Dwa światy

0

Delektuję się przebywaniem w domu; przyrządzam smakołyki, słucham muzyki, chodzę na spacery i czytam. Jak zwykle, z jednej strony wybieram książki świadomie – te, które powinnam znać,z drugiej – sięgam po nie intuicyjnie. Czasem czytam jakąś po raz drugi.
Zwykle to te intuicyjnie dobierane książki stanowią większe przeżycie – podświadomość wie, co jest jej potrzebne.
Czytam poważne opracowania powołujące się na fakty i logiczne wnioskowanie oraz książki powstałe z uogólnionego doświadczenia i czerpiące ze skarbnicy Podświadomości Zbiorowej. To często dwa światy, choć (dlaczego mnie to nie dziwi?) zwykle wnioski, prognozy i rady są podobne. Z tego osttniego gatunku przeczytałam pełną pozytywnej mocy, generującą energię książkę Josepha. Murphy’ego – Wykorzystaj potęgę podświadomości w pracy. Odnowiłam związek z podświadomością, wskazałam jej nowe zadania, napisałam potrzebne mi teraz afirmacje i… powstrzymałam się, by nie zacząć natychmiast pracy. Wiadomo – rekonwalescencja!
Czytam też dwie książki z lektury narzuconej sobie świadomie. The Speed ot Trust Stephena R.M.Coveya – syna autora 7 nawyków skutecznego działania.
Ciekawa byłam co zrobi syn wielkiego ojca, co dołoży do jego pracy. A poza tym spodziewałam się dostać coś, co pisane będzie w duchu wartości, którym zaufałam i w zgodzie z którymi staram się żyć. To zawsze dodaje mi intelektualnej siły do działania.
Druga książka to Biblia skuteczności Piotra Tymochowicza. Sam tytuł budzi kontrowersje. Czytam ją, bo sądzę, że powinnam wiedzieć co robią w Polsce ci, co obiecują ludziom to samo co ja – zwiększenie skuteczności działania.
Dwie książki – dwa światy! Świat wartości, prawdy, doskonałości i przejrzystości w działaniu, szacunku dla każdego człowieka, troski o ludzi, z którymi utrzymuje się jakiekolwiek relacje, budowania zaufania poprzez czyny, świat umiaru i równowagi. To książka Coveya, która mówi o sile zaufania, o roli jaką pełni ono w biznesie, w rodzinie i w społeczeństwie. Autor podaje przykłady pokazujące jak pogwałcenie tej zasady skutecznego działania odbija się negatywnie nie tylko na wzajemnych relacjach, ale na materialnych efektach działania. Koszt, jaki płaci rodzina, firma czy państwo próbujące działać bez uwzględnienia tych wartości nazywa ukrytym podatkiem. Podpowiada zachowania, które budują zaufanie i przestrzega przed tymi, które je niszczą. Serce rośnie, kiedy się to czyta i każda komórka krzyczy: prawda, prawda, prawda.
Mamy wszak wbudowany naturalny aparat wskazujący nam właściwe zasady działania świata, trzeba tylko nauczyć się rozpoznawać jego głos.
I drugi świat, ten, który próbuje kreować Tymochowicz. Świat pisany mózgiem, jednak całkowicie odciętym od struktur odpowiadających za emocje, a także za… pamięć. Autor pisze trochę tak, jakby nie pamiętał jak skończyła się kariera działających w zgodzie z jego radami ludzi i jakby nie widział i nie uwzględniał emocjonalnych i duchowych aspektów życia; jakby nie czuł! Czytając, miewam wrażenie jakby pisał to jeden z pacjentów opisywanych przez DamasioBłędzie Kartezjusza. Oni myśleli logicznie, byli sprawni intelektualnie, znakomicie rozwiązywali problemy codzienności ale nie odczuwali emocji, choć o nich – mówili. Tylko oni mieli ubytki w mózgu, poprzerywane połączenia i inne defekty fizjologiczne…
Tymochowicz tworzy świat efektu, wrażenia, słowa, gestu, relacji dla niej samej, by dostać to, czego się oczekuje, na wywieraniu wpływu, ale takiego, który ma służyć osobie ów wpływ wywierającej. Sprowadza ludzkie działania do pozbawionego ducha (i wartości) świata fizyki, próbuje zobiektywizować to, co obiektywne nie jest. Zgrabnie intelektualizuje – jest tam sporo błyskotliwych spostrzeżeń – proste i oczywiste zjawiska. Uważa, że nie ma co mówić o prawdzie, ponieważ często to, co się mówi czy robi w ogóle się do prawdy nie odnosi – jest do niej prostopadłe. A to przednie!
– Kłamiesz!
– Nie, pozostaję w prostopadłym stosunku do prawdy.

Rzeczywistość jego zdaniem może być rzeczywistością faktoidalną – stworzoną na własny użytek i pożytek. Zgoda, tyle że wystarczy fałszywy (czy prawdziwy?) gest, zagapienie się w tej faktoidalnej rzeczywistości, by prostopadłe do prawdy działania okazały się kłamstwem, grą, oszustwem a cała misternie zbudowana sieć mająca omotać ludzi, którymi chcemy się posłużyć, porwała się na strzępy. A wtedy przyjdzie zapłacić podatek, o którym mówi Covey. Jeszcze większy, bo z odsetkami!
Kiedy czytam te książkę mój wewnętrzny aparat wykrywania prawdy buntuje się. Zastanawiam się jednak co dzieje się z kimś, kto nie stroił go przez wiele lat jak ja to robiłam, kto nie czytał Coveya czy innych autorów, kto wreszcie nie zna Biblii, tej prawdziwej, szczególnie Nowego Testamentu… Czy nie ulegnie wizji jego świata? Czy nie pójdzie za fałszywym prorokiem?

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here