Nie całkiem miły tekst

4

(…) to, co liczy się w życiu najbardziej, to nasza odpowiedź na to, czego w nim doświadczamy

Stephen R. Covey w 7 nawykach skutecznego działania inspirowany pracą Victora Frankla

 

Wiele razy słyszałam o tym, że kogoś zwolniono z pracy, ale nigdy nie zauważyłam, aby ktoś przyjrzał się temu pod hasłem: Jaki naprawdę był w tym mój udział i czego dobrego mnie to nauczyło?
Podawane przyczyny to: redukcja etatów, niesprawiedliwość, cięcie kosztów, za mądry jestem dla niego, nie docenia się aktywnych ludzi, nikt nie lubi, jak mu się prawdę w oczy mówi, nowy szef przyprowadził ze sobą swoich ludzi, za drogi byłem, poprosiłem o podwyżkę, że mam dziecko – to tylko niektóre z podawanych przyczyn.
Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś powiedział, że:

 

za mało się angażował, że nie czuje aby pracodawca dostawał zwrot zainwestowanych w niego pieniędzy, że ktoś inny robi to lepiej i za mniejsze pieniądze, albo tak samo dobrze, ale chce mniej pieniędzy, że właściwie to nigdy nie lubił tej pracy, że obijał się w pracy, że jego stanowisko było fikcją, że zdaje sobie sprawę, iż nie komunikuje się najlepiej i szef miał prawo być nieświadomy tego, co i jak on robi, że nie zdążył się przekwalifikować na czas, choć uprzedzano go o tym, że jego praca w dotychczasowym sposobie wykonywania nie będzie już potrzebna, że nie chciało mu się uczyć nowego, że nie zadbał nigdy o charakter jako element w pracy dość istotny i choć pracował dobrze, to często swoim zachowaniem stanowił wielkie wyzwanie dla cierpliwości szefa i innych pracowników, że siał negatywną energię dookoła, że był nielojalny, ba… czasem nieuczciwy.

 

 

A może ktoś z Czytelników słyszał jednak któryś z podawanych przeze mnie powodów?
Jeśli tak, to mam dla Tych Osób dobrą wiadomość i mogą ją Państwo Im przekazać:
To dobry początek w myśleniu i działaniu. Jeśli wyciągną z tego właściwe wnioski i pójdą za ciosem, to sporo w życiu osiągną.

 

 

Dziwią mnie w kwestii podejścia do pracy najemnej (posiadania pracodawcy) trzy sprawy:
– to, że niektórzy zdają się nie rozumieć czym jest praca zawodowa (najemna) i o co może chodzić w niej pracodawcy;
– to, że mimo iż często traci się pracę nawet z dnia na dzień, niektórzy wciąż uważają pracę najemną za coś, co daje poczucie bezpieczeństwa i uważają ją – świadomie lub podświadomie – za zagwarantowaną i należącą się;
– to, że niektórzy nie tylko myślą ale nawet mówią, że pomiędzy pracodawcą a pracownikiem istnieje konflikt (powiało Marksem, o matko!)

Pozwolę odnieść się nieco do tych trzech spraw.
Pracodawca musi być skuteczny, zatem musi zwracać uwagę na to, jakie koszty finansowe, moralne, emocjonalne i wszelkie inne zaangażowane są w dane stanowisko pracy i w danego pracownika. Proszę to naprawdę poczuć: trzeba utrzymać nie tylko siebie, ale także firmę i wypracować jakiś zysk dla pracodawcy, żeby opłacało mu się inwestować w prowadzenie firmy, żeby zwróciły się zarówno pieniądze jakie zainwestował i inwestuje jak i jego wysiłki.

 

Firma to nie jest instytucja charytatywna,
która ma na celu pomoc pracującym tam ludziom.
Ona ma zaspokajać potrzeby potencjalnych klientów,
pracowników i innych osób z nią związanych,
ale żeby to było możliwe musi realizować cele finansowe.   

 

 

Druga sprawa koresponduje znakomicie z ta pierwszą i z trzecią. Z tego powodu pracodawcy zależy na ludziach spełniających wszelkie niezbędne do realizacji celów firmy warunki. Nie może zatrudniać ludzi, którzy nie przyczyniają się wydatnie do wytwarzania zysku.

 

Pracodawca, który inwestuje w swoich pracowników
i nie otrzymuje z tego oczekiwanych rezultatów
ponosi zbyt wysokie koszty.
Jest nieskuteczny.

 

A brak skuteczności w biznesie to plajta.
Dlatego: Proszę o zrozumienie dla pracodawcy

Pracodawca i pracownik powinni zatem mieć taki sam interes – dobro firmy, pracodawcy i pracownika (i w tym wszystkim KLIENTÓW).  Niedobrze, kiedy ktoś tego nie rozumie.

 

W interesie pracodawcy jest dbać o pracownika,
w interesie pracownika – o pracodawcę (firmę)

 

Rzeczy nie robią się same, a na rynku jest sporo firm, które pragną zdobywać nowych klientów i starają się dostarczać usług w najlepszy sposób. Dlatego pracownicy, rozumiejąc to, powinni dostosowywać się do aktualnych potrzeb rynku i firmy.
I to jest ich odpowiedzialność.
Pracodawca na pewno w tym pomoże, jeśli… (wracamy do punktu drugiego) będzie mu się to opłacać.

 

 

Kogo najczęściej zwalniają z pracy, nawet wtedy, kiedy dokonuje się po prostu redukcji etatów powodowanej oszczędzaniem czy zmianą sposobu pracy?
Są to najczęściej osoby, które nie maja pozytywnych odpowiedzi na poniższe pytania:

 

  • Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że zagwarantowanie posady może się okazać iluzją?
  • Czy uświadamiasz sobie skalę zmian zachowań, działań, struktury i postaw, jakie rynek wymusza na naszym przedsiębiorstwie?
  • Czy wiesz, że jeśli nie nadążysz za tym wszystkim, ba, nie wyprzedzisz, któregoś dnia możesz szukać nowego zajęcia?

 

Jeśli chcemy być pracownikami, którzy są ważni dla pracodawcy, odpowiedzi na powyższe pytania muszą być twierdzące, zaś nasze działania takie, aby pracodawcy po prostu nie opłacało się nas zwalniać.

 

Zadanie:
Proszę sprawdzić Państwa odpowiedzi na trzy ostatnie pytania.
Proszę upewnić się, że Państwa zachowania w firmie nie są takie, jak te, wyróżnione większą czcionką.

 

Zapraszam na szkolenie Zuzanny Mikołajczyk Debiut na stanowisku kierowniczym.
Może  ono wiele wnieść zarówno do zrozumienia jak samemu stać się przydatniejszym dla pracodawcy i jak prowadzić innych, by realizowali właściwie cele.

 

TU PROGRAM SZKOLENIA

 

 

 

 

A postać Zuzanny przybliża kolejny wpis z serii ASDIMO – jedyna taka firma.

 

KONKURS
Proszę napisać krótki tekst na temat:
Jak należy rozumieć tytuł tego felietoniku. Dlaczego IMO tak to zatytułowała?
I wysłać je na adres biuro@asdimo.pl
Mamy trzy nagrody:
1.    zniżka 50% na udział w wybranym jednodniowym szkoleniu (wartość – 200 złotych)
2.    karta rabatowa ASDIMO (wartość 123 złote)
3.    książka Iwony Majewskiej-Opiełki
Prosimy również o pozwolenie na opublikowanie najlepszych prac pod nazwiskiem lub pseudonimem.

Zapraszam!
 

 

PODZIEL SIĘ

4 KOMENTARZE

  1. Witam w ten mroźny i piękny dzień,
    Powiem szczerze, że spodziewałam się w końcu takiego tekstu. Po rozważaniach na temat pracy, naszego wpływu – jak robić by było lepiej, a może polubić a może zmienić ją przyszedł czas na weryfikacje własnych zachowań. Bo one tak jak mówiliśmy często są nawykiem, którego nie kontrolujemy i nie próbujemy na niego wpłynąć.
    Dzisiejsze rozważania nie są mi obce. Doświadczam ich prze całe życie… ale na pewno dzięki empatii.
    Kiedy jako pracująca mama dwójki dzieci (wtedy dość małych) poszłam na studia współpracownicy bardzo się dziwili dlaczego? „Przecież ciebie stąd nikt nie ruszy…” (tu trzeba dodać że był to Urząd) No cóż nie zagrożenie ze strony innych było powodem dokształcania i nie możliwość zwolnienia. Mówiłam, chcąc zachęcić, że może zmienić się szef i będzie miał inne spojrzenie na politykę firmy (tu rozmieszała wszystkich okrutnie) poza tym na rynku jest dużo młodych świetnie wykształconych ludzi, a może znajdę inną pracę dzięki studiom itp., itd. Będę miała więcej asów w rękawie:) Minęło pięć lat, szef odszedł, przyszedł nowy, poczułam że idą zmiany, dzięki studiom znalazłam inne stanowisko pracy, potem zrobiłam następny krok skończyłam podyplomówkę (ku zdziwieniu współpracowników) i w końcu zmieniłam firmę. Nie jestem psychologiem, ale to o czym dzisiaj czytamy doświadczam na co dzień. Ostatnio znowu poczułam, że coś jest nie tak. Nie lubię udawania w pracy i poczucia że ktoś nie wykorzystuje moich możliwości i nawet nie współpracuje by je poznać. Zaczęłam się męczyć. Ale codzienne lekcje z ASDIMO pomogły mi spojrzeć na wszystko inaczej. Przyjęłam metodę „Pokochaj albo rzuć”. Na razie staram się planować zajęcia, udoskonalać swój warsztat, być bardziej przydatna, tym samym prowokuję innych do innego myślenia, a wierzcie mi to jest trudne. Chociaż jestem pracownikiem najemnym, mam wielką świadomość istoty Firmy, pracy ludzi w niej zaangażowanych i skutków ich działania- mam do czynienia na co dzień z różnymi firmami. A moja „firma” ma rację bytu dzięki pieniądzom podatnikom. Tym bardziej staram się mieć poczucie nie zmarnowania zarobionych prze nich pieniędzy.
    Niestety łatwiej było zmienić ustrój niż mentalność innych.
    A przecież wystarczy 30 dni by zmienić nawyk?…. Ale może dlatego powinnam tu być- to moje nowe spojrzenie na pracę:)
    Pani Iwonko, życzę by dzisiejszy krótki tekst został umieszczony nie tylko w poczytnych, drogich magazynach ale w takich gazetach co bierze się do ręki czekając na przystanku na autobus, u lekarza w kolejce itd. Krótko, zwięźle i na temat.
    Na biurku napisałam „Nasze oczekiwania mają wpływ na to, co dostajemy od życia” i idę do przodu.

    Pozdrawiam, życząc obfitości:)

  2. Tak. Krótko zwięźle i na temat. Niełatwy tekst aktywujący wachlarz różnych emocji, w tym niemiłych wspomnień, związanych z doświadczeniami w przeszłości. Jakiś czas temu doświadczyłam procesu: dzień w dzień przez miesiąc czasu robiłam analizę ‚co się stało?” po rozstaniu z firmą, gdzie pracowałam z zaangażowaniem, dając więcej niż zakres obowiązków, udoskonalając swój warsztat pracy na miarę możliwości. Rozstaliśmy się w sposób budzący kontrowersje otoczenia i moje zdziwienie. Do dziś nie rozumiem, co się wydarzyło. Po miesiącu przestałam chcieć zrozumieć, uznałam decyzję szefa, i zajęłam się budowaniem tego, czego chcę i jaki system wartości uznają ludzie, z którymi pragnę współpracować. Popełniam błędy, niektóre dostrzegam sama i koryguję swoje zachowania, nastawienie, a wielu nie dostrzegam, dlatego doceniam konstruktywny feedback, który pozwala mi zmieniać niekorzystne nawyki. Ciągle uczę się i uczę, a jednocześnie szanuję swoje uczucia. Za najważniejsze narzędzie współpracy pracodawcy i pracownika uważam jasną, klarowną komunikację, tak by obie strony miały jasność co do wzajemnych oczekiwań i intencji.

    Niełatwo rozmawia się z ludźmi o zwolnieniach z pracy, tak żeby dostrzegli w takim rozstaniu dar ‚nowego’, że właśnie otwierają się drzwi do czegoś innego, zwykle lepszego, czegoś, co jest krokiem ‚do przodu’, co rozwija. To ma ogromny związek z wiarą w siebie, z konsekwencjami nie tak wysokiego poczucia własnej wartości, jakiego człowiek potrzebuje, żeby skutecznie radzić sobie z wyzwaniem wolności wyboru pracy, jaką chce się wykonywać, ba, jaką można znaleźć.
    Dobry tekst, trafiony w mój czas, wywołujący zapomniane emocje, które czekały na spotkanie face to face. Dziękuję.

  3. Uważam, że po prostu trzeba lubić swoją pracę albo ja pokochać na nowo. Ja mam samodzielne stanowisko, w którym w zasadzie chodzi o to czy zainteresowanie tym co robię i co oferuje przyniesie skutek w postaci odzewu ze strony osób zainteresowanych. Sama przygotowałam sobie warsztat do tego, żeby zaskarbić sobie sympatię i zaufanie ludzi, ale do tego trzeba ciężkiej pracy i działania z pasją. Nauczyło mnie to, że takie stanowisko wymagające od ciebie więcej i zmuszające do kreatywności, daję dodatkowy rozwój i powera. Dzięki temu robię rzeczy, z którymi wcześniej bałabym się zmierzyć i kocham to :-)

  4. A ja nie zawsze słyszę, że ktos został zwolniony z winy pracodawcy……Zresztą ….no własnie sa Państwowe Przedsiębiorstwa….i co z tym mozna zrobić…….a ze ludzie czują rozżalenie….to ostatecznie ….nic złego……Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here