Druga historia o miłości

5


W każdej sytuacji, gdy miłość bliźniego i miłość własna zdają się w konflikcie, staje przed nami pytanie o wyobraźnię: Do kogo chciałbym być podobny? Jaki obraz siebie najbardziej bym kochał?


Tomasz Kot, przełożony Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego.

 

Otóż to. Piękny cytat udało mi się wybrać tym razem. I bardzo adekwatny. Moja druga historia nie będzie miała dialogów. Opowiem tylko o dwóch kobietach, które w jakimś sensie były dla mnie właśnie takim memento – przypomnieniem o istnieniu wyboru zachowania.

 

Dwie starsze Panie mieszkały razem w czymś, co wynajmująca nazywała oficyną, a moja mama – komórką. Całość podzielona była na dwa pomieszczenia. Pierwotnie była to pewno sionka i izba, teraz w sionce mieszkała Pani Józefa, a w pomieszczeniu, do którego wchodziło się z owej sionki – Pani Stasia. Stasia była znacznie młodsza od Józefy, choć dla mnie – małej dziewczynki – obie były wiekowe.
Wcześniej to starsza zajmowała  izbę, ale zamieniła się z młodszą, ponieważ ta cały czas narzekała, że Józefa łazi po jej mieszkaniu (do swojego  musiała wejść przez jej izbę), a poza tym była bardzo niemiła. Józefa myślała, że to ją uszczęśliwi. Nie uszczęśliwiło. Jeszcze bardziej wymyślała swojej współlokatorce, złorzeczyła jej i całemu światu. Szczególnie, kiedy przechodziła chyłkiem przez sionkę Józefy mamrotała pod nosem nieprzyjemne rzeczy, także wtedy, kiedy siedziałam tam ja i słuchałam pięknych opowieści Józefy.

 

W izbie było miło i czysto, na ile możliwe było to przy naprawdę maleńkim pomieszczeniu z glinianą podłogą. Okno było w drzwiach i panował raczej półmrok, ale miły, bo zawsze paliły się świeczki pod figurką Matki Boskiej. U drugiej lokatorki nigdy nie byłam, choć – przyznaję – zaglądałam przez okno, które zaczynało się może z metr nad ziemią i wiem, że bardzo mi się tam nie podobało: był bałagan i było brudno.

 

Pani Józefa hodowała kwiatki na jednej z grządek właścicielki posesji. Trochę ich sprzedawała. Latem stawiała je w buteleczkach po śmietanie (ech, kto to jeszcze pamięta) przy figurce i na malutkim stoliczku, a zimą zwisały z półek. Kiedy podlewała je, mówiła do nich serdecznie się uśmiechając.

Uśmiechała się zresztą serdecznie do wszystkich, także do Pani Stasi. Witała ją zawsze kiedy przechodziła przez jej izdebkę miłymi słowami, co ta zbywała burknięciem. Kiedyś nawet zasyczała: Czy ty musisz być zawsze taka miła? Pamiętam, że nawet zbuntowałam się wtedy i pytałam Panią Józefę dlaczego jest taka dobra dla Stasi, skoro ona ją tak źle traktuje.

 

To biedny człowiek – powiedziała – dobry, ale biedny. 
Miała swoje przeżycia. Niech ją Bóg ma w swojej opiece.
Miłość jest jej potrzebna bardziej niż innym.

 

Uśmiechnęła się do mnie promiennie i  zapytała – na czym to ja skończyłam?  

 

I Pani Józefa też miała swoje przeżycia, słyszałam kiedyś jak mama rozmawiała z właścicielką oficyny/komórki, że podobno mąż zaraz po ślubie zginął w pierwszej wojnie, straciła dziecko i jest samiuteńka. Ale ona opiekowała się innymi, myślała głównie o ludziach. Robiła zakupy kilku osobom, karmiła ptaki, pilnowała dzieci… Była bardzo biedna. Pamiętam jak moja mama tłumaczyła mi, że nie mogę jeść u Pani Józefy, bo ona sama niewiele ma. A ona jak robiła sobie do jedzenia cokolwiek, to mnie częstowała. I tak bardzo smakowało.

 

O  właścicielce również wypowiadała się z miłością. Była jej wdzięczna, że za parę groszy może tam mieszkać. Moja mama stała na stanowisku, że tamta w ogóle nie powinna brać za to pieniędzy, Pani Józefa jednak uważała, że pani gospodyni też się nie przelewa, a ma syna przecież.

 

Była niziutka, pomarszczona i zawsze w chustce zawiązanej pod brodą, a to co pamiętam do dziś to uśmiech i szczere, dobre oczy. Stasia była wyższa, wyprostowana, a z jej oczu wiało chłodem.

 

Dla mnie to był wtedy i jest do dzisiaj taki obraz jak z bajki: dobra i zła, miłości i jej braku, otwartego kochającego serca i serca ściśniętego.

 

Chciałam być jak Pani Józefa, choć nie chciałabym by los tak mnie doświadczał. Myślę, że wywarła na mnie i na moje życie większy wpływ niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Pamiętam, że choć było mi bardzo przykro, kiedy dowiedziałam się, że Józefa umarła, to z drugiej strony czułam ulgę, że wreszcie dostanie coś na co zasługuje, że będzie jej naprawdę dobrze.

Przez lata w różnych sytuacjach pytałam siebie:

 

Co zrobiłaby Pani Józefa?

 

Zapomniałam o tym. Wrócę znowu do zadawania sobie tego pytania w różnych sytuacjach…

 

 

ZADANIE:

Proszę poszukać w swoim życiu takich Józef. A może da się pokochać Stasię? Ją pewno też można znaleźć.

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

  1. Piękne wspomnienia! Moje najcieplejsze wspomnienia też wiążą się z imieniem Józefa. Moim wzorem, do którego się odwołuję była moja Babcia kochająca, troskliwa, niosąca pomoc, chociaż osobiście doświadczyła wiele tragedii (których nawet ciężko jest sobie wyobrazić). Wiele osób do dziś mówi, że „uratowała im życie”. Uważam za największą wartość mieć w sercu miłość i móc w niej wzrastać, czuć jej obecność i bezpieczeństwo. Te wspomnienia dają mi siłę i sprawiają, że pragnę nieść pomoc innym.

  2. Miałam dużo szczęścia byłam wychowywana przez taką panią „Józię”. To siostra mojej babci. Po wojnie w wieku 18 lat przyjechała do niej by pomóc w wychowywaniu dzieci i opiece nad chorym dziadkiem i została. W lipcu kończy 90 lat. Nie wyszła za mąż- choć wielu przystojniaków starało się o jej rękę. Nie urodziła dzieci ale wychował kilka pokoleń siostrzeńców, bratanków, wnuków, prawnuków. Potrafiła w ciągu dnia zająć się trójką małych dzieci i chorym Dzidkiem, ugotować obiad z niczego, zrobić zakupy, po południu pójść na spacer, odwiedzić znajomych. Wśród wielu obowiązków zawsze miała czas na dobre słowo. Zdarzało się że w naszym domu leżeli chorzy z rodziny… bo rodzina musiała pracować. Zawsze troszczyła się o innych myślała o tym jak im pomóc, służyła dobrą radą i słowem. Nigdy nie mówiła że jej ciężko a zawsze była zadowolona i uśmiechnięta. Czasami, ale to raz na dwa lata ponarzeka, że była taka głupia i do niczego nie doszła. Od grudnia zaczęła chorować i przebywać w szpitalu i co się okazało? Okazało się że szpitalna sala była za mała dla odwiedzających. Musieliśmy się umawiać na godziny żeby się do niej dopchać. Najbardziej zdziwił się mój tata, który mieszka z nią przez całe życie i chyba zrozumiał że życie kręci się wokół niej i jakajest dla nas ważna. Często buntowałam się przeciwko cechom charakteru, które według mnie mam dzięki niej. Uczciwość, serdeczność, wrażliwość, otwartość na pomaganie innym itd., itp. Ciocia jak pajączek oplotła nas wszystkich pajęczyną dobroci. Nawet gdy ktoś ją zepsuje to i tak szybko jest odbudowywana. Dzisiaj już się nie buntuję, nie dyskutuję z tym co dostałam, wiem że to najlepsze co mi dała, ale doszłam do tego gdy zaczęłam uczestniczyć w ASDIMO. Wiele zrozumiałam i poukładałam sobie w sercu duszy i głowie. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Dziękuję za otwieranie oczu pani Iwonko:)
    PS
    Ciocia wyzdrowiała i odwiedza żyjących z jej pokolenia, a oni pytają ją kiedy znowu przyjdzie. Ona z uśmiechem odpowiada „Jak Bóg da” Moja Józia ma na imię Weronika. Żeby nie była tak cukierkowao to czasami się też sprzeczamy…

  3. Pięne imię Weronika. Moja młodsza corka ma tak na imię, po mojej praprababce. Piękny tekst Pani Asiu. piękna sprawa!

  4. Bardzo bliski jest mi pani wpis. Usłyszałam ostatnio przykry zarzut: Z twoimi przejściami nie możesz aż tak emanować pozytywnością Pollyanno , to sztuczne – zabolało. Przeszłość to przeszłość, pytanie jak sobie z nią radzimy. Z pewnością warunkuje tu i teraz ale nie jest wyrocznią.Zbudowałam na niej system wartości i sposób życia i bycia. Można kąpać się w błotku przeszłości można i skupić się na tym jak z niego wyjść, otrzepać się i spróbować latać. Pytanie co nam służy. Staram się. To nie znaczy, że nie spotykają mnie przykre sytuacje,przeciwności czy zwątpienie. Czuję jednak, że przeszłość wzmocnila mnie, zbudowałam na niej mój system wartości wiem co jest dla mnie ważne i co chcę po sobie zostawić. Jestem przekonana, że czasem jeden gest, miłe słowo, dotyk spojrzenie może zmienić godzinę, dzień i życie. Wszystko czemuś służy, pytanie na czym się skupimy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here