Największy Przyjaciel Człowieka

0

Nie, to nie będzie o psie, choć mówi się tak czasami… Pozwoliłam sobie tak oto nawiązać do słynnego – głównie dzięki firmom jubilerskim – powiedzenia Marilyn Monroe, że największym przyjacielem kobiety są brylanty. Brylanty, rzecz ładna, można je kolekcjonować, ale nie dadzą one szczęścia ani nawet zadowolenia z życia. Marilyn jest tego najlepszym przykładem. Miała trochę biżuterii, ładne stroje, uwielbienie części świata a szczęśliwa nie była. Świadczy o tym całe jej życie, wszystko cojak robiła, a wreszcie jej śmierć. Nie będę o niej pisać, chcę jedynie z jej pomocą pokazać, jak brak miłości dla siebie – brak poczucia własnej wartości – może niszczyć człowieka, bez względu na jego sytuację. Dotyczy to obu płci, jednak kobiety częściej nie radzą sobie z tym deficytem. Może dlatego, że – poniekąd za sprawą kultury – budujemy swoją tożsamość od zewnątrz do wewnątrz (odwrotnie niż mężczyźni). Tak przynajmniej uważa Ellyn Kaschak, która zajmuje się badaniami psychologicznymi z kobietą w roli głównej. Nastawienie na zewnętrzny świat – zwracanie uwagi na wszelkie sygnały z niego płynące i świadome, lub nie, dostosowywanie się do nich – nie zniknie z dnia na dzień, bez względu na to, jak bardzo nie zmieniłaby się sytuacja kobiety w świecie. Nawet radykalny przyrost poczucia własnej wartości nie zmieni tego faktu; jednak pozwoli nad nim zapanować.
Poczucie własnej wartości powoduje, że kobieta nie jest tak wyczulona na aprobatę z zewnątrz, a sygnałom stamtąd płynącym nadaje sens w połączeniu ze swoim wnętrzem.
Michel Schneider napisał książkę: Marilyn. Ostatnie seanse. Nie przeczytam jej, nie czytam smutnych historii, które życie pisze niejako na własną prośbę ich bohaterów. Jednak kilka cytatów z tej książki pojawiło się w programie warszawskiej inscenizacji Traviaty, gdzie porównywano życie Violetty i Marilyn. Trafne to porównanie, jako że obie panie, nie mając w swoim wnętrzu siły i miłości dla siebie, upatrywały jej na zewnątrz. Obie też uważały, że ich ciało może zjednać im przychylność innych, a nawet stać się źródłem utrzymania. Marilyn wymyśliła nawet swoje epitafium na grób Marilyn Monroe – blondynka: 94:53:89 I dodała: Myślę, że przy tym pozostanę, nawet jeśli trzeba będzie zmienić te wymiary.
Biedna! I nie dlatego tak sądzę, że jej zazdroszczę tych wymiarów. Ja na swoje zwracam uwagę wtedy, kiedy kupuję jakieś ubranie. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją duszą, a moje poczucie własnej wartości pozwala mi znajdować wiele epitafiów, w jakich chciałbym być zapamiętana przez świat.
W takim poleganiu na swoim ciele nie byłoby nic złego – w końcu ludzie na co dzień korzystają z ciała – gdyby nie to, że tak Marilyn jak i Violetta, odcięły się od swojej duszy. Violetta chciała się bawić, bała się zakochać, lękając się podświadomie odrzucenia i cierpienia, zaś Marilyn chciała być pożądana, by nie myśleć czy jest kochana.
Ileż to kobiet rzuca się w wir życia erotycznego po to, by czuć się właśnie pożądaną?! Ta chwilowa fascynacja mężczyzn zdaje się dawać słodką pożywkę naszemu ego, otumaniać duszę, że oto jesteśmy kochane, a w każdym razie potrzebne, ba, pożądane. Tymczasem, jak pięknie zauważył w Cząstkach elementarnych Michel Houellebecq Mężczyźni nie uprawiają seksu z kobietami dlatego, że je kochają, ale dlatego, że ich pożądają. Niektórym z nas sporo czasu zajmuje, by to zrozumieć. Jeśli kochają, to nie seks jest tego dowodem, a raczej to właśnie czy są wyczuleni na sygnały ukochanej, na to, co płynie od niej jako od oddzielnej istoty, od człowieka. W tym może pomóc poczucie własnej wartości na przyzwoitym poziomie, bo choć generalnie mają je wyższe niż my, nie znaczy to, że na dobrym poziomie ma je każdy mężczyzna. W Polsce brak poczucia własnej wartości jest cechą wręcz ewidentną u większości panów. Jednoczenie budując tożsamość od wewnątrz na zewnątrz, budują ją często w oparciu o własne ego, swoje potrzeby, swój świat i… nie widzą sygnałów z zewnątrz, w tym sygnałów kobiety. Nie sprzyja to harmonii w związku.
Wzrost poczucia własnej wartości u mężczyzn może spowodować, że jednak bardziej będzie liczył się ze światem – odbierał pewne sygnały, które on mu wysyła i wybiórczo, w oparciu o własne wartości, będzie się do niego zbliżał.

Zatem kto jest największym przyjacielem człowieka? Proszę, Panowie, nie kobieta! Największym przyjacielem człowieka jest jego dusza, w której jest wszystko, co jest mu potrzebne do szczęścia. Dopiero zaprzyjaźnieni z własną duszą możemy się w pełni oddać innej… także ciałem.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here