Iwona Majewska-Opiełka

Dzień Dobrego Słowa – luty 2016

Jesteśmy odpowiedzialni za własne słowa, za swój sposób mówienia i swoje emocje,
ale nie za to, jak ktoś je słyszy i co czuje.

 

Dziś Dzień Dobrego Słowa, cieszę się zatem, że cytat, który dziś przyszło mi rozwinąć dotyczy komunikowania się. Zwykle w takie dni namawiam do przejęcia większej odpowiedzialności, wskazuję na to, co możemy zrobić, żeby nasza komunikacja była lepsza, skuteczna i ubogacająca.  A dziś będzie nieco inaczej, dziś będę od odpowiedzialności odwodzić…. Dalej twierdzę, że jesteśmy odpowiedzialni za słowa i dlatego powinniśmy proaktywnie dokonywać właściwych wyborów, żeby przekazać to, co chcemy. Budujący innych budujmy nasze z nimi relacje…  także wtedy, kiedy nie są one specjalnie dobre.
Jednak dzisiaj namawiam do tego, aby… nie przejmować się bardziej niż trzeba reakcją innych.

 

Nie jesteśmy w stanie zrobić więcej niż to jest możliwe.
Możemy zadbać jedynie o to, o co się da,
czyli o dobre intencje towarzyszące wypowiedzi,

o pozytywny, pełen szacunku język i własne emocje.

 

Jeśli jednak mamy do przekazania komunikat, który dla drugiej strony nie jest miły czy nawet dobry, zdarzać się będzie, iż wyzwoli i tak nieprzyjemne reakcje, czy przykre doznania. Możemy nie zostać zrozumiani tak, jak byśmy chcieli, nasze intencje mogą nie być docenione, a słowa niewłaściwie zinterpretowane.  Nie mamy na to wpływu.

 

Komunikacja to droga dwupasmowa.
Każda strona ma w niej swoja cząstkę odpowiedzialności.

 

Staramy się naturalnie wywiązać jak najlepiej z tej, która jest po naszej stronie i dokładamy wszelkich starań aby rozumieć naszych rozmówców i  być właściwie zrozumianymi, jednakże nie możemy zapanować nad ich myślami, uczuciami, nad ich doświadczeniem.

Na to, jak się rozumie wypowiedź wpływają nie tylko słowa mówiącego, ale to wszystko, co się o nim wie, jakie ma się z nim doświadczenia… Ale też i to co się w ogóle wie o życiu. Ludzie mogą nam nie ufać, nie dlatego, że nie przekonuje ich to, co mówimy, ale dlatego, że ktoś inny zawodził ich zaufanie. Mogą czuć się niedobrze, kiedy próbujemy im coś tłumaczyć, ponieważ zbyt często byli w roli tych, którym ciągle coś tłumaczono. Mogą też być pojedyncze słowa, które działają u innych jak wyzwalacze irytacji, tylko dlatego, że łączą się z przykrymi doświadczeniami z przeszłości.

Sama pamiętam jak jeden z moich dobrych znajomych irytował się ilekroć pytałam czy mnie rozumie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że takie pytanie nie  jest specjalnie dobrą formułą w dyskusjach, jednak nikt inny nie reagował tak ostro jak on. W końcu zauważyłam to. Zapytałam dlaczego tak nagle zmienia zachowanie. Nie zgadzał się ze mną, że moje pytanie wyzwala to u niego jakieś specjalne emocje. W pokoju była jego matka, która włączyła się do rozmowy :
A może to dlatego, że kiedy ojciec pomagał ci w lekcjach często mówił do ciebie:
Rozumiesz? Nie oczywiście, że nie rozumiesz. Ty nic nie rozumiesz…

Przez chwilę było cicho. I wreszcie usłyszałam: Może.

Czegoś takiego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

 

Duże znaczenie ma również to, jaki jest nasz rozmówca. Myślę, że ludzie, którzy sami nie są szczerzy w stosunku do innych, grają i manipulują, w podobny sposób mogą odbierać wypowiedzi innych.  Jeśli ktoś kłamie, może nie wierzyć słowom drugiego człowieka.  A jeśli nie ma poczucia własnej wartości byle uwaga może wyzwalać u niego silne emocje.

Dlatego nie możemy być odpowiedzialni za całość naszej komunikacji z drugim człowiekiem. On również ma udział w tym, jak rozumie to, co słyszy.

 

Dziś oczywiście staraj się używać języka precyzyjnego, dobieraj słowa, używaj słów pozytywnych. Jeśli jednak zdarzy się czy dziś, czy kiedykolwiek, że mimo twoich starań nie zostaniesz odebrany tak, jak chciałeś, bądź dla siebie wyrozumiały.

 

 

Print Friendly

Ulubieniec wszystkich

 Jeśli chce się być sobą, nie można być ulubieńcem wszystkich

 

Miałam taki okres w życiu, że zależało mi na tym, aby wszyscy mnie lubili. Tak. Trwał on dość długo, bo jakieś pierwsze 35 lat mojego życia, czyli wciąż więcej niż połowę.

Czytając te słowa większość natychmiast stwierdzi: O, mnie na tym nie zależy.
Czy rzeczywiście?  Proszę się zastanowić, a najlepiej przypatrzeć, jak reaguje się w codziennym życiu na sytuacje, kiedy to zachowanie jakiejś osoby może wskazywać na to, że niekoniecznie wypełniona jest sympatią. Proszę włączyć samoświadomość i – niejako z boku – popatrzeć na swoje odczucia, emocje, zachowanie. Obserwuję bowiem ciekawe zjawisko: Kiedy ktoś wypełnia kwestionariusz mojego autorstwa, pozwalający określić własne poczucie wartości, niemal nigdy nie zaznacza, że zależy mu na tym,  aby wszyscy go lubili. Zdecydowana większość ludzi, jeśli nie wszyscy, odpowiada na to pytanie – nie. Kiedy jednak obserwuję następnie ich reakcje na różne prawdziwe sytuacje, okazuje się, że tak, owszem, właśnie im na tym zależy, choć nie zdają sobie z tego sprawy.   

 

Oto uczestniczka jednego ze szkoleń nie chce głośno przeczytać swoich zalet ciała, bo obawia się co o niej pomyśli reszta grupy. Kiedy indziej znów ktoś bez przerwy podkreśla jak to bardzo skoncentrowany jest na innych, a o sobie w ogóle nie myśli… Proszę mi nie mówić, że to tak sobie, gwoli prawdy… Zwykle bowiem miedzy wierszami ta sama osoba pokazuje, jak bardzo jednak jest na sobie skoncentrowana, jak bardzo zależy jej na tym, aby inni ją doceniali, chwalili, lubili. A to, że mówi właśnie w taki sposób, to także dlatego żeby zasłużyć na akceptacje. Większość z nas bowiem sadzi, że osoby, które myślą o innych nie o sobie, bardziej na nią zasługują.
 Z obawy jak zostanie odebrany przez innych ktoś się nie odzywa, natomiast ktoś inny wchodzi w rolę grupowego błazna i opowiada dowcip za dowcipem albo – jeśli z natury dowcipny – komentuje na wesoło rzeczywistość. Po co on to robi? Z nadzieją, że zasłuży na sympatię. To akurat wiem na pewno, bo sama tak robiłam.

Z obawy, że przestaną nas lubić nie mówimy prawdy, nie odmawiamy, choć nie mamy ochoty czegoś zrobić, nie rezygnujemy z towarzystwa różnych ludzi, a nawet nie zajmujemy stanowiska w ważnych dla nas sprawach.

Ludzie mają potrzebę przynależności do jakiejś grupy, do grona, które nas kocha i akceptuje. To normalne. Jednakże nie chodzi tu o wszystkich, tylko o pewną grupę  ludzi.

 

Nie można nas lubić prawdziwie,  jeśli nie damy się poznać.
Nie warto zatem udawać kogoś innego.

 

Bycie ulubieńcem różnych ludzi skazuje nas na konieczność gry, na ukrywanie siebie czy choćby na zaniechanie okazywania prawdziwej twarzy.

Jeśli wejdziesz między wrony, kracz tak samo jak i one

Czyżby? A co jeśli jesteś orłem albo papugą? Od lat powtarzam, że przysłowia nawet jeśli są prawdą narodu, powinny przestać nią być. To przykład takiego przysłowia. Bądź sobą, zmieniaj się nie dlatego, że inni sobie tego życzą, ani nie dlatego, że chcesz się komukolwiek przypodobać, ale jedynie z potrzeby serca , z własnego przekonania, że chcesz postępować inaczej czy inaczej czuć.

 

Ludziom należy się szacunek i dobre słowo, ale nie dopasowywanie się do ich gustów po to, by nas akceptowali czy lubili.
Bądźmy sobą, sobą w najlepszej wersji… ale sobą.

 

Dziś przyjrzyj się sobie czy przypadkiem nie rezygnujesz z własnej twarzy tylko po to, by ktoś Cię lubił?

 

 

 

 

Print Friendly

Dobry entuzjazm lidera

Jest to kolejna funkcja lidera: budzenie entuzjazmu przede wszystkim w sobie.
Entuzjazm ten jest następnie źródłem wewnętrznej motywacji
osób postępujących za nim.

 

 

Tak, wzbudzanie i podtrzymywanie entuzjazmu w sobie to znak fabryczny lidera. Rozniecanie entuzjazmu w zespole, któremu przewodzi to jego  funkcja.  Lider nie musi być etatowym menedżerem czy kierownikiem.  Lider to osoba, za którą idą inni, ktoś, kto nadaje ton działaniom, komu się ufa na tyle, że jest się gotowym poddać jego inspiracji. Częściowo to zasługa entuzjazmu.

 

Nie każdy jednak, kto działa z entuzjazmem zasługuje na miano lidera.

 

Hitler też miał entuzjazm i mają go pewnie szefowie gangów. Funkcja lidera jest także stymulowanie procesu budowania i osiągania celów czyli pomaganie w dotarciu do wartego tego miejsce. Tutaj także wielu przywódców potrafiło to robić, a liderami nazwać ich nie można. Lider wyzwala w ludziach dobre myśli, dobre czyny, rozwija dobre cechy.  Jego entuzjazm również jest pozytywny.

 

Lider wypełniony jest dobrą energią.
Lider to przywódca pozytywny.

 

I to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy przywódcą a liderem.

Entuzjazm pełni w prowadzeniu innych ludzi olbrzymią rolę. Jest istotny także w prowadzeniu siebie. Kiedy działa się z zapałem praca jest lżejsza, przyjemniejsza, a sam człowiek przeżywa piękne stany zwane przez Mihályja Csíkszentmihályia flow, przepływem.

 

Entuzjazm zaraża chęcią do działania, do robienia podobnych, co lider rzeczy, sprawia, że to, do czego się inspiruje wydaje się łatwiejsze ,a na pewno przyjemniejsze, piękniejsze i mające większy sens.
Liderem można i warto być wszędzie. Przede wszystkim dla własnych i cudzych dzieci.  To, że nie chcą się uczyć tak, jak byśmy sobie tego życzyli, nie o nich świadczy nie najlepiej ale o dorosłych – o nas. Nie potrafimy zarazić ich entuzjazmem. Sami nie mamy go do tego, czego od nich wymagamy.

Z żalem stwierdzam, że nie rozniecamy w dzieciach dobrego entuzjazmu do życia. Kiedy patrzą na tłumy dorosłych bez pasji, bez prawdziwych spójnych przekonań, albo bez odwagi pójścia za swoimi przekonaniami,  nie widzą liderów i mogą nawet nie wiedzieć jak słuchać własnego głosu. Nie pomaga im również i to, że jak już ktoś ma odwagę iść za swoimi przekonaniami to nie potrafi robić tego z miłością, nie buduje innych. Nie nazwałabym entuzjazmem zachowań, które deprecjonują i degradują innych, które zamiast emanować dobrem, niosą zupełnie inne emocje. Liderzy mają nie tylko pasję do działania w określonym kierunku ale i widoczną miłość do ludzi.

 

Entuzjazm bez Miłości to doktrynerstwo i obsesja.
Lider z obsesją, jeśli nawet porywa, to nie buduje ludzi i nie dokłada cząstki dobrej energii.

 

Na szczęście są ludzie, którzy sami potrafią docierać do swojego wnętrza i iść za głosem serca. Tacy ludzie poradzą sobie nawet wtedy, gdy inni im nie pomagają, a nawet przeszkadzają. Są też pozytywni przywódcy. I w tym nadzieja i dla szkoły i dla polityki i dla świata. I w tym jeszcze, że prawdziwi liderzy będą rozpoznawani i coraz więcej ludzi przejdzie za nimi na dobrą stronę mocy.

 

Dziś zastanów się chwile nim nazwiesz kogoś liderem. Bądź sam liderem dla kolegów w pracy, w szkole, dla swoich dzieci… nawet dla rodziców i przełożonych.

 

 

 

Print Friendly

Wspaniała zdolność do… nadziei

Jest taki jeden rodzaj czystej wiary, który pozostaje wtedy,
kiedy nic zrobić nie można albo już się nie da – nadzieja.

 

Wczoraj w filmie Dan in Real Life (podaje angielski tytuł, ponieważ polskie tłumaczenie jest tak niefortunne, że nawet nie chcę go tu umieszczać), który wprowadził mnie w dobry nastrój pięknie pokazaną miłością w rodzinie, usłyszałam zdanie: Miłość to nie uczucie, to zdolność (ability). Powiedział to młody chłopak dojrzałemu ojcu trzech córek i pisarzowi.  Uderzyło mnie to stwierdzenie całą mocą. Otóż to! To zdolność, gotowość duchowa i emocjonalna.  Mam nieco podobne podeście, choć brakowało mi tego słowa. Myślę, że wielka trójka czyli wiara, nadzieja i miłość są właśnie zdolnościami, gotowością, rodzajem łaski…

 

Nadzieja to tak naprawdę wiara, do tego wiara zabarwiona Miłością,
tą najwyższą – sprawiającą, że lęk się rozpuszcza.

 

Zastanawia mnie, kto wymyślał te wszystkie powiedzenia podważające sens nadziei. Zupełnie nie wiem dlaczego mających nadzieję nazywa się często naiwnymi albo pozbawionymi rozsądku (mówi się to dosadniej). Przecież życie wiele razy pokazuje, że jednak niemożliwe staje się możliwym i że racje miał ten, co nadzieję posiadał, a nie lekarz, statystyki, trener czy nauczyciel.
Nadzieja nie jest jedynie wiarą w cud, w dobry koniec pomimo brakujących do tego logicznych przesłanek. Nadzieja daje siłę, wzmacnia działanie wszelkich procesów życiowych ale pozwala także czuć się w świecie zwyczajnie… bezpieczniej. Nadzieją łączy się z wiarą w to, że nie jesteśmy na świecie sami, że są inni, którzy mogą pomóc, że są nadzwyczajne, sprzyjające okoliczności, wyjątkowa mobilizacja organizmu i wreszcie sprawcza siła Boga.
I cóż w tym niestosownego? Ktoś mi odpowiedział: A to, że oszukujesz siebie.
Wcale nie! Wierzę w lepszy wariant! Albo inaczej: nie wierzę statystykom i temu, co mówią ludzie mający jedynie swoje doświadczenie. Akurat sceptycyzm w podejściu do statystycznych stwierdzeń jest bardzo dobry. Wystarczy maleńkie niedopowiedzenie, albo to, że nie potrafi się czytać pewnych matematycznych stwierdzeń, aby rozum pokonał nadzieję.

 

Rozum nie jest najwyższą instancją ani też stróżem prawdy.
Rozum nie jest nawet najlepszą drogą.

 

Dlaczego zatem miałby mieć większą wiarygodność niż nadzieja, która przecież jest także wyrażana poprzez umysłową aktywność? Tak jak wartość logiki nie jest większa niż wartość intuicji, a podszepty rozumu niż podszepty serca, tak wiedza czy niezbite dowody pozwalające wysuwać konkretne wnioski nie są lepsze od nadziei, że mimo wszystko będzie dobrze.

 

Z nadzieją łączy się także wiara w to, że nawet wtedy, kiedy z naszego jednostkowego czy nawet uogólnionego – ludzkiego – punktu widzenia coś nie jest dobre, to jest jeszcze inny, bardziej uniwersalny i nie zawsze przez nas uświadamiany punkt widzenia. I z tamtego spojrzenia… to co się stało jest dobre.

 

Jestem wypełniona nadzieją po brzegi, na każdy temat. Zastanawiające, że życie tylko umacnia mnie w takim podejściu. Od kilku lat często w różnych sytuacjach sobie i innym powtarzam gdzieś zasłyszaną myśl: Na końcu wszystko jest dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to nie jest koniec.

 

I to dalej podtrzymuje nadzieję.

 

Dziś… cokolwiek dzieje się w Twoim życiu…  miej nadzieję

 

 

Print Friendly

Spokojnie… to tylko krajobraz

 Jedno małe nieprzyjemne zdarzenie
może spowodować wiele późniejszych  – dobrych dla nas
albo może służyć innym.

 

Co pewien czas z lekkim zdziwieniem (na duże zdziwienia w stosunku do ludzkich zachowań psychologa nie stać) stwierdzam, że oto kolejny człowiek  spodziewał się, iż jego życie przebiegać będzie po prostej, ubitej – miejscami nawet wyasfaltowanej – drodze;  po obu stronach rosnąć będą dające cień (kiedy trzeba) drzewa i krzewy różane rozsiewające piękny zapach i… gdzieniegdzie płatki  róż. 

 

Zdarzenia, które niektórzy ludzie podają jako  przyczyny ich frustracji,
są  bardzo często normalnymi elementami życia.

 

Nie są ani nieszczęściami ani nawet specjalnymi życiowymi utrudnieniami. Życie rzadko bowiem jest wygodną  drogą, częściej jest  ścieżką prowadzącą przez urozmaicone, czasem górskie tereny. Bywa też, że ścieżki nie ma, trzeba ją dopiero znaleźć, stworzyć.

 

Rozczarowani bywają  ludzie, którzy spodziewają się wyłącznie pozytywnych efektów swoich dążeń, takich, które dokładnie założyli, często niemal w detalach. Jeśli coś dzieje się inaczej niż w założeniach, może już być nieprzyjemnym doświadczeniem i nieść rozczarowanie.

 

Potrzebna jest elastyczność.
Inaczej nie znaczy gorze
j.

 

Dążąc do określonych celów, warto jest brać pod uwagę inną niż planujemy drogę. Więcej – istnieje możliwość bezdroża.  Jednak spokojnie! To tylko krajobraz. Kiedy idzie się pod górę, jest mniej przyjemnie. Gdyby jednak nie to, nigdy nie moglibyśmy schodzić z górki.

 

Może też być tak, że jak powiedział Waldemar Łysiak: Czasami człowiekowi cel zmieniają drzwi przez które wchodzi. Tak, czasem sytuacja nieprzyjemna, nieprzewidywana zwraca naszą uwagę na inne możliwości, na nasze własne talenty albo przynajmniej uruchamia działanie. Trzeba niepowodzenia na jednym kierunku studiów, aby dowiedzieć się, że to nie nasza bajka i znaleźć swoje prawdziwe miejsce. W takich sytuacjach odkrywamy często siebie… a czasem… kogoś innego. Ileż to ludzi połączyły nieprzyjemne okoliczności.

 

W moim życiu wiele było takich wydarzeń. W zasadzie stąd wzięło się moje profesjonalne (czyli sprzężone z zarabianiem pieniędzy) pisanie. W Toronto artykuły do prasy polonijnej zaczęłam pisać po nieprzyjemnej scysji z naszym kanadyjskim krewnym, u którego mieszkaliśmy. Wiedziałam, że muszę szukać sposobu na szybkie wyprowadzenie się z jego mieszkania. Pierwsza książka, która zawierała mój tekst to Różne oblicza Kanady. Były to prace laureatów konkursu na emigrancki pamiętnik.  Byłam wśród nich – zajęłam pierwsze miejsce i wygrałam… bilet do Polski. Ten cudny dla mnie fakt zrodziła również niemiła sytuacja. Był rok 1990, przyjazd do Ojczyzny był już możliwy i bardzo chciałam lecieć do Polski. Niestety nie znalazłam zrozumienia  u męża. Wyrok był krótki|: Nie stać nas. Mój mąż poruszał się wciąż w sferze braku. Ja już uczyłam się z niej wychodzić. Jak zdobyć bilet do Polski? To było moje pytanie. Odpowiedź już znasz.  Zarówno te artykuły w gazetach jak i uznanie dla tego, co napisałam na konkurs dodało mi odwagi do napisania czegoś większego.

 

Czasem drobne dolegliwości zdrowotne zapobiegają poważnym problemom? Niepożądane efekty naszych działań mogą też wyzwolić motywację do zmiany, do dodatkowej pracy, do większego wysiłku.  Uświadamiamy sobie, że niekoniecznie włożyliśmy w coś 100% swoich możliwości.

 

I jeszcze jedno: Potrzebujemy czegoś w rodzaju szczepionki w życiu. Małe niepowodzenia, a nawet większe dają nam szerszą perspektywę, zmieniają oczekiwania i modyfikują działania.

Wniosek: nie martwmy się i nie przezywajmy tak bardzo małych niepowodzeń i nieprzyjemnych sytuacji. To tylko krajobraz. Więcej: Kiedy los daje ci cytrynę zrób z tego lemoniadę.  

 

 

Jeśli zdarzy ci się dziś nieprzyjemna sytuacja szybko pomyśl, co dobrego może ci dać. I rób tak, proszę, już zawsze.

 

 

 

 

 

Print Friendly

Jak rozumiesz to słowo?

Jakże często ludzie wypowiadają różne słowa,
nie rozumiejąc tak naprawdę, co one znaczą.

 

Słowa mają to do siebie, że rzadko są jednoznaczne.  Pod tym samym słowem różne osoby mogą co innego rozumieć. Rozmawiając zatem o czymś, możemy się zgadzać na zupełnie różne rzeczy. Może też być tak, że jakieś słowo mgliście wyjaśnia nam co ono oznacza, jednak wszyscy udajemy, że rozumiemy to samo.

Sporo takich określeń jest w polityce, w żargonie społecznym, również w żargonie pozytywnej psychologii, szczególnie w szkoleniach wspierających biznes.

Chciałabym żeby zrobiła pani wykład motywacyjny – słyszę od prezesa czy dyrektora. I tak naprawdę mogę włożyć w to wszystko. Systemami motywacyjnymi nazywa się systemy finansowego premiowania i sprzężenia wypłaty z wynikami pracy, podczas kiedy wiadomo od ponad pięćdziesięciu lat, że same pieniądze nie motywują do pracy. Nie mam motywacji mówią różne osoby i – zapewniam – każda z nich co innego ma na myśli. 

Nie inaczej jest ze skutecznością. Dla niektórych to po prostu dostarczane, czasem w krótkim okresie czasu, pożądane rezultaty. Rzadko kto bierze pod uwagę koszty, jakie płaci ta skuteczna osoba, albo związani z nią ludzie. Jeszcze rzadziej zanim nazwie się kogoś skutecznym bierze się pod uwagę to, co jego dzisiejsze sukcesy mogą spowodować w przyszłości.

No właśnie, kolejne słowo wytrych – sukces. Tutaj również jest wiele różnych rozumień tego słowa.

 

Mam wielu przyjaciół mówi mi klient, a ja myślę sobie, że ja mam tylko czworo…  i to też tak troszeczkę na wyrost. Wiem, że inaczej rozumiemy to słowo i wszystko, co się z nim łączy. 

A czy tak samo każdy rozumie miłość? Kocham swoją żonę – deklaruje mi uczestnik szkolenia, który wieczorem uwodził z wielkim zapałem koleżankę z pracy.

Czego oczekujesz od siebie kochając? Na co liczysz w miłości? Może warto to sprawdzić. Oj może się okazać, że zupełnie inaczej pojmujecie z partnerem czy partnerką to, co niesie to słowo.

Czy można się odkochać? I co to właściwie znaczy? Może nigdy nie kochałeś naprawdę? Może pomyliła ci się miłość z przywiązaniem, zauroczeniem, albo pożądaniem czy … tak, tak…. z pragnieniem przeżywania miłości. Wiem, co mówię, moje kolejne uczucia nazywane miłością były tylko pragnieniem kochania i bycia kochaną. Łatwo dać się zwieść.

Moim ulubionym słowem, pod które różni ludzie wkładają różne zachowania, stany i postawy jest uczciwość. Zważywszy, że jest to pryncypium czyli wartość uniwersalna wyznaczająca większość zachowań, warto wiedzieć jak ją definiują nasi bliscy, czy to w pracy czy w życiu osobistym.  Gdybyśmy rozumieli uczciwość właściwie nie potrzebowalibyśmy wielu innych określeń na określanie postaw jakich pragniemy od ludzi, którzy nas otaczają.

A patriotyzm? To także słowo, które w ustach różnych ludzi zdaje się mieć zupełnie inne znaczenie. Czy żeby być patriotą wystarczy umieścić gdzieś na transparencie słowo Polska lub Ojczyzna, nazwać siebie patriotą, zaśpiewać pieśń, która swojego czasu była aktem odwagi a dziś niesie jedynie wspomnienie albo recytować smutne wiersze?

 

Jestem przekonana,
że  komunikowalibyśmy się lepiej i działali jednak nieco inaczej,
gdyby niektóre rozmowy zaczynały się od zdefiniowania znaczenia słów,
którymi się posługujemy.

 

Robię to często zarówno na szkoleniach jak i w prywatnych rozmowach. Nie zawsze moi rozmówcy są z tego powodu szczęśliwi, jednak szybko przekonują się, że to, jak rozumieją dane słowo decyduje często o ich zachowaniu.  To dobra wiadomość, bo inne rozumienie, może ułatwić zmianę zachowania.

 

 

Jeśli będziesz dziś uczestniczyć w ważnej rozmowie, upewnij się, że kluczowe słowa wszyscy rozumiecie tak samo. Może porozmawiaj na temat znaczenia niektórych z nich  z bliską Ci osobą… I sam się zastanów co dla Ciebie pewne słowa znaczą i jak to wpływa na Twoje postępowanie.

 

 

 

 

 

Print Friendly

O co pytasz

Jakość naszego życia zależy od jakości pytań, które codziennie zadajemy

 

Rozmawiamy ze sobą samymi. Głośno, czasem nawet pozorując rozmowę z kimś innym, kiedy to argumenty mające przekonać tę osobę do jakichś racji, w gruncie rzeczy maja przekonać do nich nas samych.

 

Tłumacząc coś innym, tłumaczymy sobie.

 

Rozmawiamy też ze sobą bezgłośnie, myśląc.  No bo czyż nie jest rozmową sytuacja w której ktoś myśli:
Zrobię to, przyda mi się w życiu, może zacznę nieco śmielej podejmować decyzje… mówi ta nasza część, która pragnie dla nas lepszego życia.
Ale czy to mi na pewno pomoże? Jaką mam pewność? Pojawiają się pytania powodowane przyzwyczajeniem wątpienia w siebie i wszystko dookoła
No pewności nie ma, ale są ludzie, którzy z tego skorzystali – nieśmiało odzywa się dość logicznie resztka wiary w nasze możliwości
Ale czy to znaczy, że ja też skorzystam? – Jest już ze swoją wypowiedzią niezwykle racjonalna część naszego intelektu. I trudno nawet z tym dyskutować., wszak istotnie to, że ktoś skorzystał nie jest dowodem na to, że ja również odniosę korzyści.
Ale to za drogie. Nie mam pieniędzy. Stwierdza nasze poczucie braku – Skąd niby mam je wziąć?
- No i czasu nie mam – stwierdza tym razem nieracjonalna część intelektu, bo czas ma każdy. Skąd go wezmę? – To pytanie raczej  retoryczne, bo żadna część naszej osobowości pewno już nie znajdzie siły żeby odpowiedzieć, na przykład: Ogranicz oglądanie telewizji codziennie, w tym czasie zrób to, co miałabyś zrobić w sobotę, a w sobotę idź na to szkolenie…
Bo to była rozmowa na temat udziału w szkoleniu.

Mówimy też sobie cichutko, pod nosem, różne rzeczy… a czasami właśnie zadajemy pytania:

  • Co ona sobie myśli? Że niby kim jest?
  • Czemu ja zawsze coś popsuję?
  • Dlaczego mnie nie rozumie? Co mam zrobić żeby mnie zrozumiał?
  • Dlaczego mnie nie słucha?
  • Jak ona się zachowuje?

Jakże inaczej mogłoby wyglądać nasze życie, gdybyśmy stawiali sobie przynajmniej inne pytania.

 

Pytania mają to do siebie, że kierunkują odpowiedzi.

 

Szuka się ich w tych obszarach, których dotykają. Jeśli zapytasz na przykład A czy to mi na pewno pomoże? Myśli zaczną szukać na to pytanie odpowiedzi, a wiadomo, że nie można jej udzielić. Zatem jest to zupełnie bezproduktywne zawieszenie w czasie i działaniu. Jeśli zapytasz: Na jakie pytania chciałbym znaleźć odpowiedź? Czego mogę potrzebować do podejmowania mądrzejszych dla mnie decyzji? Jak sprawdzić czy znajdę tam odpowiedzi na te pytania? Doprowadzi to przynajmniej do zajęcia się programem szkolenia ale też sobą, tym, co Ci jest potrzebne.

A kiedy zamiast retorycznie pytać skąd masz wziąć pieniądze, zapytasz: Jak sprawić, abym mogła wziąć udział w tym szkoleniu? Na pewno znajdzie się wiele odpowiedzi, nie tylko na temat pieniędzy.

 

Pod nosem także można pytać inaczej. Lepiej dla nas. Tak, aby koncentrować się na tym, na co mamy wpływ i tym się zajmować, nie zaś tkwić w myśleniu, które pozbawia nas wpływu i energii.

  • Co ona chce mi przekazać? Jak mogę podłączyć się do jej sposobu myślenia?
  • Czego nauczyło mnie to postępowanie? Jak mogę to wykorzystać w przyszłości. Co chcę zmienić?
  • Dlaczego nie staram się go zrozumieć? Co mam zrobić aby go zrozumieć ? Jak inaczej mogę przedstawić  mu swoje potrzeby? Jak połączyć je z tym, co jest ważne także dla niego?
  • Czy jej słucham? I czy ją słyszę? Jak słuchać jej lepiej? Czy widzi to, że naprawdę jej słucham?
  • Czego takiego nie robię dla siebie, że to zachowanie tak mnie irytuje?

Takie pytania zmieniają jakość życia. Nie tylko chwile, w której je zadajesz czynią magiczną, ale kolejne dni i lata staja się lepsze, szczęśliwsze.

 

Dziś zmień pytanie, które zadajesz w myśli, cicho lub głośno na takie, które ci lepiej służy.

 

 

 

 

Print Friendly

Ja to znacznie więcej…

Ja to znacznie więcej niż to, co inni myślą o mnie.
Nie dusza przecież cierpi, bo ona doskonale wie, jaka jestem.
Ona zna mnie najlepiej.

 

 

Na szkoleniu doskonalącym poczucie własnej wartości jedno z ćwiczeń to pochwalenie się jakimiś cechami wyglądu i osobowości czy charakteru. Zawsze  znajdują się osoby, które przed powiedzeniem czegoś dobrego o sobie powstrzymuje obawa co inni pomyślą? Na konsultacjach bardzo często słyszę, że moi Klienci nie robią różnych rzeczy z obawy co inni sobie pomyślą o ich motywach, albo jak niesprawiedliwie ich osądzą, kiedy za pierwszym razem nie uda się osiągnąć celu.

Młody chłopak wyznał mi w rozmowie, że nie może nawet mówić pełnym głosem, bo zwycięża w nim lęk przed oceną innych ludzi. Czuje w gardle opór.  

Przecież masz dobre intencje i właściwie myślisz – mówię.
Tak, ale inni tego nie wiedzą.

Ale ty wiesz!
Rozliczasz się ze sobą i ze swoich myśli, nie z tego jak postrzegają cię inni.

 

Żyjemy w świecie, gdzie część naszego życia odbywa się w wymiarze wirtualnym. Mamy blogi, profile na portalach społecznościowych, wielu ludzi ma nasz adres mailowy a nawet numer  telefonu. Niektórzy z różnych powodów dostają niepochlebne informacje o sobie i swoim działaniu. Piszą je sfrustrowane albo już rozgoryczone osoby, czasem też ci, co niewłaściwie pojmują konkurencję, a nawet wynajęci ludzie.

 

Z niesprawiedliwymi ocenami i nieżyczliwymi komentarzami o naszych intencjach i zamiarach i powodach można się też spotkać w życiu realnym. Nie brakuje też takich, co po prostu oceniają naszą pracę, bo z jakichś powodów czują się uprawnieni albo…istotnie są.

Korzystajmy z ocen. Wyciągajmy wnioski. Zastanawiajmy się na ile mogą być słuszne i… zmieniajmy się bądź nie. Jednak nie traktujemy swoich dokonań jak siebie.

 

Moja praca to nie ja sama.

 

Moje starania nie zawsze w pełni oddadzą moją duszę, moje chęci, moje zamierzenia.

 Jeśli staram się postępować słusznie, a mimo to coś się nie uda albo zostanę oceniona inaczej niż chciałabym, aby było to odebrane, nie powinnam cierpieć.  A jednak jest cierpienie – ktoś powie. Tak, ale to nie dusza cierpi, ona najlepiej wie o wszystkim. Tam zresztą zawsze jesteśmy swoją najlepszą wersją. Co zatem nam tak dokucza? Ego. Tak to ono czuje się niedobrze, jemu bardzo doskwiera ocena innych. Ono jest łase na pochwały i silnie reaguje na niedobre oceny.

 

Ja to znacznie więcej niż moje rezonujące ego,  nadwrażliwe na słowa innych.  

 

Prawdziwe ja znajduje się w duszy.

 

 

Dziś staraj się komunikować z duszy, z prawdziwego ja. Jeśli zdarzy ci się usłyszeć opinie, która cię dotknie, poproś ego aby się uciszyło. Uwierz mi… zamilknie.

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Proaktywny akt chwalenia

Istotną częścią proaktywnego postępowania jest chwalenie i docenianie tych,
którzy dobrze się wywiązują ze swoich obowiązków

 

Nie jesteśmy narodem specjalnie lubiącym chwalić innych. Musi się wydarzyć coś naprawdę nadzwyczajnego, aby zasłużyć na pochwałę.
Kiedy ostatnio pochwaliłaś swojego męża, ot tak za to, że zarabia pieniądze, że dobrze Cię traktuje, że jest Ci wierny, że pomaga w domu, wykonując na Twoją prośbę (albo i bez proszenie) różne domowe czynności?
A Ty kiedy pochwaliłeś żonę za to, że przygotowuje większość posiłków, utrzymuje dom w porządku, że troszczy się o dzieci i potrafi stworzyć milą atmosferę?
Kiedy dziękowaliście sobie, że jesteście dla siebie podporą w życiu, że lubicie ze sobą rozmawiać?
A kiedy powiedzieliście dzieciom, że to wspaniale mieć dziecko, które nie dostaje uwag za niedobre zachowanie,  nie angażuje całego domu do pomocy w lekcjach a Was nie wzywa się do szkoły?

To wszystko, co tu wymieniłam, to niby normalne rzeczy, niby oczywiste… nic nadzwyczajnego. Nikt się tutaj nie wykazał jakąś specjalną gorliwością.

 

Tak, nadzwyczajne jest dopiero chwalenie bez specjalnego powodu.
To ono czyni tę czynności wyjątkowymi, a przed wszystkim powoduje,
że chwalona osoba czuje się wyjątkowo.

 

Na tym polega tu proaktywność: Nie działamy na zasadzie to normalne, zatem traktuje to jakby się należało, ale doceniam fakt, że jest po prostu dobrze.

A ponadto to wcale nie jest takie oczywiste, że ktoś zarabia pieniądze, jest przyzwoity, przygotowuje posiłki czy dba o mieszkanie. Wielu ludzi tego nie robi. I wtedy oczywiście zasługują na naganę, mruczenie pod nosem i inne wyrazy niezadowolenia, czyż nie? Jakoś łatwiej przychodzi zganić niż pochwalić. I niestety czasem w tym ganieniu brakuje proaktywnej przerwy na wybór właściwej, adekwatnej reakcji.  

 

W firmie także niekoniecznie trzeba czekać na to, aż ktoś zabłyśnie nadzwyczajna aktywnością, wyjątkowym zachowaniem. Można ludzi chwalić za codzienne wykonywanie obowiązków, za robienie tego na dobrym poziomie

 

Doceniajmy małe rzeczy, małe zasługi i codzienne wywiązywanie się z obowiązków.
To wzmacnia nie tylko naszą więź z innymi ale także dobre zachowania chwalonych osób.

 

Paradoksalnie chwaląc innych również my sami czujemy się lepiej i… lepsi

 

Dziś pochwal kilka osób… za normalne ale właściwe zachowania.

 

 

 

Print Friendly

Wdzięczność rodzi uczucie dostatku

Im więcej myślimy, czego nie mamy,
tym bardziej brak ogarnia nam świadomość.
Im więcej dziękujemy za to, co mamy – albo mieć będziemy
– tym silniej obfitość zaznacza swoją obecność.

 

 

Dostatek, dobrobyt, a nawet bogactwo to przedmiot zainteresowań wielu ludzi, stąd nic dziwnego, że Czytelniczki, które wybrały cytaty z moich książek sporo uwagi poświęciły właśnie temu tematowi. tematów. Dziś zatem w dalszym ciągu koncentrować się będziemy na postawach przybliżających nas do odczucia dobrobytu.

 

Nie to, co mamy, decyduje o świadomości dostatku,
ale to jak to postrzegamy, na czym się koncentrujemy.

 

Dlatego właśnie piszę o odczuciu dostatku, z naciskiem na odczucie.
Mamy wpływ zarówno na pomnażanie swoich dóbr jak i na budowanie w sobie właściwej postawy wspierającej te dążenia. Wczoraj pisałam o tym, że poczucie dostatku wzrasta wraz z dzieleniem się nim z innymi, dziś napiszę o innym zachowaniu budującym dostatek –  wdzięczności.

 

Gdyby tak zebrać wszystkie modlitwy, jakie ludzie kierują do Boga,  więcej byłoby pewno próśb niż podziękowań. Jakoś tak jest, że o Bogu przypominamy sobie w sytuacjach nadzwyczajnych, wtedy gdy jest źle albo gdy jest bardzo dobrze. A zważywszy,  że jakoś częściej zauważamy wyzwania życiowe oraz to, czego nie mamy, a rzadziej codzienną dobrą rzeczywistość i to, co mamy, Bóg słucha raczej czego nam brakuje.

Bóg Sobie poradzi, On ma poczucie obfitości. Jednakże nasze modlitwy wysłuchiwane są również przez nas samych, przez naszą podświadomość;  żale kierowane do innych ludzi, w których to dajemy upust swojemu poczuciu braku także. Co się w związku z tym dzieje? Nasze przekonanie o braku, ubóstwie czy choćby niedostatku umacnia się i coraz trudniej jest nam doceniać  to, co mamy…
O poczuciu dostatku nawet nie wspominam. U takich osób oczywiście go nie ma.

Jakże inaczej byłoby gdybyśmy dziękowali częściej, kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie, zawsze wtedy, kiedy zauważamy choćby i oczywiste dobro.

 

Na jakość życia składa się raczej to dobro oczywiste niż nadzwyczajne i wyjątkowe dary.

 

To dach nad głową, wygodne łózko, ciepła woda w kranie, jedzenie w lodówce, ubrania w szafie na każda pogodę, miłe drobiazgi… Czy dziękujemy za to?

Od wielu lat dziękuję. I za to i za wiele innych darów, jak piękny poranek (zawsze jest piękny, bo zawsze można skoncentrować się na tym, co miłe), zapach wiatru czy uśmiech ludzi albo udane wystąpienie. To wszystko sprawia, że żyję w dostatku.

Wdzięczność i słowo dziękuje należy się również wielu ludziom z naszego życia. Nie zrobiliśmy tego wszystkiego zupełnie sami, choć lubimy tak mówić, a nawet myśleć. Zawsze jest ktoś, kto ma udział w naszym sukcesie czy w ogóle w naszym wygodnym życiu.  Więcej, nawet reżyserzy naszych nieprzyjemnych doświadczeń  mają swój wkład w  jakieś dobro. Obdarowując ludzi wdzięcznością, niczego nie tracimy, nie jesteśmy przez to mniej warci. Przeciwnie:

 

Dziękując innym,  wypełniamy wdzięcznością siebie i najbliższe otoczenie,
a to z kolei nie tylko pozwala czuć dostatek, ale również go przyciąga.

 

Nigdy nie byłabym tu, gdzie jestem, gdyby nie moja Mama, Ojciec, Babcia a także moja Teściowa oraz Córki. Duży wkład w to kim jestem mają wszyscy mężczyźni pojawiający się na mojej drodze, kilku nauczycieli, moje przyjaciółki, a nawet sąsiedzi. Wielki udział wzięli w nim Klienci i Czytelnicy moich książek, a także Ci Wszyscy, którzy bezinteresownie piszą mi dobre słowa. Do mojej dzisiejszej pozycji przyczynili się oczywiście moi Mistrzowie: Viktor Frankl, Stephan R. Covey, Wayne Dyer, Marianne Williamson, Susan Jeffers, Og Mandino i Henryk Skolimowski. I jeszcze….  setki Innych Ludzi.

Wszystkim bardzo dziękuję.

Słowo dziękuję łączy się nierozerwalnie z czymś dobrym, z zyskiem, zgodą, dobrą nowiną. Stąd im częściej używamy tego słowa, tym szczelniej nasza świadomość – i podświadomość – wypełnia poczucie obfitości.

 

Dziękuj dziś za wszystko. Powiedz kilku osobom, że jesteś im za coś wdzięczny.

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Szkolenia

20.02.2016

Siła zmian - trener Iwona Kordjak

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Kordjak

więcej szkoleń

Spotkania KSD

Brak zaplanowanych spotkań

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube

KOMENTARZE


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+