DAR ŻYCIA

1

Dociera do mnie ostatnio różnie podawana informacja, że powinnam obniżyć nieco nutę swoich oczekiwań i dać sobie spokój z niektórymi działaniami. „Świata nie zmienisz.” „Nie masz na to wpływu”, „To nic nie da”, „Tak jest i już.” I wreszcie „głową muru nie rozbijesz”.
Całego świata nie zmienię. Nie chcę nawet, bo samej nie wypada decydować co mu jest potrzebne. Ale mogę zainicjować zmianę, mogę zmienić też jego fragment, przez co on sam się jakoś zmieni. Nigdy nie wiadomo w jakim momencie nastąpi ów „tipping point” czyli punkt przełomowy, o którym pisze między innymi Malcolm Gladwell w książce o tym samym tytule.
Wpływ mam! I każdy ma. Ludzie, widząc świat w różny sposób, dają się czemuś zaczarować, porwać, oszukać. I wtedy „głos wołającego na puszczy” może skłonić ich choćby do zadumy. Nikt mnie nie przekona, że działania Sophie Scholl nie odniosły efektu. Jestem przekonana, że obudziły antyfaszystę w niejednym Niemcu. I nawet jeśli nie pomogło to zwalczyć Hitlera, to mogło przyczynić się do późniejszych zmian mentalnościowych narodu niemieckiego. Takie zachowania ratowały też honor Niemców – nie można utożsamiać ich z hitlerowcami. Każdy głos, słyszany choćby przez jedną osobę, może wywrzeć wpływ – to też pisze Gladwell – zależy do kogo dotrze.
Bywam nakłaniana do spokojnego przyjmowania rzeczywistości i zajmowania się tym, na co na pewno mam wpływ – sobą. Tym zajmuję się już ponad 50 lat, przy czym ostatnie 20 świadomie i systematycznie, praktykując między innymi działanie w kręgu własnego wpływu czyli „robienie tego, co mogę, tym, co mam i tu, gdzie jestem”. Takie ćwiczenie proaktywnego dokonywania życiowych wyborów powiększyło znacznie mój krąg oddziaływania. Dalej w taki sposób pracuję, a mój zakres wpływu systematycznie się powiększa. Zatem to nie prawda, że nie mam wpływu. I Ty też nie wierz, jeśli ktoś tak Ci powie.
Każde zachowanie da „coś” – choćby dobrą energię wprowadzoną do świata. A „tak jest” teraz, a za chwilę może być zupełnie inaczej. Lepiej albo gorzej.
W jakimś filmie widziałam scenę, która poruszyła mnie na tyle, że zapisałam słowa mężczyzny do granej przez Marlin Monroe kobiety –
Masz dar życia. Inni się ukrywają i patrzą jak wszystko mija.
Piękne! Dar życia, właśnie. Chcę mieć dar życia! Nie chcę się ukrywać i patrzeć jak wszystko mija bez mojego udziału, nawet to negatywne. A jak nie minie? Za mocno pachnie to fatalizmem…
Nie chcę też rozbijać muru głową. Są lepsze sposoby – można użyć specjalnego urządzenia, a można też rozebrać go cegła po cegle… Przecież nie chodzi o to żeby zrobić cokolwiek, ale o to, by zrobić coś najlepszego na co nas stać. Głowa może służyć lepszym sprawom niż burzenie murów
Spotykam się też z tym, że „lepiej być spontanicznym” i „trzeba być sobą”. A także z tym, że „sukces i tak zależy od szczęścia” albo „ powodzenie w działaniu zależy od tak wielu czynników, że praca nad poprawą charakteru nic tu nie da.” Niektórzy powołują się tu także na książki. Faktycznie jest grupa zwolenników czystej natury, nierzadko są to osoby uważane za intelektualistów. Jest to jednak z gruntu błędne myślenie. Tak jakby człowiek, który wypracuje w sobie wyższe poczucie własnej wartości czy inną pozytywną cechę, albo zachowania zgodne z jego wartościami, przestał być sobą? Ależ to właśnie wtedy jest się bardziej sobą, jako że dociera się do Wyższego Ja, duszy czy sedna człowieczeństwa. A ono jest dobre. Książka „Poza schematem” Malcolma Gladwella to woda na młyn tych wszystkich, którzy nie chcą przejąć odpowiedzialności za siebie albo szukają zewnętrznych przyczyn swoich porażek. Czyż nie jest jednak prawdą, że przy tych wszystkich czynnikach element charakteru, własnej skuteczności jest równie ważny, a może najważniejszy? Gladwell wyraźnie zaznacza, iż ludzie, którym pewne okoliczności faktycznie pomagają, mają wszystko to wewnątrz siebie, co jest im do sukcesu potrzebne. Wykorzystują tę szansę właściwie Powiedziano mi również, że namawiam do „prania mózgu” zachęcając do posługiwania się językiem wzmacniającym pozytywne nastawienie do świata tak nasze własne, jak i innych.
Mózg jest zawsze przez kogoś prany – rzecz w tym komu pozwalamy to robić.
Kiedy ktoś mówi nam o naszej słabości i braku możliwości oraz o złym świecie, pierze nam mózg tak samo jak ten, kto mówić będzie o naszej silę i wciąż nowych możliwościach otwierających się przed nami.
Zawsze się zastanawiam dlaczego ludzie wolą żeby mieć mniejszy wpływ niż większy? Dlaczego tak chętnie pozbywają się prawdziwej odpowiedzialności za swoje życie? Dlaczego wolą wierzyć w gorsze, zamiast w lepsze? Dlaczego bardziej odpowiada im bycie „puchem marnym” niż świadomym swoich celów i siły sprawczej człowiekiem, najwyższą kreacją na Ziemi?
W jaki sposób przekonać ludzi, że ich życie zależy od nich samych?
Zostawiam Was – Drogie Osoby Odwiedzające Mojego Bloga z podobnymi pytaniami i namawiam byście opowiadali się po stronie daru życia.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Jestem odpowiedzialna za decyzje, które podejmuję, między innymi za tę komu pozwalam prać mój mózg! Moją decyzją jest, że nie pozwalam na to osobom z negatywnym nastawieniem do świata i ludzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here