Pochwała niedziałania

5

Bywało,
że nie umiałem poświęcić rozkwitania obecnej chwili dla żadnej pracy,
umysłowej czy fizycznej.
Uwielbiam mieć szeroki margines w życiu.

Thoreau w Walden

Ten tekst niektórych może zaskoczyć: Założycielka Akademii Skutecznego Działania, namawiająca do spotkań w klubach skutecznego działania w Polsce, ma zamiar chwalić niedziałanie… Ależ to nielogiczne.   Pozornie. Jestem zresztą przekonana, że Ci którzy znają moją pracę i książki wiedzą, że nie jestem fanatyczką pracy, więcej, nawet pracowitości – bez uzasadnienia – specjalnie nie pochwalam.

Uważam, że cokolwiek się robi, trzeba angażować się w to w pełni i wykonywać na najwyższym poziomie swoich możliwości.

Jednakże życie to nie tylko praca,
działania i osiąganie określonych efektów.
To także czerpanie z otaczającej rzeczywistości wrażeń, kontemplacja świata,
zachwyt nad stworzeniem, w tym nad własnym umysłem.

Są ludzie, którzy tak bardzo kochają życie i szanują podarowany na ziemi czas, że przesadzają z ukierunkowanymi na osiągnięcie celu działaniami.

To do nich szczególnie kieruję te słowa. Nawet po to żeby lepiej sobie radzić z działaniami celowymi trzeba przynajmniej przez chwilę dziennie nic nie robić. Ot, poobserwować w spokoju otaczającą rzeczywistość, unikając sądów… a może uda się nawet poobserwować własny umysł.

Można to robić stojąc, siedząc a nawet idąc.

Wyjdź na zewnątrz – choćby na balkon.
Patrz wrażliwie, uważnie i przytomnie na wstający świt, budzący się dzień albo na zachodzące słońce, czy na gwiazdy i księżyc, zmieniający swój kształt.
Bądź w tej chwili, miej świadomość, że jesteś – i Ty i ta rzeczywistość.
Szczególnie obserwacja nieba może być źródłem pięknego i niezwykłego uczucia.

Patrzenie  na gwiazdy to jedyna chwila, kiedy będąc dzisiaj spoglądasz w przeszłość.

I takie zajmowanie się przeszłością, choć liczy się dzisiaj, jest dobre.

 

Niech taka chwila, lub każda inna podobna, będzie okazją do bycia, bycia tu i teraz , w teraźniejszości, ze sobą – w centrum Wszystkiego i w jedności ze Wszystkim. Trzeba mieć w życiu jakiś margines.

Mnie samej takie chwile zdarzają się nieraz w czasie porannych późnoletnich spacerów albo w mroźne zimowe wieczory.  Czasem udaje mi się nawet  poczuć tę Jedność.  Wracam wtedy z podniosłym nastrojem i mnóstwem energii.  Jednak niemal codziennie mam swoją chwilę niedziałania.

 

 

PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

  1. W pelni sie zgadzam z Pania.Wlasnie wrocilm z dwugodzinnego spaceru z psem. Cudowny poranek.Przywitalm slonce…Wrocilam przeszczesliwa.Zerkam na bloga zeby inspirujacym tekstem wzmocnic sie jeszcze bardziej….Dzis wszystkie czynnosci bede wykonywc medytacyjnie i poczytam ksiazke „Cud uwznosci”.
    Dziekuje za te codzienne wpisy Pni Iwono! Zycie jest piekne!
    Zycze milego weekendu .

  2. Pani Iwono, szeroki margines w życiu to rzeka płynąca równolegle do ostrej często męczącej „jazdy bez trzymanki” na codzień…wchodzę i zanurzam się jak najczęściej w jej naturalne , poruszające się od zawsze wody….
    wybór „Księgi olśnień” za to szczególnie dziękuję….dzisiaj będę radowała się życiem razem z moim wnuczkiem 1.5 rocznym TEOSIEM :)))
    – Dziękuję z głębi serca za Pani mądre działania i taki wpływ na ludzi ,który będzie zwiększał przestrzeń samoświadomości społecznej- małymi krokami do przodu !

  3. Ja po dzisiejszym męczącym dniu w pracy, później w domu pomiędzy kuchnią, pokojami, łazienkami do ogarnięcia i 4 dzieci żądnych mojej uwagi jestem zdolna TYLKO do niedziałania.

  4. Owszem,takie niedziałanie jest głębszym rozwojem i sięganiem po takie spojrznie na siebie jak się patrzy na na obce nam rzeczy nie nowe lecz zupełnie świeże ,może o tym napisał Czesław Miłosz w wierszu pt.Miłość stwierdzając też ,że” kto tak patrzy ten i sobie i rzeczom chce służyć…”
    Pozdrawiam ciepło

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here