Fioletowe drzewko

3

DrukowanieWierz w siebie. Miej wiarę w swoje możliwości.
Bez pokornego i rozsądnego przekonania o własnej sile,
nie możesz odnosić sukcesów ni być szczęśliwym

 

Norman Vincent Peale

 

Historia, którą przytoczę, jest przeze mnie często opowiadana jako ilustracja zachowania dzieci z poczuciem własnej wartości.

 

Rodzimy się z wielką gotowością do miłości dla siebie i świata,
do radości – wręcz fascynacji – z tego,
z czym przychodzimy na świat.

 

Odkrywamy go odważnie, sięgamy po nowe, tworzymy.  Dla małych dzieci niemal każdy akt jest tworzeniem, dla nich wszystko jest nowe, nowatorskie i innowacyjne. W działaniu poznają swoją moc twórczą, sprawczość. Uczą się świata.

Mary, uczennica pierwszej klasy, narysowała fioletowe drzewko. Podeszła do nauczycielki żeby pokazać jakie jest piękne. Ta obejrzała rysunek i mówi: Bardzo ładne to drzewko Mary, ale wiesz, ja nie widziałam fioletowego drzewka.

O jaka szkoda – szczerze zmartwiło się dziecko.

 

Dziewczynka miała nie tylko czułe serduszko ale również poczucie własnej wartości i wciąż (może jeszcze) obecne we wnętrzu prawo do własnej wizji świata. To było jej drzewko. Nie zauważyła nawet, że nauczycielka nie do końca zaakceptowała jej wizję, ani nie pomyślała, że wiedza pani jest ważniejsze niż jej fioletowe drzewko. A już na pewno nie uznała, aby z powodu tego zdania miała zmieniać swoje dzieło. Zresztą nikt ją o to nie prosił.

 

Z mikro badań w pierwszych klasach polskiej szkoły wynika, że dzieci nieco inaczej reagują na taki komunikat. Kiedy usłyszą ładne, ale ja nie widziałam… chcą zmieniać, robi im się smutno, a na pewno nie są już tak zadowolone ze swojego dzieła.

Dlaczego? Już nie są tak bardzo przekonane o swojej sprawczości a nawet o prawie do własnej wizji świata, do jego interpretacji. Już zostały nauczone, że monopol na to mają w domu rodzice, w szkole – nauczyciel. No i niestety rozumieją już, a raczej czuja, znaczenie słowa ale. Wiedzą, że jeśli się je wypowiada,  pochwała przestaje być aktualna. Liczy się ostatnie zdanie. Widocznie sporo juz słyszały słyszały tak sformułowanych opinii.

Pragnę zwrócić uwagę, że mówimy tu o dzieciach, które dopiero zaczynają naukę. Zatem to nie szkoła pozbawiła je świeżości, którą miała Mary, ale dorośli ludzie wokół nich, także rodzice.

 

Prawdopodobnie rodzice Mary kochali ją mądrze i wychowywali w poczuciu prawa do własnego zdania; nie używali słówka ale, kiedy ją pochwalili i pokazywali jej jak istotne jest dla nich to, to, co myśli; pewno dziewczynka często słyszała, że jest ważna, że ma prawo, że robi coś dobrze a może nawet bardzo dobrze i nie była porównywana. Wierzę, że rodzice wychowywali ją w poczuciu własnej wartości. Dlatego mogła nawet nie rozumieć, że to ale podważa jej wizję.

To nie jest reguła, jeśli chodzi o wychowanie, nigdzie na świecie. W Polsce jednak można chyba mówić o regule wprost przeciwnej. Pouczamy dzieci, poprawiamy, porównujemy, doskonalimy niemal od początku. Ale to ulubione słowo rodziców, a potem nauczycieli. To nasze ulubione słowo…

Nie wychowujemy dzieci w poczuciu własnej wartości, podważamy ich ważność, nawet czasem niszczymy im godność, tym sposobem nie podtrzymując naturalnego poczucia własnej wartości. Już w przedszkolu dzieci tracą to poczucie na rzecz tego, co nazywamy dojrzałością czy uspołecznieniem.  Oczywiście uspołecznienie jest potrzebne a dojrzałość (to chyba nawet wynika z samego słowa) dokonuje się niejako bez naszego udziału, ale nie trzeba przy okazji niszczyć dzieciom poczucia własnej wartości, zabierać ciekawości, hamować pędu do wiedzy i samodzielności. Samodzielność to więcej niż wykonywane pod dyktando dorosłych zadania, a odpowiedzialność można przezywać dopiero wtedy, kiedy środowisko na nią pozwala.

 

Kiedy usłyszałam tę historię, już chciałam pracować na rzecz lepszego wychowywania dzieci. Sama starałam się lepiej kochać. Młodsza córka na pewno nie usłyszała ode mnie tylu ale ile usłyszała ich starsza. W różny sposób współpracowałam i współpracuję z rodzicami i szkołą. Zawsze chodziła mi po głowie fundacja. Myślałam nawet kiedyś, aby nazwać ją fioletowe drzewko… jednak nie byłoby wiadomo o co chodzi. Zatem fundacja nazywa się Wychowanie do szczęścia, jak moja pierwsza książka na ten temat, zaś fioletowe drzewko jest jej symbolem, logo. Ogromnie się cieszę, że powstała i że dołączyło do niej tyle osób. Wiem, że dołączą kolejne.

Jest bowiem dokładnie tak, jak mówi motto znajdujące się na stronie mojego bloga, tak, jak mówi Betty Eadie:

 

Świat jest naszym wspólnym dążeniem.
Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle,
i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką.
Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie.

Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie – See more at: http://www.majewska-opielka.pl/blog/#sthash.cKdaUIxD.dpuf

 

P.S. Kochani niedługo będzie strona fundacji ale już dziś polubcie nas na Facebooku. 15 października 2014 roku robimy pierwszą konferencję poświęconą logodydaktyce w szkole. Dołączajcie.

 

POLUB NAS TUTAJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Po przeczytaniu Pani artykułu uświadomiłam sobie, że mój niespełna 4-letni synek zachowuje się dokładnie tak samo, jak dziewczynka w przytoczonej przez Pani historyjce. Zawsze starałam się mu dawać duże pole do popisu i cokolwiek nie robił, pozwalałam mu na to, żeby to zrobił sam, albo z niewielką moją pomocą. Najbardziej zachwycającym dla mnie jest fakt, że sam potrafi siebie pochwalić, zanim zrobimy to my (jego rodzice) czy ktokolwiek inny. Potrafi być dumny z każdego przez siebie stworzonego rysunku, czy wykonanego zadania. Uświadamiam sobie właśnie w tym momencie, że wszystkie moje dotychczasowe (świadome, bądź nieświadome) działania, przynoszą rezultat i mogę powiedzieć, ze moje dziecko jest wychowywane w poczuciu własnej wartości. Dziękuję Pani Iwonko za świetny tekst :) Miłego dnia, pozdrawiam serdecznie z Poznania!

  2. Pani Iwono…dziękuję ,że organizuje pani szkolenia:)Ja co prawda ,jeszcze nie brałam udziału….ale mam motywację (bo i cena przystepna),aby w koncu kiedyś skorzystać…..i pokonac moje żłówie tempo 0:) Pozdrawiam słonecznie…ŻYCZĘ SŁOŃCA.Magda.

    • :) Wspaniale. Na szczęście coraz więcej jest takich rodziców :) Pozdrawiam serdecznie.
      Zapraszam. Świetne szkolenie będzie 18 maja w Warszawie. Pozdrawiam serdecznie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here