Pesymista o optymizmie

2

Byłam we Wrocławiu na Sympozjum Psychologii Pozytywnej z udziałem Martina Seligmana – twórcy tej dziedziny. Najczęściej cytowany przez psychologów profesor Uniwersytetu Pensylwanii wystąpił w drugiej części spotkania, wcześniej mieli wykłady polscy akademicy. W pozytywnym tonie mówił Profesor Bogdan Wojciszke. Ale już Profesor Doliński pytał czy nie lepiej być po prostu realistą, jako że nie wszystkie badania świadczą o tym, że optymizm istotnie decyduje o lepszych rokowaniach chorych czy o wyższym poziomie osiągnięć. Seligman odniósł się zresztą do tych wątpliwości, mówiąc, że antybiotyki, choć większości pomagają wyzdrowieć, na niektórych nie działają, a są i tacy, których zabijają. Wyraźnie zdystansował się od dystansu polskich badaczy. Zaczął zresztą wykład od stwierdzenia, że mówienie o psychologii pozytywnej w Europie Środkowo-Wschodniej to nie lada wyzwanie, jako że mnogość negatywnych doświadczeń w przeszłości, wytworzyła trudny do przerwania schemat polegający na raczej negatywnych oczekiwaniach i szukaniu ich potwierdzenia. Trudność jest tym większa, że podobnie działa sam mózg – by w porę nas ostrzec i właściwie zadziałać, także szuka zagrożeń. Pokonanie takiego układu wymaga sporo wysiłku. Nikt już jednak w nauce nie stosuje teorii Laplace’a, która pozwala o przyszłości wnioskować z przeszłości – mówi Profesor.
Większy wpływ na przyszłość ma to, co dzieje się w teraźniejszości.
Jeśli chcemy wiedzieć co będzie miała na obiad pani profesor, to nie ma sensu pytać jej co miała na obiad wczoraj, a raczej jakie ma plany odnośnie dzisiejszego dnia – żartował. Oczywisty sens jego słów był następujący:
Trzeba zmienić sposób wnioskowania o przyszłości drodzy Polacy, nie wieszczyć z przeszłości, ale koncentrować się na zmianie teraźniejszości i budowaniu w oparciu o bardziej optymistyczne podejście i cele – przyszłości. A warto, bo badania wykazują pozytywny związek optymizmu z poziomem życia człowiek, z jego ogólnym dobrostanem, czyli szczęściem.
Czułam się znakomicie, choć nie usłyszałam niczego, czego bym nie wiedziała… No może poza doniesieniami z pracy nad armią amerykańską, co wydaje się być także nie lada wyzwaniem. Jednak słowa Seligmana były niczym miód na moje serce. Oto, to samo, co ja – a powtarzam to od niemal tylu lat, ile ma psychologia pozytywna – mówi uznany autorytet naukowy. On również (ku zawiedzeniu niektórych akademików) nie używa naukowego żargonu, nie podpiera się przy każdym stwierdzeniu czyimś nazwiskiem i badaniem, ale mówi raczej o konsekwencjach tych badan i o możliwości zastosowania ich w życiu.
Stwierdził, że sam jest znakomitym przykładem na to, że proponowane techniki zwiększania optymizmu w życiu działają. Przyznał, że z natury jest pesymistą, a nikt lepiej niż pesymista nie zbada prawdziwie rzetelnie zjawiska optymizmu. Jeśli coś działa na mnie, sprawdzam to na żonie i dzieciach. Jeśli zadziała na nich, sprawdzam na studentach… A potem dalej.
I w ten sposób praktyczne dokonania psychologii pozytywnej pracują dla milionów ludzi. A ja cieszę się, że mam w tym swój udział.
Niestety, chyba nie cała sala była tak bardzo przekonana do treści jego słów. Świadczyły o tym wypowiedzi niektórych uczestników – na forum i kuluarowe. Młody człowiek twierdził, że oglądał jakieś popisy w podejmowaniu ryzykownych zachowań i wydaje mu się, że Amerykanie działają na zasadzie huraoptymizmu, a Polacy mają bardziej realistyczny stosunek i lepiej sobie radzą. Seligman na to: czym innym jest odwaga a czym innym optymizm, a Polacy zawsze byli odważniejsi od Amerykanów. Słuchając wcześniejszych wykładów i wypowiedzi wiele razy miałam w myśli uwagę, że czym innym jest optymizm a czym innym naiwność, czym innym optymizm a czym innym… głupota czy niewiedza. Niektórzy jakby tego nie czuli, mówiąc że optymistyczni motocykliści częściej nie noszą kasków, a optymistyczne studentki zachodzą w niechcianą ciążę… jako o argumencie na niekoniecznie pozytywną rolę optymizmu.
Na końcu Seligman w sposób – dla mnie oczywisty – pełen pasji do zmieniania świata na lepsze, zachęcał by wykorzystywać do tego narzędzia jakie daje psychologia pozytywna. I wtedy jedna z dwóch siedzących koło mnie przedstawicielek środowiska naukowego, skądinąd sama tryskająca energią, stwierdziła: czujemy się jak na zebraniu jakiejś sekty. Pośpieszyłam z wyjaśnieniem, że psychologia pozytywna nie kryje, że nie tylko chce opisywać rzeczywistość ale i wykorzystywać wiedzę do czynienia dobra… Ale to pań chyba nie przekonało.
Wychodząc pocieszałam się, że skoro zdaniem Seligmana pesymiści są najlepszymi osobami do badania optymizmu, to przed polską psychologią naukową jawi się świetlana przyszłość.
P.S. Jakość zdjęcia pozostawia wiele do życzenia, jednak nie miałam możliwości zrobić go lepiej.

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. „Wychodząc pocieszałam się, że skoro zdaniem Seligmana pesymiści są najlepszymi osobami do badania optymizmu, to przed polską psychologią naukową jawi się świetlana przyszłość” – i to jest przykłąd optymizmu! ;) Cóż, w naszym kraju jest jeszcze wiele do zrobienia na tym polu, jak widać, także wśród naszych „znawców ludzkiej duszy”. Polscy psychologowie (większość) sobie, a ludzie po prostu robią swoje, pracują nad sobą, czerpiąc z inspirujących źródeł. Ja np. medytuję, jestem absolwentką kursów Metody Silvy. Znam siłę pozytywnego podejścia do życia, doświadczania szczęścia na co dzień i doceniam wartość słów. Dziękuję Pani za bardzo mądrą „Dobronockę” w radiowej Trójce w ostatni weekend.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Dziękuje za „dziękuję”. To zdanie Seligmana dotyczy jedynie nauki. Faktycznie takie osoby sa najlepsze, bo jeśli one stwierdzą, że pomiędzy optymizmem (rozumianym wg Seligmnana) a jakimś wymiarem życia istnieje pozytywna korelacja, to jest to już na pewno dobrze sprawdzone! Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here