Po kursie systematyczności

10

Każdy słyszy tylko to, co rozumie.

 

Johann Wolfgang von Goethe

 

Skończyłam cykl o systematyczności.

Uwielbiam czytać Państwa wpisy. To dla mnie zawsze niezwykle ciekawe dowiadywać się jaki wpływ mają moje słowa na ludzkie myślenie i… pisanie.  Bardzo różne są to reakcje.  To normalne, wszak słowa żyją własnym życiem. Bardzo się staram dobierać je tak, aby dokładnie odzwierciedlały to, co myślę, jednak nie da się uniknąć (i chyba to dobrze) interpretacji Państwa uszu.

 

Różne uszy się wtedy włączają, w zależności od tego, co tam komu w sercu gra i różnie się odnoszą Państwo do tego, co napisałam.

 

Czasem jest tak, że jeśli komuś coś pasuje, to się zgadza i twierdzi, że piszę mądrze i dobrze, a jeśli nie pasuje… to  na przykład polemizuje. I jak polemizuje to dobrze, bo można sobie dalej porozmawiać. Czasami włączają się uszy apelu i dana osoba czuje się tak jakbym nakazywała się czymś zająć.  I wtedy bywa różnie: broni się, albo tłumaczy albo dyskutuje z zasadnością moich… propozycji. PROPOZYCJI.

Bywa i tak, że ktoś odwraca dyskusją uwagę od tego, czym tak naprawdę trzeba się zająć, i kieruje ją na temat zastępczy.  Tutaj najlepiej widać pracę podświadomości i tego, jak to żyje sobie własnym życiem a karmi naszymi wypowiadanymi słowami i zdaniami na różne tematy.

 

Czasami jest też i tak, że przeczyta ktoś jakiś tekst, nie czytając tego, co pisałam wcześniej i to także powoduje, że rozumie go niekoniecznie tak jakbym pragnęła.

 

To oczywiste, że postrzegamy wszystko przez swoje doświadczenie,
potrzeby i przez to, co już wcześniej na dany temat usłyszeliśmy.  

Jeśli kiedyś uwierzyliśmy słowom jakiegoś Autorytetu i staramy się postępować tak, jak on radził, czyjeś rady – jeśli są inne – mogą być dysonansem. A czasem także niepotrzebnie rozciągamy szczegółowe wypowiedzi jakichś Autorytetów na ogół działań… Albo moje szczegółowe wypowiedzi  również uogólniamy.

 

MM napisała, że Deepak Chopra radził, aby nie dzielić się z ludźmi zamierzeniami odnośnie działania, bo przez to możemy rozpraszać swoją energię, która powinniśmy skupiać na tym działaniu.  Nawet jeśli tak powiedział, to na pewno nie w kontekście uczenia się systematyczności, wyrabiania nawyku.  A jeśli powiedział to odnośnie nawyku, to, cóż… przykro mi … ale to nie jest dobra rada.  Nawet w nastawieniu na konkretny cel warto czasem pewnym ludziom powiedzieć  o tym, co zamierzamy.

Nie chodzi o rozpowiadanie, bo faktycznie sporo jest ludzi, którzy na gadaniu kończą, ale o podzielenie się tym, co robimy. Może nam pomogą, może będą trzymać kciuki…

W wypadku budowania nawyku i systematyczności jest to już bardzo przydatne, bo ta druga osoba jest niejako świadkiem, dodatkowym sumieniem, pewną kontrolą.

 

To są rady dla tych co sami nie bardzo mogą nauczyć się systematyczności, zatem podpowiadam taki pomysł. A jak ktoś może sam, to wspaniale, nie potrzebuje dodatkowego stróża własnych obietnic. Tyle tylko, że taka osoba nie ma chyba wyzwań z systematycznym działaniem i budowaniem potrzebnych nawyków.

Warto tez wziąć Droga MM, pod uwagę fakt ze Chopra jest mężczyzną i człowiekiem z kręgu wschodniej kultury… to także wpływa na poglądy.

 

 

Niesamowity jest list Pana Michała.  Przytoczę go tutaj, bo zgrabnie napisany i wyraża wiele z tego, co napisałam wcześniej.

 

Nie chcę używać destruktywnego języka, więc nie powiem, że brak systematyczności i samodyscypliny to moja zmora, powiem, że to wyzwanie, któremu wciąż nie potrafię stawić czoła skutecznie.
Ale tutaj pojawiła się kwestia sprzątania. I tak się zastanawiam, czy nie byłoby dobrze odpowiedzieć sobie na pytanie, czym dla kogo jest sprzątanie.
Podobno kiedyś stwierdzono, że porządek w mieszkaniu, dla niektórych, jest substytutem porządku, jaki chcieliby podświadomie zaprowadzić w swojej głowie – czytałem w jakimś piśmie psychologicznym. Zaznaczam: „dla niektórych”. Stąd pewnie, nieco z przymrużeniem oka, wzięło się powiedzenie, że „porządek może mieć każdy, a tylko geniusz panuje nad chaosem” ;-)
Mam wrażenie, że czasem wynajdujemy sobie różne takie zastępcze czynności, które mają nam zastąpić to, czym tak naprawdę powinniśmy się zająć (vide, niestety, piszący te słowa…). Tylko, że to trochę pułapka: efekt jest taki, że mamy wrażenie, że zrobiliśmy mnóstwo, a jednocześnie nic nie jest zrobione i wciąż tkwimy w martwym punkcie.
Podoba mi się stwierdzenie, już nie pamiętam, czyje, że sęk nie w tym, aby robić pewne rzeczy właściwie (np. właściwie sprzątać), tylko robić rzeczy WŁAŚCIWE (np. zamiast posprzątać w łazience, najpierw posprzątać sobie w głowie, względnie – jeśli się da – połączyć jedno z drugim, a nie jedno drugim zastąpić).
Inna sprawa, że jeślibym odłożył sprzątanie do czasu, aż posprzątam sobie w głowie, to za kilka miesięcy obudziłbym się w czymś, co przypominałoby raczej dziki obóz koczowników, niż mieszkanie… ;-)))

 

Pan Michał ma rację niemal w każdym zdaniu. I co z tego?  Sam zaznacza, że systematyczność nie jest jego najmocniejszą stroną, więcej, że zamiast zająć się tym, czym powinien, pisze komentarz.  Komentarz nic nie wniesie do życia Pana Michała… a zrobienie porządku mogłoby wnieść.

I jak świetnie zapamiętał słowa Petera Druckera o rzeczach właściwie robionych i właściwych…  tyle, że tam nie ma mowy o czekaniu na to aż znajdziemy rzeczy właściwe. Trzeba już działać właściwie. Trzeba to robić  jednocześnie! Gdyby ludzie czekali ze sprzątaniem na to, aż uporządkują sobie swoje wewnętrzne życie, nie zrobiliby tego nigdy, bo mogliby umrzeć z głodu, z powodu efektów działania licznych bakterii tudzież  potknąć by się mogli ze skutkiem ostatecznym o jakąś rzecz.

 

Porządek i ład jest potrzebny: on często właśnie porządkuje myśli i uczucia.

 

Nikt go nie musi mieć, ale nie warto chyba bronić bałaganu i tych, którzy zamiast po prostu posprzątać i UTRZYMYWAĆ PORZĄDEK dzięki systematyczności, szukają szlachetnych powodów dlaczego tego nie robią.

Ktoś kto wymyśla zdania typu, że porządek może mieć każdy ale tylko geniusz  panuje nad chaosem z pewnością sam systematyczny nie jest. Ma rację: każdy może mieć porządek, bo nic prostszego na świecie… A jednak nie ma.  A ponieważ geniuszów jest niewielu, traci niepotrzebnie czas i energię na dawanie sobie rady z wytworzonym przez siebie chaosem i… niszczy charakter.  Z drugiej strony… nawet się z tym zgodzę; żeby zapanować nad chaosem, trzeba być geniuszem… Tylko po co marnować na to ów geniusz, jeśli można w uporządkowanym życiu robić genialne rzeczy.

 

Oczywiście ma Pan rację, że bardzo często ludzie (zwłaszcza kobiety) sprzątają nadmiernie, bo nie mają pomysłu na własne życie, koncentrują się na ładzie, bo nie mają niczego fajniejszego. Nawet poczucie własnej wartości wiele ma wspólnego z nadmiernym zajmowaniem się porządkiem… Sama to przerabiałam w swoim życiu. I znowu kluczowe słowo to NADMIERNY.

No i nie o pomysłach na własne życie  były moje ostatnie teksty i nawet nie o sprzątaniu, tylko o uczeniu się systematyczności.  Sprzątanie, to był  jeden z przykładów

 

 

Z jednym tylko nie będę polemizować absolutnie Panie Michale: trzeba sobie ustalić co rozumiemy prze porządek. I my i nasze dzieci i ktoś, kto nam pomaga. Bez tego ani rusz.  W ogóle różne pojęcia  powinniśmy sobie ustalić co przez to rozumiemy, nawet systematyczność.
Ogromnie do tego zachęcam. I nawet zadanie takie dziś dam.

Bardzo Państwu dziękuję za wpisy. Bardzo! A Panu Michałowi za to jeszcze, że nie chce się posługiwać tutaj destruktywnym językiem :).

 

ZADANIE:

  • Co dla Pai/ Pana znaczy systematyczność?
  • Co dla Pana/Pani znaczy porządek w kuchni, łazience, na biurku….?

 

 

 

PODZIEL SIĘ

10 KOMENTARZE

  1. A ja chciałam bardzo podziękować z wpisy o systematyczności.
    Jej brak w moim przypadku stanowi duży problem szczególnie w samorozwoju m.in. w budowaniu poczucia wartości. A spontaniczność wypiera to co ważne. Widzę, że mi przeszkadza brak jednego i nadmiar drugiego. Dostałam wiele cennych wskazówek i w myśl sentencji „Każdy słyszy co rozumie” studiuję ostatnie lekcje aby zrozumieć je lepiej. Lubię też dostać po sumieniu. Uczę się nagradzać i motywować, cały czas wpisuje w kalendarzu zadania. Obecnie moim największym problemem jest poranne wstawanie, które niestety psuje mi dobry humor i zapał, ale może i to kiedyś przezwyciężę?
    Co oznacza dla mnie systematyczność?
    Myślę , że to pewne działania które się powtarzają, robienie czegoś regularnie. Taki trening co czyni mistrzem w danej dyscyplinie.
    Co oznacza porządek wokół?
    Tylko przyjemne miejsce, które pozwala mi osobiście skupić się na ważnych rzeczach oraz przebywać wspólnie z innymi w nieskrepowany sposób.
    Ale porządek to rzecz względna. Mój syn od zawsze miał wszystko poukładane wokół, bo układał wszystko od razu. A moja córka odkłada wszystko na bok (na potem) i mówi że ona lubi swój porządek.

  2. Systematycznośc jest wg mnie niezbędna, aby cokolwiek osiągnąc. A jeśli coś osiągamy, to jesteśmy szczęsliwi, a przynajmniej zadowoleni. Ponieważ dla mnie porządek to przede wszystkim czysta podłoga, traktuję ją zmiotką, mopem i odkurzaczem systematycznie:) co sprawia,że czuję się dobrze w swoim mieszkaniu i mam drogę wolną do działania…:) Nie potykam się dzięki temu o swoje myśli:)

  3. Systematyczność kojarzy mi się z konsekwencją…….Systematyczny czyli stały….A porządek to ogólnie pojęty ład…i czystosć.Pozdrawiam słonecznie 0:).

  4. Pani Iwono bardzo dziekuje ze poswiecila Pani mojemu komentarzowi tyle miejsca. Mam naprawde cicha nadzieje ze nie zostalam zaklasyfikowana do tych dyskutujacych. Jesli tak to trudno…przyjme to z godnosicia i popracuje nad soba.Chcialam naprawde uprzejmie zaznaczyc ( zostalam wywolana wiec sie ustosunkuje )ze ja tylko PODZIELILAM sie tym jak w danym momencie zycia patrze czy patrzylam na te sprawy. Moze i pod wplywem emocji Ale nie zrobilam tego w opozycji do Pani propozycji. Ja nie staram sie postepowac tak jak Chopra…..
    Wracam do tematu.
    Systematycznosc oznacza dla mnie ze wyznaczam sobie konkretny czas np. raz w tygodniu na wykonanie jakies czynnosci, nauke jezyka,czy cokolwiek i sie tego trzymam.Np cala zime raz w tygodniu chodzilam na basen.Porzadek troche trudniej zdefiniowac. Dla mnie to chyba glownie czystosc ale nie koniecznie sterylna, porzadek w szafie, posegregowane dokumenty, wyrwane chwasty w ogrodzie, przyjemny zapach… Taki ogolny lad i harmonie.Zakochalam sie w minimalizmie a to ulatwia sprawe. Mniej przedmiotow daje niezly efekt.

    • Droga MM, ależ ja bardzo lubię Pani wypowiedzi. One są potrzebne. I bardzo dobrze. Po prostu to ja „dyskutuję”, to znaczy próbuję wyjaśnić o co mi chodzi. Państwo i tak wezmą to, co uznają za stosowne. Pozdrawiam bardzo serdecznie, bardzo dziękuję i proszę o jeszcze. :)

  5. Witam wszystkich.

    Staram się systematycznie czytać ten blog – to jedna z 3 stron na które (jeśli mogę) wchodzę codziennie. Teraz jestem na urlopie i nie mam takiej możliwości aby codziennie czytać – dlatego potem muszę siedzieć i nadrabiać zaległości :) „Muszę” bo ten blog jest dla mnie ważny.
    Tak więc czytając o systematyczności w odcinku IV przeczytałem tekst Pani Iwony:
    „Podobnie należy postępować na przykład z budowaniem systematyczności w ćwiczeniach fizycznych. Powinien to być stały moment w ciągu dnia, na przykład zaraz jak wstajemy, albo – jak w moim wypadku – zaraz po tym jak zrobię wpis na blogu i przywitam się z moimi znajomymi na Facebooku. Ładny strój (koniecznie. Trzeba się czuć najlepiej jak to możliwe i ważne jest to dla obu płci). I nie forsować się – nic na siłę – poprawiać raczej każdego dnia nieco wynik z dnia poprzedniego… nieco.”

    Wygląda że sporo osób ma z tym problem. Ja już nie – dlatego chciałem się podzielić swoimi radami/ pomysłami. Mam nadzieję że pomogą.
    Moja propozycja to znalezienie aktywności fizycznej która NAM odpowiada. To BARDZO ułatwia, naprawdę. I chyba jest niedoceniane. Są dziesiątki rodzajów sportów i fitness-ów, znajdzmy to co daje nam przyjemnośc, nie zmuszajmy się do czegoś co jest dla nas mało przyjemne. Różnice w tych sportach są kolosalne. Naprawdę KOLOSALNE. Wypróbowałem to na własnej skórze.

    Znajdźmy kogoś do ćwiczeń – to motywuje gdy się z kimś umawiamy co tydzień o tej samej porze. Bywało że gdyby nie to właśnie że sąsiad będzie czekał na ulicy – nie zwlókłbym się z łóżka.

    Korzystajmy z planów treningowych. One ułatwiają i mobilizują. Łatwiej trzymać się wymyślonego planu i trochę się zmusić niż tak ćwiczyć sobie – „jak mi się chce”. Kiedyś miałem bardzo trudny okres w pracy. Postanowiłem że będę robił codziennie jedną pompkę więcej aż dojdę do 100 na raz. Tak przy 60-70 kiedy widziałem że daję radę i dojadę do tych 100- kolega kolega zapytał czy (cytuję) „nażarłem się jakiegoś Prozac-a bo się zacząłem uśmiechać” :) Realizacja swojego celu pozwalała mi osiągnąć dużo lepszy nastrój i ja sam to czułem.

    Jeśli coś robisz – biegasz czy jeździsz na rowerze – zmieniaj trasę aby było ciekawie. Ja bardzo lubię nowe trasy. Jeśli ćwiczysz – zmieniaj ćwiczenia, unikaj rutyny i monotonii. Baw się treningiem, on ma dać Ci przyjemność.

    Teraz są super możliwości dla posiadaczy telefonów z GPS – polecam np. endomodo.com, technologia sama motywuje do treningów.

    Jeśli ktoś uważa że jest już zbyt wiekowy – polecam bodajże przedostatni numer Kulturystyka i fitness: tam jest artykuł o zespole ciężarowców z Tomaszowa Mazowieckiego o przeciętnym wieku ok. 67 lat. Ci panowie dżwigają ciężary mimo że lekarze powiedzieli że maksymalne co mogą podnieść to 2kg :) Pani Iwono dla Pani zeskanuję go i prześlę. NIGDY nie jest za późno, zawsze można dużo zyskać ćwiczeniem: zdrowie, pogodę ducha, wzmocnić poczucie własnej wartości – a nawet, jak w moim przypadku – może to spowodować bardzo pozytywne „efekty uboczne” jak chęć do zmian w swoim życiu.

    pozdrowienia i powodzenia!
    ps. mimo że jest 01:24 obiecuję że jak co rano na urlopie wstaję o 6:15 i biegam :)
    ps2. tylko wszystko należy robić z głową, bo łatwo przesadzić i narobić sobie problemów np. z kolanami – zwłaszcza przy biegach długodystansowych. Jest takie powiedzenie: zdrowie ucieka strumieniem ale wraca kroplami – sporo w tym prawdy, moim zdaniem.

  6. Niesamowicie ciekawi czytelnicy wokół Pani bloga się gromadzą.
    Ja mam z kolei tak – porządek w mieszkaniu jest mi naprawdę potrzebny do dobrego funkcjonowania, do poczucia, że miło i przyjemnie mam w mieszkaniu, czytaj – w życiu. Natomiast moje małe dziecko i mąż – lekki-bałaganomaker troszkę mi utrudniają utrzymanie tego stanu. W związku z tym sprzątam zrywami, dbam o tą „miłość” mieszkania zrywami. I generalnie wszystko robię zrywami, wpadam ze skrajności w skrajność – albo odpuszczam i nie widzę wielu rzeczy, albo chciałabym mieć wszystko pod linijkę i każde odchylenie mnie po prostu wkurza. I sprzątanie w mieszkaniu jest tu oczywiście jednym z przykładów działalności życiowych, ale jakże szerokim.
    Wobec tego dla mnie celem nad którym pracuję, jest osiągnięcie ELASTYCZNOŚCI.

  7. C.d.
    Elstyczność rozumiem jako robienie swojego systematycznie, ale nie wpadanie w stan rezygnacji czy złości, kiedy ktoś lub po prostu okoliczności życiowe nie sprzyjają mojemu rozkładowi. I taki minimalny kontrolowany chaos jest mi bardzo potrzebny i moim zdaniem najtrudniejszy do osiągnięcia. Żeby się nie zniechęcić, że nie jest idealnie, ale uparcie robić swoje i przyjmować to, co życie przynosi.
    Pozdrawiam serdecznie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here