Poczucie własnej wartości w działaniu 4

11

Nie interesuje mnie czy mnie lubisz czy nie…
Wszystko o co proszę to abyś mnie szanował jako ludzką istotę.  

Jackie Robinson

 

Ten cytat już był, ale w tym miejscu pasuje nawet bardziej niż w tym poprzednim. Nic lepszego nie mogłam znaleźć.

Ludzie nie mający poczucia własnej wartości są bardzo czuli na punkcie akceptacji i sympatii. Bardzo zależy im na tym, aby wszyscy ich lubili czy może raczej, żeby nikt ich nie nie lubił, żeby nikomu w żaden sposób się nie narazić. Takie balansowanie pomiędzy różnymi potrzebami innych i własnymi najczęściej kończy się wielką frustracją z powodu niezaspokojenia tych własnych oraz rozczarowaniem spowodowanym tym, że i tak nie udało się uniknąć niezadowolenia jakichś osób.

 

Nie można być ulubieńcem wszystkich,
jeśli chce się być sobą

 

Jednak dopóki człowiek nie kocha siebie i nie ma odpowiedniego poczucia własnej wartości, to  nie zdaje sobie z tego sprawy.

 

Brak miłość dla siebie powoduje, że sympatią innych chce się wypełnić pustkę po tej miłości. Jednak tego nie da się zrobić ani lubieniem ani miłością innych.

Miło jest być lubianym przez innych ale nie za wszelką cenę i nie za wszystko.

 

ZADANIE:

 

  • Proszę bardzo szczerze odpowiedzieć na pytania:

– Czy zależy mi , aby wszyscy, mnie lubili?

– Jak się czuję, kiedy widzę, że ktoś mnie nie lubi? Czy widzę?

– A dlaczego inni mnie mogą nie lubić_

– Czy wiem kto mnie nie lubi?

  • Proszę też dziś być sobą, nie robić niczego tylko po to, by ktoś inny nas lubił.

 

 

PODZIEL SIĘ

11 KOMENTARZE

  1. Dzień dobry :)

    – Czy zależy mi , aby wszyscy, mnie lubili?
    Do 23/4 roku życia zależało mi, aby wszyscy mnie lubili. Potem zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie być lubianą przez Wszystkich gdyż ciężko jest Wszystkich zadowolić.

    – Jak się czuję, kiedy widzę, że ktoś mnie nie lubi? Czy widzę?
    Czuję się normalnie, nadal jestem sobą, może mniej mówię, więcej się uśmiecham ale na pewno nie walczę o to by ta Osoba mnie polubiła. Mniej mówię tylko dlatego że wiem że należymy do 2 różnych światów. W moim świecie można wszystko i wszystko jest możliwe pod warunkiem że ma się zdrowie :)

    – A dlaczego inni mnie mogą nie lubić?
    Inni mogą mnie nie lubić gdyż:
    *jestem osobą solidną i do wszystkiego co robię podchodzę konkretnie i z zaangażowaniem. Jak pracuję to pracuję ale jak imprezuję to także na całego.
    *jestem osobą konkretną której marzenia są równie konkretne (zapisane!!!) i dotyczą faktycznych rzeczy. Zawsze wiem dlaczego daną czynność wykonuję. Nigdy nie robię czegoś co mnie oddala od moich marzeń a tylko przybliża :)
    *zawsze solidnie wszystko planuję, przygotowuję, oswajam się w myślach z ewentualnymi konsekwencjami i dopiero wtedy przystępuję do działania
    *mówię wprost, czasami nawet szorstko, ale na temat.
    *wymagam wiele od siebie i od innych.

    – Czy wiem kto mnie nie lubi?
    Tak. Wiem. Większość tych którzy żyją żeby żyć. Kazali im iść do szkoły. Poszli. Na studia. Poszli. Wyjść za mąż/Ożenić się. Pójść do pracy. Mieć dzieci itd.itp. Ci którzy mnie nie lubią zawsze mają wytłumaczenie/wymówkę na swoją teraźniejszą sytuacje. Zawsze ktoś inny, ale nigdy ONI sami, są odpowiedzialni za ich aktualną sytuację, np.
    -kobieta, 31 lat. 2 dzieci (7 i 5.5lat) z tym samym Mężczyzną. Nie są razem. Ona z Dziećmi mieszka u swojej Mamy. Wg Mamy i jej Rodziny ma 2 dzieci gdyż „została zgwałcona”. Pracy nie ma bo Dzieci trzeba odebrać ze szkoły
    -kobieta 33 lat. Mąż. Dziecko. Zwolniła się z pracy w grudniu 2011 by otworzyć swój biznes. Dziś mamy maj 2012. Widziałam się z Nią w kwietniu. Zero biznes planu. Zero planu. Zero pomysłu. Dlaczego? bo czasu nie ma :) a śpi do 10 :)

    Nie lubią mnie Ci którzy chcą wiele nie dając nic od siebie :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Słoneczności

  2. To bardzo, bardzo madra refleksja. Ja duzo nad tym pracowalam w zeszlym roku, kedy uswiadomilam sobie jak wiele mojego poczucia wartosci zalezy od warunkow zewnetrznych. Zaczelam sie nad tym zastanawiac skad sie to u mnie bierze – i doszlam do wniosku ze troche z polskiej edukacji – od samego poczatku nasze osiagniecia byly mierzone klasowkami, ocenami, pochwalami od nauczycielami – tak bardzo od dziecka przywyklismy do tej zewnetrznej akceptacji, ktora czesto hamuje nas wewnetrzny wzrost. lepszy kontakt ze soba, wiecej spokoju wewnetrznego potrafi mi teraz uzmyslowic, kiecy zranione ego zaczyna sie szarpac i domagac pochwaly, popularnosci i akceptacji. I czesto umie sie juz smiac z tego. :)

    • Zgadzam się. Ja również mam nieską samoocenę. MAm32lata . Studia dzienne mgr. ukończone, wspaniałą żonę i dziecko za niecaly miesiąc przyjdzie na świat. Przepraszam za nieskromność. W dalszej części wyjaśni się dlaczego. W szkole podstawowej nie mialem dobrych ocen , nawet na specjalne zajęcia uczęszczałem. Mimo tego nie byłem nigdy zagrożony i nie powtarzałem klasy. Niemniej jednak, widziałem iż nauczyciele lepszych-zdolniejszych uczniów lepiej traktują. Wyglądało to czasami tragikomicznie dlatego np. jak chciałem do toalety pojść to nie puszczała nauczycielka – trzaba bylo się wstrzymywać, z kolei osobę zdolniejszą bez problemu. Jak zapytała nauczycielka o coś i zaproponowała że kto odp. dobrze dostanie 5 – zdarzylo się tak , że zglosilem się odpowiedzialem dobrze ale nie otrzymałem 5. Móglbym jeszcze wymieniać. Inny przypadek, fakt w dzieciństwie miałem zwariowane pomysly , czasami glupie, że dzisiaj się czasami wstydzę. Zdarzalo mi się klamać , zmyślać klepać wszystkim etc. Przez to też mnie nie lubili zabardzo w szkole dzieci. Ale kiedyś była sytuacja w szkole na przerwie. Kolega siedzial na parapecie opierając się jednocześnie o okno (szybę), noogi trzymał na podłodze. Przechodząc korytarzem zauważyłem kolegę-podszedłem . Stanąłem vissavi, rozmawiam, w pewnym momencie machnąłem nogą sobie, nie mialem na myśli mu nóg podciąć. On w tym momencie podskoczyl i plecami zbił szybę. Na okolo nas bylo mnostwo dzieciaków z klasy ale wszystcy stanęli po stronie tego kolegi a on się nie przyznal do winy i mosiałem zapłacić za szybę. Bardzo mi bylo przykro, czulęm się jak przestępca jakiś. Również jak wrociłem do domu robiąc co kolwiek rodzice -przynajmnie nie pamiętam -nie chwalili mnie – jedyne co pamiętam :ty ośle”, ty”sieroto”, „ty baranie” etc.Może milczeni i ich strony to byla pochwała. Mam brata starszego o 6 lat on mnie również „gnoil” , popychal, za gupiego uważał. -do takiego stopnia że kiedy wybieralem się na studia to powiedzial;” za glupi jesteś aby studiować”czy też jak kiedyś byla rozmowa o zalożeniu rodziny to uslyszalem „ten?!, ten tak akurat”- tutaj spodobalo mi się mamy zachowanie bo stanęłą w mojej obronie., bo niestety mama zawsze brata zdanie uważała ja nie mialem nic dogadania (te slowa od mamy uslyszalem). Naszczęście dzisiaj się zmienilo w tym sensie, że mama się przekonala co do moich racji -przypuszczeń(ale to na marginesie). Wracając do tematu., jak bylo coś do zrobienia w domu, to zawsze brat wykonywał, a ja to tylko „przynieś , wynieś ,pozamiataj”. A nagorsze bylo wtedy, kiedy mama kazałą mi coś na dworze przestawić, za jakąś chwilę przyszedl brat i na mnie od rożnych że przenioslem coś, a on wiedzial o tym od mamy , że przeniose w jjakiejś miejsce tę rzecz.Taka sytuacja byla bardzo częsta, że w końcu powiedzialem robcie sobie sami ale sumienie dlugo spokoju mi nie dało i pomagalem. Tutaj podobnie jak wyżej pisalem nie chwalono mnie. Na podwórku z dzieciakami w sąsiedztwie bylo nas czworo, wszyscy starsi 1-2 lata. Również mnie za gorszego uważali , wyśmiewali, bili. Po skończeniu podstawowki niemialem żadnych perspektyw poszedlem do zawodowki – stolarz. Ten zawod mnie w ogole nie kręcił. Ukończylem ale mialem już dosyć tej szkoły. Nawet myśli samobojcze przchodzily do glowy. Dlaczego ? Po 1. Ja nie posiadam zdolności majsterkowych , wtedy bliskie zeru, teraz w skali 1-10 to może 3,5. Problemy opisane wyżej+ w zawodówce chlopacy w klasie w sensie zachowania to z 20 tylko 7 było ok. reszta bandziory ale uzdolnieni zawodowo – dzięki temu mieli lepiej. Bylem przez nich popychany , szantarzowany, wykorzystywany – nie seksualnie:) wolałem z nimi nie zadzierać bo widzialem , że noszą noże i etc. do szkoły. Najgorzej bylo na praktykach bo dochdzilo do rękoczynu. Balem się chodzić do szkoły. Kiedyś pamiętam na historii, nauczycielka wyszła z klasy na 10 min jak mowi przyslowie gdy myszy kota nie czują…., zaczęły się zaczepki. W końcu się wkurzylęm spakowalem książki sflustrowany wyszedlęm i niechcialem wrocić już w ogole ale winowajca się wystraszyl i wybiegl za mną i obiecal, że już nie będzie, wrociłe. Przez jakiś czas tzn. kilka dni bylo ok. ale później znowu coś. Wtedy już uciekłem. Mamie mowilem ale niereagowala , tatcie nie mówilem bo on mial gdzieś rodzinę chociaż mieszkal z nami. Żył swoim światem. Nie wiedziałem co mam robić ponad pół roku wagarowalem przynosząc lewe zwolnienia a praktyki we wakacje odrabiałem bo wtedy był spokój. Nauczycielka -wychowawczyni w zawodowce byla ślepa. Kiedyś się poplakala przy nas oświadczyla że boi się przychodzić na lekcje z nami a za zachowanie wstawiłą mi naganne za to że dużo opuszczonych gdz. mialem a te luje otrzymywali lepsze oceny ze sprawowania gdzie tak naprawdę to ich się bała, to oni rozrabiali. Wówczas z rowieśnikami z podstawówki oraz z sąsiedztwa średni byl kontakt. Bo na dyskoteki nie jeździlem bo się bałem że tam są tacy sami frajerzy jak w klasie mialem, oni za dziewczynami się ganiali ja ubolewalem nad swoim złym losem, cierpialem. Jedynie to jeszcze w pilkę z nimi gralem, tutaj atmosfera byla w miarę normalna. Lepiej się poczulem i nie swojo w liceum zaocznym ponieważ było bardzo milo a przy tym 2 wekeendy w miesiącu się spotykalismy. Gdzie dla mnie było za malo chcialem częściej uczestniczyć w zajęciach. Tutaj mnie lubili co bylo dla mnie dziwne i nie swojo się wręcz czulem ale potrzebowalem tego bo mialem depresję. A spędzanie czasu z klasą było dla mnie najlepszą terapią. Kiedy po trzech latach przyszedł czas matury, którą zdałem ku zdziwieniu jak się później dowidzialem, że u połowy mojej rodziny bylem skreślony bo glupi , nie rób, dwie lewe ręce etc. Moi rowieśnicy z podstawowki – miejscoości, nadal tak sobie w relacjach żyli. Wyśmiewali się że „dupa na dyskoteki nie chdzisz , dziewcyny nie masz ” Bylo przykro bo chcialem raz że szkole mialem w soboty-niedziele a dwa to co wyżej pisalem na temat dyskoteki. Jednak wierzylem mimo wszystko że na studia się dostane chociaż ocen w liceum też nie mialem najlepszych ale się staralem. Metamorfoza mała w stosunku do mnie nadeszła jak dostalem się na studia , ale jeszcze większa jak pierwszy rok zaliczyłem. Wtedy dopiero zobaczyłem ilu było glupio że mieli mnie za glupka etc, byly to osoby koledzy z podstawowki, sąsiedzi, rodzina. Proszę sobie wyobrazić że kiedyś w letnie popoludnie sąsiad-ojciec mojego kolegi mi powiedzial i było mu naprawdę przykro i glupio w stosunku do mnie. Powiedzial mi że nie wierzyl we mnie , myślał, że jak pójdę na studia to zawale i się rozpije bo po 1. bo mój tao pił, po 2 bo jego syn starszy ode mnie o 11 lat się rozpil na studiach i nie skończyl wreszcie po 3 bo nie dam sobie rady w nauce. To bylo coś niesamowitego co wtedy poczulem. Nie czulem żalu do niego a wręcz przeciwnie wybaczylem mu i polubilem go bardzo , pamiętam że jak sluchalem jego to mi łzy lecialy z radości że ktoś we mnie uwierzył i przekonal się , że jestem coś warty. Innym razem jak szedłem do sklepu spotkałem kolegę z podstawówki pochodzil z biednej rodziny i bardzo licznej , każdy jak mogl to pomagal im.Kiedyś w szkole na religi mieliśmy temat o biednych, że trzeba im pomagać, dzielić się jedzeniem. Każdy w klasie wiedzial że wlaśnie są w szkole dzieci z takiej rodziny. Jednak nikogo nie ujęły te zajęcia, tylko mnie. Po religii byla duża przerwa, tak się złożylo, że spotkalem tego kolegę i nie mial kanapek. Widząc to oddałem mu swoją część, podziękowal i odszedł. W latach szkoly zawodowej , też się ze mnie zaśmiewal że niem dziewczyny a on ma, że nie chodzę na dyskoteki, nie bawię się tak jak on z kolegmi. Jednak tamtego dnia , kiedy spotkaliśmy się zaskoczyl mnie. Też mnie wzruszyl bo przypomnial sobie , że kiedyś byl glodny i mu dalem kanapki pomylił się co do mojej osoby że jestem wporządku. Chcial ode mnie książki i zeszyty z liceum bo też by chcial pójść dalej a mial już w tym czasie żonę i dziecko, twierdząc ,że byl glupi że się ożenil tak szybko , chcial poszpanować przed rówieśnikami. Chce zrealizować marzenia gdzieś zakopane w głowie. Podobnie było jeszcze z kilkoma znajomymi. Bylo to niesamowite wtedy doznanie, takiej lekkości, rozgrzeszenia, przekonania że dobrze robilem. Jednak z czasem rany z mlodości znowu się odzywają. Dzisiaj boję pójść do pracy bo jestem przekonany że nic nie umiem nic nie wiem. CHociaż wiem że nie jest to tak do końca i wiele mialem tlumaczone że nikt odrazu w pierwszy dzień nie będzie alfą i omegą. Po studiach z zawodu jestem archeologiem. Pracowalem w tym zawodzie to praca jest sezonowa, ale rownież mam przekonanie , że cienki. Boję się podjąc też innej pracy w okresie zimowym bo żyję w przekonaniu , że do niczego się nienadaję W krotce zostanę ojcem i niechę by moj syn o mnie też tak myślał chcę mu przekazać i nauczyć jak być wartościowym i pewnym siebie człowiekiem. Jak mam w sobie przełamać te przekonania blędne?. Mam wspanialą żonę ktora mnie wspiera w wielu kwestiach pomogla mi. Dzięku niej więcej się uśmiecham , wiećej rozmawiam. Choć czuję że jestem zamknięty. Ponieważ w pracy widzę , ze koledzy nawijają cały czas a ja nie jakoś niemam o czym z nimi rozmawiać i dostaje doła. Wtedy wole mp3 sobie wlączyć i odplynąć z rytmem muzyki. Zazdrosze innym w dobrym słowa znaczeniu dobrego humoru , zdolności rożnych, tego gadulstwa . Też chcialbym tak.:)

      • Czołem imienniku :)
        Jest w Tobie coś co moim zdaniem jest wyjątkowego: ta niezgoda na stan obecny i nieustępliwe dążenie do celu. Z opisu wygląda że miałeś bardzo ciężko. Duży szacunek za to co osiągnąłeś (podziwiam też ojca-sąsiada – za to wyznanie, nie każdego stać na coś takiego).
        Wykorzystaj to co masz i na tym zbuduj swoją przyszłość. Piszesz że masz wspaniałą żonę. Chłopie – wygrałeś los na loterii i nie zmarnuj go. To jest wielka pomoc w drodze dokąd zmierzasz. Rozmawiaj z nią o swoich planach, staraj się aby była po Twojej stronie. Dzięki wspaniałej żonie masz lepiej niż Twoi koledzy z pracy.
        1: największe ograniczenie mamy we własnej głowie.
        Pamiętaj o tym i przemyśl to. PRZEMYŚL TO. Praktycznie wszystko o czym sobie zamarzysz – może się spełnić. To kwestia Twojego czasu, uporu i konsekwencji. Dobrych metod także (planowania, mobilizowania). Nie wystarczy bardzo bardzo chcieć – jeśli będziesz źle planował to będziesz szedł do celu znacznie dłużej.
        2: przemiana musi się dokonać w Tobie, w środku. Nie wystarczy nauczyć się dowcipów i je powtarzać. Jeśli sam nie będziesz wierzył w to że jesteś wartościowy – nie przekonasz o tym innych.
        To nie jest kwestia „technik”, „sposobów” czy „sztuczek”. Najlepsze efekty daje poczucie własnej wartości płynące z wewnątrz, takie które jest mocne bo opiera się na niepodważalnych dla Ciebie doświadczeniach, pracy.
        Bardzo dużo wiedzy masz na tym blogu. Wykorzystaj go ale nie na 50% – na 100%. Rób ćwiczenia, zapisz się na szkolenie. Najlepszy dzień na zmianę zaczyna się dzisiaj.
        3: zostaw to co było za sobą, liczy się to co będzie dalej. Tamte złe wspomnienia
        Ci nie pomogą, nie usprawiedliwiaj się. Każdy ma coś czego by wolał nie przeżyć kiedyś. Zapomnij o tamtym człowieku, wyobraź sobie siebie zadowolonego z życia i to miej przed oczami, a nie niepowodzenia. Pamiętaj jedynie o swoich sukcesach z przeszłości.

        To wszystko musi potrwać – to nie jest do zrobienia w 4 tygodnie. Ale jutro jest pierwszy dzień z reszty Twojego życia i warto je spędzić tak jak Ty chcesz.

        pozdrowienia i powodzenia

        • WITAJ !
          DZIĘKI ZA WSPARCIE. NIBY TO CO NAPISALEŚ JEST PROSTE DO ZREALIZOWANIA ALE JAKOŚ DO MNIE NIE DOCIERA W SENSIE TAKIM, ŻE NIEMOGĘ SIĘ PRZEŁAMAĆ. BĘDĘ Z TYM WALCZYŁ JAK LEW!
          PS. PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY W POWYŻSZYM TEKŚCIE. POZDRAWIAM

          • Walcz i nie poddawaj się. Nie wszystko się od razu udaje, sam wiem najlepiej.
            Czasem trzeba próbować kilka razy.
            Zacznij od prostych rzeczy, potem trudniejsze. Tak jest łatwiej. Mi bardzo pomógł sport, ale wcale nie twierdzę że to najlepsze ani że jedyne wyjście.
            Jak osiągniesz mały sukces – podnieś poprzeczkę. Sam się zdziwisz ile jesteś w stanie dokonać a kiedyś by Ci to do głowy nie przyszło. I o to tez chodzi – przemianę w środku: nastawienia do siebie, swoich możliwości.
            Systematyczność, nawyki itd – to o czym pisze Pani Iwona – bardzo pomagają.
            Tylko pamiętaj: nikt nie jest idealny, więc nawet jeśli się nie uda od razu, nie poddawaj się. To może trochę jak z elektronem na orbicie wokół atomu. Żeby przeskoczył na orbitę o wyższym poziomie energii (czytaj osiągnął jakiś cel), trzeba mu dostarczyć energii. Na początku tej energii może być za mało i na tą wyższą orbitę nie wskoczy. Ale to trochę tak jak by po każdej próbie tej energii zostawało aż w końcu mniejsza jej dawka spowoduje że na tą orbitę przeskoczy.
            Tak było przynajmniej u mnie, nie twierdzę że u każdego. Ale staram się Ci pokazać że warto próbować, chwytać się różnych sposobów i możliwości.
            I nie poddawać się.
            Kiedyś przeczytałem książkę o amerykańskich jednostkach Navy Seals. Ich przysięga zrobiła na mnie duże wrażenie (mimo że nie jestem nastolatkiem), zaczynała się od słów: „nigdy się nie poddam”.

            I tego Ci życzę. Nawet jak się nie uda za 1-szym razem, to uda się za którymś.
            pozdrowienia

        • Arturze wiesz że w tym momencie wylałeś na mnie kubeł zimnej wody:)Kurde, wszyscy mi mówią , że jestem uparty jak osioł ,mknę do celu czego mi zazdroszczą. Więc niepozostaje mi nic innegoj jak tylko działać!:) Pozdrawiam

  3. Raczej nie miewam problemów z akceptacją innych ludzi, bo zazwyczaj wszyscy mnie lubią. Jeśli zdarzą się osoby, które nie darzą mnie sympatią to na ogół są to ci, na których zdaniu mi nie zależy. Poza tym, moje poczucie własnej wartości jest w normie ;-)

  4. Ja najgorzej się czuję, gdy czasami siebie nie lubię…….A jeśli ktoś mnie nie lubi…no cóż ma prawo…..zastanawiam się wtedy czy ma powody…..ale traktuję to tylko jako autorefleksję…..Pozdrawiam majowo:0

  5. witam Pani Iwono i witam tez czytelników bloga….ciekawe tematy Pani porusza, lubie poczytywac Pani bloga… zawsze jakies nowe refleksje sie we mnie pojawiają …tak sobie myślę iż dawniej bardziej mi zależało aby mnie „wszyscy” lubili i nawet byłam i mówiłam w taki sposób aby sie tym osobom przypodobać. pokazac że je rozumiem …że mamy wspólne zdanie…bez głębszego zastanowienia przyjmowałam co inni mówili i im przytakiwałam… dziś jest już nieco inaczej, pewno dlatego iż zaczynam wypracowywać moje własne zdanie na jakis temat, zaczynam dostrzegać fakt iż mogę mieć odmienne zdanie i moge je głośno wypowiedzieć i szanować siebie i innych….teraz juz mi tak nie zalezy aby przypodobac sie wszystkim…nawet nie chce zeby mnie wszyscy lubieli, zreszta to pragnienie bycia akceptowanym czy lubianym przez wszystkich jest iluzja…cieszę sie, ze sa osoby w moim otoczeniu od ktorych otrzymuje uczucie sympatii…pewnie sa tacy ktorzy mnie nie lubia ale jakos ich nie zauwazam…przesyłam Miłość i Światło:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here