Kochane Ciało

8

Piszę do Ciebie, ponieważ doprawdy nie wiem, jak mam rozumieć Twoje zachowanie i bardzo liczę na to, że dasz mi odpowiedź. Wiem naturalnie, że nie przemówisz do mnie, choć… język posiadasz i wszystkie mechanizmy znakomicie temu służące;  i nie przedłożysz mi również na piśmie zasad, jakimi miałabym się posługiwać, żeby udało nam się lepiej współpracować, choć i tutaj moi przodkowie hojnie Cię obdarowali. Wierzę jednak, że znajdziesz drogę: Podpowiesz za sprawą mojej intuicji, słów drugiego człowieka, może książki którą ni z tego ni z owego wezmę do ręki albo filmu, który zobaczę. A może, jak to często bywa, pisząc list, znajdę w nim odpowiedzi, tak jak sformułowanie problemu czasem wystarczy, by znaleźć rozwiązanie.

Nie to żebym narzekała, w końcu idziemy już wspólnie przez to życie ponad pół wieku i niesiesz mnie posłusznie tam, gdzie tego sobie życzę, nie przeszkadzasz w moich wyborach i z reguły wspierasz to, co robię. Trzeba też powiedzieć, że z estetycznego punktu widzenia również łaskawie mnie traktujesz. Wyglądam dobrze, co ważne, zważywszy, że ludzie patrzą na mnie nieraz przez cały dzień.  Z przyjemnością patrzę na siebie w lustrze, w którym widzę kobietę z piękną historią i wciąż z przyszłością. I za to bardzo Ci dziękuję.

Mam jednak wrażenie, że moja troska o Ciebie oraz ogólne starania, by prowadzić życie harmonijne i obdarzać troską zarówno ciało jak i emocje, intelekt i duszę, jest albo niewystarczająca, albo też inaczej niż Ty rozumiem równowagę i harmonię. Nie podejrzewam Cię o zazdrość, ale może za dużo energii pakuję w intelekt i emocje? Może za dużo pasji jest w tym, co robię i w relacjach z ludźmi, których spotykam i dlatego mój stały stosunek do Ciebie drogie  Ciało,  a także do Ducha, przestał Wam wystarczać?

Może trzeba zmniejszyć pasję w działaniu albo dołożyć elementy specjalnej troski o te dwa inne obszary?   Co Ty na to?
Wszak pewno dlatego człowiek z wiekiem porusza się wolniej i motorycznie jest mniej sprawny, żeby posiedział spokojnie na miejscu, cieplutko pozajmował się ciałem i duchowej strawy szukał. No, ale przyznam szczerze, myślałam, że to jeszcze sporo lat przede mną…
Dlaczego zatem moje nogi co chwila odmawiają współpracy, dlaczego chcąc realizować swoje zamierzenia, idę z nimi na kompromis, dlaczego wciąż bólem przypominają mi o swoim istnieniu?  Przecież kupuje im wygodne buty, dbam o nie, prowadzę na pedicure i masaż….
Ktoś podpowiedział, że brakuje mi minerałów, witaminy B i może mam pękniętą stopę. Byłam u lekarza, stopy w porządku, pani doktor pochwaliła, witaminy wzięte, minerały też. Nie powiem, jest lepiej… ale do ideału daleko… O co chodzi?

A moje zęby? Moja  koleżanka stwierdziła, że dobrze, że bolą, bo niektórych w moim wieku już nie ma co boleć. To słaba pociecha. Mało znam ludzi, którzy tak dbają o zęby, jak ja, to i mam. Ale dlaczego nawet to dbanie nie jest łatwe? Zaczynam – niczym w dzieciństwie – bać się dentysty, bo ilekroć siadam na fotelu, nic nie odbywa się normalnie. Wczoraj przez dwie i pół godziny usuwano mi ząb. Miało być szybko i od razu implant. Nie będzie. Trzeba czekać.  Miałam pobieranie krwi i w ogóle cuda techniki stomatologicznej. A dzisiaj? Boooli.

A nerki? Dlaczego cały czas czuję, że je posiadam? I  jestem w stanie pokazać dokładne miejsce, gdzie się znajdują i za co odpowiadają, a raczej, co znowu zaniedbały.

Ktoś powie: Kobieto, to i tak niewiele. Ludzie naprawdę cierpią. Pewno tak. Wiem. Tylko ja uwierzyłam w obietnicę, że jak będę się starać, kochać siebie i swoje ciało, jak będę o Ciebie dbać i żyć w harmonii, to uniknę długo takich wyzwań.  Stąd ten list Drogie Ciało?  Co robię nie tak?
Szukam u Luisy Hay w książce Możesz uzdrowić swoje życie psychologicznego i duchowego podłoża moich somatycznych objawów. Wierzę, i lekarze coraz częściej w to wierzą, że taki związek istnieje. I dowiaduje się, że  bóle nóg w podudziu symbolizują lęk przed przyszłością. Niechęć do ruszenia naprzód. Słucham? Jeśli tak jest, to musi to być gdzieś w głębokiej podświadomości. Ale dobrze! Popracuję nad tym. Na pewno ruszam naprzód, tego mi nie powiesz? Jedyne co może być to lęk. Zajmę się tym.

Nerki? Zagubienie. Poczucie nieudacznictwa, tego jakby się było dzieckiem, które nie potrafi zrobić nic dobrze. No nieee. Nie czuję się tak. Mam świadomość tego, że robię dobrze sporo rzeczy. Czy znowu czegoś nie wiem? Może za dużo od siebie wymagam?

A zęby? Podobno świadczą o długotrwałym niezdecydowaniu. O kłopotach z podejmowaniem decyzji. Ciało, błagam, ja? A może odrabiam coś po moich przodkach? I to też nie wiem po których… Albo może czegoś nie rozumiem? Może wcale nie jest tak, że te decyzje przychodzą mi łatwo? Może nie wsłuchuję się w swój ból związany z nimi?

A teraz przyszła mi inna odpowiedź. Może mój ból fizyczny jest zastępstwem psychicznego!  Może dlatego, że dobrze radzę sobie psychicznie z wszelką stratą, te nieprzeżyte uczucia gdzieś się muszą uzewnętrznić? Aha! Czuję, że to dobry trop. Zajmę się tym.
I jeszcze jedno. Dziś rano przypomniałam sobie, że zaraz na początku mojej drogi rozwojowej miałam dla siebie jeden dzień w tygodniu, w którym nie robiłam nic – spędzałam go w łóżku – pisałam sobie, czytałam. Nawet jadłam czasem w łóżku, kiedy  rodzina chciała mnie uhonorować. Zajmowałam się ciałem i duchem. Wrócę do tego. Może nie co tydzień, wszak moje życie wygląda dziś nieco inaczej. Ale będę to robić raz w miesiącu.  Obiecuję Ciało.

Czy myślisz, że się dogadaliśmy? Ja trochę mniej od siebie wymagam, ustawiam inne granice doskonałości w działaniu, wnikam w siebie, w rejony, którymi może słabo się  zajmowałam – zbadam ten lęk przed przyszłością i ból psychiczny, a Ty odpuścisz. Dasz mi spokój z zębami i z nogami, wyciszysz nerki? Co Ty na to?

Słyszę zgodę. Umowa zatem stoi.

P.S. Napisałam to w pamiętniku. Dla siebie i Ciała. Ale może przyda się komuś?

PODZIEL SIĘ

8 KOMENTARZE

  1. Iwonko,
    kocham cię i wiem, że znajdziesz odpowiedzi na te pytania. Jestem z Tobą. Wierzę, że wszyscy, którzy czytają tego bloga wysyłają ci dużo pozytywnej energii. Całusy. Ania

  2. Dziękuje Pani Iwonko. Tak w ogóle to jest tak, jak być powinno. Już mam pierwsze tego oznaki. Koleżanka przyniosła mi piękny zeszyt, zupę z prawdziwej kury i książkę „Nic nie zdarza się przypadkiem” Tiziano Terzaniego. Ależ uczta…

  3. Dziękuję pani Iwonko…
    Jest pani Aniołem, który rozjaśnia mą twarz, zapewne nie ja jedna czytając pani teksty to czuję. Rozmowa na szczycie ze swym ciałem jest piekna i czarująca. Nie oszukujecie się nawzajem, czy to nie jest najpiękniejsze wczuć się w nie, starać się rozumieć,przecież to ja, nikt inny…Urządzę sobie również piżamowy dzień w miesiącu.
    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Dużo Dużo Dużo SŁOŃCA >()< życzę Pani Iwonko.
    P.S. Małe uszczegółowienie dla czytających gdyż wiem że użyła Pani tego określenia w przenośni "…nie robiłam nic". Nie ma takiego czegoś jak NIC nie robienie, można natomiast "odpoczywać" co dla niektórych jest bardzo trudne :)

  5. A to dobre Panie Gustawie. Musze powiedzieć, ze nigdy tak o tym nie myślałam, Dla mnie robienie czegoś łączy się z aktywnością. A jak się na przykład leży to nic się nie robi. Ale pewno ma Pan Rację. :-)

  6. Jeżeli „NIC się nie robi” to wg mnie się nie żyje. Nie da się żyć i nic nierobić/niedziałać. Można działać nieefektywnie (jak Pani mówi nieskutecznie). Zresztą sama Pani to uszczegółowiła „nie robiłam nic – spędzałam go w łóżku – pisałam sobie, czytałam, jadłam” to i tak więcej niż przeciętny człowiek który leży w łóżku :D
    Tak samo podczas snu nasz organizm regeneruje się, samouzdrawia, mózg porządkuje dane, wysyła-odbiera informacje z podświadomości. Więc nie obrażajmy go mówiąc, że nic nie robiło, ciało to MY więc i my coś robiliśmy :) nieświadomie ale jednak.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here