Poczucie własnej wartości w działaniu 8

3

Asertywność to nie to, co robisz,
to to kim jesteś.

Cal Le Mo

 

I wkraczamy w temat, którego nie może zabraknąć, kiedy mówimy o zdrowym poczuciu własnej wartości. Dziś o zdolność odmawiania ludziom, okolicznościom, nawet własnym chęciom… o odwadze mówienia nie jednym sprawom i tak – innym.

 

Zawsze jest bowiem jakiś wybór na tak,
kiedy czemuś mówimy nie
i wybór jakiegoś nie, kiedy mówimy tak.

 

Był w Polsce czas, kiedy wielką karierę robiło słowo asertywności i różne szkolenia i nauki z tym związane. Czasami nawet wypowiadałam się na ten temat bez aprobaty. Dlaczego? Bo często koncentrowały się one jedynie na nauce zachowań asertywnych, bez wspierania pracy nad poczuciem własnej wartości i innymi kompetencjami.

 

Nie ma prawdziwej asertywności bez poczucia własnej wartości.

 

Oczywiście, czasem trzeba ludziom pomóc w radzeniu sobie z niełatwymi życiowymi sytuacjami, ale zaraz za tym trzeba im pokazać jak zadbać o poczucie własnej wartości.

Widziałam wielu ludzi przekonanych o swoich właściwych – bo asertywnych – zachowaniach podczas gdy w istocie były one niegrzeczne, a czasem nawet… prostackie.

 

Tylko człowiek mający poczucie własnej wartości potrafi odmawiać innym ludziom tak, że ani ich to specjalnie nie dotyka, ani jego; tylko taka osoba potrafi również szczerze mówić tak temu, czego pragnie, co chce naprawdę robić, nawet jeśli spotkać się to może z krytyką innych.
I nie musi tego specjalnie bronić, nadawać temu nadzwyczajnej rangi, ot robi to i już.

 

Jeśli nie chcę iść na imieniny cioci, bo za dużo tam jedzenia, alkoholu, narzekań, porównań i dobrych rad to mówię, że nie przyjdę, bo mam inne plany. Nie mówię dlaczego, nie opowiadam niestworzonych historii, nie tłumaczę się, ale i nie robię niepotrzebnych przykrości.
Jeśli w moim tonie jest przekonanie, że tego właśnie chcę, a poczucie własnej wartością jest moją podstawową cechą, zabrzmi to wystarczająco dobrze.

Że cioci będzie przykro? Nie powinno, ale być może będzie.
No cóż? Z nas dwóch – mnie i cioci – w takiej sytuacji wybieram siebie. Jestem sobie bliższa i nie chcę żeby mnie było niedobrze w jakiejś sytuacji. Nie chcę narażać swojej świadomości i podświadomości na dyskomfort.

 

Zupełnie co innego gdyby ciocia leżała w szpitalu. Wtedy mogłabym chcieć ją pocieszyć, zrobić jej przyjemność, dać jej chwilę radości. Ale też nie na siłę, bo… nic z tej chwili radości nie wyjdzie.

 

Jeżeli w pracy nie czuję się dobrze, uważam, że wymaga się ode mnie więcej niż jestem w stanie zrobić (nie więcej niż od innych, inni mnie nie interesują, ważne co ja czuję i co ja mogę) wtedy odmawiam zrobienia czegoś ale… tym razem trzeba to wyjaśnić.
I lepiej mieć w tym momencie dobry powód. Jeżeli bowiem nie chcę czegoś robić, a nie mam w tym momencie czegoś innego ważniejszego do zrobienia, to znaczy że mówię nie pracy, karierze, przyszłości a tak… przepraszam  za słowa, których sama nie lubię… lenistwu, strefie komfortu, łatwiźnie.

W firmie się pracuje! Po to tam jesteśmy i czas ustawowy czy umówiony trzeba wykorzystywać najlepiej jak się potrafi.
A praca dodatkowa? Znowu zależy czemu chcemy powiedzieć tak. Mamy prawo do wypoczynku, do własnego życia i przyjemności.
Jeśli mamy poczucie własnej wartości, czyste sumienie w stosunku do pracodawcy i jasną wizję (i misję) własnego życia, potrafimy powiedzieć ładnie nie. Wybieramy odpoczynek, rekreację, odnowę sił, bliskość z innymi…

Jeśli jednak ktoś zamienia szansę na rozwój, ciekawszą pracę czy awans  na leżenie przed telewizorem to warto już się zastanowić.

 

Asertywność to połączenie kilku cech charakteru i pewnych przemyśleń. Wymaga poczucia własnej wartości, proaktywności, spójności wewnętrznej oraz posiadania własnej wizji i misji życia oraz znajomości podstawowych zasad komunikacji. Najważniejsze jest jednak poczucie własnej wartości.

 

Według mnie to staranne przyjrzenie się czemu mówimy tak jest znakomitym początkiem do wspaniałego życia. Jeśli ktoś to u siebie odkryje, pozna i określi, może albo coś z tym zrobić, jeśli mu to nie pasuje, albo lepiej zrozumieć dlaczego ma w życiu tak jak ma i przestać narzekać.

 

 

ZADANIE:

  • Przez cały dzień proszę sprawdzać czemu i komu mówią Państwo tak. Proszę zauważyć jakie tak państwa życia wspiera każde powiedziane nie.
  • Proszę odpowiedzieć szczerze na pytania:

– Czy łatwo przychodzi mi odmówić przyjścia na przyjęcie, na które nie mam ochoty?
– A jak z innymi odmowami?
– Jak się czuję wtedy. I jak zachowuję? Czy się tłumaczę.
– Czy zdarza mi się w takich sytuacjach mówić nieprawdę?
– Czy myślę później o tym?

  • Przez następny tydzień proszę zachowywać się prawdziwie asertywnie, pracując wciąż nad poczuciem własnej wartości. Będzie coraz łatwiej i milej.

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. „Widziałam wielu ludzi przekonanych o swoich właściwych – bo asertywnych – zachowaniach podczas gdy w istocie były one niegrzeczne, a czasem nawet… prostackie.”

    Dodam jeszcze „chamskie”. Jak znany aktor który podczas wywiadu telewizyjnego rozwalił się w fotelu i położył nogi na stół. To tylko taki przykład, nie dokładnie w temacie ale mnie bardzo denerwuje mylenie asertywności z prostactwem i chamstwem właśnie. Jak to słusznie podkreśliła pani Iwona.

    Pracuję w dużej firmie i nie mogę zrozumieć dlaczego w rozmowach w pracy i na spotkaniach (co prawda w niedużym gronie 3-4 osób) używa się wyrazów naprawdę wulgarnych.
    To też moim zdaniem taka pomylona asertywność.

    pozdrowienia
    Artur

    • Bardzo Panu dziękuję za ten głos. Siła by o tym mówić. Ale wrócimy do tego tematu. :)

  2. Sama nie umiem jeszcze odmawiać i czasami wolę siebie „nagiąć”, „przygiąć”, „dogiąć do kogoś”, niż komuś odmówić. Ten przykład z urodzinami, przyjęciami, imprezami rodzinnymi na których „wypada być” (nieciekawe jest to słowo, bo co to znaczy „wypada”?), jest niezwykle celny. Od tego się zaczyna. Brak umiejętności odmawiania bierze się zapewne z domu, mnie nie uczono odmawiania. To ja miałam byc cichutko, bo mogę przeszkadzać innym, to ja miałam odgadywać co ktoś myśli, bo może potrzebuje pomocy albo mu przykro. Moje uczucia i chęci były na drugim miejscu. Stąd też pewnie moje tłumaczenia, gdy muszę powiedzieć komuś „nie”. Od razu stawiam się w czyjejś sytuacji i wymyślam, że pewnie ta druga osoba będzie zmartwiona, może zagniewana, będzie jej przykro. Po prostu nikt nie nauczył mnie odmawiania, ale ja już to wiem i sama się nauczę i nauczę tego moje dzieci:) Jeśli więc jakaś ciocia prosi moje dzieci o buziaka na do widzenia, a ja widzę, że nie mają na to ochoty, staję po ich stronie. Grzecznie mówię: „Ona nie ma teraz na to ochoty”. Stanowczo, ale nie niegrzecznie. I jeszcze nikt się nie obraził. Pozdrawiam i dziękuję za bloga!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here