Jak pokochać siebie

6

Nigdy z sobą się nie kłócę, nigdy siebie nie porzucę
Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
Całe noce, całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się

To fragment piosenki Macieja Maleńczuka. Żartobliwy,nieco ironiczny. A co by było gdyby potraktować go serio?Czyż nie jest faktem, że nie opuścimy siebie, nie rozstaniemy się ze sobą? Nie ma takiej możliwości. Można rzecz, że jesteśmy ze sobą nierozłączni. Skoro tak, to zdecydowanie lepiej kochać siebie, lubić siebie i dbać o własne poczucie wartości niż zostawić to w rękach przypadku i innych ludzi.
Donosicie mi o swoich dokonaniach w zakresie samodoskonalenia, wyznając, że wciąż nie wiecie jak na co dzień dbać o poczucie własnej wartości i miłość dla siebie. Przydałby się portal z ćwiczeniami do wykonania codziennie dotyczący poczucia własnej wartości pisze jedna z Czytelniczek mojego bloga i proponuje, bym rozszerzyła go właśnie o takie rady. Pomyślę o tym, może kiedyś będę umieszczać ćwiczenie, radę albo inną przydatną do sterowanego rozwoju informację. Dziś pokażę przykładowy dzień, który z pewnością zwiększa poczucie własnej wartości.

Budzę się w wygodnym łóżku i w ładnej pościeli. Daję tym informację ciału, że jest dla mnie ważne i dlatego dbam o jego komfort, a sobie, że zasługuję na otoczenie, które cieszy moje oczy. Budzę się przyjemną muzyką, ale… pomyślałam sobie, czemu nie piosenką Maleńczuka? To może być dobry początek i przypomnienie, że oto jestem znowu ze sobą, najbliższą mi osobą, o którą chcę rozumnie dbać, którą chcę wspierać w smutkach, prowadzić od radości do radości. Pierwsza rzecz – dzień dobry – do świata, Boga, siebie – i uśmiech. Kolejny dzień, który mogę wykorzystać z pożytkiem, przeżyć z radością i wzmocnić siebie i innych albo przeciwnie… ech, nie mówmy o tym. Wsuwam nogi w mięciutkie, ładne kapcie, otulam się szlafrokiem. To ważne. Ciało rozbudzane powinno mieć przyjemne otoczenie. Spoglądam w oczy mojego odbicia w lustrze: kocham cię – mówię – dziś też będę dbała o to, żebyś była szczęśliwa. Daj się lubić –dodaję jeszcze żartobliwie. Bo wiecie Kochani:
kochać siebie, to jedno, lubić – to drugie. Kochać trzeba – bezwarunkowo, zawsze, w każdej sytuacji. Ale już lubić tak się nie da. Na to trzeba zasłużyć. I w tym zasługiwaniu leży cała tajemnica samooceny.
Nie można szczerze lubić siebie, jeśli ma się poczucie, że się o siebie nie dba, nie szanuje czy pozwala innym nie szanować, nie jest się spójnym wewnętrznie – robi się co innego niż naprawdę by się chciało, albo krzywdzi kogoś, czy siebie; nie można lubić siebie, kiedy, wie się, że nie wykonuje się danych obietnic, szczególnie tych danych sobie, że znowu się zaniechało czegoś, że uległo się lenistwu, przegrało z pokusą, albo z kimś innym – to znaczy zostawiło się siebie dla kogoś; nie lubi się siebie, kiedy krzyczy się na bliskich, kiedy źle mówi o innych albo nawet myśli o nich niesympatycznie. Lubi się siebie wtedy, kiedy jest inaczej.
Zatem zjadam ryżowe ciasteczko i piję poranną kawę, przyrządzoną specjalnie tak jak lubię, ze ślicznego kubeczka. Czytam kilka specjalnie napisanych afirmacji, choćby te: Cieszę się życiem. Afirmuję moją twórczą moc. Ludzie z mojej przeszłości są wolni i ja jestem wolna. Wybaczam im i sobie. Żyje tym, co dzieje się w radosnej teraźniejszości. Potem piszę parę zdań w pamiętniku. Kładę nacisk na wczorajsze sukcesy, zastanawiam się jak mądrze skorzystać z doświadczeń negatywnych. Czas na gimnastykę – to bardzo ważne. To będzie mój pierwszy sukces tego dnia, moje zwycięstwo nad lenistwem, współpraca duszy i ciała. Po gimnastyce zaraz lubię się bardziej. I taka jakaś wydaję się sobie ładniejsza, szczuplejsza, sprawniejsza. Prysznic – chwila dla siebie. To ma być przyjemność dla ciała. Miły kontakt z wodą, ładne zapachy, miękkie, pełne ciepła, rzekłabym miłości ruchy własnych dłoni. Pokazuję znowu ciału, jak mi na nim zależy, jak je lubię. Kosmetyki też dobrane z myślą o nim. Dzwoni telefon! Uwaga: nie biegnę jak szalona z mokrym ciałem, nie wycieram się gwałtownie byle zdążyć odebrać. Chwileczkę! Jestem teraz z bardzo ważną osobą, ze sobą samą. Telefon ma funkcję oddzwaniania. Znowu dałam sobie dowód, jak jestem ważna.
Starannie się ubieram, spokojnie czeszę, używam kosmetyków, które lubię. Nie ma znaczenia czy wychodzę z domu, czy będzie mnie ktoś oglądał… Ja będę siebie oglądać i dlatego chce się sobie podobać. Ktoś, kto siebie kocha i lubi, nie unika luster.
Potem robię sobie, specjalnie dla siebie dobre śniadanko – z miłością. Wymaga to trochej czasu, ale jedzenie jest przyjemnością, a ja czuję, że znowu robię coś dobrego dla swojego ciała. Co tak naprawdę słyszy ktoś, kto mówi: nie lubię gotować dla siebie samego.? Ja, lubię! Siebie skrapiam perfumami, dla siebie stawiam kwiat na stole czy biurku. Sobie stawiam do dobrego obiadu kieliszek wina.
A gdy wychodzę do świata, spotykam ludzi. Kocham ich, zatem traktuję miło, zauważam dobre rzeczy, chwalę, mówię komplementy, uśmiecham się, łagodzę narzekania, pomagam jeśli mogę. Chodzi o to, bym nie musiała potem strofować się: po co to powiedziałam? Dlaczego tak się zachowałam? Dlaczego byłam niemiła? Dlaczego podniosłam głos? Dlaczego zabrakło mi miłości? Od tego spada poczucie własnej wartości.
Mówię dobre rzeczy o sobie, a już na pewno nie mówię o sobie nic złego. Z moich ust nie wychodzą zdania, których nie chciałabym usłyszeć naprawdę. Z wdzięcznością przyjmuję komplementy. Wierzę w nie i cieszę się, że inni zauważają we mnie rzeczy ładne czy dobre.
Pracę wykonuje najlepiej, jak potrafię. Wkładam w to całe serce i działam na najwyższym poziomie moich możliwości. Dlatego zwykle dobrze wychodzi. A jeśli coś jest nie tak, zastanawiam się dlaczego, co mogę poprawić, co mogę zrobić lepiej.
Jestem wierna swoim wartościom i postępuję w zgodzie z zasadami, które przyjęłam. Staram się respektować wartości innych. Dbam również o swoją wygodę i o to, by mieć zaspokojone własne potrzeby. Szanuję prawo innych do tego samego. Dbam o siebie: nie pozwalam siebie skrzywdzić, poniżyć, narażać na doznania, które nie są dla mnie miłe. Potrafię się bronić, wszak mam siłę wewnętrzną… najczęściej jednak rezygnuje z kontaktów, w których trzeba sięgać do arsenału obronnych zachowań.
Wieczorem wyciszam swój organizm. Rzadko pracuję. Raczej coś obejrzę, poczytam, posłucham muzyki. Zaglądam do kalendarza czy wywiązałam się z obietnic, które w nim złożyłam. Najczęściej jestem z siebie zadowolona. Dobrze przeżyłam kolejny dzień, nie zawiodłam ni siebie, ni innych. I cały czas byłam świadomie ze sobą, dbałam o siebie. Spać chodzę wcześnie, łatwiej kochać siebie, kiedy jest się wyspanym.

PODZIEL SIĘ

6 KOMENTARZE

  1. WSPANIAŁE:-)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    też chcę tak….
    ale tylko czasami wychodzi..

  2. To bardzo miłe, kiedy się to słyszy, czyta, dlaczego nie uczymy tego naszych dzieci, dopiero teraz zwracamy na to uwagę. Z samokrytycyzmu zrobiliśmy religię, żebyśmy nie mogli wpaść w samozachwyt? Czy taka samokrytyka uczona od dziecka spowodowała, że nie umiemy właściwie oceniać siebie i innych?. A może za mało w religii mówi się o doskonaleniu swoich zalet i docenianiu innych a i tym samym siebie. Na Jezusa zrzucamy obowiązek wybaczania, a sami nie umiemy wybaczać. W religii nie kładziemy nacisku na wybaczanie innym, a zastraszamy przed niewybaczeniem. I ludzie pogubili się i nie umieją wybaczać, a mają żale do Boga że im w życiu się nie układa bo inni zawinili. Jak z tym jest

  3. Od kilku miesięcy próbuje pokochać siebie. Początkowo działałam intuicyjnie. Postanawiając ze zaczynam dbać o siebie – intencja byla jedna odchorowac zakończony związek i jak najszybciej poczuć się kobieta zadbana :) Aż dotarło do mnie ze ciagle szukam potwierdzenia, czy akceptacji u innych. Ze nie kocham się ze nie troszczę się o siebie. Czytam rozne artykuly na ten temat. Z jednych rozumiem więcej z innych mniej :) ale tu wszystko jest jasne, obrazowe. Tylko żeby starczyło woli walki :) Dzieki :)

    • Do ANI (komentarz z 30/05/2013): Ja rowniez probuje „odchorowac zakonczony zwiazek” i nauczyc sie kochac siebie. Pol zycia przezylam przegladajac sie w oczach innych i szukajac ich akceptacji. I nagle, gdy zostalam sama, spadl na mnie lek o to kogo na prawde zobacze w moich wlasnych oczach. I postanowilam zwyczajnie sie polubic, ale to wcale nie jest takie latwe bo stare zwyczaje sa silne i latwiej jest i bezpieczniej oskarzyc innych o swoje porazki czy zle samopoczucie. I ten stary nasz nawyk poswiecania sie innym czy lek oskarzenia o egoizm wcale nie ulatwiaja zadania. Twoj komentarz daje mi nadzieje ze moze mi sie uda bo nie jestem sama w tej sytuacji.

  4. Piękne, tylko co zrobić gdy w naszym otoczeniu jest osoba która nas krzywdzi słowami i zachowaniem, a nie możemy się od niej uwolnić, bo jest ojcem naszego dziecka? Kiedy znęcała się nad nami psychicznie i dalej to robi wykorzystując do tego dziecko?
    Prawo? Sąd? To tylko pogorszy- bynajmniej w PL. a jeszcze skłoni do większej agresji i zemsty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here