Iwona Majewska-Opiełka

Dzień Dobrego Słowa – maj 2015

Cytryna_100x100_1a_maly (3)fbMyśli robią dużo. Słowa czasem za dużo.

Działanie dużo więcej.

Israelemore Ayivor

 

Na świecie dzieje się wiele dobrego, co chwila kolejne osoby dołączają do rzeszy ludzi czyniących dobro, pełnych pozytywnych myśli, energii i słów. Coraz lepiej rozumie się współzależność dzisiejszego świata, wspólne dobro Ziemi. W każdej minucie na naszej planecie ktoś robi coś dla dobra ogółu, a ktoś inny przekonuje się, że koncentrowanie się na tym, co niedobre nie przynosi pożądanego efektu – zmiany na lepsze. Kolejni ludzie odkrywają dla siebie świat dobrej myśli i dobrego słowa jako podstawę skutecznego działania. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest wokół nas wiele powodów do zmartwienia, obawy czy bólu. To oczywiste, że są naprawdę dramatyczne czy tragiczne wydarzenia, są sytuacje, w których nie jest łatwo choćby o nadzieję. Nie można porozumiewać się, ba żyć, bez słów o zabarwieniu smutnym czy nawet gniewnym. Jednakże słowa te rezerwujmy właśnie dla takich sytuacji. To wtedy można posługiwać się wyrażeniami dosadnie odzwierciedlającymi siłę naszego wrażenia czy przeżyć. Wtedy jest to silniejsze, przez to bardziej wartościowe. Jednakże i wtedy warto jest podchodzić do tego proaktywnie i nie tylko nazywać dosadnie to, co czujemy ale jednocześnie mówić, co w związku z tym zamierzamy zrobić, a może nawet co robimy, żeby zmienić tę sytuację.

 

Samo opowiadanie o niedostatkach tego świata niczego bowiem nie załatwi i nie zmieni.

 

Nie można uważać, że mówienie o czymś, co jest niedobre jest wkładem w zmianę tego na lepsze. Ludzi często uwodzi takie myślenie. Jak to? Przecież powiedziałem, że się z tym nie zgadzam, że mi się to nie podoba. To w takiej sytuacji można powiedzieć… to tylko słowa. Parole, parole, parole… Jak śpiewa Dalida. Zmiana potrzebuje czynu. Dlatego język musi odzwierciedlać dobro, jakie może się kryć również w krytycznej ocenie czy w smutnym stwierdzeniu. To pierwszy etap proaktywnego włączania się do tej zmiany, kolejny – to akt działania. Język pozytywny buduje nadzieję. Bez nadziei nie powstanie żadne zorientowane na osiągnięcie jakiegoś celu działanie. Słowa są najlepszym, pierwszym sposobem na to, aby tę nadzieję budować.

Od dawna zaczynam dzień wyrażeniem wdzięczności za to, że znowu budzę się do życia. Od pewnego czasu dołączyłam do tego prośbę o boże błogosławieństwo. Inspirację znalazłam w książce Reginy Brett Jesteś cudem:

 

Pobłogosław Panie moje myśli, aby były dobre i czyste,

takie jakie podobałyby się Tobie.

Pobłogosław Panie moje oczy niech kierują się ku temu,

co dobre, piękne, warte patrzenia, albo co zobaczyć trzeba.

Pobłogosław Panie moje uszy niech słyszę tylko to,

co daje mi siłę i w inny sposób przyczynia się do właściwego odbioru świata.

Pobłogosław Panie moje usta, niech płyną z nich słowa najlepsze,

najwłaściwsze, potrzebne mnie i innym.

Pobłogosław Panie moje serce, wypełnij ja miłością dla mnie, dla innych i dla świata.

Pobłogosław Panie moje ręce, niech przelewają myśli,

które chciałbyś aby dotarły do innych, niech wyrażają najlepiej to wszystko,

co może się przydać światu.

 

Ta modlitwa pozwala mi lepiej myśleć, ładniej mówić i pisać, piękniej odczuwać. Towarzyszyła mi przy pisaniu książki Powiedz to dobrym słowem, która jest już w wydawnictwie a jej premiera przewidziana jest na Dni Siły 2015.

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (2)

logodydaktyka okladka do druku (3)Szczęście nie jest ani cnotą, ani przyjemnością,
ani tym, ani tamtym, ale po prostu wzrostem.
Jesteśmy szczęśliwi, kiedy wzrastamy.

Wiliam Butler Yeats

 

Otaczają mnie znacznie młodsi ode mnie wspaniali ludzie. Przeważnie są to kobiety, z którymi zawsze łatwiej było mi się porozumieć, jednak wśród współpracujących ze mną w różny sposób ludzi są również mężczyźni. Jednym z nich jest Maciek, którego poznałam jako filmowca, nagrywającego z upodobaniem wszelkie wydarzenia o charakterze rozwojowym, a dziś wiedzę, że ma szansę stać się inspirującym mówcą, może trenerem-mentorem. Widzę w nim człowieka szlachetnego, pogodnego z  poczuciem humoru podobnego do Stańczyka. Lubi żartować, nawet szokować, jednak nie przekracza subtelnej granicy, po której wrażliwsi tracą chęć do śmiechu.  Maciek postanowił nagrywać krótkie filmy tłumaczące jego spojrzenie na logodydaktykę. Chce w ten sposób uczyć się mówić do innych tak, aby ich inspirować do lepszego życia z którym nieodłącznie związany jest rozwój osobisty. Chce również, jak mi powiedział, rozpowszechniać systemowe podejście do rozwoju jakim jest logodydaktyka. Wiem, że podoba Mu się to, co robię i lubi moje książki i szkolenia. Jak każdy, ma własne spojrzenie na wszelkie tematy i zjawiska. Ciekawi mnie bardzo jak ujrzy koncepcję w zgodzie z która tyle lat pracuję.               

Książki się pisze z konkretnym przesłaniem, ale potem żyją własnym życiem. Nie zawsze to, co rozumie Czytelnik zgadza się z zamysłem autora. Na pewno i w moich pracach są takie fragmenty. Dlatego postanowiłam wypowiedzi Maćka opatrywać moim komentarzem do tych filmów, tak, aby ten podwójny przekaz stał się jednością.

Bardzo jestem ciekawa Państwa głosów zarówno na temat warsztatu Maćka jak i przedstawianych poglądów.  Może  pojawią się pytania, na które będziemy mogli odpowiedzieć.

Proponuję najpierw obejrzeć film, a potem przeczytać mój komentarz.

 

Bardzo się cieszę, że Maciek zauważył cytat, który umieściłam na początku tego tekstu, a w książce opatrzyłam nim przedstawiany dziś przez niego rozdział: Inaczej niż motyle. Rozwój osobisty. To, że tak wiele osób sięga po książki wspomagające rozwój osobisty, jeździ na szkolenia i różne wydarzenia inspiracyjne związane jest właśnie z wewnętrzną potrzebą rozwoju, jaką posiadamy. Carl Rogers wiele lat temu zwrócił uwagę na to, że każdy człowiek ma wrodzony mechanizm, rodzaj głosu wewnętrznego, który pociąga w kierunku tego, co dla niego najlepsze i który najlepiej wie w czym może uzyskać spełnienie. Nazwał go ukierunkowującą zachowanie siłą organizmu (organismic valuing proces – OVP). Dotyczy to spraw bardzo konkretnych, do których mamy talenty i zdolności ale również ogólnego rozwoju.

Niestety psychologia humanistyczna, której przedstawicielem był Rogers, nie cieszyła się uznaniem nauki.  Jednak wraz z powstaniem naukowej psychologii pozytywnej prace Rogersa, Maslowa czy Fromma wróciły do łask.  Psychologia pozytywna zauważa, że rozwój osobisty, poczucie, że się rozwijamy jest istotnym komponentem szczęścia. Badania potwierdzają też, że ludzie istotnie rozwijają się, kiedy zdają się na OVP. To zrozumiałe zatem, że wszystko, co wiąże się z rozwojem osobistym, sprawia nam przyjemność, a jeśli do tego owe siły kierunkujące zachowania potwierdzają, że rozwój idzie we właściwym kierunku, człowiek doświadcza najwyższej nagrody – poczucia spełnienia.
Ktoś mógłby zapytać:Skoro istnieje taki mechanizm, dlaczego tak wielu ludzi nie doświadcza poczucia spełnienia, nie czuje nawet, że robi to, do czego jest przeznaczona? Niestety człowiek uznał, że społeczeństwo (rodzice, szkoła) wiedzą lepiej co jest im potrzebne i poprzez swoje oddziaływanie na dzieci, a potem także na dorosłych, hamują często działania zgodne z OVP. Co nie zmienia faktu, że ten mechanizm istnieje i uruchamia się natychmiast, kiedy damy mu szansę. Warto zatem postawić na rozwój osobisty.

To dlatego zawód trenera-mentora jest taki wspaniały. Dobry trener, sam działający w zgodzie z własnym OVP, może pomóc innym w dotarciu do siebie, do własnej prawdy, do wymarzonego zawodu czy stylu życia.

Tak, słusznie zauważył Maciej, że najważniejszą sprawą w tej relacji jest to, żeby sam trener-mentor czy konsultant był osobą spełnioną. Taki kontakt ma znacznie większą wartość. Akceptowany w pełni i prowadzony przez taką osobę Klient łatwiej odnajduje w sobie siłę do zmian.

 

Nie warto żałować, że nie zaczęło się drogi do siebie wcześniej.
W ogóle niczego nie warto żałować.
Wszystko jest po coś,
a zacząć wzrastanie można w każdym wieku.

 

 

Z dwiema kwestiami pozwolę sobie podyskutować z Maciejem: Nie wiem dlaczego ludzie mówią, że do mistrzostwa dochodzi się ciężką pracą. Myślę o sobie jak o mistrzu w pewnych dziedzinach, a nie czuję jakbym kiedykolwiek pracowała… a już ciężko, to w ogóle.

Prawda jest taka, że jeśli idzie się za swoim wewnętrznym głosem, zadba o poczucie własnej wartości, proaktywność, poczucie obfitości i wzmocni pozytywne myślenie, nie czuje się wcale pracy… po prostu podróżuje się. Porównując rozwój człowieka do motyla, można powiedzieć, że nasze kokony nigdy nie są takie ciemne; mogą być niewygodne, niekomfortowe jako że często są właśnie wyjściem ze strefy komfortu. Taki kokon to na przykład wyrabianie jakiegoś nawyku, odzwyczajanie się od innego, nauka mówienia dobrym słowem czy przemawiania publicznego, czasem ćwiczenia fizyczne albo inne doskonalące jakieś kompetencje ćwiczenia, to czas poświęcany na naukę, czasem pewna izolacja… I to wszystko.   

 

Druga sprawa to uczenie się na innych. Cóż, tego się nie uniknie. Więcej, uważam, że nowicjusze czy praktykanci w zawodzie, także szewca, mogą lepiej wykonać swoją pracę niż zblazowani rutynowo działający zawodowcy. Pamiętam, że najlepiej w czasach PRLu leczyli żeby często studenci odbywający praktyki.  Często pierwszy występ trenera jest lepszy niż kolejne. A mnie zawsze najlepiej wychodziło ciasto robione po raz pierwszy…

Ważne aby cały czas się rozwijać.

 

 

 

Print Friendly

Logodydaktyka według Maćka K. (1)

logodydaktyka okladka do druku (3)Gdy zaczynasz nie oczekuj, że od razu będziesz wiedział jak dotrzeć na szczyt

John C. Maxwell

 

Otaczają mnie znacznie młodsi ode mnie wspaniali ludzie. Przeważnie są to kobiety, z którymi zawsze łatwiej było mi się porozumieć, jednak wśród współpracujących ze mną w różny sposób ludzi, są również mężczyźni. Jednym z nich jest Maciek, którego poznałam jako filmowca, nagrywającego z upodobaniem wszelkie wydarzenia o charakterze rozwojowym, a dziś wiedzę, że ma szansę stać się inspirującym mówcą, może… trenerem-mentorem. Widzę w nim człowieka szlachetnego, pogodnego z  poczuciem humoru podobnym do Stańczyka. Lubi żartować, nawet szokować, jednak nie przekracza subtelnej granicy, po której wrażliwsi tracą chęć do śmiechu.  Maciek postanowił nagrywać krótkie filmy tukazujące jego spojrzenie na logodydaktykę. Chce w ten sposób uczyć się mówić do innych tak, aby ich inspirować do lepszego życia, z którym to nieodłącznie związany jest rozwój osobisty. Chce również, jak mi powiedział, rozpowszechniać systemowe podejście do rozwoju jakim jest logodydaktyka. Wiem, że podoba Mu się to, co robię i lubi moje książki i szkolenia. Jak każdy, ma własne spojrzenie na wszelkie tematy i zjawiska. Ciekawi mnie bardzo jak ujrzy koncepcję w zgodzie z która tyle lat pracuję.               

Książki się pisze z konkretnym przesłaniem, ale potem żyją własnym życiem. Nie zawsze to, co rozumie Czytelnik zgadza się z zamysłem autora. Na pewno i w moich pracach są takie fragmenty. Dlatego postanowiłam wypowiedzi Maćka opatrywać moim komentarzem do tych filmów, tak, aby ten podwójny przekaz stał się jednością.

Bardzo jestem ciekawa Państwa głosów zarówno na temat warsztatu Maćka jak i przedstawianych poglądów.  Może  pojawią się pytania, na które będziemy mogli odpowiedzieć.

Proponuję najpierw obejrzeć film, a potem przeczytać mój komentarz. A każdy cytat do tych tekstów, to oddzielna rada w dążeniu do mistrzostwa.

 

 

A zatem moje komentarze do pierwszego odcinaka Logodydaktyki według Maćka K.

 

Maciek tłumaczy Logodydaktykę nie dlatego, że ona tego wymaga,
ale dlatego aby sam wszystko dobrze zrozumiał i by pokazać ją oczami innymi niż autora.

 

Rzeczywiście uważam, że książka jest przede wszystkim podręcznikiem dla trenerów, coachów i mentorów, ponieważ dzielę się w niej wiedzą na temat prowadzenia szkoleń i inspirujących spotkań. Przedstawiam w niej systemowe podejście do rozwoju ludzi i organizacji, daję niejako zestaw narzędzi, jakby bloków pozwalających zrobić szkolenie niemal na każdy temat. Dostarczam też wiedzy na temat samego prowadzenia szkoleń oraz budowania w sobie trenera. Jednak książkę doceni też na pewno zaawansowany w rozwoju czytelnik, którego prowadzenie szkoleń nie interesuje. Osobom zaczynającym przygodę z samodoskonaleniem polecałabym raczej dwie inne moje książki: „Ku doskonałości” oraz „Trener osobisty”.

 

Cztery główne cele życia według Coveya podzielam w pełni. Żyć, kochać, uczyć się i zostawić po sobie spuściznę to z pewnością cele mojego życia.  Chodzi o to aby dbać o swoje życie i życie innych ludzi. Traktować siebie tak, aby jak najdłużej i w jak najlepszej formie móc przebywać na ziemi. A przebywając kochać: siebie, innych – wszystkimi danymi nam rodzajami miłości. Można kochać rodziców, dzieci, partnerów życiowych, ale można kochać w ogóle ludzi. Każda forma odczuwania miłości jest tym, po co się żyje. Prawdziwa miłość pozwala na budowanie celów większych niż my sami, które to nadają sens naszemu życiu.

Uczyć się! Ach cóż to za przyjemność. Poznawać, doznawać, odkrywać dla siebie nowe prawdy, zdarzenia, doświadczenia, poznawać wiedzę i wzrastać.

I zostawić spuściznę, czyli zrobić coś dla świata. Przyczynić się do tego, że stanie się on lepszy, piękniejszy, wartościowszy. Spuścizną mogą być dobrze wychowane dzieci, napisane książki, które ludzie będą czytać, stworzone teorie, wprowadzone do świata pomysły, wytworzone narzędzia, patenty ale także piękny trawnik, ładny dom, ogród… Chodzi o to, żeby zostawić coś po sobie.

To do przemyślenia tego zachęcał Maciek. Ja także zachęcam.

 

Kiedyś mistrz był w każdym fachu, a instytucja mistrzostwa bardzo powszechna. Dziś jakoś wyszło nam to słowo z obiegu. Mistrzów mamy w sporcie. O ludziach, których szanujemy i z których zdaniem się liczymy, mówimy czasem mentorzy. A ja chciałabym żeby odbudować instytucję mistrza, aby ci, co weszli na wyższe poziomy w swojej profesji, chcieli pomagać wchodzić tam innym.  Aby dzielili się z nimi swoją wiedzą bez tajemnic,  żeby  pomagali innym stać się lepszymi od nich samych.  Oczywiście potrzebna jest tu duża doza poczucia własnej wartości oraz poczucie obfitości… ale mistrz takie cechy posiada.

Taka intencja przyświeca książce Logodydaktyka. Droga rozwoju. Bardzo chciałaby, aby tak odbierali ją wszyscy… Maciek K. także.

Print Friendly

Dzień dobrego słowa – kwiecień 2015

Cytryna_100x100_1a_maly (3)fbDzisiaj na promocji
DOBRE SŁOWO jest,
więc je z sobą weź.

Dzisiaj na promocji
DOBRE SŁOWO jest,
więc je daj, komu chcesz.

Marta Chrabąszcz

 

Jakoś tak bardzo szybko, może zbyt szybko, uświadamiam sobie, że to znowu 13. dzień miesiąca i Dzień Dobrego Słowa.

Obchodzi go coraz więcej szkół a także wciąż nowe osoby dołączają do grona ludzi właściwie traktujących słowo, rozumiejących jaki wpływ wywiera ono na nasze życie. Nie ma tygodnia żebym nie dostała jakiejś dobrej wiadomości o tym jak właściwy sposób mówienia do siebie i innych zmienia nie tylko nastrój osób używających tych słów, ale pozwala również więcej osiągać, skuteczniej działać. Bardzo mnie to cieszy. Widzę też ile jeszcze możemy zrobić  – my zwolennicy posługiwania się wyłącznie dobrym językiem. A jest to zajęcie bardzo przyjemne i natychmiast daje nagrody w postaci zmian we własnym świecie, w najbliższej rzeczywistości.

Dzień Dobrego Słowa objęła patronatem Fundacja Wychowanie do szczęścia i to w ramach jej działania docieramy do kolejnych szkół i nauczycieli ale i rodziców.

 

Nauczyciel i rodzic mający w sercu ideę porozumiewania się dobrym słowem,
potrafi ją pięknie przekazać dzieciom.

 

Znam opowieści, kiedy to dziecko dobre słowo przynosi ze szkoły do domu. To efekt prośby Nauczycielki,  by po powrocie do domu dzieci zwracały się bardzo ładnie do swoich rodziców. Okazało się, że aż dwie mamy z tej klasy zauważyły to w domu. Jedna z matek była zdziwiona liczbą proszę i dziękuję mamusiu swojego dziecka… Aż je o to zapytała. I dowiedziała się właśnie, że to Dzień Dobrego Słowa. Zachwycona pomysłem powiedziała o tym nauczycielce.

 

Dlatego Kochani proponuję ćwiczenie na dziś:

Powiedzcie komuś celowo coś dobrego na temat jego pracy czy waszych relacji. Powiedzcie mu jak ważny jest dla was. Może zadzwońcie do nauczycielki w szkole i przedszkolu dziecka po to, aby powiedzieć jej coś dobrego. Warto również po to dzwonić, tak jak mama owego dziecka. Powiedzcie coś miłego sprzedawczyni czy sprzedawcy, ludziom z recepcji… Znajdziecie na pewno adresatów.  Zwykle zwracamy uwagę na to, co nam się nie podoba, chcemy likwidować słabości i nieodciągnięcia. A może tak dziś inaczej: Postawmy na siłę, pochwalmy, zauważmy coś dobrego, wzmocnijmy każdą ważną dla nas osobę. To daje piękne efekty.

 

Uczmy i dziś i codziennie dobrego języka dzieci. I własnym przykładem, i wyjaśnianiem dlaczego warto mówić dobrze, i specjalnymi, poświęconymi temu w szkole czy w domu, zajęciami. To działa w dwie strony: sami zaczynamy lepiej mówić a nasze dzieci naturalnie przyswajają właściwy stosunek do języka.

Jedna z współpracowniczek Fundacji Wychowanie do szczęścia, doktor filologii polskiej, nauczycielka w liceum ale również matka dwóch małych chłopców pisze wierszyki i bajki swoim dzieciom, za sprawą których wyjaśnia im znaczenie tych słów i zachęca do posługiwania się dobrym językiem. Marta Chrabąszcz, bo o niej tu mowa, stworzyła również na Facebooku stronę  Logomama, gdzie zachęca rodziców do stosowania różnych prostych praktyk wprowadzających logodydaktykę do domowego życia. To systemowe podejście do rozwoju osobistego, w zgodzie z którym sama od lat żyję i pracuję. Jakże cieszą mnie takie idee.

Marta napisała dwa wierszyki, które mogą Rodzicom i nauczycielom przydać się dzisiaj i codziennie w pracy z dziećmi. Oto drugi z nich. Pierwszy posłużył jako motto do tego tekstu.

 

 

DOBRE SŁOWO 

Trzynastego dnia
każdego miesiąca
okazja do świętowania
jest następująca:

Dzień Dobrego Słowa.
W tym dniu każde
brzydkie słowo się chowa.
Weź więc wszystkie

Weź więc wszystkie
DOBRE SŁOWA
i daj na tacy
- mamie i tacie do pracy.

 

 

 

 

Dużo dobrych słów Kochani!

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – marzec 2015

Powiedz to dobrym słowemNa początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

co się stało.

W Nim było życie,

a życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła.

 

Jan 1,1-18

 

W zasadzie nie powinnam więcej pisać, tylko tak to zostawić. Jest w tych słowach moc. Mogą stać się siłą. Czyż to nie powinno przynajmniej tym, dla których Biblia jest jakimś odniesieniem w życiu, a co dopiero – świętością, zwracać uwagi na to, co jest prawdziwym początkiem wszystkiego?  To nie przypadek, że właśnie tak zaczyna się piękna Ewangelia według Świętego Jana,  a odnosi się przecież do początku Biblii – najmądrzejszej i najczęściej kupowanej księgi. Właśnie po raz kolejny zaczynam ją czytać.

Mądrość to nie to samo co wiedza, za którą stoją prawdy naukowe. To przepis na życie, to pokazanie jak tę wiedzę, a także to, co jeszcze nie udowodnione mądrze – czyli ku własnemu pożytkowi i pożytkowi innych, w krótkim okresie i w dłuższym czasie –  stosować adaptując się do środowiska, modyfikując je lub wychodząc z niego. Chodzi tu zarówno o wiedzę nieuświadamianą jak i tę świadomą. Takie sformułowanie definicji mądrości zawdzięczamy Robertowi Sternbergowi. Biblia przepełniona jest właśnie taką mądrością.

 

Często  słyszę od moich Klientów albo Uczestników szkoleń pytania zaczynające się od słów Jak mogę…  gdzie potem  chodzi o zmianę własnego lub czyjegoś nastawienia, o rozwiązanie narastającego nieporozumienia, o wychowywanie dzieci czy znalezienie sposobu na realizację własnych celów… a sposobem jest… zmiana słów, używanie innego języka do myślenia i mówienia, czasem nawet wystarczy inne nazwanie tej samej sytuacji.

Podtrzymuje to we mnie przekonanie, że nie traktujemy słów  z Biblii  ani poważnie, ani nawet jako przenośni, która może nas naprowadzić na właściwe myślenie, a przez to na dobre drogi ludzkiego życia, wykorzystania naszego potencjału. No to jak możemy traktować poważnie to, co mówi na przykład Iwona Majewska—Opiełka? W tym samym szkoleniu, gdzie na przerwie jest pytanie jak mogę, dużo mówię o roli słów.  Niektórzy nawet kiwają z aprobatą głowami. A potem przychodzą do mnie aby zapytać jak to zrobić, nie jak nazwać, jak zacząć…

 

Wszystko zaczęło się od słowa. Bóg rzekł, nazwał, powiedział

 

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo dostał też słowo
i dostał zaklętą w nim moc.
Jesteśmy twórcami.
Tworzymy ten świat dalej,
zarówno swój własny, indywidualny jak i ten wspólny.
I my również zaczynamy od słowa.

 

  • Jak nazywasz to czego pragniesz?
  • Jak nazywasz to co czujesz? 
  • Jakimi słowami określasz Swojego bliźniego… bliskiego czy dalekiego?
  • Jakimi słowami namawiasz ludzi do czynu? A Siebie?
  • Czy Twoje słowa są dobre i czyste?
  • A jak myślisz? Wszak myśli to w dużej mierze słowa..

 

Nic się nie zmieniło: na początku JEST słowo.

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – luty 2015

cytrynki z motylemNie używaj słów za wielkich do sytuacji.
Nie mów „nieskończenie”, jeśli masz na myśli „wiele”
w przeciwnym bowiem razie nie będziesz miał słów,
kiedy będziesz chciał powiedzieć o czymś naprawdę nieskończonym

 

C.S. Lewis

 

To bardzo mądre słowa. Dotyczą one zarówno spraw i sytuacji dobrych, jak i tych niepożądanych. Przesadzamy powodowani emocjami, używamy wielkich słów i w danej chwili eskalujemy stan naszych i cudzych emocji. Czy na pewno  jest to potrzebne? Nawet dobre zdarzenia nazywane wciąż wielkimi słowami  staja się… poślednie, w jakimś momencie tracą swoją wartość.   I jak nazwiemy coś naprawdę wspaniałego?

W Filharmonii Narodowej w Warszawie jakiś czas temu pojawił się zwyczaj wstawania po krótkiej chwili aplauzu. Byłoby to zrozumiałe, cenne i bardzo przyjemne (zarówno dal wykonawców jak i słuchaczy) gdyby istotnie wyróżniano w ten sposób wybitne czy wyjątkowe wykonania.  Jednak tak nie jest.  Ludzie wstają często zbyt szybko… Proszę pomyśleć jak czuje się artysta, który doskonale wie, że nie osiągnął tego wieczoru poziomu własnego mistrzostwa… I czym tak naprawdę są dla niego zachwyty tej widowni? Może dowodem na  brak muzycznego wyrobienia większości? Bardzo podobnie mogą brzmieć nasze słowa, jeśli są wciąż wielkie. Jakim słowem nagrodzisz dziecko, kiedy wszystko będzie wspaniałe, najlepsze, cudowne, wyjątkowo udane? A pracownika?

Ja sama mam tendencję do nadużywania dobrych słów. Staram się zatem od pewnego czasu zwracać uwagę na to, żeby zachować umiar.  Chcę chwalić, chcę aby moi bliscy, a także Czytelnicy czy sympatycy na stronie Facebooka  mieli pozytywny nastrój, ale chcę również aby mieli właściwą informację ode mnie co myślę i co czuję.

 

Chcę zostawiać słowa wielkie, wyjątkowe na wielkie i wyjątkowe okazje.

 

A jak to wygląda w sytuacjach nieporozumień, sprzeczek czy kłótni? Czyż nie  zdarza się często, że w ferworze podniecenia padają słowa ostateczne, właśnie te z gatunku zbyt dużych, nieskończonych. Czy naprawdę wszyscy, którzy mówią, że nienawidzą istotnie to czują? Czy nie jest to złość, gorycz, rozżalenie, ból a może nawet rozczarowanie po prostu…  Jest tyle słów określających emocje. A sformułowania  nienawidzę cię czy nawet już cię nie kocham, to bardzo wielkie sformułowania, niosą treść niemal ostateczną i wykonują swoją destruktywną pracę w podświadomości, nawet wtedy, kiedy świadomie tego nie chcemy.

 

Więcej, takie za duże słowa padają również w codziennych sytuacjach. Ileż to razy wchodzi do naszego gabinetu klientka lub klient i zaczyna jeszcze stojąc opowiadać o swoim życiu niedobrymi słowami. Praca ją wykańcza, ludzie także. Jest na skraju rozpaczy, wycieńczenia, już nigdy nie ułoży sobie życia, nikogo nie pokocha, nie jest zdolna do normalnych relacji… Mogłabym mnożyć te przykłady, ale wiadomo że nie lubię… zwłaszcza, że dziś Dzień Dobrego Słowa.

Mówieniu towarzyszy odpowiednia mina. To oczywiste, załatwia to podświadomość, w której tkwią przecież te wszystkie niedobre słowa.  Mimika i mowa ciała często odzwierciedla sposób mówienia: czasem próżno na twarzy szukać nawet śladów uśmiechu,  usta układają się niemal w podkówkę a w oczach brakuje blasku. 

Słucham, nawet zapisuję często, to co mówią takie osoby i potem powtarzam, co usłyszałam. Jednego klienta na pięciu uda mi się w ten sposób sprowokować do uśmiechu. Kiedy usłyszy bowiem jak nazywa swoją rzeczywistość, w jakich barwach ją przedstawia i… jak bardzo przesadza, uśmiecha się, a czasem nawet śmieje.

Inni się nie śmieją, ale… są przerażeni. To oczywiście także ich słowo.

Cztery osoby na pięć rozumieją w końcu, że przesadzają i wyrażają gotowość pracy z językiem, są gotowi zmienić nawyki swojego mówienia. Tacy ludzie czynią potem szybkie postępy w przeprogramowywaniu podświadomości i zmienianiu swojego życia na lepsze.  

Dobre słowa, to także słowa właściwe dla danej sytuacji i słowa, które łatwiej pozwalają nam osiągać zarówno cele jak i stany umysłu, na których nam zależy. A takim stanem umysłu jest na pewno szczęście.

 

 

P.S. Jeśli chcielibyście Kochani posłuchać jak działa podświadomość  polecam świeżutki, wczoraj nagrany webinar na ten temat. Półtorej godziny mówię czym jest, jak działa i jak z nią postępować, aby z nami współpracowała a nie sabotowała naszych  pragnień. Tutaj można uzyskać dostęp do tego nagrania. 

Przyjaźń z podświadomościa kluczem do szczęścia

 

Print Friendly

Może to samo… ale inaczej

JPowiedz to dobrym słowemeśli państwo ma być wolne od korupcji
 i z narodem o pięknych umysłach,
    uważam, że mogą to sprawić
trzy kluczowe osoby  w społeczeństwie:  
ojciec, matka i nauczyciel
.

 

P. J. Abdul Kalam

 

Przeczytałam   tekst Mateusza Grzesiaka o 5 cechach mentalności polskiej  , które powodują, że ograniczamy nasz potencjał i poczułam, że chce napisać jakby komentarz.  Nie czytało mi się tego dobrze. Jakoś tak bolało, kiedy czytałam o przywarach polskiego społeczeństwa a instrukcji co można zrobić, by było lepiej, autor nie dawał…  Autor ma rację, iż niektórzy z nas ograniczają się opisywanymi przez niego (i innymi) postawami,  nie sądzę jednak, żeby zachowania  były aż tak powszechne w Polsce…  Nie tak widzę polskie społeczeństwo.

 

Widzę nas jako bardzo dzielny naród,
który od ponad dwudziestu lat  stara się sprostać nowym sytuacjom,
społecznym wymaganiom,
szuka najlepszej drogi do połączenia przeszłości z teraźniejszością i przyszłością,
naród który co i rusz zadziwia świat,
a i siebie by zadziwił, gdyby tylko spojrzał na siebie z miłością.
Widzę naród, który się rozwija, a zatem jest w procesie.

 

Nie inaczej jest z każdym Polakiem, także z tym, który świadomie przejął kontrolę nad własnym rozwojem. Myślę, że również Autor tego tekstu (podobnie jak ja) znajduje się w procesie.  

 

Każdy z nas żyje na poziomie swojej świadomości, najlepiej jak potrafi.

 

Kiedy patrzymy na rozwój dziecka, nie dziwimy się, że przechodzi kolejne fazy, że nie od razu chodzi, korzysta z nocniczka i je nożem i widelcem… Dlaczego inaczej miałoby być z grupami ludzi czy całymi narodami? Możemy przyśpieszać nasz rozwój, także ten społeczny, jednakże nie poprzez krytykę i piętnowanie tego, co niewłaściwe, ale poprzez zauważanie i podkreślanie tego, co dobre i podawanie wskazówek co można zrobić, aby było jeszcze lepiej.

 

Nie można zmienić postawy, nie zmieniając jej korzeni.

 

A szereg naszych zachowań wynika z braku poczucia własnej wartości i ją trzeba budować. Nie na efektywności, przedsiębiorczości, relacyjności i innych czynnikach miękkich jak radzi Autor przywołanego tekstu ale na świadomości, że poczucie własnej wartości to coś, co nam się należy a priori, także tym, którzy nie są efektywni i przedsiębiorczy. Poczucie własnej wartości buduje się w dziecku od momentu, w którym dowiadujemy się, że będziemy mieli dziecko… a nawet wcześniej, bo od poczucia własnej wartości rodziców w dużym stopniu zależy jak będzie wychowywane dziecko.  To, że zdarza nam się przezywać czy w inny sposób poniżać bliźnich, to, że często  nie mamy odwagi chcieć więcej niż daje nam los, że nie prosimy o podwyżkę, że przywiązujemy wielką wagę do wyższego wykształcenia, i  to, że uczulamy swoje dzieci żeby były ostrożne a i sami czasem nie mamy zaufania do świata,  wynika w znakomitym stopniu z braku poczucia własnej wartości pojedynczego Polaka. To zaś, że czasem wydaje się, że ktoś myśli tylko o sobie, swojej wygodzie czy swoim powodzeniu, a nie myśli o innych, jest dowodem na to, że się zmieniamy i staramy się zadbać o siebie, przejąć odpowiedzialność za własne życie i dać sobie to, czego pragniemy. I robimy to jak potrafimy.

To normalne. Dziecko aby mogło prawidłowo dorosnąć do fazy współzależności musi przejść przez fazę niezależności, musi wyodrębnić się ze środowiska, oddzielić nieco od rodziców, zadbać o siebie po swojemu. Bardzo podobnie jest z narodem, który  właśnie wyszedł z okresu zależności i zaczyna dorastać. Popatrzmy na to z życzliwością, co nie znaczy z pobłażaniem.  

 

Pragnę zauważyć, że:

  • coraz milsi jesteśmy dla siebie zarówno na drogach jak i gdzie indziej, a także to, że to z czym spotykamy się ze strony innych jest w znacznym stopniu związane z naszym zachowaniem i oczekiwaniami.
  • rodzice bardzo starają się dobrze wychowywać dzieci, mają niestety nie zawsze dobrych doradców. A doradców są rzesze z poglądami tak różnymi jak moje i Autora tego tekstu. Powiedzenie o nich, że są skrzywieni kulturową patologia jest mocno niesprawiedliwe. W ogóle nazywanie tego, co działo się w naszej kulturze i co dalej się dzieje patologią jest chyba nadużyciem.  A tak przy okazji powiedzenia żeby kózka nie skakała i tak dalej nie pochodzą z okresu PRL ale z okresu wcześniejszego;
  • jeżeli nie jest źle, to jednak jest  dobrze. Każdy ma prawo do tego, aby samemu ustalać na jakim poziomie chce żyć. Nie ma niczego niestosownego w tym, że  ktoś nie chce ścigać się z innymi i dążyć do bogactwa takiego, jak postrzega je ktoś inny.  Bogactwo to bardzo szerokie i subiektywne pojęcie.  
  • dobry produkt wcale nie musi być drogi; czasami przekonanie o tym, że coś co, nie kosztuje wiele na pewno nie jest dobre prowadzi do sztucznego nabijania cen. O ustanowieniu ceny decyduje szereg elementów – między innymi… zwykła uczciwość.
  • to, ze przywiązujemy dużą wagę do wykształcenia  może być dobrą cechą, wystarczy że zaczniemy się uczyć tego, co trzeba i w zgodzie z tym, czego pragniemy;
  • produkty w polskich sklepach są czasem grosze niż gdzie indziej (szczególnie te zagranicznego pochodzenia), ale często lepsze; proszę zapytać o to moich córek zajadających się polskimi produktami, kiedy przyjeżdżają w odwiedziny z Kanady
  • pierwszy milion trzeba ukraść to powiedzenie, które wyszło z ust jednego z  Rockefellerów , nie jest polskim powiedzeniem i od kilku lat mało kto zgadza się z tym, że to prawda.
  • sprzedaż nie jest w Polsce traktowana po macoszemu, ale wkłada się w nią wiele wysiłku, szkoli ludzi, dobrze wynagradza; inna to sprawa jakie są szkolenia, ale tutaj Autor tekstu może się przyczynić aby szkolenia były lepsze; osobiście od ponad dwudziestu lat szkole sprzedawców, handlowców i konsultantów wszelkiego rodzaju i wiem jak ważna to grupa ludzi w każdej firmie;

 

Na jednym z moich ostatnich szkoleń młoda kobieta zapytała mnie:  Co można zrobić, żeby w tym świecie pełnym zagrożeń, złym i  niebezpiecznym  jakoś przeżyć? Naprawdę! Takie dostałam pytanie. Odpowiedziałam: A skąd pani wie, że ten świat jest taki? Dlaczego Pani tak myśli? Mój świat nie wygląda tak, jak ten opisany przez panią… Rozmowa trwała dalej, ale nie ma tu potrzeby o tym pisać.

 

Zastanawiam się czy to nie jest tak, że widzimy to na czym się koncentrujemy, co – w pewnym sensie – widzieć  chcemy,  albo do czego eksponujemy swoje zmysły.  Wiem co czytała i oglądała wspomniana kobieta. Nie wiem skąd Autor tekstu, który niejako wywołał mnie do odpowiedzi czerpał swoją wiedze o Polsce… Ale to nie jest cała wiedza o Polakach.

 

Mateusz Grzesiak ma rację: trzeba zmieniać sposób myślenia i podejście do edukacji.  Zauważa, że będzie to wymagało między innymi zmiany sposobu przekazywania informacji… Tak! Wymaga to również zmiany sposobu narracji i tego jak mówi się od nas i o nas. I dobrze byłoby gdyby każdy z nas zaczynał od swoich działań, od swojego języka, od swojego sposobu przekazywania informacji.  Pisząc teksty, które mają trafić do serc ludzkich, a nie tylko umysłów, prowadząc działalność szkoleniową, ucząc i wychowując dzieci  warto pamiętać, że wszystko co robimy powinno być podszyte miłością. Tylko taka zmian ma sens, tylko ona pociąga w dobrym kierunku.

 

Może spróbujemy uświadomić sobie nasze pozytywne cechy i to, co możemy ofiarować Europie, światu…  Pomówmy o sobie dobrze… Myślę, że jeśli z miłością popatrzymy na siebie i siebie nawzajem zobaczymy coś innego niż znalazł Autor. Zapraszam do wyliczanki…

 

 

 

 

 

Print Friendly

DZIEŃ DOBREGO SŁOWA – styczeń 2015

Powiedz to dobrym słowemMusimy uważać na nasze słowa
– jesteśmy niczym super bohaterowie
a słowa są jakby naszą super bronią. 
Super broń powinna być zawsze używana
do pomagania innym

 

Dianna Hardy

 

Który to już raz pod datą trzynastego piszę na blogu o roli i wadze słowa? Można policzyć… Napisałam na pewno więcej niż czterdzieści tekstów na ten temat… a teraz piszę  książkę. Temat jest bowiem szeroki.  Kiedy namawiam do posługiwania się dobrymi słowami nie chodzi mi tylko o to, aby nie używać słów wulgarnych, zwanych czasem brzydkimi, nie przezywać innych ludzi, nie używać w stosunku do nich określeń, które w danej kulturze kojarzą się z cechami niepożądanymi czy wręcz niechcianymi, czy słów, które obniżają nastrój, albo są przyczyną stresu.

 

Dobre słowo to nie tylko słowo pozytywne ale to także słowo dobrze użyte
– właściwe i we właściwej sytuacji.

 

Dlatego jeśli naprawdę chce się być mistrzem w posługiwaniu się dobrym słowem, trzeba często się zastanawiać czy pewnymi wiadomościami w ogóle warto się dzielić. Jeśli nie są one do niczego potrzebne osobie, z którą mamy do czynienia, ani nie wymaga tego sytuacja, w jakiej się znajdujemy, nie przekazujmy hiobowych wieści od innych lub z mediów. Ileż to razy w przeszłości zdarzało mi się stawać wobec sytuacji A słyszałaś co się stało… a raczej częściej Słyszała pani co się stało… Pozwalałam ludziom mówić, a później martwiłam się niepotrzebnie – bo i tak nie miałam na to wpływu – czyjąś sytuacją, albo w jakiś innej postaci zalegała mi w głowie czy sercu. Oczywiście złościłam się potem na siebie, że tego słuchałam. Nauczyłam się jednak prosić o to, aby mi nie opowiadano historii, których nie chcę słuchać. Bliskim osobom mówiłam wprost: Nie chcę tego słuchać, dalszym: Wie pani, nie jestem tym specjalnie zainteresowana… i starałam się zmienić temat.

 

Niektóre informacje nie są ludziom w ogóle potrzebne również wtedy kiedy działają w kierunku osiągnięcia jakiegoś celu albo kiedy próbują pokonać coś w sobie, także… chorobę. Mówi się, że duży i ciężki chrząszcz nie powinien latać, ponoć jego warunki zupełnie na to nie wskazują… I żartuje się, że całe szczęście, że o tym nie wie, że nie może latać, bo może by nawet nie próbował.  Jestem głęboko przekonana, że wielu ludzi zawraca ze swojej drogi do celu właśnie dlatego, że słyszy zbyt wiele wypowiedzi miłośników prawdy absolutnej, z których to wynika, że ich cel jest praktycznie nie do osiągnięcia. Popatrzcie czasem jak opadają ludziom skrzydła, kiedy to raczymy ich informacjami, które nie są im do niczego potrzebne, nie wpływają bowiem na zmianę sposobu działania, nie podpowiadają jak zrobić to jeszcze lepiej, a jedynie osłabiają nadzieję.

Szansę na dostanie dofinansowania ma tylko 20% starających się osób. Jak to brzmi? A kiedy powiemy Już co 5 osoba dostaje dofinansowanie? Prawda że lepiej. Czasem chodzi o te małe słówka tylko, aż, jeszcze, dopiero… A czasami trzeba zamienić procenty na słowa.

 

Słowa pełnią funkcje motywatorów, pobudzają pozytywne emocje,
wśród nich wiarę i nadzieję.

 

Dlatego tak ważne jest, aby świadomie posługiwać się dobrym słowem. W przeciwnym wypadku słowa jednych powodują, że inni tracą nadzieję, czasem tak dalece, że zaniechują robienia czegoś, co już za chwilę mogłoby doprowadzić ich do sukcesu. A przecież nawet z czysto logicznego, wręcz naukowego punktu widzenia, jeśli coś nie jest pewne, inne rozwiązania są możliwe.

Ponadto – jak pisze Tadeusz Gadacz w Umiejętności życianadzieja jest ostatnią bronią człowieka. Nie tylko pozwala znieść teraźniejszość, lecz także otwiera nowe horyzonty i możliwości.

 

Przecież nadzieja łączy się zawsze z dobrem, zatem niech trwa.

 

Więcej ludzi szybciej wracałoby do zdrowia, łatwiej byłoby znosić im tę drogę, gdyby słyszeli od swoich lekarzy – i mogli przeczytać w książkach na temat ich schorzeń – pozytywnie ujęte dane na temat ich choroby. Można rozmawiać z pacjentem o pozbawiających nadziei rokowaniach, a można opowiedzieć o ludziach, którzy pokonali czy choćby uśpili chorobę i cieszą się życiem.  Nie chodzi o to, aby nie mówić im prawdy, ale o to, by nie zabierać nadziei… wtedy, kiedy oni sami chcą ją mieć.

 

Dziś Dzień Dobrego Słowa – kolejna szansa na ćwiczenie, na sprawdzanie tezy, że słowa zmieniają ludzi, ich zachowania, a zatem świat. Zobaczcie to sami Kochani. I może podzielicie się Swoimi doświadczeniami z nami.

 

 

 

Print Friendly

O pieniądzach i szczęściu

Slajd4 (3)Pieniądze szczęścia nie dają, być może
Lecz kufereczek stóweczek daj Boże

z piosenki

 

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, albo że pieniądze to nie wszystko… Mówi się też, że pieniądze rządzą światem, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze albo, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach czy kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi

Bez względu na nasz emocjonalny stosunek do pieniędzy i zarabiania, pieniądze to część naszej codzienności a, te stóweczki i inne banknoty oraz bilon mają znaczny wpływ na nasze samopoczucie. I… uwaga:

 

Nasze samopoczucie ma znaczny wpływ na to, co się dzieje z naszymi pieniędzmi
i na to czy te jeszcze nie nasze pieniądze będą do nas wpływać
.

 

Zastanówmy się nad tymi powiedzeniami:

Same pieniądze nie dają szczęścia, jednak umiejętne korzystanie z posiadanych zasobów potrafi znacznie podnieść poziom naszego zadowolenia z życia. Warto zatem uczyć się takiego zarządzania swoim portfelem, czy lepiej – sobą, aby dokonywać dobrych wyborów. Warto również zrozumieć jaki wpływ na zarabianie i niezarabianie pieniędzy mają nasze emocje i przekonania i tak nad nimi zapanować, aby otaczał nas spokój i subiektywny dobrobyt.

 

Pieniądze to definitywnie nie wszystko i zrozumienie tego faktu jest bardzo potrzebne także do tego żeby być człowiekiem zasobnym i szczęśliwym, aby nie próbować kupować szczęścia i nie sądzić, że jedynie za sprawą pieniędzy można zdobywać pewne dobra.  Częścią inteligencji finansowej jest podejście do życia, które pozwala zdobywać różne potrzebne nam do szczęścia rzeczy innymi sposobami niż kupowanie.  Można coś zrobić, dostać, wymienić się na inny towar czy usługę, można korzystać z nieodpłatnych wydarzeń kulturalnych, bibliotek, korzystać z dni otwartych w muzeach, samemu przygotowywać niektóre potrawy… i tak dalej i tak dalej. Ważne jest żeby wiedzieć na co pieniądze trzeba jednak wydać i dlaczego.  Jak szybko ludzie twierdzący, że nie mają pieniędzy, podejmują decyzje o kupnie czegoś, co mogliby zdobyć inaczej.

 

Pieniądze nie rządzą światem… choć rachunek ekonomiczny często jest powodem takich, a nie innych wyborów zarówno rządów jak i zarządów a także poszczególnych ludzi. Ważne jest, szczególnie w wymiarze indywidualnego gospodarstwa, żeby wybory związane z wydawaniem pieniędzy były mądre, żeby w najlepszy sposób przyczyniały się do prawdziwego zaspokajania potrzeb i odczucia dobrobytu.

 

To często prawda, że kiedy w biznesie nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że mamy do pieniędzy i zarabiania ambiwalentny stosunek, że tkwią w nas różne, czasem sprzeczne emocje  i przekonania.  Z jednej strony chcemy zarabiać więcej pieniędzy i uważamy, że słusznie należą nam się za określone działania, z drugiej – nie potrafimy o nie poprosić czy czasem wręcz wyartykułować ceny naszej usługi. Sami wmanewrowujemy się w robienie różnych rzeczy, a potem nie czujemy się z tym dobrze, bo nie dostajemy za to wynagrodzenia. Robimy różne rzeczy z poczuciem, że koszty jakie ponosimy, zarówno materialne jak i psychologiczne przewyższają nasze korzyści finansowe.  A wszystko to podszyte jest przekonaniem, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, bo to jakieś takie niskie i nieczyste nawet…  Otóż dopóki nie nauczymy się myśleć o pieniądzach po prostu jak o formie energii i nośniku wdzięczności oraz dowodzie na to, że jakaś praca czy rzecz jest potrzebna, nie będziemy mieli właściwego stosunku do pieniędzy. Podobnie z przekonaniem, że się o nich nie rozmawia… Ależ rozmawia się, tylko otwarcie, bez poczucia zażenowania czy winy, nawet z pewnym rodzajem przyjemności.

 

I wreszcie ostatnie powiedzenie: kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi. Nie jest to prawdą, choć na pewno podjęcie decyzji dla kogoś, kto sądzi, że nie ma pieniędzy wymaga innego zaangażowania niż dla kogoś, kto uważa, ze te pieniądze ma. Proszę zwrócić uwagę na słowa sądzi i  uważa, to tak naprawdę jest klucz do dobrego zarządzania własnymi portfelowymi wyborami. Co sądzisz, co uważasz, jak postrzegasz swoją sytuację.

Niestety poczucie braku rodzi brak autentyczny, a do obfitości potrzebne jest często najpierw myślenie i mówienie w kategoriach obfitości. Sztuką jest zaczęcie myślenia i mówienia językiem obfitości, kiedy jej się nie postrzega. Odważnym wyborem inwestycja w coś, co wydaje się luksusem czy czymś na co nas nie stać, a w istocie jest inwestycją w siebie, w potrzebna wiedzę, przedmiot, który może nam zapewnić lepsze funkcjonowanie zawodowe (cały czas mówimy o pieniądzach) czy zmianę sposobu myślenia niezbędną do życia w dobrobycie.

 

Nie polecam wszystkim myślenia w kategoriach będę milionerem. Nawet bawią mnie nieco (choć i budzą smutek)  takie szkolenia i zjazdy powodujące, że milionerami stają się głównie ci, co je organizują.

 

Nie o miliony tak naprawdę chodzi, tylko o szczęśliwe życie w dobrobycie.

 

Każdy z nas sam wie, ile potrzebuje pieniędzy żeby naprawdę dobrze się czuć i w ogóle co mu jest do tego potrzebne.  I to jest także przejaw inteligencji finansowej.

 

 

O tym i o wielu innych bardziej praktycznych zachowaniach niezbędnych do tego, aby nasze życie było spokojnie obfite, można dowiedzieć się na szkoleniu Iwony Kordjak, mojej Partnerki w biznesie i wyszkolonej przeze mnie trenerki a także znakomitego coacha.

TU JEST PROGRAM I REJESTRACJA

Polecam to szkolenie. Może wiele zmienić na lepsze!

 

 

Print Friendly

Ostatni dzień 2014 roku

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-photos-fireworks-stars-happy-new-year-bright-blue-graphic-illustration-celebrating-years-eve-end-as-slips-away-image45416118Witamy Nowy Rok, pełen rzeczy, których nigdy nie było

 

Rainer Maria Rilke

 

 

I przyszedł! Ostatni dzień roku. Uwielbiam ten dzień, choć oczywiście towarzyszy mu nutka nostalgii, jak wszystkiemu co jest po raz ostatni… A dziś po raz ostatni napiszę datę 2014. Lubię 31 grudnia, bo choć to niby zwykły dzień tygodnia, to niesie w sobie pewną świąteczność.  Nie ma drugiego takiego wieczoru w ciągu całego roku, jak ten sylwestrowy – takiej zabawy… no cóż… na międzynarodową skalę. 

 

Ludzie żegnają rok różnie: czasem z wdzięcznością, czasem z ulgą, zawsze z nadzieją.

 

Niektórzy przez cały dzień starają się zachowywać  tak, jak chcieliby żyć w Nowym Roku, wierząc iż tak właśnie będzie. Warto się w to pobawić. Bez względu na moc tego zachowania, na jego silę sprawczą, można sobie w taki sposób uświadomić parę ważnych spraw z własnej codzienności.

Jeśli chce się budzić wyspanym, trzeba o to zadbać… najlepiej dzień wcześniej; jeżeli chce się wstawać o określonej godzinie, koniecznie trzeba to zrobić  tego dnia; ci, co lubią porządek wokół siebie, w wigilie Nowego Roku bezwzględnie go zachowują; żeby odczarować nawyk śpieszenia czy nawet spóźniania, dbać trzeba o to, by dziś tak nie było… I tak dalej I tak dalej… Proszę jednak, aby były to te rzeczy, na których naprawdę nam zależy, nie te, co nam się jedynie podobają u innych czy sądzimy, że tak należy. To przecież generalna próba dla naszych noworocznych postanowień, a te muszą być naprawdę chciane, naprawdę pożądane i powstawać w silnych emocjach (pozytywnych – pragniemy czegoś, lub negatywnych, mamy czegoś naprawdę dość). Nie obiecujmy sobie czegoś ot tak, na zasadzie, że dobrze by było… Naprawdę tego chcemy i to pragnienie w sobie wzmacniamy.

 

Warto się pobawić w taki dzień idealny. Nie tylko uświadamiamy bowiem sobie, czego pragniemy czy choćby co nam się podoba, ale udowodniamy sobie, a czasem innym, że takie postępowanie jest możliwe, że można wcześniej wstać i przygotować sobie dobre śniadanie (z miłością), że można odstawić samochód i zażywać więcej ruchu, jednocześnie wykorzystując  czas w tramwaju czy metrze na czytanie i… o dziwo mniej się spiesząc żeby dotrzeć do pracy na czas. Może się okazać, że jednak jesteśmy w stanie mówić spokojnie do dzieci, chętniej słuchać innych,  a nawet używać jedynie pozytywnego języka.

Mnie zawsze ostatni dzień Starego Roku przypominał jak wiele ma godzi i jeszcze więcej minut zwykły dzień  i że tak naprawdę można je lepiej wykorzystywać.

 

Niektórzy cieszą się, że ten rok odchodzi. Mogą zacząć coś od nowa, bo rok nie wydaje im się udany. Może jednak warto jeszcze dziś przekuć to nieudane w jakąś lekcję, informację, w podpowiedź od losu czego nie chcemy czy jak nie chcemy żyć. Bardzo zachęcam też do podziękowania mijającemu rokowi za to, co przyniósł. Na pewno znajdzie się w nim coś dobrego, nawet jeśli dziś sądzimy, że był generalnie niedobry. Ja sama chorowałam chyba w tym roku częściej niż kiedykolwiek przedtem. Oczywiście nie miałam grypy, bo w nią nie wierzę, ale co i rusz miałam do czynienia z nieprzyjemną akcją mojego organizmu. Jestem za to wdzięczna. Trzeba było chyba takiego ciągu, żebym zrozumiała  co mi chce przekazać ciało. Kiedy słuchałam go jak szeptało, było w porządku… kiedy zajęta realizacją celów… niedosłyszałam nieco lub uważałam, że to takie tam tylko poszeptywanie, zaczęło krzyczeć.  Ale już wiem o co chodzi. Zrozumiałam co chciało mi powiedzieć. I JUŻ WRACAM DO SIEBIE. To nie był mój najlepszy rok, choć oczywiście zadziało się wiele dobrego: nowa książki, nowa siedziba firmy, nowi wspaniali ludzie w Akademii, założona Fundacja Wychowanie do szczęścia i zorganizowane pierwsze działania.

 

Życia nie mierzy się jednak jedynie osiągniętymi celami.

 

Nie przychodziło mi to tak łatwo, jak to wcześniej bywało, i miałam poczucie, że nie wszystko jest tak, jak lubię… choć nie bardzo wiedziałam o co chodzi.  Dopiero od kilku dni wiem co mam robić, co zmienić, co zmodyfikować i w towarzystwie dobrych emocji zabrałam się za to już kilka dni temu.

 

Lubię nowe początki. Nie potrzebuję do tego nowego tygodnia, roku czy kalendarza. Wielu ludziom zmiany ułatwia jednak jakiś nowy początek,  cezura, wyraźna linia oddzielająca stare od nowego. Linia Nowego Roku jest bardzo wyraźna. Zaspokoi nawet najbardziej wymagających.  Od jutra Nowy Rok! Wolę lata nieparzyste, dlatego cieszę się, że od jutra pisać będę 2015. Zostawmy we wdzięcznej pamięci rok 2014, zabierzmy lekcje i dobre rady, zostawmy za sobą niedobre doświadczenia i zabierzmy tylko ten ból, który zabrać trzeba, by go ukoić. Zacznijmy jeszcze raz. Może tak samo tylko lepiej, a może zupełnie inaczej.   Ale nie zaczynajmy jutro, tylko już dziś, proszę.  

 

 

Kochani życzę nam Roku 2015 na skalę naszych marzeń,
a nawet nieco lepszego.

Niech i Was i mnie życie zaskoczy dobrem,
którego nawet sobie nie wyobrażaliśmy.

Bądźmy w tym roku jeszcze lepsi
dla Siebie, Ludzi i Świata.

Niech rok 2015 będzie najpiękniejszym  z dotychczasowych,
niech będzie to nasz najlepszy rok!

 

 

 

Print Friendly

Szkolenia

14.06.2015

Rejestracja "Droga do..." -Warszawa

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka

25.09.2015

V Dni SIły

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka oraz trenerzy ASDIMO i goście

więcej szkoleń

Spotkania KSD

31.05.2015

Cykl Spotkań Klubów Skutecznego Działania

Gdzie: Warszawa, Łódź, Sopot,


więcej spotkań

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube

KOMENTARZE


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+