Ludzie

11


Relacje z ludźmi pomagają nam określić,
kim jesteśmy i kim możemy się stać.
Większość z nas zawdzięcza sukces podstawowym relacjom z innymi.

Donald O. Clifton Paula Nelson w Soar Your Strenghts

 

To zdanie staje się oczywiste dopiero, kiedy się je przeczyta. Ilu bowiem z nas na co dzień myśli w takich kategoriach o naszych relacjach, o związkach, które mamy lub mieliśmy… szczególnie które mieliśmy?
Kto zastanawiał się w jaki sposób relacje z tą lub inną osobą pozwoliły nam dowiedzieć się czegoś o sobie, uwierzyć w siebie, rozwinąć się pod jakimś względem… A czy myślimy o tym czego się dowiedzieliśmy o sobie od innych?

 

Ja wiem kim stałam się dzięki mojej babci, mamie, ojcu, nawet bratu, który jest moim życiowym wyzwaniem, mężczyznom, którzy pojawiali się w moim życiu, dzieciom, przyjaciołom, nauczycielom, niektórym klientom, a nawet kilku przypadkowo spotkanym w życiu osobom.
W każdej chwili mogę powiedzieć co zawdzięczam każdej z tych osób. Zawdzięczam. Tylko w takich kategoriach bowiem chcę myśleć o ludziach.

 

Każda relacja jest powodem do wdzięczności:
albo pomaga, albo wzbogaca nasze życie, albo czegoś uczy.
Każda jest zatem błogosławieństwem i ma związek z tym,
jacy jesteśmy i jacy możemy się stać.

Każda relacja jest zatem szansą na rozwój.

 

Kiedy związki są ewidentnie wspierające, nikt nie ma wątpliwości jaki mają udział w sukcesie owej wspieranej osoby. To o tych mniej oczywistych spotkaniach się nie pamięta.

Dzisiaj przypomnijmy sobie, proszę, ludzi, którzy w różnych etapach życia stali się inspiracją, przyczyną do refleksji, do wytężonej pracy, zrewidowania własnego stosunku do życia czy świata, a także tych, co w nas wierzyli, ułatwili coś albo w jakimś kierunku popchnęli.

Obdarujmy ich wszystkich wdzięczną myślą.

I… poszukajmy w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którzy dają nam to dziś.

 

Od nas zależy jak wykorzystamy każdą relację, każdy związek.

 ♥♥♥

 

A teraz krótka refleksja na temat mojej wczorajszej konwersacji na Facebooku. Dalej o związkach… tym razem erotycznych. Rzecz dotyczyła tego czy w związku chodzi o to, by być komuś potrzebnym do szczęścia i czy takiego związku warto chcieć. Rozmowa była lekka i wyszła z żartobliwej rady dla kobiet. Nie bądź kobietą, która do szczęścia potrzebuje mężczyzn. Bądź kobietą, której do szczęścia potrzebują mężczyźni. Zabawne. Ja jednak skierowałam konwersację w kierunku refleksji. Lubię, kiedy nawet w żartach dotykamy lekko spraw poważnych. W zasadzie w taki sposób najlepiej się rozmawia.

 

Jestem zwolenniczką związków opartych o pełną samodzielność i niezależność każdej osoby. Chciałabym, by spotykali się i łączyli ludzie, z których nikt nie wiesza się na nikim, nie oczekuje wypełnienia czy uszczęśliwiania, ale każdy jest pełną, spełniającą się osobą, zdolną do samodzielnego życia, który – poprzez dzielenie się sobą – pragnie wzbogacać życie tej drugiej osoby i cieszyć się tym, co ona wnosi. Nie może tu być jednak mowy o potrzebie. Nie możemy się dowartościowywać poprzez związek albo liczyć na to, że ktoś inny zadba o naszą wartość, nie możemy także liczyć, że ktoś nas uszczęśliwi czy zrobi za nas pewne rzeczy. Oczywiście to jasne, że robi się dla siebie nawzajem wiele, ale to nie dlatego jest się w związku. Przynajmniej w dobrym związku tak nie jest.

 

Prawdziwy związek erotyczny to taki,
w którym ludzie idą w tę samą stronę,
mają się podobną hierarchię wartości …
i zgodność w zakresie pryncypialnych zasad postępowania

i… kochają się.  

 

Dość lapidarnie oddała kwintesencję tego, czym ja chce się tu podzielić, Margaret Maxwell – małżonka Johna Maxwella, znanego lidera i nauczyciela liderów. Zapytana przez jedną z kobiet na konferencji dla pastorów (Maxwell jest pastorem) czy John ją uszczęśliwia, odpowiedziała: Przez dwa albo trzy lata małżeństwa uważałam, że powinien mnie uszczęśliwiać. Ale nie. Nie był dla mnie zły, nic z tych rzeczy. To dobry mąż. Jednak żaden człowiek nie może uszczęśliwić drugiego. Sama musiałam o to zadbać.

Otóż to!

 

Główną osobą naprawdę potrzebną do szczęścia w związku jesteśmy my sami.

 

 

PODZIEL SIĘ

11 KOMENTARZE

  1. dokładnie tak jest- jeżeli ciągle czegoś oczekuje się od drugiej osoby – a to okazywania miłosci, a to przytulenia, to dusimy te relacje- my kobiety musimy być same ze sobą szczęśliwe- mieć swoje pasje, zainteresowania- i szczerze mówiąc nauczył mnie tego mój mąż.. kiedy coś sobie zaplanuje to robi- jedzie na siłownie czy na basen a ja kiedyś myślałam że jest to bardzo egoistyczne podejście do związku- byłam wtedy rozgoryczona, słaba psychicznie z niską samooceną i musiałam odbić się od dna żeby to zrozumieć- że związek to dwoje odrębnych ludzi mających swoje cele, marzenia, to przedewszystkim szacunek do siebie samego i do innych i tylko kobieta realizująca swoje plany, samodzielna, niezależna- będzie spełniona i szczęśliwa a przy tym będzie mogła mnóstwo tego szczęścia i radości życia dać swojemu mężowi, dzieciom ale też ludziom napotkanym na swojej drodze- tylko my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje zycie i można je zmienić od tej chwili….każdy może bez względu na płeć, pochodzenie czy status majątkowy… naprawdę każdy…miłego dnia zyczę:)

  2. Wspaniałe słowa! Podzielam ten punkt widzenia i zachęcam wszystkich, szczególnie młodych ludzi, żeby nie bali się iść tą drogą, która jest na pewno trudniejsza. Wymaga dużej wiary w swoje wartości oraz autorefleksji i lepszego rozumienia siebie. Uzależnienie w związku jest kompromisem, który pozornie wydaje się być przyjemny ale na pewno nie jest dla nas dobry! Bądźmy szczęśliwi osobno, bądźmy szczęśliwi razem! Realizujmy się abyśmy mieli co dać tej drugiej osobie. Konsekwencją miłości jest na pewno dawanie siebie innemu człowiekowi – dajmy zatem to co w nas najlepsze – uśmiech, życzliwość, zrozumienie i co tylko uznamy za wartościowe – tą właśnie miłość!

  3. Dziękuję Iwonko. Czytając wpis przypomniałem sobie te wszystkie osoby, które wniosły coś pozytywnego do mojego życia rozwoju. Nawet te, które wydawać by się mogło, że nie był to pozytywny wkład, ale wszystkie mnie czegoś nauczyły.
    Odnośnie szczęścia, zależności w związkach największą zmianę w sposobie myślenia na ten temat zawdzięczam książce Anthony de Mell „Przebudzenie” , która przeczytałem z osiem razy.
    Tak więc zachęcam również do przypomnienia sobie oprócz osób, również książek, szkoleń, które miały duży wkład w to kim jesteśmy obecnie.

  4. Takie podejście do relacji z ludźmi w ogóle, a z życiowymi partnerami w szczególności wymaga świadomego podejścia do życia. Lubię Twoje wypowiedzi, bo one budzą świadomość.

  5. dziękuję za ten wpis

    refleksje na temat autonomiczności w związku – jakby skierowane bezpośrednio do mnie. przede mną długa droga w pracy nad sobą, ale weszłam na tą drogę i idę dzielnie mimo potknięć. dziękuję za ten blog.

  6. Przyszła mi do głowy jeszcze taka refleksja – w myśl przysłowia: ” kto z kim przestaje, takim się staje”. Dziś długo myślałam o nieżyjącym ( ze starości ) przyjacielu, który wywarł ogromny wpływ na moje świadome życie. I o tym, ile zrobił dla mnie, chociaż nic nie zrobił za mnie. Kiedyś jego słowa: „zrobisz sobie” bardzo mnie irytowały i odbierałam je jako wyraz skrajnego egoizmu, bo przecież to on powinien zrobić „dla mnie” – czyli „za mnie”. A dziś jestem pełna podziwu dla jego ówczesnej mądrości życiowej. I wszystkim nam życzę takich cennych przyjaciół.

  7. Po przeczytaniu pierwsze co mi się nasuwa to postać mojej szefowej, której często mam po dziurki w nosie i równie często podziwiam. Postać , która wnosi wiele w moje życie. By to dostrzec niezbędna była mi refleksja, samoświadomość…

  8. Patrzac w przeszlosc, to ja wlasnie najwiecej nauczylam sie z relacji z ludzmi z ktorymi mialam trudnosci. Ha, odkrylam czesto ze niechec do tych ludzi, czesto odzwierciedla jakies moje „moroczne” obszary duszy, i zeby sobie z tym poradzic musze stanac twarz w twarz z moimi problemami, i wziac je pod szklo powiekszajace…
    Bardzo cenne sa te codzienne nauki…Poglebiaja bardzo moje ostatnie przemyslenia, mimo ze podchodza do nich od innej strony…co swiadczy o uniwersalnosci pewnych postaw.

  9. Zauważyłam,że odkąd żyję bardziej czujnie,ludzie ,którzy się pojawiają każdego dnia
    niosą jakąś odpowiedz na moje pytania,poddania,poszukiwania,może nawet częściowo potrzeby.Są wsród nich autorzy ksiązek aydycji stron w internecie,trochę tak jak z menu gdy konieznie chcę się poczuć jakiś smak.To czyni współne chwile nadzwyuczaj
    często udanymi ,ale też posmak jest bardzo o.k.tj wspomnienia ,zapamiętane zdania ,wspólny śmech
    tak też jest teraz

  10. Pani Iwono, dziekuje za slowa. Bardzo prawdziwe, a dla mnie aktualne. Ucze sie dbac i kochac siebie, by rozpoznac to szczescie ktore juz we mnie jest, niz liczyc na to, ze ktos mi je da.
    W swoim sercu mam dluga liste osob, ktorym jestem wdzieczna za wiele dobra jakiego doswiadczylam, wsparcia, milosci, pomocy w lepszym rozumieniu siebie, wiary we mnie. Doswiadczam tez tak wiele zyczliwosci w codziennosci od czasem wydawaloby sie przypadkowych osob. Relacje z przyjaznymi ludzmi bardzo wzbogacaja.

  11. Pani Iwono a co z relacjami złymi, a nawet niszczycielskimi. W relacji takiej kiedy jedna osoba sie rozwija jest aktywna zawodowo i spełniająca się na kilku płaszczyznach a druga to niespełniona obwiniajaca , siedząca w domu – mimo wielu mozliwości i szans na rozwój. Tak naprawdę chora, agresywna i nieszczęsliwa swym nieszczęściem „zatruwająca” życie innym a nawet żądająca rezygnacji ze swoich potrzeb od wspólmałżonka. Jak zmienić toksyczny zwiazek niemłodych już ludzi którzy są od siebie w jakimś sensie zależni i sobie potrzebni?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here