Czas na czas

9


Czas to, coś czego potrzebujemy najbardziej
i co traktujemy najgorzej.

William Penn

 

Moja praca w ramach akcji Liczy się dzisiaj zbliża się ku końcowi. Akcja została pomyślana tak, aby każdy, bez względu na to, jaką miał przeszłość i jak widzi przyszłość, mógł zająć się swoją teraźniejszością. Codziennie piszę tekst i zachęcam do robienia ćwiczeń, które faktycznie pozwolą coraz lepiej rozumieć siebie i swoje potrzeby, doskonalić własny charakter oraz niezbędne do skutecznego działania kompetencje. W krótkich tekstach przybliżam najlepsze moim zdaniem rozumienie niektórych powszechnie używanych terminów takich jak skuteczne działanie, sukces czy komunikacja.

 

Jakże często ludzie wypowiadają różne słowa, nie rozumiejąc tak naprawdę, co one znaczą. Tymczasem od właściwego rozumienia jakiegoś słowa czy zjawiska, które ono opisuje, wiele zależy. Właściwe zrozumienie może przesunąć koncentrację na inne obszary, a działanie na inne tory.

Mówiliśmy o wizji i misji, o wartościach istotnych dla naszego życia i o pryncypiach, jakimi chcielibyśmy się w nim kierować.

 

W zasadzie było już wszystko. Z wyjątkiem… zarządzania sobą w czasie – ostatniej niezbędnej do szczęśliwego życia umiejętności.
Od dziś przez kilkanaście tekstów będziemy się zajmować właśnie tym.

Nigdy nie ośmieliłabym się mówić się o tym, jak poruszać się najskuteczniej w czasie, gdybyśmy wcześniej nie mówili o tych wszystkich ważnych sprawach.

To także kolejny przykład jak odpowiednie skomponowanie słów może zmienić sens wypowiedzi: Zarządzanie czasem czy zarządzanie sobą w czasie?

 

Czasem nie da się zarządzać. Można go lepiej lub gorzej wykorzystać, można usprawnić używanie kalendarza lub logistykę,.

 

Zarządza się sobą w czasie.

 

W ogóle chodzi o to, by sobą kierować. Do każdej kompetencji, umiejętności czy do skutecznego działania w ogóle, potrzebne jest to pierwsze prywatne zwycięstwo nad sobą, obdarzające większym zaufaniem własną osobę. To zaufanie jest bazą, na której buduje się relacje z samym sobą i z innymi. Również zarządzanie sobą w czasie opiera się w dużym stopniu na kierowaniu sobą.

 

Przecież zarządzanie sobą w czasie to tak naprawdę przeżycie w czasie,
który przewidujemy, że zostanie nam dany,
tego wszystkiego, co naprawdę chcielibyśmy przeżyć.

 

  • Zatem trzeba wiedzieć co chcielibyśmy przeżyć, czyli mieć wizję życia.
  • Ale trzeba też wiedzieć co musimy robić, aby przeżyć i aby inni, od nas zależni przeżyli.
  • Trzeba znać swoje role społeczne i sprawy, które chcemy w ramach tych ról realizować.
  • Trzeba znać swoje wartości. Czyli trzeba mieć misję.
  • Trzeba umieć priorytetyzować sprawy, umieć je ustawić w kolejności ważności, a także rozróżniać pomiędzy ważnym a pilnym.
  • Trzeba mieć nawyk planowania nie tylko życia ale także miesiąca, tygodnia i dnia.
  • Trzeba umieć korzystać z kalendarza.

 

Potem to już tylko potrzebujemy siły charakteru żeby umieć realizować to wszystko i codziennie właściwie wybierać.

 

Liczy się dzisiaj, to co zrobimy teraz decyduje o jakości naszego czasu i o tym,
jak wyglądać będzie nasza przyszłość
.

 

 

ZADANIE:

  • Proszę się zastanowić jakie są w ogóle wyzwania z czasem. Jakie zjawiska są niepożądane. Jakie problemy mają ludzie z czasem?  Choć raczej koncentruję się na sprawach pozytywnych, bardzo proszę aby napisać dziś o wszystkich negatywnych zjawiskach związanych z czasem, o wszelkich problemach i frustracjach jakie, może nieść.
  • A potem proszę sprawdzić, które z nich obserwują Państwo we własnym życiu?

 

 

PODZIEL SIĘ

9 KOMENTARZE

  1. Zjawiska niepożądane-robię to co nie jest istotne-to co nic nie wnosi do mojego życia(tv włączona przez cały czas gdy przebywam w domu i zabiera cenne minuty, gra komputerowa) a czas ucieka… Jak się zmotywować? Jak zrobić to comam zrobić od razu i nie odkładać? Mam z tym problem od zawsze-choć czasami lepiej zarządzam sobą w czasie a czasem w ogóle sobie z tym nie radzę
    Potrzebuję tego wszystkiego o czym dziś pani Iwono pisze. Z niecierpliwością będę czekać na następne teksty.

  2. Zjawiska niepozadane – ciemno za oknem, ciezko sie pozbierac rano i wygrzebac z cieplutkiej kolderki. chcialabym wstawac 30min wczesniej i zaczac od relaxu, rozmyslan nad nowym dniem i niespiesznej owsianki. zamiast tego co 10 min przedluzam „Lozkowy” stan a potem juz w biegu do pracy, sniadanie przy komputerze itd itp … brak motywacji i wmawianie sobie ze „jestem zmeczona”…. a ostatnio w piatek , po pracy, mialam cale popoludnie i wieczor dla siebie a stresowalam sie ze nie wiem co zrobic, za co sie zabrac i trudno bylo mi zwolnic. jakas taka nadpobudliwosc po pedzácym tygodniu pracy. tak czasami mam. jak juz sie opamietalam w piatek i troszke „zwolnilam” mysli to udalo mi sie zrelaxowac i mialam wspanialy weekend :) sciskam poniedzialkowo .. motywujmy sie nawzajem ….. poki co blog codziennie jeszcze sie pisze :)

  3. Tego nie umiem chyba najbardziej. Potrafię zgubić kilka godzin na przeczesywaniu internetu, albo czytaniu, a potem chodzę niedospana, albo dobijają mnie zaległości.
    Kalendarza używam, ale całkiem nie do zarządzania, raczej do fotografowania słowem dni mijających, do werbaliowania myśli niepomyślanych.
    Wybieram się na warszawskie spotkanie na temat czasu w ramach KSD. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie.

  4. Problemem może być skupianie się na rzeczach mało ważnych w kontekście naszego życia i mało ważnych w ogóle. Często sami podlegamy czasowi czekając na rozwój wydarzeń, „gasimy pożary” a później zmęczeni akcją trwonimy czas na rzeczy zupełnie nic nie znaczące zamiast zająć się czymś co pomoże uchronić przed kolejnym pożarem. niepotrzebnie też zajmujemy się tym na co wpływu nie mamy. Często słyszę: „robiłabym to i to gdybym tylko miała czas”…”jestem zmęczona , nie mam chwili dla siebie…” „nie mam czasu”. W takich momentach chyba warto zrobić sobie przegląd doby i pomyśleć co dokładnie się zrobiło, na co ten czas został przeznaczony, jak upłynął czas przeznaczony na wypoczynek i… wyciągnąć wnioski.
    Od ok roku żyję z taką świadomością czasu i widzę ogromne różnice w stosunku do tego co było wcześniej. Naprawdę warto zająć się tym tematem. Każdy z nas ma czas na wszystko co jest dla niego ważne. Trzeba tylko mieć świadomość co naprawdę jest dla nas ważne.

  5. Podzielę się refleksją sprzed ok. 2-3 tygodni. Nagle, chyba zastanawiając się nad tym co zrobić a czego nie – uświadomiłem sobie że ja mam tylko X godzin w życiu. Że te X może być teraz jeszcze bardzo duże (nawet nie liczyłem – załóżmy 50 000 godzin a może 100 tys.). Ale że to jest te X i ani godziny więcej. I że może lepiej wykorzystać czas który mam, bo on nie jest nieskończony?
    Często łapałem sie na tym że myśląc o dalekiej przyszłości ona ma tą granicę kiedy się kończy taką nieokreśloną, płynną, niewiadomą. A wtedy uderzyła mnie myśl – ta granica jest i wcale nie jest płynna. Owszem, dbając o siebie mam wpływ na to kiedy umrę. Ale to raczej jest dbanie o to żeby ta granica się nie zbliżała, a nie oddalanie jej.
    Krotko mówiąc, pomyślałem o tym jak wykorzystam tą godzinę która zaraz odejdzie
    w przeszlość a mimo że „worek” z tymi godzinami jest duży, to nikt ich tam nie dosypuje a odwrotnie – co chwilę trzeba z niego wyciągać.

    Ale nie przesadzajmy – życie w stresie że niedługo koniec jest drugą skrajnością. To jak Pani Iwona pisała o babci, która przebywając z wnuczką i wiedząc że wraca do Polski a nie może jej widywać już na początku głośno mówiła o tym że zaraz się ta upragniona wizyta skończy :)

    • Przypomniałem sobie dokładniej:
      te X godzin dotyczyło tylko godzin tzw. wolnego czasu. Nie wiem ile Państwo go mają – ale jak prawie każdy mam go niewiele. Trzeba odliczyć czas na pracę, sen, obowiązki. Ile zostanie w tygodniu? I teraz tą liczbę proszę potraktować jako wspomniane X. To będzie już niestety niewielka liczba – nie liczba godzin pozostałych w naszym życiu.

      pozdrowienia

  6. Tez zalezy mi na tym zeby nauczyc sie szanowac czas, czasami w glowie powstaje mysl „czym ja się zajmuję”, nie umiem niestety zapanowac nad tą umiejetnoscią.

  7. Ja ostatnio doszukalam sie w sobie dwoch istotnych problemow – spedzilam z nimi troche czasu bo otworzyl mi oczy na wazna sprawy w moim mysleniu:
    1.Pospiech i ladowanie projektow na swoj talerz – im wiecej , tym lepiej. Zastanowilam skad to sie bierze. fakt, mam szcescie pracowac z bardzo ciekawymi projektami, ale mam ich za duzo. No i doszukalam sie przyczyny – wciaz moje poczucie wartosci plynie z zewnatrz. Im bardziej zajeta jestem zawodowa tym pozornie wazniejsza :) Doszukalam sie tego w glebi podswiadomosci.
    2. Niepotrzebna materia

    Tutaj troszke napisalam o tym:

    http://uwazne366dni.blogspot.com/

    Dla mnie oprocz planu – wazna jest intencja na kazdy dzien.

    • Uczestniczyłam w wielu takich projektach. Był czas, że czułam się bardzo ważna, doceniana, przeszły przez moje ręce miliony złotych. I to w pewnym sensie dawało mi wysokie poczucie wartości. Dzisiaj już wiem, że tych projektów nikt nie pamięta poza nielicznymi, które się wysypały:) te pamięta się zawsze.
      To daje świadomośc tzw ciągłego „mielenia” tych samych spraw, które niby każda inna, a jednak bardzo podobne do siebie i nie posuwającę do przodu.
      Zrozumiałam, że życie jest gdzie indziej, że tak bardzo ważny jest mój czas wolny – przeznaczony tylko dla mnie i najbliższych, a poczucie wartości buduje się od wewnątrz, uświadamiając sobie jakim wspaniałym jestem człowiekiem, co potrafię i jakie mam zalety:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here