Poczucie własnej wartości w działaniu 3

19

Piękno to to, jak czujesz się w swoim wnętrzu.
To odbija się w twoich oczach.
To nic fizycznego.

Sophia Loren

 

Przypomina mi się sytuacja jak to na pewnym przyjęciu – jakieś 20 lat temu i tyleż kilogramów mniej – byłam jedyną osobą ubraną w sukienkę do łydek. Reszta kobiet niekoniecznie ode mnie ładniejszych czy z lepszymi nogami (dziś to wiem) była w mini.
Ładna była ta moja sukienka i bardzo ją lubiłam, miała moje kolory…  jednak była trochę dla mnie wtedy za poważna.

 

No cóż, nie mając poczucia własnej wartości ubierałam się w ogóle raczej tak, żeby nie wzbudzać specjalnego zainteresowania swoim wyglądem, w żadna stronę. Akurat ta sfera była u mnie szczególnie wrażliwa.
Kiedy zobaczyłam te wszystkie kobiety, poczułam się niezbyt dobrze.  Jeszcze mniej atrakcyjna i do tego wyróżniająca się.

 

W tamtym czasie moje kompleksy na jednych polach załatwiałam nadaktywnością na innych. To także jest charakterystyczne.
Brylowałam zatem intelektualnie i tryskałam dowcipem, celnymi ripostami i sarkazmem.  Jednak nie czułam się dobrze jako kobieta.
Obcięłam wtedy tę sukienkę na przyjęciu… Połączyłam dowcip z przynajmniej częściowym dostosowaniem się do wyglądu innych.

 

Wyjazdy na wczasy. Jakież to było ważne, aby wyglądać co najmniej tak dobrze jak inne panie. Opera, teatr, żeby przypadkiem nie być zbyt elegancką ale i nie zbyt codziennie ubraną…  Zauważałam jak każdy był ubrany i byłam niemal pewna, że moje ubranie jest oceniane. Widziałam wręcz te spojrzenia.

 

Dziś nie interesuje się specjalnie  jak inni są  ubrani.  Czasem nawet nieco odbiegam może, ale natychmiast przychodzą mi do głowy moje inne atuty. I nie czuję żadnej nieadekwatności. Kiedy zauważę, że ktoś ładnie  wygląda… mówię komplement, czasami nawet wtedy, kiedy nie znam tej osoby.

Ubieram się dziś przede wszystkim wygodnie i w zgodzie z podstawowymi zasadami etykiety biznesowej czy innej, które to respektuję, jako fragment umowy społecznej. Zakładam to co lubię i to na co chcę, by było mnie stać. Oczywiście zależy mi na tym, żeby ładnie wyglądać.

 

Przyjemnie jest widzieć odbicie w lustrze, które mi się podoba.

 

Nie pamiętam jednak, abym w jakikolwiek sytuacji w ostatnich piętnastu latach czuła dyskomfort albo starała się jakoś specjalnie ubrać. A dziś dobrze wyglądać… pewno … nie jest mi tak łatwo, jak kiedyś.

 

ZADANIE:

 

Proszę odpowiedzieć bardzo szczerze na pytania:

  • Jak się czuję, jeśli widzę, że jestem ubrana/y gorzej niż pozostali ludzie w danym pomieszczeniu
  • Co wtedy robię?
  • Jak traktuję w ogóle sprawę swojego ubrania. Jak się ubieram i dlaczego właśnie tak. Na czym mi najbardziej zależy?

 

 

PODZIEL SIĘ

19 KOMENTARZE

  1. Uwazam ze poprzez ubiur okazuje sie szacunek sobie, danej chwili, wiec wazne zeby byl schludny i czysty.Bylam tydzien temu na prezentacji ksiazki. Nie podobalo mi sie ze jedna z pan przyszla w dresie. Moda…coz…mode tworze ja . Wyrazam siebie. Kiedy bylam nastolatka nie mialam wiele ciuchow .Kiedy patrze dzis na mlode dziewczyny i chlopakow , ktotrzy obowiazkowo musza miec wszytko markowe,zreszta syn mojej kolezanki ma 10 lat i juz wtedy zaczyna sie rywalizacja….jestem szczesliwa ze wychowalam sie w innych czasach. Teraz jestem troche starsza, lubie ladne stroje , ciesze sie tym ze stac mnie na to zeby kupic sobie cos fajnego, ale nie przesadzam. Byl okres kiedy czulam sie bardzo zakompleksiona w obecnosci kobiet takich ” bardzo zadbanych ” i idealnym makijazem, fryzura , najmodniejszymi ciuchami chociaz wygladalam dobrze teraz juz nie mam z tym problemu.
    Mileg dnia

    • to była Pani na prezentacji książki czy ocenianiu ludzi -kto się pojawił i w czym i czy się to Pani podobało czy nie?? :( jak idę na plac zabaw to idę na plac zabaw i pojęcia nie mam kto tam jest i jak jest ubrany! podobnie w sklepie, w kościele czy na plaży. każdy się ubiera w to co lubi i w co uważa za stosowne i nie mnie/nam to oceniać no bo kim my niby jesteśmy bo oceniać innych… dbajmy o nas samych :) w co się ubieramy, co jemy, jak spędzamy czas i ten świat z dnia na dzień stanie się lepszym miejscem :) pozdrawiam :)

  2. Zgadzam się z Panią. Napisałam nawet o respektowaniu norm, które ułatwiają komunikację społeczną. Niemniej skoro już tak przyszła, nie ma powodu, aby czuła się gorsza… bo nie jest.
    Ponadto mamy również prawo do własnych kryteriów.
    A co do szacunku, hmmm. Nie sądzi Pani, że sam fakt przyjścia już świadczy o szacunku? No chyba, że przyszło się zrobić jakieś zamieszanie. :) Pozdrawiam bardzo serdecznie

      • Chociaz nie..Po namysle stwierdzam ze nieslusznie mi sie dostalo! Po pierwsze szanowna Pani IR ja nie oceniam ludzi ( tak jak Pani mnie ) ale mam prawo wyrazic swoje zdanie bo chyba o to chodzilo .Tak bylam na prezentacji ksiazki.Pani ktora te ksiazke napisala nie przeszkadzalo to ze tamta pani przyszla w dresie ale rowniez zna ona moje zdanie na ten temat bo przerabialismy to na kursie! Kazdy mial prawo wyrazic swoje zdanie….bez urazy. Nie pisze tez ze pani w dresie ma czuc sie gorsza.ABSOLUTNIE NIE!!! Pisze o tym ze JA ( moge ?) na takie uroczystosci wole ubrac sie inaczej a w dresie isc pobiegac. Ostatecznie chodzilo chyba o to zeby podystkutowac na DANY TEMAT. Nie jestem jakas wscibska zolza ktora pztrzy kto co ma ubrane i co robi!!! Strasznie mnie zdenerwowalo to ze tam mnie Pani IR przedstawila Ale mam oczy i widze .Nie ma we mnie jadu . Jesli chodzi o szacunek nie mialam na mysli dresu ale to ze kiedy idziemy na randke ubieramy sie zazwyczaj jak najpiekniej, kiedy ksiadz odprawia msze ubiera odswietne szaty, kiedy zapisuje sie na jakis kurs to nie chce zeby prowadzaca miala pognieciona bluzke na sobie.Chodzilo mi o czystosc i schludnosc a nie o pania w dresie. Tak dbajmy o siebie.Jak najbardziej.
        Pozdrawiam

    • Oczywiscie Pani Iwono.Sam fakt ze przyszla sil liczy…Reszte wyjasnilam w komentarzu do Pani IR . My na kursie przerabialismy teki temat.Pewien czlowiek przyszedl na przyjecie i nie zostal wpuszczony bo byl niedopowiednio ubrany.Poszedl do domu ubral najpiekniejsze szaty jakie mial.Wpusczono go bez problemu. Usiadl przy suto zastawionym stole i …….zaczal wkladac jedzenie do…. rekawow swojej szty.” Co Ty robisz? ” Pytano a on na to ” Karmie swoje ubranie „….. Ptem sobie podyskutowalismy na ten temat.Nie bede sie juz wglebiac w jakim celu.Cwiczenie jest wlasciwie skierowane do mlodziezy

      • Ciekawe ćwiczenie. I ciekawa dyskusja. Choć… nie w tę stronę idzie, w którą chciałabym aby poszła. Chętnie posłuchałabym jak ludzie odpowiadali na to pytanie.

  3. Analizuję dzisiejszą lekcje w kontekście mojego życia nie przychodzą mi do głowy sytuacje niekomfortowe. Nie miewam odczuć że jestem ubrana gorzej, na tym obszarze się nie porównuję.
    W młodości czynnie uprawiałam sport więc i strój był charakterystyczny do mojego zachowania. W pracy przez długi czas pracowałam w miejscu eksponowanym. Było dość trudno bo publikacje o stylu ubierania, jak i kiedy były rzadkościa, ale starałam się by klient zwracał uwagę na sprawę a nie na mnie. Więc biała bluzka, marynarka,spódniczka do kolan i pełne buty. Do dziś dochodzą do mnie komplementy, że miałam wyczucie sytuacji. Myślę, że to dzięki wzorcom z domu. Babcia-położna, zawsze dbała o włosy, ręce i buty:) Na niedzielę miała inne stroje na codzień również. Nawet fartuszek domowy był starannie dobrany. Z mamą było podobnie. Do dzisiaj pamiętam jak dobierała strój na zabawy i inne uroczystosci. Do pracy zawsze wychodziła zadbana. Obserwując uczyłam się. Zgadzam się, że strój, ja i moment muszą współgrać dla naszego komfortu.
    Wiem co mnie irytuje. Męczę sięgdy jestem ubrana kobieco (nie wyzywająco) a faceci patrzą na mnie jak na bombonierkę. Wtedy myślę sobie lepszy byłby dres:) Pozdrawiam.

  4. Dwa lata temu mialam sytuacje ” ubraniowá” w której wlasciwie moglabym sie czuc niekomfortowo. byl to slub, w innej europejskiej kulturze, gdzie ponoc najwazniejsze jest miec buty na wysokim obcasie, co moj partner wyraznie podkreslil. pomimo ostrzezenia ze „bede zjedzona zywcem” wybralam sie na owa uroczystosc w eleganckich aczkolwiek plaskich pantoflach. Bylam silna mocá mojej cudownej sukienki. Inne panie, pomimo ze na obowiazkowych „wysokich obcasach”, nie byly juz tak elegancko ubrane, co oczywiscie skomentowalam w rozmowie z moim partnerem. Do dzis sie smiejemy z tego „wyjscia” a ja na prawde lubie kiedy moj partner sie ze mna droczy nazywajác moje pantofle „pocahontas shoes”. ja go wtedy nazywam Kapitanem Smithem i mamy duzo smiechu. Uwazam, ze najwazniejsze jest byc i zyc w zgodzie z samym soba. Ubiór nas okresla ale powinnismy dbac o to jak i w czym najlepiej sie czujemy, jakie kolory dodajá nam wewnetrznej radosci i sily, czy umiemy sie stosownie ubrac w danej sytuacji/okolicznosci. Nie jest to super latwe zadanie ale warto sie nad tym troche pozastanawiac wlasnie chociazby po to aby lepiej poznac siebie. Dziekuje Pani Iwono.

  5. Dla mnie …jesli jest się schludnie i czysto ubranym …..to wystarcza………:)Czasem zastanawiam się nad ubiorem do koscioła…pamiętam czasy jak ubiory były :te na niedzielę i na co dzień…….Dziś sama potrafię ,,wskoczyc” w dzinsy i iść do koscioła…..Myślę,ze Bóg się cieszy ,ze po prostu jestem w kościele…tak jak ja się cieszę ,gdy spotykam w kosciele dzieci i młodzież…..Pozdrawiam.

  6. Kto robił sobie sam swetry na drutach? Kto farbował rajstopy (a przy okazji nogi)? Kto produkował balerinki wycinając dziurę w tenisówkach i obszywając to, co zostało tasiemką? Po tamtych czasach przyszły ‚power suits’ lat 90-tych i inne modowe atrybuty władzy takiej czy innej, metki itd. To wszystko tylko pewne kody. Pewnie, warto je znać, tak jak warto znać języki, ale i tak każdy ma swój sposób mówienia :)

    • Ja robił swetry na drutach, baleriny z tenisówek i farbowałam pieluch tetrowe na spódniczki i jeszce robiłam koraliki z pestek z jabłek….. to były czasy:)

  7. Kochani moi Komentatorzy. Nie chodzi mi o to jak się ubieraliśmy ale o to jak się czujemy, kiedy jesteśmy ubrani inaczej niż reszta (gorzej ale także lepiej). Oczywiście, że to normalne, że chcemy ładnie odziać swoje ciało, ono jest dla ciała tym czym ciało dla duszy… Jednak jeśli ktoś ma poczucie własnej wartości jest na tym stanowczo mniej skoncentrowany, zwłaszcza na markach, modzie i konieczności dostosowania się do innych. Ksiądz się ubiera ładnie do mszy, bo to rytuał. Rytuały są potrzebne, ubogacają życie. Kiedy idę do Opery Narodowej w Warszawie ubieram się w elegancką sukienkę, ale w operze w Wiedniu i w Nowym Jorku, kiedy prosto ze spacerów po mieście poszłam na spektakl, nie czułam się niedobrze w spodniach i marynarce. I tylko o to chodzi, żeby nie czuć się gorszym. Ponadto pragnę zwrócić uwagę, że takie same uczucia mogą dotyczyć zbyt eleganckiego ubioru. Pozdrawiam Państwa bardzo serdecznie i dziękuję za wypowiedzi. :)

  8. Kwestię ubioru bardzo trafnie opisała kiedyś Agata Passent w jednym ze swoich felietonów. Napisała mianowicie, że są dwa typy ludzi: pierwszy z nich to takie osoby, które choćby odziały się w karton po telewizorze, będą wyglądały zjawiskowo. A są i takie, które mogą ubrać najdroższy, idealnie skrojony garnitur z włoskiej wełny i będą tak czy owak, wyglądali, niczym uchodźca. Napisała, że kiedyś poszła na zakupy ze swoim ojcem, który kupił sobie fantastyczne buty, które jednak wyglądały na nim po dwóch dniach jak „nadbużańskie czółna” (pamiętam to określenie, bo bardzo mnie ubawiło), ponieważ pan Daniel, zdaniem swojej córki, zalicza się do tej drugiej grupy. Ja również zaliczam się do tej drugiej grupy, ale przynajmniej – w dobrym towarzystwie ;-)

  9. Znowu o ubiorze!? To jest tekst na temat poczucia własnej wartości. Bo stracę ochotę do pisania :( Ubiór jest tylko jednym z elementów spojrzenia na siebie pod tym kątem.

  10. Ja wychodzac z domu spoglądam w lustro i jeśli czuję się ogólnie dobrze w swoim ubiorze…to O.K Jednak ,gdy coś mi nie pasuje….to….zmieniam…i już.Ale fakt…,że jeśli mam lepszy nastrój to wtedy nie wydziwiam……i prawie zawsze jest O.k….Pozdrawiam.

  11. Pani Iwono, pytała Pani o ubiór ;-)
    OK, faktycznie, przypomniał mi się tekst Agaty Passent i jak zwykle zacząłem od Mieszka I, by nie dobrnąć do sedna.
    Odpowiem szczerze, bardzo szczerze: czuję się źle i jeśli mogę, opuszczam pomieszczenie. Jeśli nie mogę – staram się robić dobra minę do złej gry, ale zazwyczaj wychodzi mi to wówczas bardzo kiepsko. Zacząłem więc udawać, że mnie to „nie rusza”. Ale ponieważ to było tylko udawanie, więc zrobiłem rzecz, której bardzo żałuję – odsunąłem się trochę od ludzi, co w moim przypadku było skrajnie nierozsądnym posunięciem, ponieważ zawsze ludzi lubiłem. Narobiłem sobie przez to bałaganu, bo teraz nie potrafię się znów „przysunąć” tak, jak bym chciał. I coraz częściej obserwuję u siebie reakcje, których wcześniej nie przejawiałem i o których nigdy bym nie pomyślał, że staną się moim udziałem. I tak sobie dłubię w głowie, zobaczymy, co wydłubię.
    Ale na czym mi najbardziej zależy – tego już publicznie nie ujawnię.

  12. WItam! Widzę ,że męskich komentarzy na ten temat brak. Ja się odważe odpowiedzieć w ten sposob. Podobnie odczuwałem jak kogoś w lepszych ciuchach widzialem to uważałem za kogoś lepszego. Ale oglądając telewizję np. w serialach czy normalnie w rzeczywistości zauważylem , iż stare porzekadlo ma swoją moc tj. Nie szata zdobi czlowieka. I w taki sposób wyleczylęm się z tych chorych uzasadnień.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here