PASJA CZYTANIA 2

0

Już kilka razy miałam podzielić się wrażeniami z czytanej lektury, ale ciągle pojawiało się coś ważniejszego. Czytam w każdej wolnej chwili i układa się to w pokaźny zbiór różnorodnej lektury. Moje wybory są całkowicie intuicyjne – decyduje o nich „przypadek”. A to usłyszałam o książce od kogoś, a to spontanicznie ktoś mi ją pożyczył, a to wreszcie przeczytam gdzieś, że warta zachodu. Bywa, że jakaś pozycja czeka na swój czas nawet… kilka lat. W przypadki nie wierzę i wiem, że każda sytuacja jest po coś – mogę się czegoś nauczyć, coś wynieść, zachować się w sposób cenny dla świata. Czasem przeczytam jakąś książkę po to, by dowiedzieć się, że… to nie moja bajka, albo żeby się zdziwić, że ktoś upiera się przy racjach, które mnie się wydają niedorzeczne, a czasem po to by zadać pytanie – po co w ogóle wydaje się takie książki?
Najczęściej jednak czytając wiem, dlaczego ta właśnie pozycja trafiła w moje ręce – dowiaduję się czegoś nowego o życiu lub o sobie, zachwyca mnie język, treść albo – i to jest najlepsze – znajduję w niej odpowiedzi na moje pytania. Bywa też, że książki pokazują mi jak bardzo się zmieniłam, jak inaczej patrzę dziś na życie niż… nawet kilka lat temu. Może nawet przygotowują mnie do kolejnego etapu.
Tak było z „Everymana” Philipa Rotha. Dostałam ją z raczej przykrym wyrazem twarzy mojego przyjaciela, wskazującym na to, że książka wywarła na nim bolesne wrażenie. Znając moją niechęć do samoumartwiania się nie był pewny, czy to przeczytam. Ja również nie byłam. Czarna, przygnębiająca okładka i ten tytuł kojarzący się nieodparcie ze średniowiecznym moralitetem. I leżała ta książka kilka miesięcy, w pewien sposób jakoś mnie strasząc. W końcu ją przeczytałam…
I nie widzę w niej nic złego, nic strasznego, nawet nic przygnębiającego. Ot, życie w swojej krasie, i to może nawet lepsze niż niejedno znane mi nie tylko z literatury. Los człowieka, każdy z nas może mieć podobne. Autor uśmierca naszego bezimiennego bohatera już na początku książki – zatem sprawa jest jasna – a potem, poprzez opowieść bliskich i jego własną, pokazuje jak przeżył swój czas. Ciekawe jest to, że pokazuje je niejako poprzez choroby bohatera, aż do tej ostatniej. Everyman miał dobre dzieciństwo, kochającą rodzinę a potem trzy żony i trójkę dzieci. I jak to w życiu bywa – pierwsza żona to pomyłka – wybór raczej społeczny, druga dobra, ciepła, mądra i inteligentna ale przegrywa z młodą, głupiutką acz seksualnie uzdolnioną pięknością. Pracował obok tego, co lubił, dobrze zarabiał, miał przyjaciół. Kiedy z przystojnego niezależnego mężczyzny staje się schorowanym starszym panem, analizuje swoje życie. Żałuje niektórych swoich wyborów, chciałby cofnąć czas.
I poniekąd cofa… Stara się naprawić to, co może, próbuje wykonać ruchy w kierunku osób, które w jakiś sposób krzywdził. Ale najważniejsze, że układa to sobie dobrze w swojej świadomości. Niejako godzi się z tym co ma i rozumie jaka droga przywiodła go do punktu, w którym się znajduje. I o to chodzi! Cóż w tym dramatycznego?!
Przypomina mi się natychmiast ćwiczenie proponowane przez Stephena R. Coveya w „7 nawykach skutecznego działania” – wyobraź sobie swój pogrzeb, posłuchaj co mówią na nim ludzie. Czy to chciałbyś usłyszeć? Nie? To spróbuj zmienić póki czas, to co możesz i zawrzyj pokój z tym wszystkim co już się zmienić nie da.
Ta książka to swoiste memento mori, ale wcale nie smutne ani dramatyczne. Jakby mówiła: Nie daj się zaskoczyć. Masz prawo do własnych wyborów, ale nie dziw się konsekwencjom i przyjmuj je z pełną odpowiedzialnością. A odejść trzeba. I wcale nie jest łatwiej, kiedy otacza nas tłum kochających ludzi. To paradoksalnie może być nawet trudniejsze.
Dwa zdania uderzyły mnie w tej książce – wyraz błędnego moim zdaniem światopoglądu. Bohater stwierdza „Starość to nie bitwa, to masakra”. Nie zgadzam się! Starość to nie bitwa, faktycznie, to właśnie czas refleksji, silniejszego odczuwania, czas budowania cierpliwości, wdzięczności, pokory… Czas pogodzenia. To w sumie piękny czas.
I jeszcze jedno zdanie z książki. Ostatnie. „Uwolniony od istnienia , przeniósł się bezwiednie w krainę nigdzie. Tak jak się tego obawiał od samego początku.”
No cóż… Gdyby spodziewał się, że przeniesie się w inną krainę – też pewno miałby rację. Jest tak, jak się Państwu wydaje!

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here