powiedziałam jej jaka jest sytuacja i poprosiłam, aby była uprzejma potwierdzić to, co powiedziała o czekającym przwoźniku. Potwierdziła. Powiedziałam jej również, że spokojnie mogła mnie przepuścić, że w przyszłości może warto bliżej przyglądać się sprawie. To także są proaktywne zachowania. Ludzie powinni wiedzieć, jakie są konsekwencje ich czynów; czasami nie mają o tym pojęcia, bo nie chce nam się ich informować po sprawie.  W British Airways  opowiedziałam całą historie i dostałam bilet na następny samolot. Poinformowałam o tym Sylwię, która miała na mnie czekać  i… poszłam na kawę.

Następnie okazało się, że rozładował mi się nowy telefon, który wieczorem próbowałam rozładowywać przez kilka godzin. Po kilkuminutowych poszukiwaniach znalazłam gniazdko, usiadłam blisko i podładowałam komórkę. W czasie oczekiwania na samolot napisałam w pamiętniku najdłuższy tekst od dawna i zaplanowałam pobyt w Londynie. Zapisałam też w kalendarzu, by w przyszłym tygodniu napisać o całym zdarzeniu informację do LOTu. Jest odpowiedzialny za obsługę lotniska, nawet jeśli zatrudnia różne inne firmy. Może pomoże to lepiej organizować odloty. A sama także wyciągnęłam wnioski.

Jak to dobrze, że prawie ćwierć wieku temu znalazłam książkę Discover Power Within You! Jak to dobrze, że przez kolejne lata pracowałam, i wciąż pracuję, nad doskonaleniem siebie – swojego charakteru, reakcji i zachowań.  Szczególnie proaktywność jest cechą, którą z oddaniem ćwiczę. Rozwój jest sprawą ciągłą, wciąż jest coś do zrobienia i co pewien czas stajemy wobec sytuacji, w których może nam zabraknąć proaktywności. Ale też są momenty, w których dzięki poważnemu traktowaniu rozwoju, człowiek uświadamia sobie, jaką ma władzę nad sobą, a przez to – nad wszystkim innym.

W Londynie miałam jeszcze kilka sytuacji, w których świat na próbę wystawiał moją proaktywność, pozytywne myślenie, poczucie spójności wewnętrznej  a nawet  poczucie własnej wartości.

Rozbudowuje się stacja metra King’s Cross, przez co nieco zabłądziłam. Okazało się, że mój Internet nie działa poza granicami kraju, a dostępu do tego w hotelu nie potrafiłam kupić – odrzucał wciąż moje dane. Dwukrotnie nie działała linia metra, która najszybciej dowiozłaby mnie na miejsce.  Buty okazały się mniej wygodne niż na to liczyłam, a ubranie za ciepłe na piękną  pogodę w Londynie.  Hotel nie miał przechowalni bagażu i zwalniając pokój byłam przez dwie godziny przywiązana do walizek, nie mogłam wyjść, by zjeść lunch. Na lotnisku, kiedy chciałam zapłacić za piękną torbę podróżną, okazało się, że… nie mam karty płatniczej. Gdzieś ją zostawiłam. Wiem nawet gdzie…

I w tym wszystkim ani przez chwilę nie pozwoliłam sobie na zdenerwowanie, panikę, złość czy nawet narzekanie.  Podróż była okazją do wielu właściwych zachowań. Wybaczyłam sobie to wcześniejsze – niewłaściwe. Zdałam egzamin

Oczywiście więcej było w Londynie pozytywnych zdarzeń i doznań. Opisałam te nieprzyjemne, bo postanowiłam właśnie potraktować je  jak próby losu.

Nie sztuka uśmiechać się , kiedy wszystko idzie z godnie  z planem,
sztuką jest spokój i uśmiech, gdy wszystko idzie nie tak, jak oczekiwaliśmy.

PODZIEL SIĘ

25 KOMENTARZE

  1. To trudna podroz, ale takie trudne sytuacje sa wlasnie dla nas najlepszymi nauczycielami, wtedy tak naprawde mozemy sie dokladniej przyjrzec naszym myslom i rekacjom, a takze znalezc w nas ten slynny „gap” ten moment przerwy, ktory pozwoli spojrzec na sytuacje tak troche z boku. Pema Chodron w swojej ksiazce pt. Taking the Leap tak pisze -when „we feel discomfort of any kind, it can connect us to the heart…”
    Ja dzis tez podrozowalam samolotem, krotki, godzinny lot, a tak przerazliwie turbuletny, ze niemal moglam dotknac swoj lek…To tez dobry nauczyciel,. bo natychmiast wraca wlasciwa perspektywe co w zyciu jest najwazniejsze…

  2. Pani Marto, dziękuje za to przypomnienie – „gap” – przestrzeni pomiędzy bodźcem a reakcją, tak ważnej dla proaktywnosci i dla rozwoju w ogóle. W Londynie wciaż o tym przypominają przy okazji pobytu w metrze: „mind the gap”. :-) Może dlatego łatwiej tam o proaktywność niż w Warszawie. :-)
    „Dotknąć swój lęk” – ładne sformułowanie. Tak, on – wbrew pozorom – także pozwala sie rozwijać, wzrastać. Dokładnie tak, jak Pani to ujęła. Przypomina nam jaką wartością jest życie, właśnie ze wszystkimi
    swoimi niedolami i wyzwaniami. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Podziwiam bardzo, ja się staram cały czas panować nad sobą, ale są sytuację które gdzieś ciągle burzą ten mój spokój i reaguje negatywnie- wtedy po całej sytuacji odczuwam słabość – że znowu mnie poniosło- takie pozytywne zachowanie w sytuacji trudnej wymaga wielu lat pracy nad sobą- takie wewnętrzne wzmacnianie własnego „ja” krok po kroku- ale mam nadzieje ze małymi kroczkami dojdę do celu i w końcu uda mi się być tak opanowanym i silnym- mocno w to wierzę:) pozdrawiam serdecznie

  4. Tak się składa,że ja też myślałam wczoraj o swoich reaktywnych komentarzach [bo z elementami negatywnych ocen]w kontekście pozostałości starych schematów czy poglądów i konfrontacji z bardziej pomocnymi w przyszłości nastawieniami.
    Wniosek generalny to taki,że nie będę ze swoimi racjami wykraczać poza granice własnego wpływu w momencie mówienienia lecz sama zrealizuję swoje tak widziane
    sposoby zostawiajac innym ich własne i odpowiedzialnosć.
    Każdy ocenia włane sposoby na rozwój i przyjmuje te ,które w danym momencie służą jego rozwojowi,według mnie ,a czasem dokonuje się jakaś zbiżność ,tak jak to się dzieje teraz.Jest dyskucja ,wymiana myśli i to jest ekscytujące.
    Dotarło do mne ,że gdy tej zbieżności nie ma trzeba patrzeć na umysł ,w owym gap,a nie na emocje,żeby odwrócić myśli od rozmowcy i zająć się tematem,albo ochłonąć.
    Życie daje nam lekcje.Po rozmowach pełnych niechcianych emocji,z których nie byłam zadowolona słyszłam np. gdzieś na korytarzu fragmenty rozmów telefonicznych lub bzpośrednich „wiesz dokończymy temat jak ochłoniesz”Chyba dobry pomysł ,a jednak go nie wykorzystałam. Jeżeli mam taki opór to może ktoś inny ma to zrobić.

  5. 1. Iwonko masz bardzo fajny i ciekawy „mechanizm uspokajający” chyba go zapożyczę :)
    2. Twój wpis to również przykład, jak ludzie nie współpracują ze sobą przy jednym przedsięwzięciu.
    Wykonywanie sumiennie i w pełni tylko własnych zadań i czynności (tak jak Pani odprawiająca czy strażnik) to nie współpraca. Ważne by to kiedyś zrozumieli, ta sama sytuacja dotyczy różnych działów w wielu firmach.
    3. Pięknie, że napisałaś do LOTu, upominanie się celem usprawnienia to nie donosicielstwo jak niektórzy uważają.
    To cenna informacja dla osób odpowiedzialnych za całość, oczywiście jeżeli oni też to w taki sposób rozumieją, a nie jako pretekst do zaszkodzenia osobom podwładnym.

    Ileż wyzwań miałaś doskonalących Twój charakter.
    Gdy brak wyzwań to również brak bodźców do rozwoju.

    Jakże piękna reklama w formie motyla o rozbudowie :)
    Dziękuję za wpis.

  6. Zastanawiam się czy możliwa jest współpraca z osobą ,która przykleja mentalne etykiety,co według mnie jest reaktywne.

  7. No rzeczywiscie podroz pelna szans.Ja niedawno rowniez cos takiego przezylam. Niestety zrobilam telefonicznie pani w biurze wielka awanture. Udalo mi sie zlatwic inny srodek transportu.Po calonocnej podrozy nieco ochlonelam i pozniej juz chyba dzialalm proaktywnie.Zadzwonilam do owej przewozowej , poprosilam o rozmowe z dyrekcja, spokojnie aczkolwiek stanowczo opialam zaistniala sytuacje, poprosilam o zwrot pieniedzy. Napisalam pismo ( poproszono mnie o to ) niestety nie otrzylalam juz odpowiedzi. Szkoda bo nawet nie o pieniadze chodzi. Zrezygnowalam z uslug.Ale nastepnym razem w podobnej nie zrobie awantury .
    Pozdrawiam

    • Uczymy się całe życie. :-) To samo można osiągnąć bez awantury,… a człowiek lepiej się czuje, prawda. Pozdrawiam serdecznie. Iwona

  8. Bardzo mądry wpis:) Ja z pewnością nie potrafiłabym tak nad sobą zapanować. Może dlatego, że nigdy nawet nie próbowałam i jestem mało proaktywna. Mam jednak nadzieję, ze niedługo się to zmieni i będę nad tym pracować :-)

  9. Dobrze ,że pani Iwono opisała pani tę podróż……..Dowiedziałam się …czegoś o sobie…..Ojej…ja tez jestem proaktywna……Pozdrawiam serdecznie…0:)….chociaż nie podróżuję ……tak daleko…..

    • Wspaniale dowiedzieć się czegoś dobrego o sobie. Mnóstwo ludzi postępuje właściwie i nawet do głowy im nie przychodzi, że ktoś może mieć z tym kłopot. Ja nie zawsze jestem proaktywna, jednak zwykle udaje mi się wybierać emocje i zachowania w zgodzie z wartościami. Pozdrawiam.

    • Nie, nie jest. Ale wie Pani co? To było coś niesamowitego. Czytam ja dziś i… nie robi na mnie takiego wrażenia. Chcieliśmy ją w ASDIMO przetłumaczyć. Przeczytała ja jedna z naszych trenerek, anglistka i… też jej nie zachwyciła. To było coś niezwykłego wtedy. Odpowiedź na moje ówczesne potrzeby. Pozdrawiam.

  10. Hmm… jak dobrze że Pani jest, działa – propaguje tak szeroko i konkretnie zarazem kulturę słowa, przyczynia się do tego, że prawdziwa psychologia jest bardziej zrozumiała dla ludzi – bardziej ich zaciekawia, motywuje i mobilizuje do zagłębiania się w tajniki, którymi też tak wiele wspaniałych osób inspiruje, tak pięknie, tak skutecznie. Ten blog, pani książki, publikacje, wykłady, treści medialnie dostępne, ale i te nienagrane stanowią ważną sferę przenikania psychologii i poprawnej polszczyzny do codziennego (u)życia.
    Całe szczęście, myślę że nie poleciała Pani tym lotem. Nie wierzę w przypadki. Za to w różne alternatywne rozwiązania i kierunki życia- czasem bardzo niebezpieczne, zmieniające się nawet gdzieś pod wpływem ruchu skrzydeł motyla TAK.
    Dziękuję, że Pani jest Iwonko. To kapitalne, że można czytać wciąż i od nowa, o pisanej na różne sposoby p r o a k t y w n o ś c i i pasjonować się zmianami w sobie i innych. Pokazuje Pani światu ciekawe oblicze r o z w o j u. Bo przecież każdy rozwój jest inny. Tak jak każdy psycholog, socjolog, coach, czy po prostu każdy człowiek jest inny i ma coś ważnego, we własnym, unikatowym stylu do powiedzenia. Po swojemu. byle budującego. Nie ma Pani żadnej wady :) zapewniam. Same zalety. Świetne pióro. Bystry zmysł obserwatora siebie. Głos mówcy i bardzo kobiecej kobiety :) Gratuluję Akademii którą pani stworzyła z n i c z e g o.
    Zmienia Pani Rzeczywistość. Udoskonala. Wraz z innymi. Winduje przemiany, ruguje nawyki mogące gdzieś niepotrzebnie uszkodzić pięknie skomplikowane wnętrze.
    Proszę dalej tak działać :) Nie zaprzestawać!!!

    • Bardzo , bardzo dziękuję. Chyba nigdy jeszcze nie dostałam tylu dobrych słów. To daje wiatr w skrzydła. Bardzo dziękuję. Jeśli tak to ludzie odbierają, to dzieje się dokładnie to, co chciałam zrobić. Dziękuje.

  11. Ja pomyślałem,że ta podróż to byłby świetny materiał na fabulę serialową bądź rozdział ciekawej książki pisanej w trochę staroświeckim stylu, gdy przed rozdzialami pisało się w zarysie czego dany rozdział będzie dotyczyć np: „Jak IMO zdawała egzamin z proaktywności” albo „Niezwykła podróż IMO” =0)

    • :-) A noże „Podróż szans”. Michał, tak można nazwać w ogóle książkę o życiu…

  12. Trochę z innej strony,
    byłam na szkoleniu w formie Klubu Skutecznego Działania w Sopocie
    jestem bardzo zadowolona, szkolenie odbywało się w kameralnym miejscu
    mimo tego,że spóżniłam się , bylam zmęczona i bolała mnie głowa-
    wyszłam podbudowana, z dawką nowych , interesujących i cennych informacji.
    Polecam naprawdę.
    DZIĘKI

  13. A jakie to były zajęcia? Ostatnie, wczorajsze? bardzo dziękuję za dzielenie się takimi wiadomościami. To może powodować, że inni chętniej przyjdą. Zapraszam zatem do wykupienia karty Klubu Skutecznego Działania – będzie wszystko taniej i do tego otrzymają Państwo dodatkowe rzeczy (na przykład biuletyn). Tylko 120 złotych rocznej opłaty. Nam umożliwi to lepsze zadbanie o kluby – podsyłanie trenerów z całej Polski, dodatkowe materiały. Zapraszam wszystkich Państwa. Na pewno gdzieś w pobliżu Klub Skutecznego Działania zaraz powstanie.

  14. Dzień dobry,
    super klimat na szkoleniu KSD w Sopocie,
    balsam dla duszy po całym tygodniu,
    żal,że nie będę uczestniczyć w kolejnych
    spotkanich – za granicą ASD nie działa
    ale to co wynioslam i to czego się dowiedziałam-
    to moje:)

  15. Dziękuje za kolejna dobrą opinię. Nie wiem gdzie Pani mieszka. Jeśli w Wielkiej Brytanii, to zapraszamy na spotkania Klubu do Londynu. Pozdrawiam serdecznie

  16. Bylam na roznych szkoleniach i w roznych firmach, w wielu mnie jeszcze nie bylo:)
    Ale tyle humoru nie dostarczały mi zadne, a jednoczesnie przekazywane: krótko, konkretnie i na temat.Ale to moja prywatna opinia.
    W sumie z Francji do UK niedaleko..

  17. Iwonka w takiej sytuacji chyba tylko Ty mogłaś się tak zachować, ja niestety bym nie wytrzymała i jeszcze napisałaś list do LOT-u, jesteś dla mnie niedoścignionym wzorem w swoim proaktywnym zachowaniu. Pozdrawiam Violetta

  18. Bardzo dziękuję za tytuł.
    Oddaje on w pełni nastrój jaki panuje w mojej głowie od momentu poznania Pani stylu oraz sposobów porozumiewania z ludźmi. Nie wspominając już o kompetencjach.
    Dla mnie rownież podroż do Londynu byla „Podrożą pełną szans” i taką sie okazała.
    Co prawda, miałem o wiele krótszy dystans do pokonania, ale…. pociąg się spóźnił. Fakt ten pociągnął za sobą kolejne spóźnienie…. i kolejne….
    Już kiedy usiadłem na wyznaczonym miejscu w pociągu do Londynu, dokładnie tak samo pomyślałem o swojej sytuacji . I tak też się stało.
    Okazuje się, że człowiek jest samoistnie wyposażony w narzędzia służące (jak się przekonałem na późniejszym spotkaniu) do działania proaktywnego. Wystarczy je tylko uruchomić i spowodować by właśnie-„działały”.
    Dziękuje jeszcze raz za wspaniałe chwile i jestem przekonany, że kolejne podróże w ta albo inne strony, będą jeszcze przyjemniejsze i obfitujące w kolejne niezapomniane chwile.

    Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here