Co to jest rozwój osobisty?

3

Przez więcej niż połowę mojego dotychczasowego życia nie słyszałam tego określenia. Moja mama nie słyszała go nigdy. Nie mówiło się o rozwoju osobistym. Nie znaczy to, że ludzie się nie rozwijali, nie dążyli do tego, by być lepszymi.

 

Rozwój jest elementem każdego życia, zatem rozwijali się
– podobnie jak i dzisiaj – w sposób naturalny.

Do jakiegoś momentu to wystarczyło. Prawa regulujące życie społeczne nie tylko pełniły swoją rolę, ale zmuszały ludzi do sprostania coraz wyższym standardom. Jednakże rozwój człowieka scedowano na społeczeństwo – to była jego rola. Jednostka nie musiała się tym zbytnio przejmować. Znaczną rolę pełniła w tym sterowanym zewnętrznie rozwoju religia i później szkoła. Namawiano do pokonywania swoich słabości i budowanie charakteru… ale według reguł społecznych. Egzekwowano to również za sprawą kar i wykluczeń. Wciąż jednak dla ziemskiego powodzenia ważniejsze było gdzie się ktoś urodził, w jakiej grupie społecznej, niż to jaki wspaniały charakter posiadał. Dla tych z gorszym urodzeniem nagrodą miało być lepsze miejsce po śmierci. 
Już w Deklaracji Niepodległości w 1776 roku uwzględnione było prawo do szczęścia każdego Amerykanina, jednak w praktyce to wciąż społeczeństwo decydowało co dla kogo jest szczęściem.

Pierwszym, który z mocą opiewał samodzielność jednostki, odkrywanie indywidualnego potencjału przez każdą osobę był Ralf Waldo Emerson. On także nawiązywał do Boga, ale widział Go jako nie jako siłę oceniającą i każącą ale współpracującą z człowiekiem i obecną w nim samym. W swoim eseju z 1841 roku – „O poleganiu na sobie” (Self-Reliance ) pisze „Bądź sobą; nigdy imitacją”. A dalej: „Człowiek powinien się nauczyć odkrywać i śledzić ten słaby błysk światła, który błyska poprzez jego duszę z wewnątrz, baczniej niż mocny blask firmamentu mędrców i bardów.” Ten błysk światła, to dusza – boska cząstka w człowieku. W innych esejach namawiał też do tego, by Amerykanie przestali polegać na europejskiej kulturze, ale stworzyli własną. I tworzyli, nie zawsze w sposób, z którego są dziś dumni.
Z mrocznej kultury niewolnictwa i wyniszczania ludów zamieszkujących Amerykę Północną zaczęła się tworzyć pomału amerykańska kultura oparta na demokracji i wolności słowa, na prawie wszystkich do szczęścia… Powstało przekonanie o „amerykańskim śnie”, o tym, że dla człowieka pracowitego i posiadającego cnoty charakteru wszelka droga stoi otworem. Może nie „wszelka”, ale faktycznie droga od pucybuta do milionera była możliwa. Ameryka weszła na drogę intensywnego rozwoju gospodarczego i szybko stała się wiodącym państwem na świecie. W ślad za tym poszła indywidualna troska o własny rozwój, o doskonalenie siebie. Ludzie wierzyli, że to pomoże im osiągnąć dobrobyt i wymarzone cele. To co działo się w Stanach w jakimś sensie emanowało na świat zachodniej półkuli, wschód miał wciąż swoją kulturę i swoją filozofię życia.
Jeszcze w 1903 roku James Allen w książce „Tak, jak człowiek myśli” odnosił się do charakteru, ale już w 1912 roku Dale Carnegie prowadził szkolenia uczące wpływania na ludzi za pomocą właściwego mówienia, a w 1916 roku jego szkolenie odbyło się w wypełnionej po brzegi sali Carnegie Hall. Umysły Amerykanów systematycznie oddawały się myśleniu według zasad indywidualizmu, samodzielności, samowystarczalności i siły własnego wpływu. Kiedy okazało się, że można się nauczyć odnosić sukcesy, chętnych było wielu. Coraz więcej osób zaczęło prowadzić szkolenia, dodawać takie nauki do wyższych szkół, wydawać magazyny wspierające takie myślenie, pisać książki a także włączać pozytywne myślenie do kazań i nauk w kościele. Te wczesne nazwiska to James Allen, Napoleon Hill, Dale Carnegie, W. Clement Stone, Norman Vincent Peale, Og Mandino.

Większość z Nich to klasycy, których moim zdaniem dziś powinno się poznawać raczej w celach historycznych. Wszak świat się zmienił. Świadomość ludzka – zarówno indywidualnie jak i zbiorowo także.

Stephen R. Covey w drugiej połowie lat 80. zauważył, że w tej fascynacji jednostką – niezależność, samodzielność i osobisty sukces osadzono na tronie, zapominając, że wyższą formą istnienia ludzi jest współzależność i współdziałanie. Zapomniano także, że skuteczne działanie to takie, które uwzględnia wszelkie koszty (także emocjonalne) nie tylko własne ale i innych zaangażowanych w to ludzi. Jego książka – „7 nawyków skutecznego działania” zapoczątkowała nowe podejście do rozwoju osobistego i szkoleń: Ważny jest charakter, współdziałanie, równowaga w życiu i wierność pryncypiom – niepodważalnym zasadom działania świata. Dalej jednak namawia ona do wzięcia steru życia w swoje ręce i doskonalenia swojego charakteru czyli do… rozwoju osobistego. Celem tej pracy, tak jak poprzednich, jest również uszczęśliwianie człowieka, tyle tylko, że dziś wiemy więcej o tym szczęściu.
Nasze życie jest rozwojem, odkrywaniem swojego potencjału. Żyje się z wnętrza na zewnątrz. Jednakże mało ludzi to wie i rozumie. Przeciętna osoba przeżywa życie od tego co na zewnątrz do wnętrza. Pozwala ustawiać swój poziom świadomości temu, co jest napisane w gazetach, co mówią inni o świecie, o okolicznościach, odcinając się przez to od swojego potencjału. Powtarzając nieprawdziwe stwierdzenia tworzy się błędną „mądrość społeczną”: „Starych drzew się nie przesadza”, „nie możesz nauczyć starego psa nowych sztuczek”… czyli nie można zmienić ludzkiej natury, ludzie się nie zmieniają. To jest nieprawda. Ludzie uczą się zawsze, zmieniają w każdym wieku… jeśli chcą lub muszą. Kiedy ktoś to zrozumie i zacznie świadomie zajmować się sobą i tkwiącym w sobie potencjałem, jeśli zacznie odwoływać się do swojego wnętrza i siły jaka tam się znajduje i stosować ją do zarządzania tym, co na zewnątrz, można mówić o rozwoju osobistym.

Wiemy dziś jednak, że szczęście jest produktem ubocznym pełnego sensu życia, a ten można znaleźć jedynie w jakimś służeniu ludziom, we współdziałaniu. Wiemy, że egoistyczne podejście do życia nie daje prawdziwego spełnienia. Rozumiemy również wielką potrzebę życia w zgodzie z własną duszą i dbania o tę duszę. Wiemy, że nie tylko działanie ale cisza, refleksja, medytacja czy kontemplacja potrzebne są do harmonijnego życia. Współczesne koncepcje rozwoju osobistego czerpią trochę ze wschodnich kultur.

Nie tylko jednostki wzrastają, wzrasta świadomość zbiorowa świata.

Dziś inny jest poziom świadomości niż za czasów Emersona, Hilla czy nawet Coveya. Potrzebujemy więcej mądrej troski o siebie i o innych, więcej duchowości i świadomości wspólnotowej. Dziś rozwojem osobistym są świadome działania  w tym kierunku.

 

 

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Pięknie napisane – prawda i jeszcze raz prawda. Przede wszystkim najbardziej mi zapadło w pamięci to co Pani napisała w ostatnich akapitach. To jakby podstawa . Miłego dnia i dziękuje za ten wpis.

  2. Super, bardzo dobrze to napisane i zgadzam się z tym w 100% jeśli chodzi o świadomość każdego człowieka i całej populacji to na prawdę wzrasta coraz bardziej ta świadomość i śmiem twierdzić że odchodzimy od stereotypów naszych przodków od tych rdzennych rzeczy co oni myśleli że to jest sens ich życia np jak wiara. Jest to udowodnione że tak jest. Świetny artykuł.

  3. Bardzo mocne i merytoryczne ale tak jest świadomość ludzi rośnie i coraz więcej osób jest w stanie przejrzeć na oczy. Na moje rozwój osobisty jest już mało popularny teraz zrobiła się era coachów których jest coraz więcej. Nie wiem ale na prawdę jeśli chodzi o rozwój osobisty czy motywowanie siebie to ludzie są coraz lepsi w tym.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here