Mikołaj i dyscyplina

7

 

 

Wolność to zdolność do samodyscypliny.

Georges Clemenceau 

Dziękuję za mikołajkowe wyrazy sympatii. Nie było tekstu na ten temat,  bo mi zniknął w komputerze… Napisałam go w pociągu, jadąc do Rzeszowa i cieszyłam się, że będzie ładny wpis o Mikołaju w nas, o potrzebie sprawiania ludziom przyjemności, i o żalu, że nie wszyscy tak mają. Przykro mi było, kiedy 6 grudnia  rano okazało się, że go nie ma i muszę puścić tekst, który napisałam na zapas. Było za późno, abym mogła napisać nowy. Myślałam, że wieczorem będę go próbowała odtworzyć…  zrezygnowałam jednak. Trudno. Widocznie nie był potrzebny. Pewno każdy i tak zajęty był tego dnia znajdowaniem w sobie Mikołaja, myśleniem – jak sprawić innym przyjemność.

Ale ćwiczenie z wczorajszego dnia proponuję zrobić:

w końcu to wszystko jedno, kiedy będziemy dobrzy dla innych, jaki to będzie dzień.

Namawiam do zabawienia się w Świętego Mikołaja i zrobienie czegoś dobrego dla kogoś (nawet nieznajomego) tak, aby nie dowiedział się kto to zrobił. Chodzi o taki anonimowy gest, o to, by nie łączyć robienia czegoś dobrego z koniecznością docenienia tego faktu, wdzięcznością czy choćby wiedzą, kto to zrobił. To nie jest łatwe. Ciężko utrzymać tajemnicę, szczególnie wtedy, kiedy widzimy jak bardzo zadowolona jest ta osoba i jak wdzięczna tajemniczemu dobroczyńcy.

 

♥♥♥

Rzeszów już za mną. Jadę pociągiem do domu, w którym będę dopiero po północy. Dochodzi 19.30 Cały wczorajszy dzień prowadziłam zajęcia, wieczorem – dwugodzinne spotkanie w Klubie Skutecznego Działania, potem rozmowa z Gustawem, a dziś znowu osiem godzin szkolenia… Gustaw jest z Rzeszowa, trzeba wykorzystać taką okazję i przygadać nieco wspólne sprawy.  Czuję w ciele te dwa pracowite dni. Gdyby nie pasja i poczucie większego sensu tego, co robię, niż jedynie przekazywanie wiedzy i zarabianie pieniędzy, chyba nie dałabym rady w tej chwili pisać. Zobowiązałam się jednak, że codziennie pojawi się na moim blogu tekst. Przez 365 dni. To wyzwanie. Jednak postanowiłam ofiarować tę pracę nie tylko jako  krótkie teksty, które czytać będą jacyś ludzie i za ich sprawą coś przemyślą, coś zrozumieją, coś zrobią.. ale także jako moją samodyscyplinę, wypełnienie codziennego obowiązku, który nie zawsze wykonuje się z wielką przyjemnością. Dzisiaj nie odczuwam tej przyjemności, kleją mi się oczy i najchętniej uległabym przemożnej ochocie snu. I ulegnę pewno, jak tylko przygotuję ten tekst do emisji.

Bardzo chciałabym dotrzymać danej obietnicy. Jedyne, co może mnie od tego odwieść, to choroba lub… świadomość, że moja praca nie jest potrzebna, że nikt tego nie czyta. Póki co nie zamierzam chorować, a informacje na temat Czytelników są takie, że Ich liczba systematycznie się powiększa. Za co dziękuję.

Postanowiłam zatem, że to pisanie będzie jednocześnie moim dzisiejszym zadaniem do wykonania – pokonaniem siebie, wykonaniem czegoś, co obiecałam, a co nie jest dla mnie łatwe. W ten sposób robię jednocześnie dwie rzeczy: piszę i doskonale swoją wolę, wzmacniam spójność wewnętrzną. Wiem też, że zakończenie tego dzieła da mi wiele satysfakcji. Poczuję z pewnością ulgę i radość, że zwyciężyłam.

Od czasu do czasu tak robię.

Wychodzenie ze strefy komfortu czy też zrezygnowanie z niej, kiedy jest tuż, tuż,
to znakomite ćwiczenie dotrzymywania składanych obietnic,
zarówno tych wobec innych jak i wobec samej siebie.

Polecam to jak okresowe ćwiczenie – konserwację woli.  Wzmacnia mięśnie charakteru.

Może nawet dzisiaj uda się Państwu zrobić coś, czego wykonanie wymaga zwycięstwa nad sobą? A może będzie takich rzeczy kilka? Do dzieła.
A ja… jednak usnę.

 

P.S.

Pisałam to wczoraj wieczorem, w pociągu. Kiedy dotarłam wreszcie do domu czekała na mnie jednak z najprzyjemniejsza niespodzianek w ostatnich latach: skarpeta od Świętego Mikołaja  wypełniona pysznościami. Leżała na wycieraczce. Był tylko czerwony napis: dla Iwonki. Twarz mi się sama uśmiechnęła i uśmiech towarzyszył mi aż do uśnięcia.  Zapomniałam o zmęczeniu. Z nową energią rozpakowałam się i przygotowałam do snu.

Bardzo dziękuję Św. Mikołaju, Kimkolwiek jesteś.
Poczułam się kochana, no i… grzeczna.

I już wiem dlaczego ten tekst się zgubił. Właściwie o tym był, o tym, żeby zaskoczyć kogoś mile, niekoniecznie zresztą w mikołajki. Miałam dzięki temu większą przyjemność, bo wiem, że nie wskazałam drogi, nie pokazałam pomysłu, nie przypomniałam się, tylko po prostu:
W  czyimś sercu odezwał się Św. Mikołaj. Bardzo, bardzo dziękuję.

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

7 KOMENTARZE

  1. Czyta, Pani Iwono czyta…
    Z rozmów ze znajomymi dostrzegam, że Pani praca jest nawet bardziej niż potrzebna, ona jest wprost niezbędna! Jak widać Mikołaj też to zreszą wie…
    Ja dzisiaj zwyciężę nad sobą jeśli:
    – wykonam fotografie czekoladowych orzeszków do bloga oraz wpis
    – zbuduję tzw. Kamerę do fotografii otworkowej
    Takie obietnice wobec siebie na dzisiaj!

  2. Ja dziś kolejny adwentowy dzień spędzę na diecie bezmięsnej, ale także bez słodkości :-)
    Czuję się fantastycznie, uwielbiam to „wzmacnianie mięśni charakteru”
    pozdrawiam, M.

  3. W komentarzach dostrzegłem inspirację dla siebie –
    codziennie gimnastyka, 30 min. spaceru i bez słodyczy do świąt :-)
    Dziękuję

  4. Witam ciepło w deszczowy wietrzny wieczór;
    Skarpeta na wycieraczce – miły ten Mikołaj, z wyobraźnią, no i lubi zaskakiwać na różne sposoby! Wniosek: Pani jest grzeczna i kochana, a ja mam za zadanie kupić wycieraczkę przed nowe mieszkanie.
    :)
    Samodyscyplina i konsekwencja. Nieustannie uczę się pamiętać, że przynosi nieopisywalne uczucie sprawstwa, wewnętrznej mocy przekraczania granic strefy komfortu. Często nie pamiętam, że to jest wyraz wolności, wykorzystanie daru wolnej woli. Korzystając z tego daru zabawię się w świętego Mikołaja zaskakując nie tylko bliskich czymś niespodziewanym. Trochę mi się udało wczoraj, a do świąt zostało jeszcze sporo okazji. Czy zauważyła Pani, że czasem pogodny uśmiech i słowa ‚życzę miłego popołudnia vs dnia’ itp budzi coś ładnego, subtelnego w drugim człowieku? Lubię widzieć rozszerzone oczy i wyraz zdziwienia na twarzy, rozluźniające się mięśnie twarzy. Reakcja na niespodziewany dar. Lubię też czuć satysfakcję, że dotrzymałam sobie danej obietnicy i spoglądać na skończone dzieło. Ćwiczenie mięśni charakteru – cóż za lapidarne sformułowanie. Podoba mi się. Zapamiętam! Notabene, wczoraj podjęłam decyzję odrodzić się po długiej przerwie. Otwieram się na każdą formę procesu, cokolwiek to znaczy.
    Przyjemnego czasu!

  5. Trzymam kciuki za odrodzenie Pani Doroto. Czytając, jak Pani myśli, to będzie się działo… :-)

  6. ,,Żył na świecie Dobry Święty ….nocą rozdawał prezenty…delikatnie , cichutenko składał dary pod okienko”.0:) Samodyscyplina TAK…ale nie za każdą cenę……>> szczerze to wolę komfort…0:)

  7. Pani Magdo ja mam samodyscyplinę i – proszę mi wierzyć – to jest komfort. Te dwie wartości współpracują ze sobą. Tu nie ma kontrastu. Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here