Instynkt samorealizacji – jedyny instynkt człowieka

6

wychodzenie z kokonuCzasem robię coś przeciw mojemu wewnętrznemu głosowi,
ale naprawdę powinno się robić to, co nas najbardziej porusza,
nawet jeśli dokładnie nie wiemy dlaczego.

Alan Bates

W sobotę odbyło się pierwsze spotkanie Uczestników  programu wspierającego rozwój osobisty i zawodowy Droga do…
Wspaniali ludzie z różnych bajek: pracownicy korporacji i tacy, co właśnie z niej wyszli,  właściciele firm, nauczyciele, badacze, naukowcy, ludzie związani ze sztuką.  A jednak część tej bajki jest wspólna:

 

 

Wszyscy chcą czegoś więcej,
dążą do pełniejszego wykorzystania  własnego potencjału,
do odkrycia siebie, do ubogacenia własnego życia.
Gdybyśmy uważnie popatrzyli na  ludzi,
okazałoby się, że ta część bajki tak naprawdę jest wspólna wszystkim. 

 

Podobnie jak Viktor Frankl nie wierzę w ludzkie instynkty. Człowiek jest jakościowo inny niż świat zwierząt. Nie można mówić o instynkcie samozachowawczym, skoro mniej lub bardziej świadomie skracamy sobie życie, czasami przerywając je gwałtownie i samodzielnie; nie można uznać istnienia instynktu rozrodczego, skoro jest dobrowolny celibat, są białe małżeństwa. Ludzie rezygnują z jedzenia dla jakiejś sprawy (głodówki), ofiarują życie za  innych, zatracają się w pracy wiedzeni pasją.   

 

Umysł, wartości, zasady pryncypialne, pasje – wszystko to spowodowało,
że wznieśliśmy się ponad biologię czy może uzupełniliśmy ją naszym człowieczeństwem.  

Człowiek ma tylko jeden instynkt – instynkt samorealizacji.

 

Motyl wie jaką drogę ma przebyć, by z pełzającej formy stać się uskrzydloną. Kijanka zna swoją drogę do stania się ropuchą. W każdym reprezentancie licznych gatunków fauny jest wdrukowany program, który wyzwala kolejne stadia, kolejne zachowania.
U człowieka jest inaczej. Mamy tak wiele możliwości rozwoju, tak wiele różnych dróg, tyle sposobów na urzeczywistnienie swojego potencjału i… żadnego schematu.  Wszystko w naszych rękach. Żeby już jednak zupełnie nie pozostawić nas bez wsparcia dostaliśmy instynkt samorealizacji, który objawia się wewnętrznym niespecyficznym uczuciem pociągającym nas w kierunku czegoś większego, wspanialszego; chce byśmy zostawili coś po sobie, jakiś ślad. „Nie wszystek umrę” mówi poeta i dzielnie pracuje nad kolejnymi wersami swoich wierszy aby istotnie doprowadziły go jeśli nie do nieśmiertelności, to przynajmniej do długiego życia w świadomości potomnych.  Horacy, bo o nim mowa, miał ogromną przyjemność w samym pisaniu, to było jego powołanie, myślał też jednak o losie swoich dzieł, o tym aby w jakiś sposób zapewniły mu przetrwanie.  Samorealizacja według mnie zawiera oba te komponenty: działanie w zgodzie z tym, co jest naszym powołaniem, czyli co lubimy robić i zwykle robimy bardzo dobrze, ale jednocześnie dążenie do tego żeby przez to działanie zapewnić sobie jakiś ślad na ziemi. Malowanie obrazów, tworzenie muzyki, ale także robienie serwetek czy innych  rękodzieł to zostawianie śladu. Praca naukowa, budowanie teorii, uczenie innych z pasją. Działania społeczne, wszelki zaangażowanie w poprawę czy zmianę ludzkiej kondycji; wykonywanie z pasją praktycznie każdego zawodu może mieć formę samorealizacji.  Posiadanie dzieci i pełne angażowanie się w ich wychowanie może być również jej formą. O samorealizacji można mówić zawsze wtedy, kiedy działanie płynie z serca, jest się w nie pełni zaangażowanym i  wykorzystuje się swoje talenty. W takich sytuacjach czuje się to, co Mihalyi Csikszentmihalyi nazywa przepływem (flow) – cudowną świadomość bycia na swoim miejscu.

 

Każdy z nas ma w sobie wszystko, co jest mu potrzebne,
żeby wieść szczęśliwe życie,
żeby odczuwać często przepływ i mieć głębokie przekonanie o samorealizacji.
I każdy ma na pewno więcej niż jedną płaszczyznę,
na której może się realizować,
ma takich możliwości czy sposobów kilka. Można wybierać.

 

Ważne jest jednak żeby pójść za wewnętrznym głosem, który nas wzywa. Bywa, że ludzie którzy odchodzą gdzieś daleko od niego albo w ogóle go nie słyszą, doświadczają specjalnego przypomnienia:  doznałam go ale nie wiem jak je opisać w sposób zrozumiały dla wszystkich. Nazywałam to uczucie chandrą, choć może nie jest to najszczęśliwsza nazwa. To było takie psychiczne choć fizycznie odczuwalne ssanie w dołku, takie niespecyficzne pragnienie czegoś więcej, czy może nadzieja na coś więcej. Pamiętam, że nie wiedziałam co z tym robić… Piłam wodę.    Od lat nie mam już tego uczucia, od lat bowiem żyję zgodnie z popchnięciami instynktu samorealizacji. Nie miewam nawet chandry w potocznym rozumieniu tego słowa, co najwyżej melancholijny nastrój… który jest nam potrzebny.

 

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

6 KOMENTARZE

  1. Piękny tekst.. .Wzruszyłam się. Cieszę się, że mogę być częścią tej „wspólnej bajki”, ze wspaniałymi postaciami w rolach głównych. Ciesze się, że mogę dostrzegać u innych tą „wspólną część bajki”.

  2. Piękne zdjęcie, jakbym widziała siebie w tym momencie swojego życia, które do tej pory wydawało mi się ‚spełnione’ , a jednak dużo pracy przede mną ,ponieważ dopiero zaczynam „MOJĄ bajkę’. Czy uwierzycie , że nie wiedziałam , albo udawałam, że można , bez ‚firmowego ‚ wsparcia rozwijać siebie :( i często zazdrościłam ludziom pracującym w dużych firmach wszystkich szkoleń..zagłuszyłam mój instykt samorealizacji :( . Teraz nadrabiam , jeszcze troszkę chaotycznie , bo pochłaniam wszystko co czytam , ale od czegoś trzeba zacząć. Pani Iwono – DZIĘKUJĘ- mam kolejną afirmację dzięki Pani :) ” mam w sobie wszystko,co jest potrzebne do szczęśliwego życia , odkrywania siebie i własnego rozwoju „… hurraaa :) . Dam radę ( chociaż chwilami trudno )!Pozdrawiam .v

      • Pani Violu jestem z Pani naprawdę dumna! Jest Pani pięknym świadectwem przemiany i radości rozwoju. Z całego serca kibicuję i serdecznie pozdrawiam

  3. A mi osobiście się wydaje , że można mówić o ludzkich instynktach, samozachowawczych, rozrodczych , a także samorealizacji. Człowiek jest jakościowo inny to fakt , ma umysł i można by powiedzieć w zależności w jaki sposób swój umysł wykorzysta, w którym kierunku będzie pracował swoim umysłem , w tym kierunku dojdzie . Sam i to gwałtownie może sobie skrócić własne życie, może sam zrezygnować z seksu albo pracować aby zrealizować własne talenty. Umysł ludzki jest jak narzędzie z nieograniczonymi możliwościami, można sobie samemu zaszkodzić, można sobie samemu poradzić aby wyjść z tej szkody, albo pracować na samorealizację . Umysł ludzki to wspaniałe narzędzie , ale jak z każdym narzędziem trzeba umieć je obsługiwać, co nie oznacza , że będzie się je obsługiwało bezbłędnie, ale i instynkty także samozachowawcze są niezbędne, aby nas w przypadku nieoczekiwanej sytuacji chronić, wtedy kiedy racjonalna analiza sytuacji była by zbyt długa, tu działa instynkt samozachowawczy.

  4. Pani Doroto: działania odruchowe, to jeszcze nie instynkty. Takie zdanie jak Pani ma jednak większość badaczy i naukowców, przynajmniej oficjalnie. Nie będę zatem polemizować. Osobiście traktuję człowieka inaczej. Jeśli umysł może zapanować nad instynktem… to nie jest instynkt, bo ten jest silny, bezwładny i konsekwentny. Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziękuję za dzielenie się własnymi przemyśleniami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here