KOMPAS

2

W sobotę po raz kolejny pomagałam firmie stworzyć swoją misję. Tym razem grupa była wyjątkowo liczna, w każdym z siedmiu zespołów było co najmniej dwanaście osób, do tego jeszcze tuzin z nich mówił po czesku. Mimo sporego doświadczenia w tej dziedzinie czułam zagrzewający mnie do działania dreszczyk. Wiedziałam, że sobie poradzę – stoi za mną wiedza i wiara w to, co robię i latami wypracowywane poczucie własnej wartości, które właśnie w takich momentach pomaga mi w działaniu. Jednak duża grupa luźno powiązanych ze sobą ludzi, z których nie wszyscy się nawet znają, różnorodna tak, jak różnorodne są firmy oparte o marketing sieciowy, napawała mnie nieco lękiem. Czy uda mi się ich przekonać i zarazić moim entuzjazmem do zbiorowego stworzenia praw, którymi chcieliby się wszyscy kierować w pracy, które służyłyby jako pomoc we wprowadzaniu nowych ludzi i z czego rozliczałoby się tych, którzy są częścią firmy? Czy będą chcieli rozmawiać w terminach nie zysków i nie wspaniałych właściwości sprzedawanych przez nich produktów czy marketingowych zasad budowania biznesu, ale tak normalnie, po ludzku zgodzą się na to, że cokolwiek robią muszą przestrzegać pewnych ustaleń opartych na wartościach? Wszak nawet w firmach o zwartej strukturze i ludziach od lat pracujących ze sobą na bardzo ścisłych zasadach, niektórzy menedżerowie wręcz mnie prosili: Tylko niech pani im nie opowiada tych bzdetów o misji i wizji, oni się z tego śmieją. Tym bardziej, trzeba im opowiadać – stwierdzałam i oczywiście opowiadałam. Czy się śmiali? Nie przy mnie.
Dziś żadna firma, która nie dzieła w oparciu o misję, nie ma sznsy na przetrwanie. Szczególnie nieco trudniejsze czasy – mniejsze i większe kryzysy – weryfikują zasadność istnienia tych firm.
Pamiętam dokładnie, kiedy uwierzyłam w rolę misji, która jednoczy pracowników wobec wspólnych wartości i daje ludziom uskrzydlające poczucie sensu działania. Był to początek lat dziewięćdziesiątych, otwarte szkolenie prowadzone przez trenerów z Cvey Leadership Center (dziś CoveyFranklin), w którym uczestniczyli ludzie z różnych firm. Było nas około 40 osób, z czego aż dziesięć pochodziło z jednego przedsiębiorstwa. Wyróżniali się w każdym momencie – zaangażowaniem, solidnością, zaraźliwą radością i wyraźną współpraca pomiędzy sobą. Z przyjemnością ich obserwowałam i zastanawiałam się co jest przyczyną takiego zachowania. Sprawa wyjaśniła się, kiedy zapytano nas o misję firmy. Kto ma misję firmy? Odezwało się kilka głosów, w tym niektóre niezbyt pewne. Wyraźnie odcinał się natomiast głos wspomnianego zespołu: My mamy!
A jak ona brzmi? – to było następne pytanie. Trener wskazywał po kolei osoby prosząc o podzielenie się swoją misją. Ktoś sięgał po wizytówkę, ktoś po folder, który ze sobą przyniósł, ktoś inny zaczynał… No… jakoś tak… Kiedy trener wskazał jedną z osób z wyróżniającej się dziesięcioosobowej grupy, ta zapytała: A możemy wszyscy? Jasne. Tak trzeba. I wyrecytowali, wcale niekrótką misję, która zawierała w sobie te wszystkie zasady, które mogliśmy obserwować przez trzy dni szkolenia oraz kilka innych, których nie da się tak szybko zauważyć.
To po tym szkoleniu stworzyłam swoją osobistą misję i misję zawodową. Modyfikuję je co pewien czas, jednak wiem, że to im zawdzięczam to, że wciąż rozwijam swoją praktykę zawodową, żyjąc jednocześnie w harmonii ze sobą i światem.
To pewno te moje silne przekonania pomogły mi i tym razem. Ale nie tylko to. Ludzie chcą żyć w zgodzie z wartościami, chcą stałych wytycznych. Potrzebują kompasu, który mógłby ich prowadzić – szczególnie w trudnych momentach, kiedy istnieje pokusa pójścia na skróty, czy kompromis z własnym sumieniem. Zasady, według których należy postępować, większość wyczuwa co najwyżej intuicyjnie. Ich spisanie powoduje jakby wyjęcie ich ze sfery podświadomości i ujednolicenie na rzecz zespołu, co niczym konstytucja służyć może firmie.
Przyjemnie było patrzeć jak około stu osób dyskutuje nad tym, jak chcieliby postępować i dobrze widzieć, że tak naprawdę wszyscy myślą podobnie. Uczestnicy spotkania angażowali się w jak najpełniejsze wyrażenie swoich przekonań, tworzyli zgrabne zdania, które miały je wyrażać. Zgodzono się na pięć zasad, które przewijały się we wszystkich grupach, a część misji, która mówi czym firma się zajmuje i co chce zrobić dla klientów i/lub dystrybutorów mnie samą porywa.
Dając szansę na zdrowie, urodę, rozwój osobisty i niezależność finansową – rozbudzamy apetyt na życie.
Czyż ten apetyt na życie, nie jest energetyzujący?
Warto tworzyć własną misję firmy, tak , jak tę stworzyła grupa skupiona wokół swoich liderów. Ale przede wszystkim warto stworzyć misję własnego życia – określić po co, dla kogo i z kim chcemy żyć. Co chcemy w życiu zrobić, co po sobie zostawić i jakim wartościom chcemy być wierni.

P.S. Osoby zainteresowane budowaniem i rolą misji firmy zachęcam do skorzystania z moich książek, szczególnie „Umysłu lidera” i „Sukcesu firmy” oraz z „7 Nawyków Skutecznego działania” Stephena R. Coveya .

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Mam swoją życiową misję życiową, na której chcę też budować swoją firmę: FORMAD – Filozofia Osobistego Rozwoju przez Manualne i Artystyczne Doświadczanie.

  2. Wpis ma kilka lat, a taki aktualny. Mam jednoosobową firmę, która funkcjonuje już 1,5 roku bez strony internetowej. A strony nie mam, bo nie mam sformułowanej wizji. Mam ją gdzieś w sobie, czuję, staram się działać w zgodzie z nią, choć na razie pojmuję ją tylko intuicyjnie, ale ile razy próbuję przelać to na papier, zaraz stwierdzam, że brzmi to tak górnolotnie, że aż śmiesznie, albo też zbyt poważnie, że to zbyt Wielka Rzecz, a ja jestem w zasadzie początkująca i malutka. Od razu przechodzi mi zapał do tworzenia misji, a bez misji strony nie zrobię.
    Mam nadzieję, że w miarę czytania coraz nowszych Pani wpisów albo coś mi się wyklaruje, albo przestanę się przejmować powagą własnych sformułowań…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here