Jak to zacząć?

16

comfort-zonePrzyszłość zależy od tego, co robimy w teraźniejszości

Mahatma Gandhi

Po wczorajszym tekście wiele osób napisało komentarze w rodzaju: Jak to zacząć, jak to zrobić… czyli… jak żyć? Nie odpisywałam na każdy z nich, bo w gruncie rzeczy chodzi w nich moim zdaniem o to samo, a ponieważ była nawet taka propozycja, abym o tym napisała, piszę…

Każdy sam nadaje sens swojemu życiu i także sam nadaje mu kierunek.

Wielokrotnie pisałam o tym, że trzeba przysiąść i zastanowić się jakiego życia pragnie się dla siebie i swoich bliskich. Osoby, które kiedyś mi zaufały i zrobiły sobie misję życia, a także zastanowiły się nad wizją i przełożyły ją na cele, na mapę marzeń i zadania do wykonania, teraz piszą o tym, że już wykorzystują tę wiedzę.  Jak można zacząć, jeśli nie wie się co chce się zacząć? Jak można działać w kierunku spełnienia swojej wizji, jeśli nie postawiło się nawet pierwszego zadania, ba, nie ma się kalendarza?

Dobrym początkiem jest zatem zrobienie sobie konkretnego planu na życie. To się samo nie zrobi. Trzeba usiąść i poważnie się nad tym zastanowić, odpowiedzieć sobie na pytania, które można znaleźć w blogu, ale także w niemal każdej mojej książce.  Co naprawdę chcę robić? Co jest dla mnie najważniejsze w życiu? Kto jest dla mnie najważniejszy? Jak chciałbym się przyczynić do tego, aby w mojej najbliższej okolicy, czy w świecie, było lepiej? Jak mogę uszczęśliwić siebie? A inne kochane osoby? Czy chcę to robić? Jeśli nie, to dlaczego? Czy nie jest to przypadkiem informacja, która także jest cennym źródłem wiedzy o naszym życiu i o konieczności jakichś zmian? I tak dalej…

Nie odpowiadamy na te pytania ot tak sobie, robimy to po to,  aby tworzyć plan do działania, zadania na dziś, jutro i kolejne dni w zakresie każdej z ważnych dla nas ról czy sfer życia. Działamy w kierunku pozytywnych zmian w zakresie życia zawodowego, osobistego, społecznego…

Eliza wspomniała o  dobrej książce na temat samodyscypliny…  Oczywiście i ona przydaje się w działaniu. Jest konsekwencją spójności wewnętrznej, o której także sporo można w  tym blogu przeczytać, a nawet znaleźć konkretne wskazówki jak budować  tę cechę. I jeśli ktoś kiedyś ją budował, dziś nie będzie na pewno pytał: jak zacząć. Niemniej i taka osoba potrzebuje celu – wiedzy, w która stronę podążać.  Ponadto samodyscyplina to także nie jest coś, co trwa w nas bez względu na to jak się zachowujemy, co robimy czy czego nie robimy. Trzeba przejść z tego oczadzenia ideą samorozwoju, z tych oparów dawanej nam przez innych motywacji czy inspiracji do własnych działań, choćby najmniejszych. Proszę pamiętać, że to, co dla innych może być drobiazgiem, dla nas może być wielkim celem.

Pamiętam fragment indywidualnej misji zatytułowanej Zdobywaj szczyty. Autor pisał tam, że akceptuje fakt, iż jego szczyty mogą się niektórym wydawać zaledwie pagórkami. Ostatnio obserwuję dwie różne sytuacje matek dwumiesięcznych dzieci: wyzwaniem jednej jest zorganizowanie opieki dla dziecka tak, aby za dwa miesiące mogła wrócić częściowo do pracy, dla drugiej wyzwaniem jest codzienne wyjście na spacer. Pierwsza jest w euforii, druga wychodzi ze stanu znacznego obniżenia nastroju, bliskiego depresji. W obu wypadkach panie zajmują się życiem, każda na swoim poziomie.

I o to chodzi: o zajmowanie się życiem na swoim poziomie, ale o ZAJMOWANIE,
czyli robienie czegoś w kierunku własnych wyobrażeń o tym życiu.

Na Facebooku  Znajomy skomentował, że to nie jest łatwe, że może to kwestia oczekiwań. Oczywiście, to kwestia oczekiwań, jednak zacząć trzeba od tego, że zna się te oczekiwania, a potem zamienia na realne dla nas cele. Realne czyli dostępne w danym czasie i przy tym poziomie posiadanych aktywów (motywacja, pragnienie, możliwości wszelkiego typu, także finansowe, umiejętności). Jeśli brakuje nam jakichś możliwości (na przykład pieniędzy lub kondycji fizycznej) to najpierw trzeba stworzyć cel, który pozwoli nam to osiągnąć.

Zdobycie Rys na początku września jest bardzo realne…. Ale nie dla mnie. Nie mam ani motywacji, ani kondycji, ani potrzebnego sprzętu. Ponieważ nie mam motywacji, to w ogóle się tym nie zajmuję. Znaczy, że nie jest to mojej pragnienie, moja bajka.

Jeśli natomiast ktoś ma taką motywację, a nie ma kondycji, umiejętności i sprzętu to musi najpierw zadbać o dwa pierwsze elementy. I zamiast marzyć o zdobywaniu Rys, zapisać się na kurs chodzenia po wysokich górach i poznać metody budowania kondycji. Poćwiczyć. Sądzę, że możemy tu mówić zatem najwcześniej o przyszłym wrześniu.  Ale żyć, przygotowywać się do tego możemy już dziś. Podobnie jest z Mont Everestem. To jest realne…  Ale czy jest realne dla mnie? I czy w tym roku?

Jeśli ktoś marzy o rodzinie z dwójką dzieci a … nie ma jeszcze tatusia… albo mamusi dla swoich dzieci, to nie ma sensu siedzieć z nadzieją, że ta rodzina będzie i uczyć się wciąż jak wychowywać dzieci i budować relacje w związku, tylko raczej trzeba gdzieś wyjść, włączyć się w życie społeczne, nawet w jakąś zabawę, żeby wyjść naprzeciw swoim marzeniom.  

Jeśli chce się zmienić pracę, to chodzenie na kolejne szkolenia i dowiadywanie się jak można zaprząc podświadomość do poszukiwań pracy marzeń nic nie da. Trzeba programować podświadomość korzystając z tej wiedzy, ale jednocześnie  rozsyłać mądrze przygotowane życiorysy zawodowe i aktywnie poszukiwać konkretnej pracy… a nie dobrej pracy.  

I tak dalej. Istnieje konkretny przepis na każdy szczyt, każde marzenia. Jednak to musi być nasze marzenie i nasz przepis. A potem trzeba zrobić pierwszy krok i… stawiać kolejne.

P.S. O tym będę mówiła na spotkaniu Klubu Skutecznego Działania w Sopocie – 17 maja. Zapraszam już dziś.  

PODZIEL SIĘ

16 KOMENTARZE

  1. Dziękuję za „naukę latania”. Zawsze byłam poukładaną osobą, która wiedziała czego chce w życiu i z wielką wytrwałością realizowała nawet długoterminowe, kilkuletnie cele. Dzięki Pani niezwykle intuicyjnym i pisanym umysłem i sercem słowom poukładałam sobie moje poukładanie. Dziś znam swoją wartość, kocham i wierzę w ludzi. Mam wspaniałą rodzinę, jestem świetną mamą dwójki szkrabów i wspaniałą żoną, a już wkrótce stanę się spełnioną zawodowo kobietą. Dzięki Pani odważyłam się zrezygnować z pracy w szkole i otworzyć własną akademię wspierania rozwoju rodziny. Dzięki temu będę mogła pomagać innym i w pełni wykorzystywać moje umiejętności. Wiedziałam, że mam skrzydła, ale nie wiedziałam, że potrafię latać. Właśnie wyfrunęłam z mojej strefy komfortu, ze strefy, gdzie przesadnie słyszałam w głowie słowa „najbardziej na świecie potrzebuję poczucia bezpieczeństwa”. I faktycznie, poza tą strefą dzieją się cuuuuda! Życzę wszystkim, żeby odnaleźli w sobie odwagę do latania i przezwyciężyli swoje lęki, które przeszkadzają im w realizacji różnych ważnych dla nich celów. Dziękuję :)

    • Bardzo dziękuję Pani za ten komentarz. Czy mogę go pokazać na Facebooku? To dla tych, którzy nie wierzą. Bardzo bym chciała, żeby więcej osób tak robiło, myślało… a potem pisało. Raz jeszcze dziękuję. :)

  2. Jeśli moje słowa mogą uskrzydlić choć jedną osobę, która na prawdę usłyszy, a nie tylko wysłucha w Pani słowa to proszę zamieścić je na Facebooku. Życzę Pani wszystkiego dobrego za dobro, które Pani daje ludziom. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)

  3. Plany, cele-niby to takie rzeczywiste a jednak… Dzięki artykułowi uzmysłowiłam sobie, że to co sobie w życiu wymyśliłam, zaplanowałam to mam- naprawdę wszystko! I uświadomiłam sobie, że moim obecnym planem jest aby przetrwać dzień-jakoś. I takie zrobiło się moje życie-jakieś takie nijakie. Mam mnóstwo wymówek… Widzę, że jednak cele czas postawić- i zrobię to! Bo jestem tego warta!

  4. Ja tez uswiadomilam sobie, ze to, co jest dla mnie wartoscia – rodzina, praca ( nawet dwie – jedna dla pensji, druga dla dreszczu ekscytacji). A jednak chce wiecej, chce jeszcze. Nic nie stracic a zyskac nowe. Moze za duzo chce? I dlatego tak opornie to idzie? A moze te przestrzenie (finanse, rozwoj tej drugiej pracy, ubior, wizerunek), w ktorych chce tersz cos zdobyc nie sa moimi „naturalnymi” i potrzebuje czegos wiecej niz dotad wykorzystywalam, by je zdobyc…

  5. Czytam cztery książki na raz, tak jestem głodna wiedzy i uporządkowania samej siebie. Jedną w PDF-ie w pracy Leonarda Hila, Ku doskonałości – 30 dni pracy nad sobą, dwa razy przeczytałam karierę sukcesu), 7 nawyków skutecznego działania. Prowadzę również dziennik, żyję według planu dnia. Związku z tym odpowiadając sobie na pytania, na dzień dzisiejszy czuję sie spełniona jak komuś pomogę rozwiązać problem związany z pracą czy z podjęciem jakies decyzji. Uwielbiam jak sie dużo dzieje się wokół mojej osoby. Nie potrafię już dłużej siedzieć tylko za biurkiem i księgować to mnie nudzi i doprowadza to tego, że przestaje żyć, jestem ospała i nieszczęśliwa, znudzona wręcz.
    Pani Iwono, ukończyłam studia związane z finansami, ale nie chcę dłużej pracować w dziale księgowości, nie czuję tego zawodu. W mojej rodzinie przeważają kobiety pracujące w tym dziale. Zauważyłam, że mam duże tendencje do rozwiązywanie problemów znajomym – jeden z nich został nawet szefem w swoim dziale, wykorzystując moje pomysły i jestem z tego dumna. Z każdą rozmawianą osobą mechanicznie wszystko notuję i od razu mam gotowe rozwiązanie. Taka juz jestem :) Pisząc juz w skrócie.Widzę siebie w dziale markietingowym – tam dużo sie dzieje :)
    Mam pytanie. Czy do przekwalifikowania się wystarczą mi tylko podyplomowe studia z marketingu i znajomośc angielskiego. Czy jednak powinnam pójśc na studia magisterskie ?
    Pozdrawiam
    Kasia

    • Pani Kasiu,

      rozwój kariery zawodowej to trudny temat i bardzo ciężko coś doradzić.
      Myślę że dlatego że nie ma jednej recepty, najlepszej.
      To co z własnego doświadczenia widzę, to to że studia to tylko część tej recepty.
      Nie przeceniałbym tej części jednak. Moim zdaniem osoba która ma predyspozycje
      – może nie bójmy się tego słowa :) „talent” z takimi czy innymi studiami da sobie radę.
      Doświadczenie chyba jest ważniejsze niż to jakie się studia zrobi. Czy super studia przy miernej osobie pozwolą osiągnać sukces? Raczej nie. Czy super osoba przy miernych studiach osiągnie sukces ? Myślę że ten wariant jest lepszy od pierwszego.
      Skupiłbym się na szukaniu pracy w dziale marketingu i robieniu tych studiów podyplomowych, niż na studiach magisterskich.

      Ale ponieważ to nie jest moja dziedzina to może najlepiej wydać np 300zł (strzelam że tyle, bo tak sobie wyobrażam) i porozmawiać z jakimś konsultantem np. z pracuj.pl czy innym doradcą kadrowym. Powinien wiedzieć lepiej co zrobić – zwłaszcza ktoś z branży marketingowej. Wydanie 300 zł jest chyba lepszym wariantem niż spędzenie kilku lat na studiach a potem zastanawianie się co teraz.

      Jeszcze jedno mi przyszło do głowy: Marketing i zarządzanie to bardzo popularny kierunek. Żeby się odróżnić trzeba mieć jakieś dokonania, doświadczenie, osobowość. Studia to mają Ci wszyscy którzy ten kierunek kończą.
      Jeśli to możliwe to proponuję zaczepić się gdziekolwiek w marletingu i pracować na to doświadczenie i dokonania.

      Życzę powodzenia!
      I jeszcze raz namawiam na rozmowę z jakimś fachowcem z tej dziedziny.

      • Witaj Arturze,
        Dziekuję że zwróciłeś uwagę na mój wpis i że odpisałeś :)
        Wiem, że nie będzie mi łatwo. W moim dziale jestem tylko ja ze swojego miasta, większośc pracowników została sprowadzona z innych miast. Zauważyłam, że pierwszeństwo mają Ci, którzy są znajomymi i mają doświadczenie.
        Postanowiłam zmienić swoją pracę, ponieważ za dużo się naczytałam o tym, że tylko Ci są szczęsliwi, którzy robią to co lubią bo im to wychodzi i są w tym najlepsi. Pracuję dodatkowo w biurze rachunkowym i zamiast skupić się na księgowaniu, wiesz co zrobiłam ostatnio ?? :) zaczęłam się zastanawiac nad tym w jaki sposób zareklamować to biuro, aby znaleźć dwie lub trzy większe firmy – znalazłam cel, który sprawia mi ogromną satysfakcję. Mam już gotową reklamę i będe rozsyłać do wszystkich firm w naszym mieście i wiem że znajdę :) że ich przekonam, zadzwonię spotkam się z klientami. Książki polecone przez Panią Iwonę również pomogły mi odnaleźć moją drogę, którą chcę dalej iść. Znalazłam dwa kierunki studiów podyplomowych i chcę je ukończyć w ciągu dwóch lat. Sądze, że to podejście dla mnie jest najlepsze niż wkuwanie na pamięć ustaw i reguł tylko po to, aby mieć z czego żyć. Ja chyba chcę czegoś więcej…….niż tylko ciepłą posadkę i dzieci. Dom, praca, dzieci, dom, praca, dzieci. To nie moja bajka :) Idę na kawkę czy ktoś ma ochotę…… :) i na pyszne ciasteczko :) ? w miłym towarzystwie, delikatnie i skromnie zapraszając :)

        • „zaczęłam się zastanawiac nad tym w jaki sposób zareklamować to biuro, aby znaleźć dwie lub trzy większe firmy – znalazłam cel, który sprawia mi ogromną satysfakcję. Mam już gotową reklamę i będe rozsyłać do wszystkich firm w naszym mieście i wiem że znajdę :) że ich przekonam, zadzwonię spotkam się z klientami. ”
          Brawo – nie tylko myślenie i czytanie ale także konkretne, realne działania w realizacji marzeń. Super!
          Chyba Pani Iwona nie będzie miała za złe jak za jakiś czas napiszesz jak Ci idzie.
          Żartuję – NA PEWNO nie będzie miała nic przeciwko temu :)

          pozdrowienia i trzymam kciuki!

  6. Pani Kasiu nie potrafię odpowiedzieć na Pani pytanie dotyczące wykształcenia. Znam osoby pracujące w działach marketingu po różnych studiach. Nie mogę się także wypowiadać na temat kwalifikacji… Nie jestem marketingowcem. Wiem co jest potrzebne ZAWSZE aby odnosić sukcesy, ale specyficznych wymagań różnych pozycji nie znam. Na pewno jednak temperamentem bardziej Pani pasuje do marketingu niż księgowości. Mogę jednak powiedzieć, że nie jest dobrym zwyczajem czytanie czterech książek tego samego rodzaju w tym samym momencie :) Te książki się przerabia. Ponadto takie zachowanie wprowadza zbyt dużo bodźców, które mogą się na siebie nakładać. Podpowiadałabym spokojniejsze rozkoszowanie się życiem i podążanie w kierunku autentycznych pragnień. Z pozdrowieniami. :)

    • Pani słowa działają na mnie jak balsam. Ma Pani rację, że nie powinno się czytać dużo książek w tym samym momencie :) ale miałam straszną potrzebę otoczyć się tymi książkami. Teraz dopiero na spokojnie mogę sama stwierdzić od której powinnam zacząc studiowanie, analizowanie i wdrażanie skutecznego działania.
      Miłego :D

  7. Ja już z niczym nie daje rady nie potrafię się zmotywować przytłacza mnie nienawiść ludzka, to że komuś pomożesz a on potem staje się toksyczny i stara się cię niszczyć. Jestem samotna nikt nie potrafi dodać mi energii.Swego czasu miłość drugiej połowy dodawała mi skrzydeł, a w tej chwili ja muszę dodawać sił wspierać najbliższych a ja jestem sama. Coraz trudniej mi normalnie funkcjonować.Szukam jakiś rozwiązań dla siebie.Proszę o pomoc.

    • A czy nie jest jednak tak, że więcej jest ludzi przejawiających inne odczucia? I czy nie zależy to nieco od naszej koncentracji. Dlaczego ja nie widzę takich ludzi? Jedyna pomoc jaka przychodzi mi do głowy ZAWSZE w taki8ch sytuacjach to nie tylko czytać, ale przerabiać ćwiczenia, które są w książkach czy nawet na moim blogu. Proszę zadbać o siebie, być dla siebie dobrą. I nie jest Pani sama :) Choćby ja posyłam Pani w tej chili ciepłe uczucia. :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here