Harmonia. To cała muzyka…

0

Harmonia, ład wewnętrzny, balans czy równowaga… wierzcie mi, to marzenie niemal każdego z kim zetknęłam się w czasie swojej wieloletniej pracy doradcy rozwoju osobistego. Mężczyźni częściej niż kobiety dopiero na zajęciach uświadamiają sobie, że tego pragną,że zaniedbują istotne obszary życia. Kobiety zwykle przychodzą już z taką świadomością i chłoną każdą informację mogąca im pomóc w osiągnięciu harmonii. Zawód też nie jest istotny – wydawałoby się, że w osiągnięciu równowagi przeszkadzać może duża liczba zajęć i eksponowane stanowisko, jednak tak nie jest – podobne wyzwania mają niepracujący i prezesi firm. A nawet tym bardziej zajętym osobom czasem łatwiej jest zadbać o zbalansowane życie.
Odkąd doznałam dobrodziejstwa życia we względnej harmonii, zwracanie na to uwagi stało się jedną z moich zasad postępowania – osobistym pryncypium. Nie jest to moja wartość, którą chcę mieć, do której dążę, dla której gotowa jestem poświęcić inne sprawy, ale drogowskaz, którym kieruję się w swoich wyborach. Podobnie – nie dąży się do doskonałości, ale pracuje z doskonałością, czyli na najwyższym poziomie własnych możliwości. Pozwoliłam sobie raz jeszcze na zróżnicowanie wartości i pryncypiów, wiem bowiem, że nastręcza to wciąż lekkich trudności.
Miewałam czasy totalnego chaosu. Przyczyną były dobre lub złe wydarzenia, a także … ich brak, zawsze kończyło się tak samo – zmęczeniem, chorobą, poczuciem przeciekania przez palce czasu. Mówiąc chaos nie mam na myśli nadmiaru spraw i zajęć, ale brak ładu w tym wszystkim, całkowitą nieobecność samokontroli. Niektórzy twierdzą, że tak lubią. Działania ad hok, spontaniczność, brak narzuconej kontroli – to Polak w pełnej krasie. Jesteśmy spontanicznym narodem niełatwo poddającym się uświadamianej kontroli. Marian Hemar pisał gdyby Polak umiał systematycznie robić to, co robi spontanicznie… Nie łudźmy się jednak, że jeśli my nie narzucamy sobie kontroli, to już jej nie ma. Jest, tylko nieuświadamiana! A na dodatek pochodzi z zewnątrz. Kontroluje nas włączony telewizor – coś nas zaintrygowało, przysiadamy i… ulegamy jakiejś stacji; kontrolują ludzie mający do nas sprawy i interesy, znajomi, którzy mają pomysły na zagospodarowanie naszego czasu, przełożeni życzący sobie pracy w większym wymiarze godzin niż mają do tego prawo, rodzina domagająca się spełniania błahych zachcianek. Kontroluje nas ciało, które z racji braku odpowiedniej dawki adrenaliny, dopaminy i endorfiny – tego wszystkiego, co w wymiarze chemicznym powoduje, że chce się żyć – ma różne niejasne stany, chęci… „a może bym coś zjadła”, „a może się prześpię”, „napiję się alkoholu, to pomoże”, „zapalę”. I właściciele ciała to robią: jedzą, palą, polegują, popijają przez cały dzień alkohol, a potem cierpią z powodu skutków tego braku harmonii.
Ciało w harmonii z emocjami, intelektem i duchem nie ma ani tak częstej i wielkie potrzeby na jedzenie, ani palić mu się nie chce ani odurzenia alkoholowego nie pragnie, by świat widzieć bardziej kolorowym, no i na pewno nie przesypia dni.
Jeśli żyjemy w harmonii efekty tego widać również po naszym wyglądzie. Jednym z częstszych objawów braku harmonii wewnętrznej, braku równowagi w życiu jest nadwaga lub niedowaga oraz częste przeziębienia.
Co rozumiem przez harmonię? Zatroszczenie się o wszystkie obszary swojego życia. Takie zagospodarowywanie czasu, by znajdować czas na pracę z pasją, zarówno tę za pieniądze jak i tę dla dobra innych – pogłębiającą sens życia, na regularne ćwiczenia fizyczne i inne dopieszczanie ciała, na spokojne jedzenie potraw przygotowywanych z miłością, na wartościową lekturę i inne formy rozwoju intelektualnego, na czerpanie przyjemności ze słuchania muzyki, oglądania dobrych filmów, przedstawień teatralnych czy wystaw, na bliski i budujący kontakt z kochanymi ludźmi, na ciszę i chwilę z samym sobą… Jeśli to wszystko jest w naszym życiu możemy mówić o dobrostanie, o szczęściu, o spełnieniu i harmonii.
Mamy prawo do kryzysów, a jakże. Kryzysy są, będą i mają być. Harmonia nie jest celem życia, jest sposobem na nie.
Takim okresem jest zakochanie, pierwszy okres po narodzeniu dziecka, pisanie pracy magisterskiej, doktorskiej czy nawet semestralnej. Kryzysem jest choroba, remont mieszkania, rozwód, śmierć bliskiej osoby a także choroba. Może nim być nawet wizyta gości, potrzeba wytężonej pracy zawodowej czy dokończenie książki. Nie może to jednak trwać miesiącami, w każdej sytuacji można powrócić do harmonii.
Co nam to daje? Wewnętrzny ogień na tak, pragnienia, które spełniamy, marzenia, z którymi usypiamy, chęć życia, z która się budzimy.
Co nam jest potrzebne, by to osiągnąć? Kika godzin na refleksję. Wizja i misja życia, wielki cel istnienia a także lepsze zrozumienie swoich wartości i pryncypiów. A potem to już tylko wpisane do kalendarza zadania. Aha! Czasami trzeba posprzątać!

P.S. Po to, by można było to odkryć organizuję szkolenie w Sopocie 20 lutego i w Warszawie 6 marca. Zwolniły się dwa miejsca w Warszawie i jedno w Sopocie. Zapraszam.
Kochani. Dziękuję bardzo za wpisy. Daje mi to wiele radości. Cieszę się, kiedy widzę, że blog żyje. Piszcie. Dzielcie się własnymi doświadczeniami. Dalej proszę też o tytuły filmów, które uznajecie za ważne.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here