Kochaj. Nie poświęcaj się, proszę.

17

Muszę o tym napisać. Niechętnie używam słowa muszę, jednak w tym wypadku czuję jakiś wewnętrzny imperatyw, wręcz przymus. Od kilku tygodni zajmujemy się – zarówno tutaj jak i na Facebooku – szczęściem. Rozmawiamy o tym, czym ono jest, co jest niezbędne do odczuwania szczęścia i jak najlepiej pomóc sobie w tym, by do niego dotrzeć. Tak, dotrzeć, bo ono w nas jest:

Każdy człowiek ma szczęście w sobie,
każdy z nas jest zaprogramowany na bycie szczęśliwym.


Wyzwaniem jest to, że szczęście to stan ducha, wiąże się one ze spirytualną częścią naszego istnienia. Oprócz ducha mamy jednak także ciało, emocje i intelekt. I stamtąd płynie wiedza jak powinniśmy się zachowywać: kto to jest dobra matka, jak powinna wyglądać rodzina, jaki jest religijny człowiek, co to znaczy wierzyć w Boga i tak dalej. Te wszystkie poglądy, nota bene często ze sobą sprzeczne, powodują, że nie dajemy sobie prawa do szczęścia, tylko uważamy, że powinniśmy rezygnować z siebie, ze swoich pragnień, potrzeb – także tych duchowych – po to, by wypełniać jakąś społeczną rolę. Oczywiście, bardziej skłonne są do tego kobiety. Mężczyźni – i bardzo dobrze – jakoś łatwiej znajdują drogę do spełnienia, do swojego szczęścia.
Kobiety mówiąc, że poświęcają się dla kogoś czy czegoś, uważają zwykle, że to coś szlachetnego. Mówią: Zrezygnowałam z pracy, poświęciłam się dla dzieci, dla rodziny. Cóż to za poświęcenie? Widocznie ta praca nie była dla Ciebie taką wielką wartością. A nawet jeśli była, to wciąż tylko wybór pomiędzy ważnymi dla ciebie sprawami, żadne poświęcenie.

Codziennie dokonuje się jednych wyborów na rzecz innych.
Nie możemy każdego wyboru nazywać poświęceniem na rzecz tego drugiego.

Czy poświęcam się kiedy nie jem słodyczy, żeby mieć jako taką figurę? Wybieram.
Słyszę: Poświęciłam się, bo pieniądze przeznaczone na moje lekcje tańca, oddałam na angielski córki. Po prostu zrezygnowałaś z czegoś na rzecz kochanej osoby. To nie jest poświęcenie.

Jakieś działanie staje się poświęceniem, kiedy się cierpi robiąc coś, albo kiedy robi się to z poczucia obowiązku bez chęci i radości. Dorosłe dziecko może poświęcić swoje życie dla opieki nad rodzicem. Kobieta nie wyjdzie za mąż, nie będzie miała dzieci, bo została przeznaczona na tę córkę, co zajmie się rodzicami. Tak, ona się poświęciła. I nie ma w tym nic szlachetnego. Byłoby lepiej dla niej i świata, gdyby kochała, miała dzieci i wnosiła coś jeszcze do społeczeństwa.

Często tak bardzo bronimy się przed swoimi pragnieniami, że w końcu je zakopujemy głęboko w podświadomości. Wtedy tak naprawdę robienie różnych rzeczy dla innych nic nas nie kosztuje, bo już nie pamiętamy czego to my chciałyśmy (rzadziej – chcieliśmy) od życia. A jednak nawet wtedy, kryjąc się za niektórymi zajęciami, mówimy, że się poświęcamy.

W dyskusji z jedną z Uczestniczek projektu Szczęście usłyszałam, że w Biblii jest zachęta do poświęcania. Poprosiłam o cytaty, gdzie jest mowa o poświeceniu. Sama nigdy niczego takiego nie znalazłam, myślałam, że może czegoś nie zauważyłam. Dostałam, owszem, ale nie o poświęceniu tylko o służeniu ludziom, o służbie dla innych.
Jezus powiedział: Ja jestem wśród was jako ten, który usługuje (Ew. Łukasza 22:27). Jako prawdziwi naśladowcy Jezusa, również powinniśmy służyć innym ludziom. Tak napisała Pani, z która koresponduję.
Tak służyć! Ale nie poświęcać się! Czy Jezus kiedykolwiek mówił o tym, że się poświęca?! A przecież zrezygnował z życia rodzinnego, by nauczać…On nawet nie uważał, że poświęcił życie. Tyle było w Nim Miłości. My tak uważamy i słusznie, bo oddał swoje życie dla naszego zbawienia. Ale to my tak mówimy… a nie On sam.

Służmy ludziom. Tym, co mamy, tak jak możemy, najlepiej jak potrafimy.

W tym jest spełnienie i poczucie szczęścia.

Ja pisząc ten tekst też służę, z całym sercem i całą pokorą. Czy poświęcam się? Absolutnie nie, choć mogłabym obejrzeć świetny film, poczytać książkę albo pójść na spacer. Robiłam to również wtedy,kiedy miałam rodzinę w domu.
Czy Jezus nauczał, że mamy służyć dzieciom i mężowi (żonie) a innych ludzi zostawić?

Inny cytat: Ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Tak właśnie Syn Człowieczy nie przyszedł, by Mu służono, lecz żeby służyć (Ew. Mateusza 20:26–27). A gdzie tu jest poświęcenie? Tu jest mowa jedynie o mądrym prowadzeniu, o kierowaniu. To słowa do liderów. Jako rodzice służymy oczywiście swoim dzieciom i sobie nawzajem, ale sposobów służenia jest mnóstwo… służy się też przykładem jak wieść szczęśliwe, spełnione życie.

I ostatni z cytatów, które dostałam: Natomiast wy, bracia zostaliście powołani do wolności. Lecz niech wam ta wolność nie służy za pretekst do ulegania pożądaniom waszego ciała. Przeciwnie, ożywieni miłością służcie jedni drugim. Wszystkie bowiem nakazy Prawa streszczają się w tym jednym przykazaniu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. (List do Galatów 5:13-14) No to już zupełnie radość dla mojego serca! Służcie jedni drugim. Właśnie – w społeczeństwie – nie ma wyszczególnione kto to są ci jedni, a kto to – drudzy. Wymieniajmy się tym, czym służyć możemy. I kochajmy siebie, bo skąd będziemy wiedzieli jak kochać bliźniego.
Co zrobię dobrego, jeśli zamiast służyć ludziom na przykład talentem inspirowania do lepszego życia, będę się zajmować wyłącznie własną rodziną? Czy naprawdę nie ma sposobu na to, aby służyć jednym i drugim?
Można byłoby tu przypomnieć przypowieść o zakopanych talentach, która pochodzi przecież z tego samego Źródła, a która wyraźnie zachęca do wykorzystywania danych nam prze Boga talentów.

W liście do mnie ta młoda i szlachetna kobieta napisała: Myślę, że kiedy poświęcamy się na rzecz innych ludzi stajemy się bardziej wartościowi. To pełnia naszego człowieczeństwa. Nie zawsze jest to łatwe, ale zawsze może przynieść korzyść też dla nas. Jest to kuźnia naszego charakteru. Szlifujemy naszą cierpliwość, zaangażowanie, wzmacnia się poczucie odpowiedzialności.
Słusznie! Pełna zgoda. Tyle tylko, że to samo się dzieje, kiedy się nie poświęcamy, tylko służymy właśnie tym, co mamy. I nie tylko rodzinie, ale również innym. Doświadczamy spełnienia, kiedy działanie jest dyktowane miłością. Pisze dalej.
Właśnie tak.

Tylko jeśli działania są dyktowane miłością, nie są poświęceniem.
Są dedykacją… A to co innego.

Dlaczego tak mi zależy na tym, żeby nie używać słowa poświęcenie? Ono ma określony zakres emocjonalny – i nie jest on pozytywny. Wszystko w porządku kiedy kobieta poświęci się dla dzieci… to jeszcze jesteśmy w stanie znieść. A jak poświęci się dla pracy? I jeśli kobieta uważa, że poświęca się dla dzieci, bo tak należy, to jeśli będzie miała już tego dość i będzie chciała robić jeszcze coś innego, będzie przeżywać wewnętrzne konflikty, czasem dramaty… wszak teraz będzie musiała poświęcić dzieci… A po co nam te dramaty? Można mówić o dedykowaniu jakiegoś okresu czy czasu w swoim życiu czemuś, o wyborze, o decyzji. Po co mówić o poświęceniu, kiedy po prostu możemy sobie nawzajem służyć?

Nigdy nie napisałam tak długiego tekstu na blogu. Musiałam. Prawie samo się pisało!

PODZIEL SIĘ

17 KOMENTARZE

  1. Pani Iwonko , ależ piękny wpis.
    Dokonuję wyboru , to jest mój wybór – będę ćwiczyła , dbała o siebie , mądrze służyła i dokonywała mądrych wyborów ! To naprawdę trzeba ćwiczyć !
    Książka zakupiona i już tylko dwa dni i będzie u mnie , ale jestem ciekawa :)
    Serdecznie pozdrawiam !!!!

  2. Wybaczy Pani, ale poczułam się jakbym czytała Ayn Rand „The Virtue of Selfishness”. Wydaje mi się, że myli pani pojęcia. Czym innym jest poświęcenie («czyn ofiarny, pełen bohaterstwa i samozaparcia; też: gotowość do ponoszenia ofiar»SJP), a czym innym podejście do poświęcenia. Sądzę, że nie da się ustalić granicy między poświęceniem, a „służbą”. Poświęcenie jest indywidualną sprawą każdego z nas. Jest rzeczą abstrakcyjną, podobną do uczuć. Nie da się jej zmierzyć, zważyć ani też zobaczyć. Trudno nam, zatem ustalić granice ludzkiego poświecenia. Poświęcenie zależy, od wielu spraw i wartości, jakie cenimy: od honoru , miłości itp. Jeżeli chodzi o biblię to można tam znaleźć wiele przykładów poświęcenia. Chociażby poświecenia Izraelitów Bogu, czy próba Abrahama. Pani sama w dedykacjach do swojej książki „Czas kobiet” pisze „poświęcam Babci…..”. Poświęcam!!!!! Mógłby ktoś pomyśleć, ze Pani poświęciła się, jakby odebrał to słowo jednoznacznie. A może Pani wzięła kropidło i wodę święconą? To też poświęcenia. Moim zdaniem należy się poświęcać i nie żałować swoich czynów, i dlatego trzeba poświęcać się w zgodzie ze sobą, i nie chodzi wypracowanie takiej zgody, a raczej o obniżenie granicy poświęcenia. Myślę, że ta granica powinno być bardzo nisko, to wtedy nie będziemy zastanawiać się, czy to „cnota egoizmu”. Do czego namawiam. M.S.

  3. Dziękuję za cenne, intelektualne rozważania. Tej książki Ayn Rand nie czytałam i nie lubię, kiedy mówi się, ze powinniśmy być „zdrowymi egoistami”. Odbieram Pani podejście do tego co piszę, jako literalne, intelektualne, powiedziałabym – z lewej półkuli mózgu. Taki styl myślenia częściej przejawiają mężczyźni. Ja piszę do serca. To o co mi chodzi, to żeby nie używać tego słowa w odniesieniu do wyborów podyktowanych miłością czy w ogóle do zwykłych wyborów, bo to nam nie służy. Chodzi mi o to, by nie nazywać w taki sposób prostych rzeczy, to zdecydowanie ułatwia życie.
    Książkę poświęciłam Babci, ponieważ tak bardzo chciałabym, żeby kiedyś przeczytała taką książkę, może bardziej myślałaby wtedy o sobie. Tutaj „poświecenie” ma zupełnie inne znaczenie, chodzi o nie o mnie ale o jakieś wytwór. A moja Babcia jest akurat dobrym przykładem służby dla ludzi. I nigdy nie słyszałam, że się poświęca.
    Jeśli się poświęca i nie żałuje tego czasu i robi się to w zgodzie ze sobą, to się nie poświęca, tylko tak wybiera. Chodzi o to, by nie robić z siebie ofiary na ołtarzu codzienności. Zostawić to ewentualnie na coś lepszego. Namawiam żeby nie rezygnować z siebie, a słowo „poświecenie” używane w taki sposób, o jakim piszę, to sugeruje. Jeśli jedna kobieta mówi, że „poświeciła się rodzinie” i ma na myśli, że nie pracuje zawodowo, a druga pracuje zawodowo i robi wszystko to, czego wymaga rodzina to dlaczego ta pierwsza się poświęca, a druga nie? Moje teksty nie są tekstami intelektualnymi, ale mają za zadanie pomóc ludziom w szczęściu. Każdy bierze z tego to, co może mu pomóc.

    • Sądzę, że Pani Babcia była mądrą Kobietą. (Proszę tylko nie wyciągać z tego wniosku, że jak komuś na blogu Pani tłumaczy to co rozumiała Pani Babcia, bez Pani bloga, to nie jest mądry).
      Ja rozumiem o co Pani chodzi. Ja nawet rozumiem, że pewnie Pani zna teorię z XX, o przeniesieniu poświęcenia z podświadomości, do świadomości, ja nawet rozumiem, że Pani chce pomóc w szczęściu. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że własne szczęście nie może być weryfikacją przy podejmowaniu decyzji, czy poświęcam się, czy nie. Nie wie Pani, czy jak wybierze przykładowo pracę, czy odwiedzić kogoś w szpitalu, to będzie dla Pani szczęścia. Może kiedyś w życiu, jak już będzie się bogatym i sławnym, usiądzie się, usłyszy jakąś piosenkę i naraz zapłacze. Dlaczego płaczę? Bo wybrałam kiedyś źle, a wybrałam pracę dla własnego szczęścia.
      Dlatego uważam, że trzeba tłumaczyć, że jak ktoś poświęca się, to powinien to robić bez oczekiwania wdzięczności, bez robienia z tego reklamy. Czasami trzeba się poświęcić (czyli zrezygnować z własnych przyjemności), żeby kiedyś być szczęśliwym. Poświęcenie jest wpisane w nasze życie. Nie róbmy z tego problemu, a jak ktoś nie ma odruchów poświęcania się, to dla mnie jest egoistą (czy zdrowym, czy chorym to już jego sprawa). Pozdrawiam.

      • Jak sie poswiecasz, zeby kiedys byc szczesliwym to ja bym na pewno tego poswieceniem nie nazwala. To jest dramatyzowanie.

        • a moze po prostu to kwestia tylko i wylacznie nazewnictwa, bo inaczej Pani czuje to slowo, wiec moze nie ma o co sie sprzeczac

  4. Tak, moja Babcia była mądrą kobietą. I nigdy nie mówiła, że się poświęca. Co najwyżej my mogliśmy tak to ocenić. Tak, trzeba żyć tak, żeby tego nie żałować. Ale jakby się tego nie przedyskutowało, jeśli nie będzie się postępowało w zgodzie z sercem (które nie zna poświęcenia, to tylko umysł tak kombinuje) to będzie się żałować. Moja babcia nie żałowała. Ja też nie żałuję, choć moje wybory były i są nieco inne. I wie Pani co, też uważam, że jestem mądrą kobietą. Obie służymy i służyłyśmy i rodzinie i innym.

    To już i odwiedzenie kogoś w szpitalu jest poświęceniem?
    I co ma z tym wszystkim wspólnego bycie bogatym? Sercem nie kierują się i bogaci i biedni oraz jedni i drudzy się nim kierują. Ktoś, kto kieruje się sercem, na pewno nie będzie płakał z żalu. Poza tym niekoniecznie trzeba zostawiać rodzinę żeby pracować?
    Nie wydaje mi się żebym to ja robiła problem, naprawdę. Albo inaczej: Robię problem ze wszystkiego o czym piszę.
    Myślę, że ma Pani tyle ciekawych przemyśleń, iż warto byłoby pisać swój blog. Będę czytać… niekoniecznie komentować, bo rozumiem, że każdy ma prawo wyrażać swoje przekonania.

    • Napisałam, ze Pani Babcia była mądrą kobietą, dlatego że nigdy nie mówiła, że się poświęca. I tak postępują mądrzy ludzie, niezależnie od tego, czy są bogaci, czy biedni.
      Nigdy nie napisałam, że nie jest Pani mądrą kobietą, chociażby z tego względu, że tego jeszcze nie wiem.
      Gdzie ja napisałam, że źle być bogatym? Chyba logiczne jest, że jak ktoś pracuje to kiedyś będzie bogaty i sławny.
      Dla Pani poświęcenie ma inne znaczenie niż dla mnie. Ja tak jak Pani Babcia, nie mam z tym problemu. Pani chyba jednak ma.
      Nie będę pisała bloga!
      Dużo dobrego.

      • No tak.. Nie ma to jak frustracja z domieszką hejtu. Pozdrawiam i proszę nie czytać bloga jak jest Pani na nie…No tak.. chyba nie ma sensu.:))) polecam Biblię dobrze służy sercu i miłości.

        • Dziękuję Cioci Dobra Rada, za rady, ale nie skorzystam. Czytam blog pani Majewskiej, bo daje mi do myślenia i czasami utwierdza w moich poglądach. Ogólnie zgadzam się z tym co pisze Autorka, ale czasami to widzę inaczej. Inaczej to nie znaczy, że nie jesteśmy blisko w myśleniu. Najlepszym dowodem takiej bliskości myślenia jest ten temat. Choć wydawałoby się, że myślimy inaczej, to stwierdzenie Autorki w jednym z komentarzy – „do głowy mi nie przychodzi, aby myśleć, że się poświęcam”, to tak jakby podsumowanie moich wpisów w tym temacie.
          Biblię czytam od lat i gwarantuję, że wiem więcej na ten temat niż Pani.
          Dlatego proszę nie udzielać mi rad, bo następnym razem, mogę nie uszanować bloga Pani Majewskiej. Nie lubię radzić, ale może Pani pójdzie do lekarza od przemocy.
          Życzę miłej niedzieli, pierwszego dnia tygodnia (tego pewnie Pani nie wie jako miłośniczka Biblii).

  5. Mi sie wydaje Pani Iwono,ze trudno jest tak restrykcyjnie traktowac slowa, bo kazdy wklada torche czego innego w dane slowo. Nie kazdemu slowo poswiecenie sie kojarzyc alkiem zle.

    • Myślimy słowami. Słowa niosą również uczucia, powodują, że skłania nas to do jakichś zachowań. Jako psycholog wiele razy rozmawiałam z dorosłymi ludźmi, którzy musieli pozbyć się poczucia winy, że ich matka „poświęciła się dla nich” i zrezygnowała na przykład ze studiów. Tak im właśnie mówiła. A nie myśli Pani, że to po prostu wybór. Nie sądzi Pani, że równie dobrze można byłoby powiedzieć, że jakaś matka się poświęciła , bo łączyła studia z macierzyństwem?
      Absolutnie nie uważam, że to się źle kojarzy, to tylko robi niepotrzebnie z ludzi męczenników, raczej męczennice.
      A jeśli robię coś z miłością, to do głowy mi nie przychodzi, aby myśleć, że się poświęcam. Znam kilka matek dzieci specjalnej troski. Są pogodne, szczęśliwe i do głowy im nie przychodzi aby nazywać to, co robią poświęceniem, tym bardziej dziwi to, kiedy ktoś uważa, że rezygnacja z wakacji to poświęcenie.
      Wielu słów nadużywamy, na przykład słowa „depresja” ale także słowa „miłość” i „kocham”. Wiele z tego potem różnych niepotrzebnych zachowań i sytuacji.
      Ponadto: jeśli ktoś chce tak dalej mówić o swoim życiu, niech mówi. Napisałam o tym, ponieważ mówimy o szczęściu, a poświęcenie nijak ma się do szczęścia. Ktoś, kto zrobił coś dla innych będzie szczęśliwy, że tak postąpił… ale – powtarzam – nigdy nie nazwie tego poświęceniem. Przeciwnie, kiedy ktoś mu to powie, zbagatelizuje, powie na przykład: Ależ to chyba normalne. Kocham swoje dzieci, (tego człowieka, ludzi, świat) i nie wyobrażałam sobie innego wyboru. Pozdrawiam Wszystkich uczestników dyskusji serdecznie i bardzo proszę: Bądźmy dla siebie mili w dyskusjach. Inne zdanie tak, oczywiście. Uważajmy jednak na słowa, aby nikogo nie dotknąć. SŁOWA MAJĄ ZNACZENIE!

  6. A moze wszystko zalezy od tego czy Pani ktos podziekuje za poswiecenie, czy kopnie w tylek, mowiac, ze za malo..

  7. Dziś dopiero przeczytałam….treści dotyczące….poświęcenia. Uważam ,że poswięcenie …to oddanie ,a oddanie to służba …. Chodzi zapewne o wydźwięk słowa poswięcenie…..faktycznie….często dodane tu jest zabarwienie…..,które …powodować moze zły odbiór …tego słowa.tak samo ,gdy czyni kto
    s dobro …a wmawia się ,że jest naiwny….Pozdrawiam słonecznie. Magda 0:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here