Perfekcjonizm czy praca na najwyższym poziomie swoich możliwości

12

100percentAby wieść owocne życie
musisz dawać z siebie wszystko, co możesz,
ustalać wewnętrzne standardy
i nie porównywać się do innych.

 

Senora Roy

 

Młoda i mądra kobieta, z którą mam zaszczyt współpracować, poprosiłam mnie o wyjaśnienie różnicy pomiędzy perfekcjonizmem,działaniem na najwyższym poziomie własnych możliwości. Mówi, że nie wie czy nie popada w perfekcjonizm, kiedy czasem stara się zrobić coś jeszcze lepiej, a gdy oddaje jakąś pracę szybko, myśli czy aby na pewno wykonała ją na najwyższym poziomie swoich możliwości. Robi wiele dobrych rzeczy: wspólnie z mężem wychowuje w poczuciu misji dwoje dzieci; dba o związek, by wciąż cieszył, prowadzi dom tak, aby było w nim miło; maluje… Bardzo poważnie traktuje swój rozwój zawodowy i osobisty,  systematycznie się doskonali – aktualnie z pomocą mojego rocznego programu Droga do – i wspiera w tym innych. Prowadzi prelekcje i warsztaty dla rodziców pomagające wychowywać dzieci i cieszyć się tym. Jedną z fundacji, z którymi współpracuje to Wychowanie do szczęścia, moja fundacja wspierająca edukację, która już 27 marca zaprasza na konferencję dla nauczycieli.  Od kilku miesięcy  Marta prowadzi też bloga, któremu przyświeca podobna idea i pisze swój rozdział do mojej książki Logodydaktyka w szkole. Zawsze  jestem zadowolona z poziomu, na jakim wykonuje  wszystko, do czego się zobowiązuje, a co nie zdarza się znowu tak często w wypadku innych. Nie raz pytam: Czy  na pewno włożyłaś/eś w to 100% siebie?  

 

Piszę o tym wszystkim, aby pokazać na ilu różnych obszarach działa Marta, co pewno charakterystyczne jest dla wielu współczesnych kobiet, choć zmieniają się płaszczyzny ich zainteresowania.  Piszę tu o kobietach, ponieważ nie zgłosił się do mnie jeszcze nigdy żaden mężczyzna z pytaniem czy nie jest perfekcjonistą. Panowie – jeśli szukają rady w podobnym temacie – pytają raczej  jak lepiej zarządzać  sobą w czasie, gospodarować nim tak, aby starczyło go na to, co naprawdę ważne.

 

To oczywiste, że jeśli zajmuje się wieloma sprawami, nie można we wszystkim być najlepszym. Powiem więcej: nie ma nawet potrzeby się porównywać. Jakie to ma znaczenie czy prowadzę dom lepiej niż moja teściowa, kuzynka czy koleżanka, jeśli domownicy są zadowolenia, a i mnie jest dobrze; nie powinno mnie interesować również to czy inni piszą lepiej czy gorzej, skoro moje książki czy artykuły są czytane i znajdują wystarczająco dużo odbiorców; jak porównać – i po co – kto jest lepszą matką czy żoną… Nic nie jest wystaraczająco uniwersalne i na tyle doskonałe, aby znalazło uznanie w oczach wszystkich. Z różnych względów książka, szkolenie, obraz czy postawa znajdzie swojego krytyka.

 

Ważne jest to, aby angażować się w pracę proporcjonalnie do jej rangi,
a w momencie, w którym ją wykonujemy, poświęcać jej pełną uwagę,
wkładać w nią całe serce i wszystkie swoje możliwości.  

 

Koncentracjazaangażowanie to dwa słowa, które decydują o działaniu na najwyższym poziomie swoich możliwości. Jeśli sprzątam to porządnie, jeśli gotuję to z miłością, jeśli piszę to z poczuciem celu i misji, a jeśli robię jakąkolwiek inną rzecz to przynajmniej z uczciwością w stosunku do tych, którzy  na nią czekają a także tych, którzy za to płacą, jeśli taka sytuacja ma miejsce.  Daję z siebie to, co mam w tym momencie najlepszego, sprawdzam, korzystam, gdy trzeba, z możliwych źródeł pomocy… Jednak kiedy to zrobię i odczuwam satysfakcję, bo widzę, że jest to wystarczająco dobre… puszczam dzieło, cokolwiek to jest, w świat.

W przeciwnym razie autor nigdy nie oddałby książki do wydawnictwa, sprzątanie znacznie by się przedłużało, a wszelkie przygotowania do startu w biznesie czy konkursach nie miałyby końca.

 

Dzieło ma mieć wystarczający poziom doskonałości, jeśli chodzi o odbiorcę
i najwyższy poziom doskonałości na tę chwilę, jeśli chodzi o twórcę.

 

Zbyt często słyszę wyznania o rzekomym perfekcjonizmie. Niektórzy traktują to trochę jak zasłonę, którą oddzielają się od działania. Mówią: nie jestem jeszcze gotowa, by to robić, nie jest to jeszcze wystarczająco dobre, aby z tym wyjść… Inni  mają tak niską samoocenę, że nie widzą w tym, co robią wartości… To ci, którzy zwykli porównywać się do innych. Są i tacy, co wydaje im się, że perfekcjonizm to coś dobrego…

 

Dobre jest dążenie do doskonałości, nie perfekcjonizm.
A to dokonuje się codziennie, jeśli się uczymy, rozwijamy, nie spoczywamy na laurach,
a we wszystko, co robimy wkładamy serce. 

 

Kiedy żyjąc tak koncentrujemy się na danej czynności i wykonujemy ją najlepiej jak potrafimy w danym momencie, możemy być spokojni o to, jak zostanie przyjęta. Nawet jeśli nie spotka się z pozytywnym odbiorem, my sami mamy czyste sumienie i wciąż możemy być z siebie dumni.

Podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem Leezy Gibbons znanej amerykańskiej prezenterki telewizyjnej: Wierzę, że sekret życia polega na tym, aby podejść do czegoś, dać z siebie wszystko, co się może, a reszta niech się dzieje…

 

P.S. Marta, o której tu pisze nie jest perfekcjonistką, jest natomiast kobietą pracująca na najwyższym poziomie swoich możliwości w każdym z obszarów.  

Z całego serca polecam każdy rodzaj współpracy z Martą Drozd, a Tym, co mają rodzinę lub mieć ją chcą… a także Wszystkim Innym  bloga MĄDRA MIŁOŚĆ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

12 KOMENTARZE

  1. Pani Iwono,
    wciąż śledzę Pani bloga i pojawiające się na nim wpisy. Dzisiaj do zeszytu wpisuje cytat pani Ray i zaznaczam frazę ,, nie porównywać się do innych” Bo ja wciąż popełniam ten błąd :) a przecież powinnam szukać doskonałości w sobie, wg swoich wewnętrznych standardów. Ma Pani rację pisząc abyśmy działali w sposób zapewniający najlepszą realizację tu i teraz. Ulżyło mi.
    pozdrawiam,

    • To i ja lepiej się czuję. Dziękuję. :) Ciekawe byłoby przeczytać taki zeszyt, te krótkie zdanka… Może kiedyś mi Pani pokaże. Pozdrawiam serdecznie

      • Ja też. Ale może to tak jest jak się jest po 40-tce? Dotarło się do połowy życia (a dla statystycznego mężczyzny to i nawet więcej niż połowy) więc się człowiek rozgląda dookoła i ocenia sam siebie… Może to i źle ale często to robię…

        pozdrowienia
        Artur

  2. Dziękuję…”Koncentracja na tu i teraz” wypowiedziane przez Panią, połączona z radością z tego co się robi w danym momencie, a nawet ze smutkiem, za którym płyną konkretne wnioski i przemyślenia dobre dla nas- nieocenione uczucie. Przeczytane w tekście zdania na własny temat od dziś stały się moją afirmacją. Wspaniale jest stawać się motylem u Pani boku. Zapisując się na roczny kurs zaufałam, ale nie wiedziałam, czy na pewno tak się stanie. Dziś czuję, że to ma miejsce. Nawet jeśli czasem trzeba się cofnąć do etapu poczwarki, czy gąsienicy żeby uświadomić sobie pewne bardzo ważne rzeczy. Wszystkim czytelnikom bloga z serca polecam Akademię Skutecznego Działania.

  3. Doskonaly tekst! Intreresujace jest to ze ja do podobnego stylu pracy doszlam troche inna droga – duzo czytalam na temat uwaznosci, starannosci i odpowiedzialnosci za kazda chwile naszego zycia, ktore sklada sie z momentow niezwykle pasjonujacych ( np. w mojej pracy pisanie artykulu, organizowanie konferencji), ale tez z tych wiele mniej tworczych jak zamykanie budzetow, wypisywanie kontraktow. I wlasnie ta uwaznosc, koncentracja w tych pozornie na mniej ciekawych , mnie tworczych chwilach nauczyla mnie dyscypliny, solidnosci i wytrwalosci. Swietny tekst!

  4. Spotkałam Panią na konferencji „OPERON”u wiosną ubiegłego roku. Pani osobowość i słowa wobec nauczycieli „żeby spróbowali potęgi dobrego słowa w relacjach ze swoimi uczniami, a wtedy zobaczą, że dzieją się cuda…” spowodowały, że zostałam stałą czytelniczką Pani bloga. Znajduję w nim kierunkowskazy do działania, dobre myśli, które pozwalają mi przeformuowywać swoje własne czasami trudne i natarczywe. Wielokrotnie chciałam podzielić się refleksją po przeczytanym materiale, ale ciągle nie umiałam zwerbalizować myśli / poza podziękowaniem /. Dzisiejszy artykuł spowodował, że postanowiła się odezwać.
    W związku z tym, że idea „Dnia dobrego słowa” została przeze mnie upowszechniona w mojej szkole, każdego 13-go dzieje się coś… Akcja ta została dostrzeżona podczas ewaluacji zewnęytrznej naszej szkoły. Poproszono mnie o opisanie „dobrej praktyki”.I tak z małej lokalnej aktywności zaczyna się robić coś szerszego. Dobro roztacza kęgi, jak kamyk rzucony w wodę.
    W związku z treścią dzisiejszego artykułu oraz zobowiązaniem zawodowym /opisanie naszej praktyki/ wydało mi się nieodzowne podziękowanie Pani za inspirację i poinformowanie o naszych działaniach i planach w rozpowszechnianiu tej wspaniałej idei jaką jest „logodydaktyka” oraz „Dzień dobrego słowa”. Dziękuję:)))

  5. Być zadowolonym z tego co się robi to zapewne jest ważne. To takie coś co jest konsewencją tego, że jest mi ze sobą dobrze. A może też z akceptacją siebie taką jaką jestem. Mnie w życiu zawsze pomagało to, że byłam autentyczna. Gdybym nie była autentyczna i porównywała bym się do innych nie mogła bym tworzyć nowych rzeczy.Zaufanie sobie i swojej intuicji pomaga moim zdaniem bardzo :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here