Mind the gap

0

Za oknem świeci słońce. Rodzi to we mnie myśl, że dziś każdy będzie miał dobry dzień, a przynajmniej jego początek. Często słyszę od ludzi, że słońce powoduje, iż bardziej chce im się żyć. Wprawdzie ja nie mam takich skojarzeń, a nawet… lubię pochmurne dni, szczególnie jesienią; jakoś kojarzą mi się z dzieciństwem – z drogą ze szkoły, zapachem gotujących się ziemniaków i troskliwą obecnością mojej babci, która w takie dni rozpalała ogień w piecu. Babcia miałaby za kilka dni 112 lat. Jakże inne było Jej życie od tego, jakie wiodę ja. Kiedyś miałam teorię, że nasi przodkowie swoim pracowitym, często pełnym heroicznych czynów lub poświęceń, życiem zapracowali na naszą rzeczywistość. Myślałam tak o mojej babci, o tym, że swoim smutkiem, łzami i cierpieniem załatwiła mi, że moje życie jest pełne radości, dobra, wygody. Dziś już tak nie myślę. Nie kwestionuję udziału ludzi żyjących przed nami w wypracowywaniu tego wszystkiego, co nas otacza, to oczywiste.
Wiem jednak, że to każdy z nas – niezależnie od wszystkich kochających go osób – trzyma ster swojego życia i nadajnik z myślami kreującymi i przekazującymi humor i dobre samopoczucie.
Moja babcia była pogodzona z życiem, ale niewiele od niego oczekiwała i… niewiele dostawała. Obawiam się, że jako dorosła osoba nie miała marzeń. Życzyła sobie jedynie, żeby doczekała tego lub tamtego. Była pełna ciekawości świata i bardzo żywo reagowała na wszystko co się dzieje. Nie skarżyła się i nie narzekała, jednak nie czuła swojej sprawczej siły. Ale z moich marzeń się nie śmiała.
Żałuję, że nie doczekała czasów, kiedy jedno po drugim je spełniam – i te dziecinne i dorosłe. Umarła zanim napisałam pierwszą książkę, ale przyśniła mi się w rok przed moim wielkim życiowym zwrotem i ze swoim pięknym uśmiechem na twarzy mówiła: Ile ty jeszcze zrobisz dobrego. Jaka ja jestem z ciebie dumna dzieciaku. Pragnę zasłużyć na tę dumę. I wiem, że gdziekolwiek jest, na pewno ma momenty, w których może to odczuwać. I nadziwić się nie może tempu mojego życia, temu ile w nim się dzieje…
W ciągu dwóch tygodni rzadko bywałam w domu, w zasadzie jedynie po to, by się przepakować. Byłam w Londynie. Sylwia i jej mąż – Kuba zorganizowali wszystko tak, że nie jedna firma mogłaby się tej organizacji uczyć. Dziękuję!
Poznałam wspaniałych Polaków. Na szkolenie przyjechali ludzie z Glasgow, Manchesteru,ze środka wyspy, a nawet ze Szwajcarii. Serce rośnie, kiedy widzi się jak rozpowszechnia się idea pracy nad własnym charakterem, chęć realizacji marzeń i systematyczna praca nad tym, by się spełniały. Londyńska grupa była wyjątkowa. Tyle dobrej energii, radości, śmiechu i dzielenia się doświadczeniem i wiarą widzę zwykle na spotkaniach z moimi trenerami. Oj zdziwiłby się ktoś, kto oczekiwałby stereotypowego emigranta! Już teraz nasi rodacy wnoszą sporo dobrego do europejskiej gospodarki i kultury, a pewna jestem, że kiedy bardziej w siebie uwierzą, wnosić będą jeszcze więcej i… śmielej.
Jestem głęboko przekonana, że szybciej niż myślimy, staniemy się przykładem dla innych. Jest w nas świeżość i chęć działania.
Zostawiłam londyńczykom pewną myśl, którą – mam nadzieję – będą rozprzestrzeniać wśród innych Polaków. Otóż w metrze wciąż powtarza się zdanie Maind the gap. Uważaj na przestrzeń, lukę (pomiędzy pociągiem i torami). To, co znajduje się pomiędzy bodźcem czy informacją ze środowiska zewnętrznego (także wnętrza), a naszą na to reakcją, czyli odpowiedzią, też jest przestrzenią i również nazywa się po angielsku gap. Kiedy Covey pisał o prawie wyboru myśli czy emocji na określone zdarzenie, albo Frankl mówił, że tam właśnie znajduje się nasza wolność, używali słowa gap.
Mind the gap. Uważaj na przestrzeń, na szansę wyboru.
Słysząc codziennie rano takie zdanie łatwiej proaktywnie się nastroić do życia. Oczywiście pod warunkiem, że właściwie zrozumie się te słowa. Łatwo może wejść w życie nawyk powodujący świadome wybieranie zachowań na otaczające nas zdarzenia, a także na myśli, uczucia i odczucia. I wtedy pogoda nie ma już takiego znaczenia!
Londyńczycy maja łatwiej – im to mówią. Ale my również możemy codziennie rano to sobie powiedzieć. A potem tyle razy, ile potrzeba.
Możemy wytworzyć nawyk prawdziwej odpowiedzialności za to, co nas spotyka, czyli wybiórcze, zgodne z naszymi wartościami zachowanie.
Moja babcia była kochana, ale nie znała zasady proaktywności, nie myślała nawet o tym czy ma jakiś wybór; często sądziła, że go nie ma. I zresztą miała ich mniej niż ja. Nawet pracy sobie nie wybierała. Ja wybieram. I wybrałam sobie piękny zawód. Za każdym razem, kiedy widzę, jak ludzie rozkwitają, jak zaczynają rozumieć swoją siłę i przekonują się jak wiele zależy od ich myśli, słów i energii jaką wytwarzają, upewniam się, że dobrze wybrałam. Widziałam to nie tylko w Londynie, ale również bardzo spektakularnie w Poznaniu i – jak zwykle – wśród moich trenerów z ASDIMO – w Sopocie.
Sama też wciąż dokonuję wyboru i staram się pamiętać o tej przestrzeni. Ostatnio uderzyło mnie z całą mocą jak piękne życie sobie kreuję, ileż w nim dobrych ludzi, ciekawych zdarzeń, piękna, smakołyków i innych radości dla zmysłów. Ależ by się Babcia cieszyła!
Mind the gap! To zmienia wszystko.

P.S. Na zdjęciu londyńczycy. Pozdrawiam i dziękuję!
Dziś jest ostatni dzień na podjecie decyzji o udziale w szkoleniu „Sprzedaż i charakter”, gdzie uczyć się będziemy właściwego stosunku do sprzedaży i pieniędzy oraz poznawać sposoby na szczęśliwsze życie. To wartościowa przygoda i duży krok w kierunku skutecznego działania.
Możemy jeszcze przyjąć dwie osoby! Zapraszam

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here