Iwona Majewska-Opiełka

Dzień Dobrego Słowa – sierpień 2015

Powiedz to dobrym słowemMilcz, albo nadaj słowom
większą wartość niż ma milczenie

Pitagoras

 

Znowu 13. dzień miesiąca. Obchodzimy sierpniowy Dzień Dobrego Słowa, zatem tradycyjnie piszę coś na blogu. W zasadzie już tylko tego dnia pojawia się teraz mój tekst. Jeśli mają Państwo ochotę na codzienny kontakt ze mną, zapraszam na Facebooka. Krótkimi, zawsze dobrymi słowami, staram się codziennie wnieść w życie Tych, co zaglądają na moją stronę, porcję pozytywnej energii.

 

Dziś dam nieco konkretnych przykładów na stosowanie słów dobrych, właściwych i tych, których lepiej nie używać. Dla wielu osób bardzo uciążliwym uczuciem jest pośpiech. Tymczasem jest to najczęściej efekt wewnętrznego nakręcania się. Nie chodzi o sam fakt szybszego robienia różnych rzeczy, ale o towarzyszące mu wewnętrzne napięcie. Co do tego odczucia panuje zgoda wśród lekarzy i psychologów, a także osób, które go doświadczają, że jest potężnym źródłem stresu. Ponieważ występuje regularnie, często może być przyczyną dystresu, a co za tym idzie – chorób ciała i duszy. A tak łatwo nad nim zapanować za pomocą właściwych słów kierowanych do siebie i do innych. Abstrahując od tego, że można wcześniej wstać i wykonać we właściwym czasie wszystko to, co było do zrobienia, istotne jest, jak będziemy mówić do siebie i innych.

 

A jak mówimy najczęściej?

 

O matko (albo przywołując inne znaczące osoby), jak późno! Nie zdążę, Znowu się spóźnię. Czemu też nigdy nie mogę wstać, kiedy trzeba?, Znowu zaspałem! Szybko, szybko! Jeśli w domu są inne osoby, to i je poganiamy, wprowadzając atmosferę pośpiechu i zdenerwowania. Dotyczy to zwłaszcza dzieci. Pospieszcie się, Nie marudź, bo się spóźnisz, Szybko, bo przez was się spóźnię. Zwraca tu uwagę sformułowanie przez was – nie widzimy własnej odpowiedzialności. Potem tylko wzmacniamy nastrój pospiechu. W samochodzie mamy pretensje do tych, co nie zjeżdżają nam z drogi, do miasta, że niewłaściwie zarządza sygnalizacją świetlną, w końcu do rządu… To wszystko powoduje, że napięcie w naszych trzewiach rośnie, pojawiają się kolejno wszystkie objawy stresu. Świetny początek dnia! A nasze słowa i tak nie mają wpływu na to, czy zdążymy czy nie, choć raczej byłabym skłonna uznać, że spokojne wykonywanie kolejnych czynności nie tylko uspokaja, ale także zwiększa naszą kontrolę nad tym, co się dzieje. A jeśli tak jest codziennie lub kilka razy w tygodniu?

 

Znacznie lepiej uspokajać się w takich sytuacjach, zarówno słowami, jak i myślami,
nakazać sobie normalne działanie, ewentualnie zrezygnować z jakiejś czynności:
Spokojnie, to tylko praca. Jutro wstanę wcześniej. I pójść za tymi słowami – czynem.

 

Z pośpiechem, z codziennymi wyzwaniami wiążą się również poczucie przeciążenia, przytłoczenia, przepracowania i wrażenie, że mamy wiele na głowie, więcej niż inni. To zwykle rodzi też poczucie niesprawiedliwości i zabiera radość życia.

 

Agata nie potrafi odnieść się do kolejnej porcji pracy czy do nowego zadania bez narzekania na ogrom zajęć. Zapytana, nawet zdawkowo, co słychać, zaczyna opowiadać o tym, jakie mnóstwo rzeczy ma do zrobienia i w domu, i w pracy, i jak ją to pochłania, nie pozwalając jej cieszyć się życiem. Oczywiście przy okazji wspomina, że nie ma nikogo do pomocy, że jest sama, że nie stać jej na opiekunkę do dziecka i że jest za dobra, by odmawiać tym, co proszą ją o różne rzeczy, że ma już dosyć. I nie mówi tego takimi obojętnymi słowami, ale wkłada w to emocje, wartościowanie. Jednak wyraźnie widać, że choć Agata często dokłada sobie niepotrzebnych zajęć, nie ma ich więcej niż niejedna kobieta, która posługuje się innym językiem. Można się zastanawiać, do czego jest jej potrzebne takie ciągłe utyskiwanie, objawiana światu rola pracusia i cierpiętnicy. Pewnie przydałaby się jej psychoterapia, a przynajmniej dobry coaching. Jednakże jestem przekonana, że gdyby tylko Agata zmieniła słownictwo i sposób, w jaki mówi do siebie i do innych, jej postrzeganie życia by się poprawiło. A zatem lepiej by się czuła.

 

Zwróć, proszę, uwagę na sposób, w jaki mówisz o swojej pracy, o zdrowiu, o zmęczeniu albo o wyzwaniach związanych z rodziną. Używaj słów, które raczej lepiej (niż gorzej) nazywają twoją rzeczywistość, a w ostateczności mów jedynie o faktach. Szybko się przekonasz, że twoje samopoczucie podąża za słowami, a twoja rzeczywistość staje się taka, jak ją nazywasz. Zastąp słowa, które nie są dobre, lepszymi. Stwórz własny język skutecznej komunikacji ze sobą i światem, język transformacji.

Oto przykłady, które mogą Ci pomóc:

  • Nienawidzę tego zamieniamy na To nie należy do moich ulubionych czynności, Nie przepadam za tym czy Nie lubię tego (jeśli już musisz).
  • Nienawidzę jejNa dziś nie mogłabym się z nią zaprzyjaźnić, Nie łaknę jej towarzystwa, Irytuje mnie, nie wiedzieć czemu.
  • Jestem przeciążony pracąPraca mnie lubi, Mam sporo do zrobienia i już się za to biorę (wypisz, co masz do zrobienia, a zaraz się okaże, że mniej niż myślałeś) albo – jak mawia moja dobra znajoma – Jest płaca, jest praca, To chyba normalne, że się pracuje.
  • Jestem zawalony pracą –Moje zajęcia proszą się o uporządkowanie.
  • Jestem wykończona –Potrzebuję odpoczynku i zamierzam odpocząć, Czuję, że powinnam lepiej zorganizować działania.
  • Nie mam czasu – jeśli tak mówisz, koniecznie dodawaj, na co nie masz czasu, bo masz go z pewnością tyle, co wszyscy.

W ogóle nie warto opowiadać o swoim zmęczeniu, niedobrym samopoczuciu i zniewoleniu przez innych czy przez bezosobową pracę, gdyż to tylko zwiększa poczucie dyskomfortu. Trzeba po prostu odpocząć, uporządkować, zmienić, dokonać innych wyborów. Zwykle zaczyna się to od wyboru innych słów.

Co można zrobić? Zadbać o język. Wprowadzić rytuał pytań porannych i wieczornych, używać słownictwa transformującego. Można najpierw pochylić się nad tym świadomie, a potem wdrukować do podświadomości to, co się chce.

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – lipiec 2015

Cytryna_100x100_1a_maly (3)fbBo gdy usłyszę dobre słowo
Którego bardzo mi potrzeba
To dach urośnie nad mą głową
A włosy wzlecą aż do nieba.

Z piosenki zespołu Bod Budą

 

Nie do wiary!  Nie pamiętałam o Dniu Dobrego Słowa! Na tyle weszło mi w krew mówienie dobrym słowem, używanie słów o pozytywnym zakresie emocjonalnym, że nie pamiętam iż kilka lat temu sama wymyśliłam, by trzynasty dzień każdego miesiąca specjalnie uświetniać dobrym słowem.

Miałam nawet przygotowany na dziś tekst i to nie mój, ale Kogoś o znacznie większym autorytecie – wiersz Ryszarda Kapuścińskiego. Wiersz podsunęła mi Ewa Pancer Głowacka, autorka wspaniałego bloga Matka córce – lekcje z życia , do którego czytania zachęcam.

Wiersz dotyka sfery intencji w naszym mówieniu ale także postawy względem tego, co chcemy wyrazić. Jest życzeniem Pisarza, a pewno i nas wszystkich abyśmy nie tylko lepiej się porozumiewali ale po prostu – byli lepszymi ludźmi. Myślę, że dobre słowo może być dobrym początkiem takiej przemiany.

 

znaleźć słowo trafne
które jest w pełni sił
jest spokojne
nie histeryzuje
nie ma gorączki
nie przeżywa depresji

można mu ufać

znaleźć słowo czyste
które nie spotwarzyło
nie doniosło
nie wzięło udziału w nagonce
nie mówiło że czarne to białe

można mieć nadzieję

znaleźć słowa skrzydła
które by pozwoliły
bodaj na milimetr
unieść się nad tym wszystkim.

 

Utwór pochodzi z książki Dałem Głos Ubogim. Rozmowy z młodzieżą z 2007 roku wydanej przez Wydawnictwo Znak.

 

Dobrych słów życzę – dzisiaj i zawsze.

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (4)

logodydaktyka okladka do druku (3)Dobry trener-mentor wie więcej
o zdrowym człowieku niż psycholog,
choć nie zawsze nazwie to naukowym językiem

Logodydaktyka. Droga rozwoju.

 

Maciek czyta moją książkę – Logodydaktyka. Drogę rozwoju i znajduje w niej treści, które są dla niego z jakiegoś powodu ważne, istotne, inspirujące. Jestem przekonana, że ktoś inny odkryłby w tym samym rozdziale inne treści. Tak to już bowiem jest: czytamy, rozumiemy i zapamiętujemy wszystko głównie poprzez pryzmat własnej wiedzy ale także potrzeb i oczekiwań. Za każdym razem, gdy rozmawiam z Czytelnikami, a teraz kiedy Maciek przekazuje to  na filmie, frapuje mnie to, jakim życiem żyje moja książka u innych. Mimo starań autora i tak każdy znajdzie w jego książce własne treści.

 

Gdybym to ja miała powiedzieć, co jest w tym rozdziale najważniejsze, to na pewno to, że wszelkie wsparcie rozwoju psychicznego musi dotykać psychologii, bo to ta dziedzina gromadzi wiedzę o psychicznym funkcjonowaniu człowieka, o związkach psychiki i jej poszczególnych cech z działaniem a także szczęściem. Z interpretacji Maćka można wyciągnąć wniosek, że psychologia nie jest trenerowi-mentorowi potrzebna. Nie chciałabym takiego rozumienia

 

Wiedza psychologiczna jest potrzebna.
Żeby posiadać taką wiedzę, nie trzeba jednak być psychologiem.

 

Psychoterapia jest wsparciem rozwoju, doprowadzeniem do postaci, w której człowiek przestaje cierpieć czy zachowywać się dysfunkcyjnie. W dalszym rozwoju powinny już jednak pomagać ci, co pracują z osobami, które  chcą funkcjonować jeszcze lepiej, pragną odkrywać swój potencjał i wykorzystywać go. Rozwój osobisty kieruje się zupełnie innymi prawami niż psychoterapia, a i sami trenerzy czy coachowie inne mają doświadczenie i nastawienie niż psychoterapeuci, stąd to ci drudzy powinni dalej wspierać rozwój.

 

Psychoterapia powinna się kiedyś skończyć. Rozwój – nie.

 

Trener-mentor nie musi być z wykształcenia psychologiem, a w niektórych wypadkach doświadczenie psychoterapeutyczne czy choćby taka postawa może nawet przeszkadzać zwłaszcza w sytuacji treningu dla biznesu. W książce jest to bardzo dokładnie wyjaśnione.

Rozwój osobisty potrzebuje wsparcia, choć zawsze najważniejszą postacią jest osoba, która świadomie wzrasta. Jednak bez książek chyba nie da się tego zrobić. A i szkolenie – choćby na rozruch –  zawsze się przyda. 

Zachwycam się też w tym rozdziale zawodem trenera-mentora. Myślę tu o prawdziwym trenerze-mentorze, takim, który kocha ludzi i chce lepszego świata, zna warsztat, żyje tym czego uczy i sam wciąż się rozwija.

 

Jakie to szczęście wykonywać taki zawód,  pomagać innym, robiąc jednocześnie to, co się kocha… i jeszcze dostawać za to wynagrodzenie.  

Thomasa Carlyle miał rację, kiedy mówił:

 

Błogosławiony, który odnalazł swoją pracę, niech nie prosi o inne błogosławieństwa.

 

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa czerwiec 2015

Cytryna_100x100_1a (3)Umysł, który otwiera się na nowe idee,
nigdy nie wraca do pierwotnego rozmiaru

Albert Einstein

 

Dziś postaram się odpowiedzieć  na pytanie, które zadała mi młoda kobieta: Jak stać się agentem pozytywne j zmiany we własnej firmie? Jak wpływać na koleżanki i kolegów, czasem również na swoich przełożonych, aby zaczęli posługiwać się dobrym językiem?

Cieszę się, że dostałam to pytanie, ponieważ brakuje mi już pomysłów o czym pisać w ten wyjątkowy dzień.  Przez kilka lat co miesiąc piszę 13. każdego miesiąca  tekst o tym, że warto posługiwać się w życiu dobrymi słowami, wyjaśniam czym one są i podaję powody, dla których potrzebna jest troska o słowo. Napisałam na ten temat książkę Powiedz to dobrym słowem i już 25 i 26 września w czasie V Dni Siły będzie można ją kupić. Mówiąc krótko: jestem wypisana. Wydaje mi się, że już wszystko na ten temat powiedziałam. Dlatego bardzo proszę Wszystkich Czytelników o ewentualne pytania dotyczące wszystkiego, co może się łączyć z dobrym słowem.

Jak stać się agentem pozytywnej zmiany?

Już sam fakt, że ma się na to ochotę, jest obiecujący. Podkreślam: aby dobrze wypełniać swoją rolę, trzeba naprawdę chcieć być takim agentem. Potrzebna jest silna motywacja ulepszania świata.  A żeby to się stało, trzeba naprawdę rozumieć znaczenie pozytywnego języka dla szczęśliwego życia i skutecznego działania i szczerze w to wierzyć. Wiedza i wiara są niezbędne do odpowiadania na pytania i nie zawsze przychylne komentarze.

 

Jeśli ktoś chce być popularyzatorem idei porozumiewania się dobrym słowem,
może zacząć od przeczytania zawartych w blogu tekstów na ten temat.

 

Drugi bardzo istotny rys takiej osoby to niemal ortodoksyjne przestrzeganie czystości, poprawności i pozytywnego wydźwięku własnego języka. Nie można być ambasadorem jakiejś idei, jeśli samemu nie jest się jej najlepszym i najwierniejszym użytkownikiem. Często już sam przykład, samo używanie pozytywnego języka powoduje, że przynajmniej w obecności takich osób, inni starają się również używać dobrych słów. Wiem jak bardzo starają się o to choćby osoby rozmawiające ze mną.

 

Ambasador dobrego słowa musi też mieć odwagę zwracania innym uwagi na ich sposób mówienia, gotowość podpowiadania, jakie słowa lepiej będą służyć szczęśliwszemu życiu. Przecież najczęściej ludzie mówią tak, ponieważ nie zdają sobie sprawy z tego, że to im nie służy. Trzeba im to zatem uświadamiać.

 

I wreszcie ostatnia sprawa: potrzebna jest wyrozumiałość dla innych ludzi i cierpliwość. Nie każdy będzie witał nasze uwagi, rady czy wyjaśnienia z wdzięcznością czy nawet akceptacją. Możemy się spotkać z różnymi, często wręcz niesympatycznymi reakcjami. Ileż to razy zdarzało mi się (i wciąż tak się dzieje) być obiektem żartów czy zniecierpliwienia powodowanego moją postawą w stosunku do języka. Jednakże równie często słyszę wyznania ludzi, którzy zmienili swój język i sami się przekonali jak inne stało się ich życie: lepsze, szczęśliwsze. I to jest właściwa nagroda za pracę! A Ambasadorów dobrego słowa jest coraz więcej!

 

 

Jako dodatek do tego tekstu dołączam Vademecum użytkownika (dobrego) słowa opracowane przez uczniów z Gołdapi pod opieką Pani Anety Wojnar – Konopki.

Dziękuję w swoim imieniu i wszystkich Osób zaangażowanych w ideę krzewienia dobrego słowa.

11426737_1004834766201758_483558996445289710_n

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (3)

logodydaktyka okladka do druku (3) Tylko ktoś, kto odda się czemuś całą swoją siłą i całą duszą,
może być prawdziwym mistrzem.
Z tego powodu mistrzostwo wymaga całości człowieka

Maciek Kołodziejczyk znowu umieścił na YouTube swoje rozumienie logodydaktyki. Bardzo się cieszę. Słuchanie tego, jak inni ludzie odbierają to, co się pisze, jest fascynujące. Książki po napisaniu żyją własnym życiem, ludzie znajdują w nich czasem zupełnie niespodziewane dla autora treści. Gdzieś to przeczytałam i często przekonuję się o prawdzie tego stwierdzenia. Maciej zadziwił mnie dodatkowo tym, jak długo mówi o króciutkim rozdzialiku…

 

Mnie zależało przede wszystkim na tym, aby uświadomić, że szkolenia są różne tak jak różne jest podejście do samego rozwoju. Czasem jest ono spójne i stanowi pewną całość jak na przykład koncepcja Stephena R. Coveya (7 nawyków skutecznego działania i kolejne książki) czy moja logodydaktyka, czasami zaś stanowi zbiór zaczerpniętych z różnych źródeł myśli, konceptów i technik. Oczywiście jako autorka spójnego modelu, jestem zwolenniczką takiego podejścia, co nie znaczy, że to drugie nie jest również przydatne.

 

Bardzo zachęcam  do interesowania się ty, 
według jakich koncepcji i  założeń prowadzone będzie szkolenie,
ponieważ istotne jest to, aby wybierać to,
co potrafi wywołać w naszym sercu rezonans wystarczająco silny,
aby stymulował dalszy rozwój.

 

Cytat z Einsteina, który zamieściłam przed tym wpisem znajduje się również w książce. Wybrałam go, ponieważ jestem przekonana, że aby być w czymś naprawdę dobrym, trzeba oddać temu nie tylko wszelkie potrzebne do tego talenty ale również serce. Oczywiście można robić wszystko ze znacznie mniejszym zaangażowaniem, nigdy jednak nie osiągnie się poziomu mistrzostwa.

… A na koniec pragnę, abyście zwrócili uwagę Kochani jak podpisał się Maciek… Mistrz. To silny przekaz mówiący o jego zaangażowaniu w to, co robi i o Jego człowieczeństwie.

 

 

 

 

 


Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – maj 2015

Cytryna_100x100_1a_maly (3)fbMyśli robią dużo. Słowa czasem za dużo.

Działanie dużo więcej.

Israelemore Ayivor

 

Na świecie dzieje się wiele dobrego, co chwila kolejne osoby dołączają do rzeszy ludzi czyniących dobro, pełnych pozytywnych myśli, energii i słów. Coraz lepiej rozumie się współzależność dzisiejszego świata, wspólne dobro Ziemi. W każdej minucie na naszej planecie ktoś robi coś dla dobra ogółu, a ktoś inny przekonuje się, że koncentrowanie się na tym, co niedobre nie przynosi pożądanego efektu – zmiany na lepsze. Kolejni ludzie odkrywają dla siebie świat dobrej myśli i dobrego słowa jako podstawę skutecznego działania. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest wokół nas wiele powodów do zmartwienia, obawy czy bólu. To oczywiste, że są naprawdę dramatyczne czy tragiczne wydarzenia, są sytuacje, w których nie jest łatwo choćby o nadzieję. Nie można porozumiewać się, ba żyć, bez słów o zabarwieniu smutnym czy nawet gniewnym. Jednakże słowa te rezerwujmy właśnie dla takich sytuacji. To wtedy można posługiwać się wyrażeniami dosadnie odzwierciedlającymi siłę naszego wrażenia czy przeżyć. Wtedy jest to silniejsze, przez to bardziej wartościowe. Jednakże i wtedy warto jest podchodzić do tego proaktywnie i nie tylko nazywać dosadnie to, co czujemy ale jednocześnie mówić, co w związku z tym zamierzamy zrobić, a może nawet co robimy, żeby zmienić tę sytuację.

 

Samo opowiadanie o niedostatkach tego świata niczego bowiem nie załatwi i nie zmieni.

 

Nie można uważać, że mówienie o czymś, co jest niedobre jest wkładem w zmianę tego na lepsze. Ludzi często uwodzi takie myślenie. Jak to? Przecież powiedziałem, że się z tym nie zgadzam, że mi się to nie podoba. To w takiej sytuacji można powiedzieć… to tylko słowa. Parole, parole, parole… Jak śpiewa Dalida. Zmiana potrzebuje czynu. Dlatego język musi odzwierciedlać dobro, jakie może się kryć również w krytycznej ocenie czy w smutnym stwierdzeniu. To pierwszy etap proaktywnego włączania się do tej zmiany, kolejny – to akt działania. Język pozytywny buduje nadzieję. Bez nadziei nie powstanie żadne zorientowane na osiągnięcie jakiegoś celu działanie. Słowa są najlepszym, pierwszym sposobem na to, aby tę nadzieję budować.

Od dawna zaczynam dzień wyrażeniem wdzięczności za to, że znowu budzę się do życia. Od pewnego czasu dołączyłam do tego prośbę o boże błogosławieństwo. Inspirację znalazłam w książce Reginy Brett Jesteś cudem:

 

Pobłogosław Panie moje myśli, aby były dobre i czyste,

takie jakie podobałyby się Tobie.

Pobłogosław Panie moje oczy niech kierują się ku temu,

co dobre, piękne, warte patrzenia, albo co zobaczyć trzeba.

Pobłogosław Panie moje uszy niech słyszę tylko to,

co daje mi siłę i w inny sposób przyczynia się do właściwego odbioru świata.

Pobłogosław Panie moje usta, niech płyną z nich słowa najlepsze,

najwłaściwsze, potrzebne mnie i innym.

Pobłogosław Panie moje serce, wypełnij ja miłością dla mnie, dla innych i dla świata.

Pobłogosław Panie moje ręce, niech przelewają myśli,

które chciałbyś aby dotarły do innych, niech wyrażają najlepiej to wszystko,

co może się przydać światu.

 

Ta modlitwa pozwala mi lepiej myśleć, ładniej mówić i pisać, piękniej odczuwać. Towarzyszyła mi przy pisaniu książki Powiedz to dobrym słowem, która jest już w wydawnictwie a jej premiera przewidziana jest na Dni Siły 2015.

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (2)

logodydaktyka okladka do druku (3)Szczęście nie jest ani cnotą, ani przyjemnością,
ani tym, ani tamtym, ale po prostu wzrostem.
Jesteśmy szczęśliwi, kiedy wzrastamy.

Wiliam Butler Yeats

 

Otaczają mnie znacznie młodsi ode mnie wspaniali ludzie. Przeważnie są to kobiety, z którymi zawsze łatwiej było mi się porozumieć, jednak wśród współpracujących ze mną w różny sposób ludzi są również mężczyźni. Jednym z nich jest Maciek, którego poznałam jako filmowca, nagrywającego z upodobaniem wszelkie wydarzenia o charakterze rozwojowym, a dziś wiedzę, że ma szansę stać się inspirującym mówcą, może trenerem-mentorem. Widzę w nim człowieka szlachetnego, pogodnego z  poczuciem humoru podobnego do Stańczyka. Lubi żartować, nawet szokować, jednak nie przekracza subtelnej granicy, po której wrażliwsi tracą chęć do śmiechu.  Maciek postanowił nagrywać krótkie filmy tłumaczące jego spojrzenie na logodydaktykę. Chce w ten sposób uczyć się mówić do innych tak, aby ich inspirować do lepszego życia z którym nieodłącznie związany jest rozwój osobisty. Chce również, jak mi powiedział, rozpowszechniać systemowe podejście do rozwoju jakim jest logodydaktyka. Wiem, że podoba Mu się to, co robię i lubi moje książki i szkolenia. Jak każdy, ma własne spojrzenie na wszelkie tematy i zjawiska. Ciekawi mnie bardzo jak ujrzy koncepcję w zgodzie z która tyle lat pracuję.               

Książki się pisze z konkretnym przesłaniem, ale potem żyją własnym życiem. Nie zawsze to, co rozumie Czytelnik zgadza się z zamysłem autora. Na pewno i w moich pracach są takie fragmenty. Dlatego postanowiłam wypowiedzi Maćka opatrywać moim komentarzem do tych filmów, tak, aby ten podwójny przekaz stał się jednością.

Bardzo jestem ciekawa Państwa głosów zarówno na temat warsztatu Maćka jak i przedstawianych poglądów.  Może  pojawią się pytania, na które będziemy mogli odpowiedzieć.

Proponuję najpierw obejrzeć film, a potem przeczytać mój komentarz.

 

Bardzo się cieszę, że Maciek zauważył cytat, który umieściłam na początku tego tekstu, a w książce opatrzyłam nim przedstawiany dziś przez niego rozdział: Inaczej niż motyle. Rozwój osobisty. To, że tak wiele osób sięga po książki wspomagające rozwój osobisty, jeździ na szkolenia i różne wydarzenia inspiracyjne związane jest właśnie z wewnętrzną potrzebą rozwoju, jaką posiadamy. Carl Rogers wiele lat temu zwrócił uwagę na to, że każdy człowiek ma wrodzony mechanizm, rodzaj głosu wewnętrznego, który pociąga w kierunku tego, co dla niego najlepsze i który najlepiej wie w czym może uzyskać spełnienie. Nazwał go ukierunkowującą zachowanie siłą organizmu (organismic valuing proces – OVP). Dotyczy to spraw bardzo konkretnych, do których mamy talenty i zdolności ale również ogólnego rozwoju.

Niestety psychologia humanistyczna, której przedstawicielem był Rogers, nie cieszyła się uznaniem nauki.  Jednak wraz z powstaniem naukowej psychologii pozytywnej prace Rogersa, Maslowa czy Fromma wróciły do łask.  Psychologia pozytywna zauważa, że rozwój osobisty, poczucie, że się rozwijamy jest istotnym komponentem szczęścia. Badania potwierdzają też, że ludzie istotnie rozwijają się, kiedy zdają się na OVP. To zrozumiałe zatem, że wszystko, co wiąże się z rozwojem osobistym, sprawia nam przyjemność, a jeśli do tego owe siły kierunkujące zachowania potwierdzają, że rozwój idzie we właściwym kierunku, człowiek doświadcza najwyższej nagrody – poczucia spełnienia.
Ktoś mógłby zapytać:Skoro istnieje taki mechanizm, dlaczego tak wielu ludzi nie doświadcza poczucia spełnienia, nie czuje nawet, że robi to, do czego jest przeznaczona? Niestety człowiek uznał, że społeczeństwo (rodzice, szkoła) wiedzą lepiej co jest im potrzebne i poprzez swoje oddziaływanie na dzieci, a potem także na dorosłych, hamują często działania zgodne z OVP. Co nie zmienia faktu, że ten mechanizm istnieje i uruchamia się natychmiast, kiedy damy mu szansę. Warto zatem postawić na rozwój osobisty.

To dlatego zawód trenera-mentora jest taki wspaniały. Dobry trener, sam działający w zgodzie z własnym OVP, może pomóc innym w dotarciu do siebie, do własnej prawdy, do wymarzonego zawodu czy stylu życia.

Tak, słusznie zauważył Maciej, że najważniejszą sprawą w tej relacji jest to, żeby sam trener-mentor czy konsultant był osobą spełnioną. Taki kontakt ma znacznie większą wartość. Akceptowany w pełni i prowadzony przez taką osobę Klient łatwiej odnajduje w sobie siłę do zmian.

 

Nie warto żałować, że nie zaczęło się drogi do siebie wcześniej.
W ogóle niczego nie warto żałować.
Wszystko jest po coś,
a zacząć wzrastanie można w każdym wieku.

 

 

Z dwiema kwestiami pozwolę sobie podyskutować z Maciejem: Nie wiem dlaczego ludzie mówią, że do mistrzostwa dochodzi się ciężką pracą. Myślę o sobie jak o mistrzu w pewnych dziedzinach, a nie czuję jakbym kiedykolwiek pracowała… a już ciężko, to w ogóle.

Prawda jest taka, że jeśli idzie się za swoim wewnętrznym głosem, zadba o poczucie własnej wartości, proaktywność, poczucie obfitości i wzmocni pozytywne myślenie, nie czuje się wcale pracy… po prostu podróżuje się. Porównując rozwój człowieka do motyla, można powiedzieć, że nasze kokony nigdy nie są takie ciemne; mogą być niewygodne, niekomfortowe jako że często są właśnie wyjściem ze strefy komfortu. Taki kokon to na przykład wyrabianie jakiegoś nawyku, odzwyczajanie się od innego, nauka mówienia dobrym słowem czy przemawiania publicznego, czasem ćwiczenia fizyczne albo inne doskonalące jakieś kompetencje ćwiczenia, to czas poświęcany na naukę, czasem pewna izolacja… I to wszystko.   

 

Druga sprawa to uczenie się na innych. Cóż, tego się nie uniknie. Więcej, uważam, że nowicjusze czy praktykanci w zawodzie, także szewca, mogą lepiej wykonać swoją pracę niż zblazowani rutynowo działający zawodowcy. Pamiętam, że najlepiej w czasach PRLu leczyli żeby często studenci odbywający praktyki.  Często pierwszy występ trenera jest lepszy niż kolejne. A mnie zawsze najlepiej wychodziło ciasto robione po raz pierwszy…

Ważne aby cały czas się rozwijać.

 

 

 

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (1)

logodydaktyka okladka do druku (3)Gdy zaczynasz nie oczekuj, że od razu będziesz wiedział jak dotrzeć na szczyt

John C. Maxwell

 

Otaczają mnie znacznie młodsi ode mnie wspaniali ludzie. Przeważnie są to kobiety, z którymi zawsze łatwiej było mi się porozumieć, jednak wśród współpracujących ze mną w różny sposób ludzi, są również mężczyźni. Jednym z nich jest Maciek, którego poznałam jako filmowca, nagrywającego z upodobaniem wszelkie wydarzenia o charakterze rozwojowym, a dziś wiedzę, że ma szansę stać się inspirującym mówcą, może… trenerem-mentorem. Widzę w nim człowieka szlachetnego, pogodnego z  poczuciem humoru podobnym do Stańczyka. Lubi żartować, nawet szokować, jednak nie przekracza subtelnej granicy, po której wrażliwsi tracą chęć do śmiechu.  Maciek postanowił nagrywać krótkie filmy tukazujące jego spojrzenie na logodydaktykę. Chce w ten sposób uczyć się mówić do innych tak, aby ich inspirować do lepszego życia, z którym to nieodłącznie związany jest rozwój osobisty. Chce również, jak mi powiedział, rozpowszechniać systemowe podejście do rozwoju jakim jest logodydaktyka. Wiem, że podoba Mu się to, co robię i lubi moje książki i szkolenia. Jak każdy, ma własne spojrzenie na wszelkie tematy i zjawiska. Ciekawi mnie bardzo jak ujrzy koncepcję w zgodzie z która tyle lat pracuję.               

Książki się pisze z konkretnym przesłaniem, ale potem żyją własnym życiem. Nie zawsze to, co rozumie Czytelnik zgadza się z zamysłem autora. Na pewno i w moich pracach są takie fragmenty. Dlatego postanowiłam wypowiedzi Maćka opatrywać moim komentarzem do tych filmów, tak, aby ten podwójny przekaz stał się jednością.

Bardzo jestem ciekawa Państwa głosów zarówno na temat warsztatu Maćka jak i przedstawianych poglądów.  Może  pojawią się pytania, na które będziemy mogli odpowiedzieć.

Proponuję najpierw obejrzeć film, a potem przeczytać mój komentarz. A każdy cytat do tych tekstów, to oddzielna rada w dążeniu do mistrzostwa.

 

 

A zatem moje komentarze do pierwszego odcinaka Logodydaktyki według Maćka K.

 

Maciek tłumaczy Logodydaktykę nie dlatego, że ona tego wymaga,
ale dlatego aby sam wszystko dobrze zrozumiał i by pokazać ją oczami innymi niż autora.

 

Rzeczywiście uważam, że książka jest przede wszystkim podręcznikiem dla trenerów, coachów i mentorów, ponieważ dzielę się w niej wiedzą na temat prowadzenia szkoleń i inspirujących spotkań. Przedstawiam w niej systemowe podejście do rozwoju ludzi i organizacji, daję niejako zestaw narzędzi, jakby bloków pozwalających zrobić szkolenie niemal na każdy temat. Dostarczam też wiedzy na temat samego prowadzenia szkoleń oraz budowania w sobie trenera. Jednak książkę doceni też na pewno zaawansowany w rozwoju czytelnik, którego prowadzenie szkoleń nie interesuje. Osobom zaczynającym przygodę z samodoskonaleniem polecałabym raczej dwie inne moje książki: „Ku doskonałości” oraz „Trener osobisty”.

 

Cztery główne cele życia według Coveya podzielam w pełni. Żyć, kochać, uczyć się i zostawić po sobie spuściznę to z pewnością cele mojego życia.  Chodzi o to aby dbać o swoje życie i życie innych ludzi. Traktować siebie tak, aby jak najdłużej i w jak najlepszej formie móc przebywać na ziemi. A przebywając kochać: siebie, innych – wszystkimi danymi nam rodzajami miłości. Można kochać rodziców, dzieci, partnerów życiowych, ale można kochać w ogóle ludzi. Każda forma odczuwania miłości jest tym, po co się żyje. Prawdziwa miłość pozwala na budowanie celów większych niż my sami, które to nadają sens naszemu życiu.

Uczyć się! Ach cóż to za przyjemność. Poznawać, doznawać, odkrywać dla siebie nowe prawdy, zdarzenia, doświadczenia, poznawać wiedzę i wzrastać.

I zostawić spuściznę, czyli zrobić coś dla świata. Przyczynić się do tego, że stanie się on lepszy, piękniejszy, wartościowszy. Spuścizną mogą być dobrze wychowane dzieci, napisane książki, które ludzie będą czytać, stworzone teorie, wprowadzone do świata pomysły, wytworzone narzędzia, patenty ale także piękny trawnik, ładny dom, ogród… Chodzi o to, żeby zostawić coś po sobie.

To do przemyślenia tego zachęcał Maciek. Ja także zachęcam.

 

Kiedyś mistrz był w każdym fachu, a instytucja mistrzostwa bardzo powszechna. Dziś jakoś wyszło nam to słowo z obiegu. Mistrzów mamy w sporcie. O ludziach, których szanujemy i z których zdaniem się liczymy, mówimy czasem mentorzy. A ja chciałabym żeby odbudować instytucję mistrza, aby ci, co weszli na wyższe poziomy w swojej profesji, chcieli pomagać wchodzić tam innym.  Aby dzielili się z nimi swoją wiedzą bez tajemnic,  żeby  pomagali innym stać się lepszymi od nich samych.  Oczywiście potrzebna jest tu duża doza poczucia własnej wartości oraz poczucie obfitości… ale mistrz takie cechy posiada.

Taka intencja przyświeca książce Logodydaktyka. Droga rozwoju. Bardzo chciałaby, aby tak odbierali ją wszyscy… Maciek K. także.

Print Friendly

Dzień dobrego słowa – kwiecień 2015

Cytryna_100x100_1a_maly (3)fbDzisiaj na promocji
DOBRE SŁOWO jest,
więc je z sobą weź.

Dzisiaj na promocji
DOBRE SŁOWO jest,
więc je daj, komu chcesz.

Marta Chrabąszcz

 

Jakoś tak bardzo szybko, może zbyt szybko, uświadamiam sobie, że to znowu 13. dzień miesiąca i Dzień Dobrego Słowa.

Obchodzi go coraz więcej szkół a także wciąż nowe osoby dołączają do grona ludzi właściwie traktujących słowo, rozumiejących jaki wpływ wywiera ono na nasze życie. Nie ma tygodnia żebym nie dostała jakiejś dobrej wiadomości o tym jak właściwy sposób mówienia do siebie i innych zmienia nie tylko nastrój osób używających tych słów, ale pozwala również więcej osiągać, skuteczniej działać. Bardzo mnie to cieszy. Widzę też ile jeszcze możemy zrobić  – my zwolennicy posługiwania się wyłącznie dobrym językiem. A jest to zajęcie bardzo przyjemne i natychmiast daje nagrody w postaci zmian we własnym świecie, w najbliższej rzeczywistości.

Dzień Dobrego Słowa objęła patronatem Fundacja Wychowanie do szczęścia i to w ramach jej działania docieramy do kolejnych szkół i nauczycieli ale i rodziców.

 

Nauczyciel i rodzic mający w sercu ideę porozumiewania się dobrym słowem,
potrafi ją pięknie przekazać dzieciom.

 

Znam opowieści, kiedy to dziecko dobre słowo przynosi ze szkoły do domu. To efekt prośby Nauczycielki,  by po powrocie do domu dzieci zwracały się bardzo ładnie do swoich rodziców. Okazało się, że aż dwie mamy z tej klasy zauważyły to w domu. Jedna z matek była zdziwiona liczbą proszę i dziękuję mamusiu swojego dziecka… Aż je o to zapytała. I dowiedziała się właśnie, że to Dzień Dobrego Słowa. Zachwycona pomysłem powiedziała o tym nauczycielce.

 

Dlatego Kochani proponuję ćwiczenie na dziś:

Powiedzcie komuś celowo coś dobrego na temat jego pracy czy waszych relacji. Powiedzcie mu jak ważny jest dla was. Może zadzwońcie do nauczycielki w szkole i przedszkolu dziecka po to, aby powiedzieć jej coś dobrego. Warto również po to dzwonić, tak jak mama owego dziecka. Powiedzcie coś miłego sprzedawczyni czy sprzedawcy, ludziom z recepcji… Znajdziecie na pewno adresatów.  Zwykle zwracamy uwagę na to, co nam się nie podoba, chcemy likwidować słabości i nieodciągnięcia. A może tak dziś inaczej: Postawmy na siłę, pochwalmy, zauważmy coś dobrego, wzmocnijmy każdą ważną dla nas osobę. To daje piękne efekty.

 

Uczmy i dziś i codziennie dobrego języka dzieci. I własnym przykładem, i wyjaśnianiem dlaczego warto mówić dobrze, i specjalnymi, poświęconymi temu w szkole czy w domu, zajęciami. To działa w dwie strony: sami zaczynamy lepiej mówić a nasze dzieci naturalnie przyswajają właściwy stosunek do języka.

Jedna z współpracowniczek Fundacji Wychowanie do szczęścia, doktor filologii polskiej, nauczycielka w liceum ale również matka dwóch małych chłopców pisze wierszyki i bajki swoim dzieciom, za sprawą których wyjaśnia im znaczenie tych słów i zachęca do posługiwania się dobrym językiem. Marta Chrabąszcz, bo o niej tu mowa, stworzyła również na Facebooku stronę  Logomama, gdzie zachęca rodziców do stosowania różnych prostych praktyk wprowadzających logodydaktykę do domowego życia. To systemowe podejście do rozwoju osobistego, w zgodzie z którym sama od lat żyję i pracuję. Jakże cieszą mnie takie idee.

Marta napisała dwa wierszyki, które mogą Rodzicom i nauczycielom przydać się dzisiaj i codziennie w pracy z dziećmi. Oto drugi z nich. Pierwszy posłużył jako motto do tego tekstu.

 

 

DOBRE SŁOWO 

Trzynastego dnia
każdego miesiąca
okazja do świętowania
jest następująca:

Dzień Dobrego Słowa.
W tym dniu każde
brzydkie słowo się chowa.
Weź więc wszystkie

Weź więc wszystkie
DOBRE SŁOWA
i daj na tacy
- mamie i tacie do pracy.

 

 

 

 

Dużo dobrych słów Kochani!

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – marzec 2015

Powiedz to dobrym słowemNa początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

co się stało.

W Nim było życie,

a życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła.

 

Jan 1,1-18

 

W zasadzie nie powinnam więcej pisać, tylko tak to zostawić. Jest w tych słowach moc. Mogą stać się siłą. Czyż to nie powinno przynajmniej tym, dla których Biblia jest jakimś odniesieniem w życiu, a co dopiero – świętością, zwracać uwagi na to, co jest prawdziwym początkiem wszystkiego?  To nie przypadek, że właśnie tak zaczyna się piękna Ewangelia według Świętego Jana,  a odnosi się przecież do początku Biblii – najmądrzejszej i najczęściej kupowanej księgi. Właśnie po raz kolejny zaczynam ją czytać.

Mądrość to nie to samo co wiedza, za którą stoją prawdy naukowe. To przepis na życie, to pokazanie jak tę wiedzę, a także to, co jeszcze nie udowodnione mądrze – czyli ku własnemu pożytkowi i pożytkowi innych, w krótkim okresie i w dłuższym czasie –  stosować adaptując się do środowiska, modyfikując je lub wychodząc z niego. Chodzi tu zarówno o wiedzę nieuświadamianą jak i tę świadomą. Takie sformułowanie definicji mądrości zawdzięczamy Robertowi Sternbergowi. Biblia przepełniona jest właśnie taką mądrością.

 

Często  słyszę od moich Klientów albo Uczestników szkoleń pytania zaczynające się od słów Jak mogę…  gdzie potem  chodzi o zmianę własnego lub czyjegoś nastawienia, o rozwiązanie narastającego nieporozumienia, o wychowywanie dzieci czy znalezienie sposobu na realizację własnych celów… a sposobem jest… zmiana słów, używanie innego języka do myślenia i mówienia, czasem nawet wystarczy inne nazwanie tej samej sytuacji.

Podtrzymuje to we mnie przekonanie, że nie traktujemy słów  z Biblii  ani poważnie, ani nawet jako przenośni, która może nas naprowadzić na właściwe myślenie, a przez to na dobre drogi ludzkiego życia, wykorzystania naszego potencjału. No to jak możemy traktować poważnie to, co mówi na przykład Iwona Majewska—Opiełka? W tym samym szkoleniu, gdzie na przerwie jest pytanie jak mogę, dużo mówię o roli słów.  Niektórzy nawet kiwają z aprobatą głowami. A potem przychodzą do mnie aby zapytać jak to zrobić, nie jak nazwać, jak zacząć…

 

Wszystko zaczęło się od słowa. Bóg rzekł, nazwał, powiedział

 

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo dostał też słowo
i dostał zaklętą w nim moc.
Jesteśmy twórcami.
Tworzymy ten świat dalej,
zarówno swój własny, indywidualny jak i ten wspólny.
I my również zaczynamy od słowa.

 

  • Jak nazywasz to czego pragniesz?
  • Jak nazywasz to co czujesz? 
  • Jakimi słowami określasz Swojego bliźniego… bliskiego czy dalekiego?
  • Jakimi słowami namawiasz ludzi do czynu? A Siebie?
  • Czy Twoje słowa są dobre i czyste?
  • A jak myślisz? Wszak myśli to w dużej mierze słowa..

 

Nic się nie zmieniło: na początku JEST słowo.

 

 

Print Friendly

Szkolenia

31.08.2015

Rejestracja Droga do... Sopot

Gdzie: Sopot
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka

25.09.2015

V Dni Siły w Warszawie

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka oraz trenerzy ASDIMO i goście

więcej szkoleń

Spotkania KSD

Brak zaplanowanych spotkań

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+