O potrzebie Absolutu

2

Jeśli ktoś czuje w świecie obecność Boga,
to także ma coś , czego się nie porównuje,
co się nie kończy i czego nie utraci… chyba że sam o to zadba

 

Nawet jeśli jest tak, jak mówili i mówią różni ludzie, że to człowiek stworzył Boga, nie Bóg – człowieka, to i tak  stało się tak z jakiegoś powodu. Jest taki fragment człowieczeństwa, którego nie da się opisać za sprawą ciała i biologii. Nie wystarczy tu nawet włączenie emocji i umysłu, jako efektów działania mózgu.

 

Jest w nas z pewnością coś, co nie poddaje się uproszczonym opisom chemiczno-fizycznym.
Najprościej nazwać to duszą.

 

Dusza ma własne życie i odrębne potrzeby. To właśnie  jej potrzebny jest kontakt z Absolutem. Realizuje tę potrzebę różnie, dużo zależy tutaj od kultury w jakiej przyszło żyć jej posiadaczowi. Informacje, jakie od dzieciństwa wprowadza się do podświadomości, później zaś – sprowadzona do szkiełka i oka – nauka mają wielki wpływ na zbudowanie sobie własnych relacji z Tym, co tajemnicze, niewyjaśnione, niepoznane.  Dusza domaga się tych relacji – jakiekolwiek by one nie były – bo to jej terytorium, jej język, jej… wszechświat. Ciekawe jest jednak i to, że nie udało się znaleźć kultury (Darwin napisał niestety w swoim raporcie nieprawdę na ten temat, którą sprostował przed śmiercią), która nie miałaby jakiegoś boga czy innej wyższej siły.  Fakt ten, choć nie jest dowodem na istnienie Boga, niewątpliwie potwierdza istnienie potrzeby posiadania Absolutu w życiu każdego człowieka. Może potrzebujemy tego, aby czuć się pewniej, bezpieczniej, aby nadać jakiś kształt tajemnicy stworzenia ale także, aby znaleźć pożywkę dla szczególnego rodzaju tęsknoty, jak w nas jest.

 

Koi tę tęsknotę wiara w Boga.
Religia zaś jest sposobem dochodzenia do Boga.
Ustala to człowiek, stąd tak wiele jest tych dróg i są tak różne.

 

Nikt nie uczy dzieci kochać Boga mówi afrykańskie przysłowie. Robią to chętnie i po swojemu… dopóki nie narzucimy im schematów wynikających z religii. Tak, modlące się dziecko, to piękny widok. Chciałoby się czasem być jak dzieci…

 

Z wiary w Boga, nie tylko tej w wydaniu dziecięcym,
płynie wielkie poczucie bezpieczeństwa, pewności i stałości.

 

Dzieci mają ostoję w opiekunach, dorosłym ostoję może dawać tylko Bóg. I daje. Jeśli włącza się go w codzienność, życie jest prostsze, spokojniejsze, lepsze.

Żyjemy w świecie ciągłej zmiany, porównań i rankingów, początków pełnych nadziej i końców, które nie rzadko są rozczarowaniem.  Świadomość istnienia Boga wprowadza w  pojmowanie świata ład,  porządek, stałość. Zastanawiam się dlaczego ludzie tak chętnie z tego rezygnują. Nie mówię tu o czczeniu Boga i celebrze według jakiegoś konkretnego schematu, ale o osobistych relacjach każdego z nas ze SWOIM Bogiem.
To tego potrzebujemy. Z takich relacji płynie moc.

Dusza bez kontaktu z Absolutem więdnie, kurczy się… choć nigdy nie zanika.  

 

Dziś poszukaj Swojego Boga.

 

 

 

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Oh mysle ze bardzo, bardzo bedzie podobac sie Pani ten wyklad na temat Boga jednego z chrzescijanskich teologow. Jako osoba gleoko wierzaca ale rownoczesnie wyksztalcona w naukach scislych , bardzo dlugo szukalam „zrozumienia” Boga. Nie da sie Boga zrozumiec uzywajac narzedzi jakimi posluguje sie nauka, natomiast bardzo, bardzo pomogl mi w tym rozumieniu Marcus Borg. Regularnie praktykuje bo lubie obrzedy, rytualy, ale moja wiara to jest wlasnie „otwarcie” sie to wieksza sile …Sile milosci, sile dobra i moja chec bycia czescia tego. Jak dobrze ze porusza Pani ten temat.

    https://www.youtube.com/watch?v=9I4Pk0VSOog

    • Dziękuję Pani Marto, Tak podobał mi się. Ciesze się, że dzieli się Pani swoja wiedzą i amerykańskimi nowinkami :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here