Iwona Majewska-Opiełka

W dobrym tonie i dobrym słowem

cytrynki z motylemJa, dobrze je znam
I w sercu mym
Wciąż świeci Słońce…

 

Agnieszka Cybulska
szk.podst. 158 w Warszawie.
Początek piosenki o dobrych słowach

 

Chcę się podzielić wielką radością,  jaka od wczoraj wypełnia mi serce. Uroczyściej niż zwykle obchodziliśmy wczoraj Dzień Dobrego Słowa. Przypominamy o nim każdego trzynastego dnia miesiąca, chodzi wszak o nawyk poważnego traktowania słów. Żeby wyrobić w sobie nawyk, trzeba to powtarzać.  My, entuzjaści troski o słowo chcemy aby jeden dzień w roku obchodzony był bardziej uroczyście w całej Polsce.

 

Chcielibyśmy wyjść z tym do innych, przedstawiać ideę tym,
którzy o niej jeszcze nie słyszeli,
a także zwyczajnie – cieszyć się w dobrym  tonie i dobrym słowem z władzy nad językiem,
z możliwości wpływania za jego sprawą na życie innych ludzi, na losy świata.

 

Coraz więcej szkół dołącza do naszej akcji, którą koordynuje Grzegorz Marciniak –młody, dynamiczny i pełen entuzjazmu nauczyciel,  a także pracujący w naszej Fundacji  trener-mentor.  Grzegorz wie wszystko o organizowaniu Dnia Dobrego Słowa .

To on był animatorem tego, co wczoraj działo się w warszawskiej szkole 220. Wspaniale włączyła się do tego Dyrekcja i Grono Pedagogiczne.  Zaproszenia przyjęli także dyrektorzy z innych szkół, Przedstawicielka Ratusza, Wesoły Kierowca znany wielu pasażerom warszawskich autobusów, który codziennie uprzyjemnia im jazdę i ja – jako pomysłodawczyni ale i prezes Fundacji Wychowanie do szczęścia.  Nie było z nami Agnieszki Kaczorowskiej – ambasadorki dobrego słowa… bo ćwiczyła do dzisiejszego finału Tańca z gwiazdami

 

Od pierwszej chwili było wyjątkowo.  Dzieci witały gości przed szkołą, redaktorzy szkolnej gazety przeprowadzali wywiady a sala gimnastyczna udekorowana była motylami oraz zdjęciami na temat dobrych słów…  Wcześniej Fundacja ogłosiła konkurs fotograficzny na najlepsze zdjęcie, były zatem nagrody dla dorosłych i dzieci. Czekały ustawione na stoliku… dyplomy z motylami, książki o fotografii i twórczym podejściu do życia i czekoladki w ślicznym pudełeczku w kształcie motyla.  Zwyciężczynię w kategorii dorosłych zaprosiliśmy dodatkowo na naszą konferencję Logodydaktyka jako pomoc w wychowaniu do szczęścia.

Zachwyciły mnie prezenty dla gości: niebiesko-żółte motyle z papieru zrobione w technice orgiami. Jak powiedziała Pani Dyrektor – to przesłanie dobrej energii z pokoju nauczycielskiego, bo tam powstały te małe arcydzieła cierpliwości i manualnej sprawności.  Czyż to nie wspaniałe. Tylko w szkole można jeszcze dostać taki prezent.  Zawiśnie w siedzibie naszej Fundacji, jako symbol … dobrej energii nauczycielskiego pokoju. Już rodzi mi się w głowie nowa nagroda, którą moglibyśmy przyznawać szkołom.

Powiedziałam do dzieci kilka zdań o tym dlaczego warto używać dobrego języka i jak wiele może on zmienić w ich życiu i życiu innych, jak może – tak naprawdę – zmieniać świat.

A potem nie było łatwo, ale za to  bardzo energetycznie i przyjemnie: wszyscy śpiewaliśmy piosenkę o dobrych słowach Ja dobrze je znam… Muzyka tej piosenki to popularny przebój Ona tańczy dla mnie… Nie moja to  muzyka, nie mój rytm ni  tonacja… ale śpiewałam z uśmiechem na twarzy. A kiedy jeszcze doszła do tego… choreografia, to już śmiałam się szeroko i… przyznaję… skupiłam się tylko na ona na choreografii….  A dzieciaki? Śpiewały, tańczyły i widać było, że są w to zaangażowane.

 

A teraz najważniejsza część spotkania: Dzieci z opiekunami  i w towarzystwie przemiłej Dziennikarki z Radia Plus poszły rozdawać mieszkańcom Warszawy  ulotki informujące o idei Dnia Dobrego Słowa i przyklejać im naklejkę. Buszowali w okolicach metra i wiele osób tego dnia dowiedziało się, że warto mówić dobrym słowem. Tu są zdjęcia.

Jedną z osób, które zostały obdarowane przez uczniów była Anna Młodawska, która sama bardzo jest zainteresowana przekazywaniem tej idei, uczy się w Akademii Skutecznego Działania, a niedługo dołączy do zespołu trenerskiego, także Fundacji. Napisałam o tym spotkaniu pięknie na blogu.

A dla mnie to dowód na to, że  te nasze starania docierają do ludzi, dają efekty. To tylko ulotka, naklejka, ale także usłyszane od dziecka wyjaśnienie dlaczego warto mówić dobre rzeczy. Myślę, że takie przypomnienie z ust dziecka może mieć wielką siłę.

 

Zapraszam do współpracy przy propagowaniu idei Dnia Dobrego Słowa,
ale także mówienia na co dzień pięknie i dobrze.

 

Zapraszam także na pierwszą konferencję poświęcona logodydaktyce w edukacji.  TUTAJ

 

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa listopad 2014

Powiedz to dobrym słowemBez znajomości siły słów
niemożliwa jest znajomość siły człowieka

 

Konfucjusz

Miałam  już dzisiaj nie pisać. Miałam zachęcić, aby raz jeszcze przeczytać tekst, który napisałam na blogu w Święto Niepodległości. Jakoś jednak nie potrafię zostawić tego dnia bez kreski, bez moich słów, bez przypominania… Ot, siła nawyku, dobrego nawyku.

 

W taki sam zresztą sposób buduje się mechanizm decydujący o tym jakich słów używamy, czy dobrych wzmacniających i budujących nas i innych  czy niedobrych zabierających zawsze siłę, a czasem godność .  To nawyk.

 

Jeśli nie wyrobimy w sobie świadomie nawyku kontrolowania tego, co mówimy,
jeśli nie będziemy nakłaniać siebie do używania określonych słów,
z naszych ust wychodzić będą słowa przypadkowe, te, które akurat będą najbliżej.

 

Dookoła nas ludzie używają słów mocnych, osądzających, wulgarnych i zwyczajnie – niemiłych, zatem bez kontroli świadomości szansa, że przyjdzie nam do głowy słowo niedobre, jest znaczna.  Jeśli jednak świadomie zapanujemy nad naszą mową, nad językiem, nie będą miały u nas szansy, nawet kiedy wpadną nam do podświadomości.  To jest trochę tak, że cały aparat mowy jakby odzwyczaja się od nich. Może się zdarzyć, że pojawi się w naszych ustach takie niechciane słowo, ale jak dziwnie się wtedy poczujemy, jak nieadekwatnie, nie na swoim miejscu.

 

Wiem, co mówię, jako że nie zawsze dbałam o swój język i używałam – nieraz z upodobaniem – nieeleganckich słów, nawet wulgarnych. Żyję w świecie, zatem wciąż docierają do mnie słowa, których sama dziś nie używam i zdarza się (niezwykle rzadko), że wypowiem takie niechciane słowo. Tak właśnie wtedy czuję. Już kiedy jestem w trakcie mówienia jest mi… niewygodnie,  czuję, że jest to niepotrzebne… Nieraz zdążę je zatrzymać.  Ale bywa, że je wypowiem… Ależ dysonans!  

Podobnie też czuję, kiedy inni w mojej obecności używają słów niedobrych czy tylko niewłaściwych.  Po co to robić? Po co zabierać słowami urodę życiu, po co pozbawiać nimi ludzi radości? Czy warto dokładać do wyzwań codzienności mocne określenia, które tylko je potęgują, czy lepiej mówić tak, aby łatwiej nam było im sprostać?

Czy naprawdę musimy głośno i wyraźnie słowami intensyfikującymi te uczucia informować cały świat o swoich nieprzyjemnych emocjach.  Skoro już chcemy coś powiedzieć, to czy nie lepiej powiedzieć nie podoba mi się to zamiast nienawidzę tego? I czy rzeczywiście jest to tak, że się czegoś aż nienawidzi? Czy zamiast doprowadza mnie do szału nie lepiej powiedzieć irytuje mnie? A zamiast jestem wściekła, po prostu miałam niełatwy dzień. Nie poczujemy się lepiej werbalizując nielubiane emocje, a istnieje szansa, że przeniesiemy je na innych. Zauważcie proszę Kochani, choćby i dziś, że kiedy nazwiecie coś delikatniej, nie tak wyraziście, straci ono tak wielkie znaczenie, nie będzie tak silnie odczuwane. Słowa bowiem mają moc – wzmacniają lub osłabiają nasze przeżycia.

Są oczywiście sytuacje, w których gniew jest najbardziej adekwatną emocją, a nawet – potrzebną. Mamy też prawo objawiać innych swoją złość, nie tylko – niezadowolenie. Niech to jednak będzie świadome i adekwatne do naszych uczuć.

Emocje, poziom ich natężenia, a nawet znak, zależą od nas w większym stopniu niż sądzimy. Nie to, jak je nazywamy,  decyduje o lepszym sobie z nimi  radzeniu, ale to jak je rozumiemy i co z nimi robimy. Chodzi o to, aby odczytać, co nam nasze emocje i uczucia mówią i działać tak, aby zatrzymywać te, które zatrzymać chcemy i pozbywać się niechcianych.  Najlepiej zacząć od słów.

 

 

Print Friendly

Dobrym słowem o Polsce

Dzień niepodległosciCytryna_100x100_1a_maly (3)fb

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niechaj narodowie wżdy postronni znają,
iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają

 

Mikołaj Rej

 

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,

A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem”.

 

Juliusz Słowacki

 

 

Dziś Święto Niepodległości Polski, a pojutrze ogólnopolski Dzień Dobrego Słowa. Postanowiliśmy w gronie animatorów Dnia Dobrego Słowa, że raz w roku, właśnie w listopadzie, będziemy ten dzień obchodzić szczególnie uroczyście. Zachęcamy wszystkich sympatyków tej idei do szczególnej aktywności, aby nie tylko sami pamiętali tego dnia o wadze słów i używali tylko tych, które niosą ze sobą pozytywny zakres emocjonalny, ale również edukowali innych.  I stanie się pewno tradycją i to, że w związku z taką bliskością naszego narodowego święta, ogólnopolski Dzień Dobrego Słowa poświęcony będzie Polsce. Polsce również dedykuję ten felieton. Niech przez kolejne trzy dni będzie szansa pomyśleć o dobrym słowie w kontekście Ojczyzny.

 

Żyjemy znowu w wolnej, niepodległej, samorządnej  Polsce. Żyjemy w najdłuższym okresie pokoju, jaki miał miejsce w naszej historii. Mamy tak wiele powodów do bycia dumnym z naszych Rodaków ale także z siebie. Nie tylko sami odzyskaliśmy naszą samodzielność polityczną i demokrację, ale dzięki nam Narody w podobnej jak my sytuacji, odważyły się również po nie sięgnąć. W 1920 roku za sprawą Józefa Piłsudskiego i Jego wojska Polska zatrzymała falę bolszewicką, sprawdziła się jako przyczółek Zachodu, a w 1989 – ostatecznie pokazała sowietom, że Polacy mają siłę i mądrość potrzebną do stworzenia państwa demokratycznego i samodzielnego. Znowu jesteśmy przyczółkiem Zachodu. Chwała Wszystkim, którzy uczestniczyli w obu tych wielkich wydarzeniach i procesach.

 

Wywieszając dziś polska flagę, wieszam ją nie tylko z dumą, że jestem obywatelką Polski,
częścią pięknego narodu ale i z wdzięcznością dla Tych, którzy tę Polskę dla nas odzyskali,
zbudowali i dalej budują,
dla tych co mają odwagę wciąż o Jej dobro zabiegać.

 

Zobaczcie Kochani ile pięknych dobrych słów już jest w tym tekście, a przecież to zaledwie kilka zdań i jeden wątek. A pięknych wątków do budzenia radości jest wiele. Używajmy zatem radosnych słów przynajmniej przez te najbliższe dni, używajmy ich szczególnie w odniesieniu do naszej Ojczyzny.

 

Pan Prezydent powiedział wczoraj:

 

„Od nas zależy czy będzie fajnie, czy będzie miło czy będzie radośnie.”

 

Od nas, a w tym jak zwykle przede wszystkim od naszych słów, tych pomyślanych i tych wypowiadanych. Pan Prezydent Bronisław Komorowski powiedział to po prostu, zwykłym, choć pozytywnym, językiem. Bardzo dobrze. Potrzebujemy, zwłaszcza od Przywódców, prostych, normalnych słów radości, potrzebujemy codziennego uśmiechu i zwykłego zadowolenia.

 

Potrzebujemy jednak również patosu. Patos nie cieszy się popularnością. Bardzo uważamy, żeby się zbyt ostentacyjnie nie wypowiadać, nie wyrażać nawet swoich dobrych uczuć. Nie chcemy wylewnie słowami dziękować, okazywać wdzięczności, chwalić kogoś a nawet się radować. Jakoś stronimy od słów wielkich. Tymczasem w niektórych sytuacjach aż się prosi o patos, o słowa nadzwyczajne, o zdania wyrażające wielkie natężenie naszych emocji. Słowa pełne patosu mogą łączyć i wywołać wzruszenie i łzy powodowane dobrymi uczuciami. Mogą sięgać naszych najgłębszych przekonań i wartości, dotykać serca. Pozwalam sobie często na patos. Teraz także.

Kocham Polskę, kocham Polaków z naszymi pięknymi zaletami i ich cieniami. Kocham ją codziennie, ale w święto uświadamiam to sobie z całą mocą. Cieszę się, że tu są moje korzenie, że tu mieszkam, że wróciłam po kilkunastu latach życia w innych państwach. Kochałam ją i wtedy, ale nostalgicznie i z uczuciami starszej siostry. Dziś kocham ją jak dziecko, wdzięczne za to, co dostaję i gotowe wkładać do wspólnego gospodarstwa to, co może dołożyć.

 

Polska we mnie gra, śpiewa, tańczy i rezonuje.
Nie byłabym tym, kim jestem, żeby nie polski język, polska literatura, kultura.

 

 

Oczywiście to ja zadbałam o język, jakim chcę mówić o Polsce i Polakach i o światło jakim chce oświetlać naszą rzeczywistość. W pełni korzystam z wolności ale także z odpowiedzialności za siebie, za swoje życie i swoje życia widzenie. Wiem, że to ode mnie w dużym stopniu zależy w jakim kraju będę żyła. I nie tylko dlatego, że codziennie mogę dokładać do wspólnej puli najlepszą cząstkę siebie ale także dlatego, że mogę wybierać słowa jakimi chcę nazywać to, co widzę i czuję.  To słowa kształtują nasze myśli, one nadają sens uczuciom.

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie i za Polskę, za jej kształt, za to, aby kolejne pokolenia mogły się cieszyć, że tu żyją albo że tu wracają, żeby mogły też z dumą mówić tam, gdzie będą mieszkać, że pochodzą z Polski, są Polakami.

 

Nie zbuduje się pięknych rzeczy bez pięknych słów,
nie podtrzyma wartości bez mówienia o wartościach i życia nimi,
nie zaszczepi się miłości na trzy cztery i już.
To wszystko wymaga pracy u podstaw, a podstawą wszelkiej podstawy są słowa.

 

I może dlatego tak bardzo zależy mi na tym, abyśmy mówili językiem polskim, pięknym i pozytywnym. Jeśli chcemy czuć swoją narodową odrębność, to przede wszystkim pielęgnujmy polski język, posługujmy się nim wszędzie, uodpornijmy się na przyjmowanie niepotrzebnych naleciałości z angielskiego. Uczmy dzieci pięknego języka, uczmy ich jak ładnie mówić, pisać, jak się wypowiadać pięknie. Pamiętajmy, że słowa są nośnikami emocji. Panujmy zatem nad nimi na tyle, aby tam, gdzie można, budować dobre nastawienie do Polski i do siebie nawzajem. Różnić się trzeba, ale i to można robić pięknie. To zgoda buduje, a ją tworzy się w oparciu o wypowiedzi.

 

Na początku było słowo i ono wciąż jest na początku.  

 

 

 

Print Friendly

Najbardziej polskie święto

CMENTARZ W KATOWICACH PIOTROWICACH UROCZYSTOŒÆ WSZYSTKICH ŒWIÊTYCH 2010Na cmentarzach jest spokojnie.
Tak jest zawsze, niezależnie od czasów.

 

Jaroslay Rudis

 

Dzień Wszystkich Świętych to dla mnie jeden z piękniejszych dni w roku i jednocześnie najbardziej polskie i prawdziwie rodzinne Święto. Lubię tego dnia właśnie taką pogodę, jaką dziś mamy –  pełną melancholii, osnutą mgiełką, ciepło ale nie słonecznie i nie pada… To sprzyja wyciszeniu, tak potrzebnemu dzisiaj aby wspominać tych, których nie ma już z nami na ziemi, aby cieszyć się, że byli i przypomnieć sobie za co możemy im być wdzięczni. Czasem może to być wdzięczność pomimo… pomimo że nie zawsze było pięknie, a nawet dobrze. Zawsze jest jakiś powód do wdzięczności, ot choćby, że żyjemy albo, że dzięki czyjemuś życiu sami zrozumieliśmy, że chcemy żyć inaczej.  Uczyli nas czegoś, starali się o coś, pokazywali wzory – dobre i niekoniecznie dobre. Kochali jak umieli, podejmowali decyzje zgodne z własnym poziomem świadomości. Tak jak i my dzisiaj. A jeśli my sami świadomość mamy większą, to w jakimś sensie również dzięki naszym przodkom i innym bliskim i dalekim, którzy odeszli w nieznany nam wymiar.

 

To najbardziej polskie święto. Ilekroć przejeżdżam obok cmentarzy, albo kiedy na nich jestem, myślę, że ludzie, którzy tak dbają o groby i tak pamiętają o swoich bliskich, muszą być ludźmi dobrymi, z sercami pełnymi miłości, nawet jeśli na co dzień nie zawsze okazują ją żyjącym. My Polacy jesteśmy pod tym względem piękni.

 

Naród, który w te jesienne dni odwiedza cmentarze w dalekich miejscach,
wraca choćby na chwilę tam, gdzie jego korzenie, musi być dobrym narodem.

 

To również dla mnie święto prawdziwie rodzinne. Jakoś łatwiej jest mi dostrzegać rodzinność w fakcie, że ojciec i matka uczą dzieci własnym przykładem jak dbać o pamięć dziadków czy rodziców, że wspólnie zapala się świeczki, podaje je sobie, układa kompozycje, że modli się wspólnie nad grobem, albo chociaż milczy przez chwilę. To święto wymaga aktywności, trzeba pójść, pojechać, pokonać nieraz pewne wyzwania związane z odległością, z  komunikacją.  Rodzina jest tego dnia ze sobą nie tylko przy stole i telewizorze. Na cmentarzach spotyka się czasem ludzi z dalszej rodziny, przyjaciół, innych bliskich.

No i fakt, że jest się wśród tych, co ukończyli dawno i niedawno swoją ziemską wędrówkę pozwala nam choć przez chwilę doceniać to, że żyją jeszcze inni kochani przez nas ludzie, że my żyjemy.  Pewno w niejednym sercu odezwie się miłość, wdzięczność, przywiązanie i radość z tego, że jeszcze mamy  tego brata, tę siostrę, czasem jeszcze babcię, ojca, mamę czy kochaną ciocię…

 

Wszystkich Świętych to dzień zadumy ale także dzień radości. Również w wymiarze religijnym, a przecież dla wielu ludzi, to także sprawa bardzo istotna. Wczoraj od mądrego księdza usłyszałam to, co zawsze czułam, że to dzień takiej kumulacji religijnej – wielka obietnica, szansa dla każdego. Są Święci, których znamy z imienia, czasem nawet z nazwiska, jest ich podobno około 6500, ale są święci, o których przecież nie wiemy i jest ich dużo więcej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Ten mądry ksiądz powiedział: A może jest to ktoś, kogo znasz, z kim rozmawiałaś… Może twoja sąsiadka, ktoś z rodziny… Jestem przekonana, że znam co najmniej trzy takie święte osoby.

Taki ja, taki ty może świętym być - mówią słowa dziecięcej piosenki… Dzieci śpiewają ją radośnie. To prawda możemy być świętymi.

 

Wystarczy być dobrym człowiekiem, kochać innych,
emanować miłością wszędzie, gdzie jest to możliwe,
pomagać gdzie trzeba, kiedy trzeba i jak trzeba,
cieszyć się życiem i przeżywać pięknie każdy dzień.

 

Wszystkich Świętych to festiwal życia, mimo, że to dzień spędzany po części na cmentarzach i ze świadomością istnienia śmierci. Kwiaty, kolory, światła, rodziny w komplecie, dużo dzieci i nieco jarmarczne stoiska pod cmentarzem… to wszystko tętni życiem. Ta nutka nostalgii jest po to, aby była ciągłość, aby choćby w naszej pamięci żyli ci, których już nie ma i po to jeszcze, aby przez chwilę pomyśleć jak chcielibyśmy być zapamiętani my sami. Często odpowiedź na to pytanie może zmodyfikować lub zmienić całkowicie nasze życie.

 

Dziś od rana palę świeczkę na stoliku przy zdjęciach Mamy i Babci. Wczoraj postawiłam na nim kwiaty. Niestety nie będzie ze mną moich Dzieci. Bardzo bym chciała, żeby były, bardziej niż w Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Są ze mną duchem. Piszą, wysyłają SMSy, pamiętają. Na obiad przychodzi do mnie Brat i potem pójdziemy na cmentarz. Za chwilę będę robić listę wszystkich, których chciałabym aby wymieniono w modlitwie za ich dusze. Lista się z każdym rokiem wydłuża, ale wciąż starcza mi pamięci, aby przynajmniej tego dnia o nich pomyśleć.

 

A  moje Córki obiecały, że w przyszłym roku przeżyjemy ten dzień wspólnie, obie przyjadą do Polski w tym czasie.

 

 

 

 

Print Friendly

SPUŚCIZNA

Wychowanie_do_szczescia_stronaEdukacja jest najpotężniejszą bronią, której można użyć do zmiany świata.

 

Nelson Mandela

 

W każdej swojej książce piszę o posłannictwie w życiu, mówię o tym na szkoleniach…Sama od ponad 25 lat planuję swoje życie w zgodzie z misją, którą z wiekiem-  aktualizuj.

Zaczęłam myśleć inaczej o swoim życiu od momentu, w którym na jednym ze spotkań ze Stephenem R. Coveyem usłyszałam zdanie: You have to leave your legacy. Masz zostawić po sobie spuściznę.

Spuścizna – słowo rzadko dziś używane – to wszystko, co człowiek po sobie zostawia. I raczej chodzi tu o to, co wartościowe.  Od tego momentu zapragnęłam zostawiać trwalsze ślady swojego istnienia. To dlatego zaczęłam pisać książki, szkolić trenerów, dlatego ujęłam w koncepcję Logodydaktyki swoje przemyślenia i doświadczenia z trzydziestu niemal lat pracy na polu wspierania rozwoju ludzi, zarówno w wymiarze osobistym jak i zawodowym, tak w przestrzeni prywatnej jak i w biznesie. To dlatego wraz z gronem Współpracowników dostosowałam Logodydaktykę do potrzeb edukacji i za kilka tygodni ukaże się Logodydaktyka w edukacji. O wychowaniu mądrego i szczęśliwego człowieka. Dlatego założyłam Fundację Wychowanie do szczęścia i skupiłam wokół niej Grono niezwykłych, często wybitnych ekspertów z dziedziny edukacji.

 

Celem naszej Fundacji jest wspieranie szkół w wychowywaniu dzieci i młodzieży
do życia pełnego, spełnionego i szczęśliwego.

Wierzymy, że tacy ludzie będą również wkładać do społeczeństwa
naprawdę cenne dary swoich talentów, umiejętności i wiedzy.

 

Przygotowaliśmy program, który stosowany w szkole na co dzień, przez cały okres jej wpływu na człowieka, może to zapewnić. Są już szkoły, które pracują w zgodzie z zasadami Logodydaktyki, a wiele szkół włączyło na stałe w swój program Dzień Dobrego Słowa, który to jest jednym z elementów naszej koncepcji wychowawczej.  Teraz chcemy zaprezentować Logodydaktykę w edukacji szerszemu gronu:

 

25 listopada organizujemy w Warszawie konferencję, na której przedstawimy wybrane tematy tak, aby pokazać co mogą już dziś zrobić nauczyciele i dyrektorzy, aby wspierać wychowywanie szczęśliwego i mądrego człowieka. Podpowiadamy także jak można współpracować w tym zakresie z rodzicami. Mówimy co może dać nasza Fundacja.

 

Logodydaktyka zakłada, że wychowanie to wspólna podróż dorosłych i dzieci
i dlatego dorośli również ciągle się wychowują,
tyle ze przejmują za to wychowanie całkowita odpowiedzialność.
Aby wychowywać szczęśliwych i mądrych ludzi, trzeba być samemu takim człowiekiem.

 

Dlatego logodydaktyka przewiduje proces samodoskonalenia się nauczycieli, wspierany oczywiście przez doświadczonych trenerów logodydaktyków zrzeszonych w naszej Fundacji oraz trenerów ASDIMO.

Będę prowadzić te konferencję i oprócz własnego wykładu połączę wszystkie przekazywane treści w jedną całość.

Na konferencji będzie można również kupić – być może po raz pierwszy -  Logodydaktykę w edukacji, a także poznać szereg przydatnych w nauczaniu dzieci przedmiotów oferowanych przez zaprzyjaźnione z nami firmy.

Chcemy też poprowadzić sesję networkingową, sprawić aby lubiący logodydaktykę nauczyciele i dyrektorzy szkół stworzyli społeczność, która będzie się wzajemnie wspierać.

 

Wracam do spuścizny. Cóż, chciałabym żeby została po mnie nie tylko podstawa teoretyczna według której można wprowadzać skutecznie program wychowawczy, ale także setki a może tysiące ludzi, którzy będą dalej według tego programu wychowywać dzieci i… siebie… Aż przyjdzie taki moment, że będzie się już tylko wychowywać właściwie dzieci. To mi się marzy.

Zapraszam osoby związane ze szkołą i edukacja na naszą pierwszą konferencję i na stronę Fundacji.

Poznajmy się!

 

 

 

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – Październik 2014

cytrynki z motylemSłowa są niczym jaja rzucone z wysokości; 
nie możesz ich zawołać z powrotem,
ignorując to,
 czym się stały spadając.

 

Jodi Picoult  

 

I znowu Dzień Dobrego Słowa! Trzynasty dzień miesiąca, tym razem – października. Tego dnia w wielu szkołach, instytucjach i firmach wspaniali ludzie bardziej świadomie niż na co dzień podchodzą do mówienia. Niektórzy nie tylko sami starają się mówić ładniej i tak, aby słowa wnosił jedynie pozytywną energię, ale w różny sposób zachęcają do tego innych. Naklejki, plakaty… to już zwykła sprawa.  Wspaniałe jest to, że niektórzy sami produkują  symboliczne przypominajki.  Prym wiodą oczywiście szkoły, a w nich – twórczy nauczyciele i dzieci. Zdjęcie, które tu widzicie zostało do wysłane do Fundacji Wychowanie do szczęścia w ramach konkursu  na najlepsze zdjęcie na temat Dnia Dobrego Słowa. Autorem jest Pani Marta Kowalewicz.

 

Moje serce się cieszy, że rozpoczęta kilka lat temu idea zatacza coraz szersze kręgi
i skupia coraz więcej osób,
że świadomość wagi słowa staje się coraz powszechniejsza.

 

Oczywiście dzieją się równolegle również rzeczy, które nie tylko nie sprzyjają naszej akcji, ale ją osłabiają. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że emocjonalna warstwa słów znacznie wpływa na  poziom energetyczny ludzi, do których one docierają, a dodatkowo nadaje tej energii jeszcze znak plusa lub minusa.

Jeżeli w naszym otoczeniu ludzie rozmawiają dynamicznie o działaniu, wykonywaniu różnych zadań w kierunku osiągania celów,  nasz poziom energii wzrasta.
Jesteśmy jakby bardziej gotowi  do działania, a pozytywny język powoduje w nas wzrost wiary w to, co robimy i oczekiwanie pozytywnych efektów.
Działamy z uczuciami typu radość, podniecenie, nadzieja i tak dalej.
Kiedy te rozmowy prowadzone są z użyciem słów o negatywnym zabarwieniu, na przykład wulgaryzmów, wówczas nawet jeśli mamy motywację do działania, to towarzyszące nam uczucia to raczej złość, gniew czy inne emocje o nieprzyjemnym zabarwieniu.

Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że przez takie negatywnie zabarwione słowa atmosfera w ogóle robi się jakby cięższa… Sporą rolę odgrywają tu wulgaryzmy. Wraz z wolnością weszły one do wszelkich mediów, a ja mam wrażenie, że wręcz specjalnie dokłada się te wulgaryzmy, nawet tam, gdzie zupełnie są niepotrzebne. Kilkuletnia dziewczynka w filmie amerykańskim, skautka z dobrego domu wpycha chłopcu, który ją atakował ciasteczko do ust ze słowami eat it . Dosłownie znaczy to jedz to, a nasz lektor tłumaczy żryj to…  Inna grzeczna dziewczynka pyta swoją koleżankę what is wrong with him – mówiąc o jej ojcu… Mimo iż bliższe temu byłoby pytania co mu się stało, lektor tłumaczy: pogięło go? I tak jest często: spadaj, kiedy ktoś mówi wyjdź, stul pysk kiedy ktoś mówi zamknij się… co i tak po angielsku jest grzeczniejsze.  Zupełnie nie rozumiem tego zabiegu.

Czytam świetną książę Karoliny Korwin Piotrowskiej Ćwiartka raz. To książka na temat kultury w Polsce po 1989 roku. Świetna, a Autorka pisze wartko i ciekawie, jednak nie przebiera w słowach… W pewnym momencie pisze nawet, że to że wulgarne słowa weszły do filmów i pełniły rolę przecinków to dobrze, bo to prawdziwe. Pisze: Bo wtedy mówiła tak ulica. Ja też tak mówiłam i nadal mówię, zgodnie z zasadą, że „lepiej być człowiekiem, który głośno przeklina niż małym, cichym sk….synem

 

Razi mnie to i przeszkadza w delektowaniu się treścią, w poznawaniu czegoś o czym czasem nie miałam pojęcia. Już to samo jest niedobre, bo zakładam, że sporo jest ludzi, którym język ulicy nie wszedł i nigdy nie wejdzie w powszechne stosowanie.  Chciałabym też odnieść się do dychotomicznego przekonania Karoliny Korwin Piotrowskiej, że albo się jest osobą głośno przeklinającą albo po cichu się knuje… Ależ pomiędzy tymi zachowaniami jest jeszcze cała gama innych… A przede wszystkim można być człowiekiem dobrym i szlachetnym i posługiwać się kulturalnym językiem, bez przekleństwa a nawet słów negatywnych. Powiem więcej… łatwiej jest być dobrym człowiekiem, kiedy rezygnuje się z takich słów.  Ja też tak kiedyś  mówiłam jak… ulica. Nie mówię i stałam się lepszym człowiekiem. Łatwo też komunikuję wszelkie uczucia.  

 

Karolina Korwin Piotrowska pewno nie uwierzyłaby, gdybym próbowała jej powiedzieć jaką rolę pełni słowo w budowaniu nastroju i właśnie szlachetności w człowieku.

 

Przeklinają i posługują się wulgarnym językiem ludzie sztuki, kultury, menedżerowie, inteligencja… tak samo często kobiety jak mężczyźni. Wiem z rozmów z niektórymi z nich, że liczą na to, iż dzięki temu ich dzieła będą się lepiej sprzedawać. Mogłabym tu wymienić plejadę nazwisk trenerów, autorów książek, organizatorów szkoleń, którzy właśnie dlatego używają mocnych słów. Liczą na większy oddźwięk… na więcej klientów. Tyle, że nie jest to spójne zachowanie, bo z jednej strony chcemy ludziom pomagać wzrastać, lepiej funkcjonować, z drugiej mówimy do nich negatywnym językiem, nie uświadamiamy na każdym kroku, że pierwszą sprawą na drodze do sukcesu i szczęśliwego życia jest zmiana języka na pozytywny.

Obchodźmy Dzień Dobrego Słowa.
Dołączajcie do nas Kochani.
Mówmy piękniej, żyjmy szczęśliwiej.

 

P.S.

Przepraszam, że i ja używałam dziś sów, których zwykle nie używam, ale bez nich nie wiedzielibyście kochani o czym mówię.

 

 

 

Print Friendly

DLACZEGO MAPA MARZEŃ MAPA CELÓW DZIAŁA?

MAPA MARZEŃ2Możemy zmienić swoje życie,
możemy robić, mieć to, co chcemy
i być tym kim chcemy.

 

Anthony Robbins

 

Co pewien czas pojawiają się na Facebooku komentarze typu: Mapa marzeń działa! Zaledwie kilka miesięcy temu umieściłam na niej takie to a takie marzenie i już się spełniło… Dostaję też listy tej treści, bo choć sama nie prowadzę zajęć z budowania Mapy Marzeń, wiadomo, że logodydaktyka odwołuje się do roli marzeń w procesie budowania celów a także roli mapy we współpracy z podświadomością.

 

Oczywiście, że Mapa działa,
opiera się bowiem na kilku ważnych mechanizmach psychologicznych
a być może uruchamia też proces współpracy z nie do końca przez nas pojmowanymi siłami zbiorowej podświadomości.

 

Jeśli jest dobrze robiona pozwala:

  • Wyodrębnić, znaleźć i określić własne marzenia i pomyśleć o nich w kategorii celów, co uruchamia w naszej podświadomości proces budowania strategii ich osiągania
  • Dzięki takiemu podejściu lepiej uświadamiamy sobie co nam jest tak naprawdę potrzebne do osiągnięcia danego celu, co z pewnością ułatwia później działania
  • Świadomość celów i tego, co jest potrzebne do ich osiągniecia powoduje też koncentracje na celu, co z kolei ułatwia zauważanie różnych sprzyjających osiągnięciu danego celu okoliczności.
  • Przygotowana w formie graficznej mapa, powieszona czy położona w widocznym miejscu pobudza naszą wyobraźnie, a także pragnienie co owocuje silniejsza motywacja do działania.

To zaledwie kilka powodów, dla których mapa działa.

Będzie na ten temat mówiła znacznie obszerniej Karina Sęp, ekspertka w dziedzinie Mapy Marzeń, osoba, która wie o niej bardzo dużo, jeśli nie prawie wszystko. Karina jest autorką świetnej książki na ten temat… najlepszej w Polsce, a być może nawet na świecie.

Uczestnicy IV Dni Siły będą mogli usłyszeć od Kariny Sęp nie tylko dlaczego Mapa Marzeń Mapa Celów działa, ale również dostaną kilka wskazówek na temat jej tworzenia. Na miejscu będzie można też kupić książkę i dostać autograf.

Już za miesiąc od IV Dni Siły25 października będzie można wziąć udział w szkoleniu, na który można zrobić taką mapę. Zatem osoby, które tego zapragną, będą mogły z tej oferty skorzystać.

Zapraszam na IV Dni Siły

 

 

Print Friendly

ODCZAROWAĆ ASERTYWNOŚĆ

cat_asertywnośćTo nieporozumienie,
kiedy patrzy się na asertywną osobę i myśli:
Jej to łatwo, ma wysoka samoocenę.
Jednym ze sposobów budowania wysokiej samooceny
jest bycie asertywnym wtedy, kiedy to nie jest łatwe.
Zawsze są sytuacje, w których asertywność wymaga odwagi,
bez względu na to jak wysoka jest twoja samoocena.

 

Nathaniel Branden

 

 

Nasze polskie inicjatywy rozwojowe podlegają pewnym modom. Dotyczą one zarówno terminologii, metodologii jak i zainteresowania konkretnymi tematami. Dziś króluje metodologia coachingu choć wkracza już nowa formuła, którą próbuje się instytucjonalizować – mentoring. Sporo się ostatnio mówiło o synergii, wcześniej o empatii. Był czas królowania inteligencji emocjonalnej. Kilka lat temu takim gorącym tematem była asertywność. Buntowałam się nieco przeciw wszechobecnemu wówczas zainteresowaniu asertywnością, którą przedstawiano głównie jako kompetencję polegającą na umiejętnej komunikacji, a szczególnie na odmawianiu, mówieniu nie i chronieniu swojej przestrzeni. Uczono jak się wypowiadać, żeby nie raniąc innych ludzi, zadbać o swoje. To wszystko prawda ale… nieco za mało.

 

Stephen R. Covey w swojej klasyfikacji podejścia do działania i komunikacji w kontekście dwóch efektów – wygranej i przegranej – nazywa taką postawę wygraną. Ja mówię o postawie Ja. Bo też to jest taka postawa: z wszelkimi plusami i minusami tego podejścia. Namawia do języka z użyciem komunikatów ja (to akurat jest w większości sytuacji właściwe podejście) i powoduje tak naprawdę koncentrację na swojej potrzebie. Może to spowodować, że taka asertywna osoba nawet nie zauważy potrzeb innych ludzi, a potem nie zauważy, że przez jej asertywność cierpiał ktoś, kto wcale cierpieć nie musiał.

 

Logodydaktyka stoi na stanowisku, że uczenie konkretnych zachowań,
a nawet budowanie postaw nie jest prawdziwie skuteczne,
dopóki nie zadba się jednocześnie o charakter
.

 

Jak wielu zachowań trzeb nauczyć człowieka, aby w każdej sytuacji wybrał właściwe? A kiedy pomoże mu się zadbać o charakter i otworzy jego świadomość na prawdziwie skuteczne działanie i na skuteczna komunikację, będzie w sposób naturalny wybierał właściwe formy.

Szczególnie pięć cech ma tutaj olbrzymie znaczenie: poczucie własnej wartości, proaktywność, poczucie obfitości, spójność wewnętrzna i pozytywne myślenie.   

W komunikacji każda z tych cech odgrywa swoją rolę i trenerzy-mentorzy prowadzący zajęcia w zgodzie z logodydaktyką nie prowadzą zajęć z komunikacji nie podpowiadając jednocześnie jak zbudować te cechy.

Nie można również naprawdę pomóc w wypracowaniu zachowań asertywnych bez wsparcia w zbudowaniu poczucia własnej wartości… Zbudowaniu czy może odnalezieniu go w sobie.

 

Tylko osoba z poczuciem własnej wartości, na które składa się świadomość wartościowej tożsamości,
podświadoma wysoka samoocena, a także mądra miłość dla siebie i poczucie godności,
może traktować drugiego człowieka tak, aby asertywnie dbając o siebie,
widzieć również jego potrzeby i w pełni je szanować.

 

Dopiero wtedy można podpowiadać konkretne zachowania. W przeciwnym wypadku bywa, że tak zwane asertywne osoby odbierane są jako ludzie bezwzględni czy nawet niegrzeczni. Oczywiście samo to nie wystarczy. Zgadzam się z cytowanym na początku Nathanielem Brandenem, że asertywność trzeba ćwiczyć, a jej praktykowanie wpływa na podwyższenie samooceny.

 

Na temat asertywności mówić będzie Helena Grzyb. Większość kontaktujących się z ASDIMO Osób zna Helenkę jako moją asystentkę, pomocną i miłą. Mało kto wie, że jest ona również psychologiem i trenerem, wdrażającym się do pracy w zgodzie z logodydaktyka.

Jako Jej szefowa mogę powiedzieć, że ma ona również wystarczająco wysoki poziom poczucia własnej wartości, który ułatwia jej prawdziwie asertywną postawę również w pracy. Skutecznie radzi sobie zarówno z naszymi Współpracownikami jak i Klientami, a także Dostawcami wszelkiego rodzaju usług i produktów… Radzi sobie też ze mną…  I wciąż Ją lubimy.

 

Zapraszam na IV Dni Siły. Tu jest program i rejestracja

 

 

 

Print Friendly

TEATR W ŻYCIU CZY ŻYCIE W TEATRZE

maskiWszyscy nosimy maski przychodzi czas,
kiedy nie możemy ich zdjąć nie zdejmując części naszej skóry

 

Andre Berthiaume

 

 Agnieszka Kaczorowska, nasza najmłodsza mówczyni na tegorocznych Dniach Siły jak mało kto orientuje się w temacie noszenia różnych masek i gry… Aga jest aktorką serialu Klan, gdzie wciela się w rolę Bożenki.  Agnieszka jaką znam i Bożenka mają nieco podobieństw, obie są jednakowo dobre, otwarte, szlachetne… Jednak trzeba co i rusz zakładać na planie maskę, która nijak nie ma się do rzeczywistości: choćby młodej kobiety, która w dzieciństwie nie dostała dobrej miłości od naturalnej matki i nigdy nie mogła liczyć na jej wsparcie, podczas kiedy w rzeczywistości Aga ma wspaniałą Mamę, przyjaciółkę i ogromne wsparcie.  Trzeba też dawać sobie radę z trzema matkami– ekranowymi i życiową, pomiędzy byciem młodą żoną w filmie, a wolnym pięknym ptakiem w życiu. Kiedy Aktorka wraca z planu serialu  musi zdjąć maskę… i być znowu sobą. A teraz dodatkowo widzimy jak z wdziękiem zakłada różne maski w tańcu. Jeśli ktoś śledzi Taniec z Gwiazdami mógł zobaczyć w pierwszym odcinku roześmianą, rozbawioną Agnieszkę w  charlestonie, a w następny – pełną seksu, namiętną kobietę w rumbie, tańcu miłości. Sama byłam zaskoczona tym przeobrażeniem Agnieszki…

Gdzieś w plotkarskim serwisie znalazłam pytanie: Czy to Rafał Maślak rozbudził w Agnieszce namiętną kobietę? Agnieszka znalazła ją w sobie i zagrała pięknie i wiarygodnie.

 

Bywa, że  maska, to część nas, część pewnych emocji, uczuć, potencjału.
I bywa, że inni ludzie lub sytuacje pomagają nam ja nałożyć.

 

Każdy z nas ma w sobie maski na różne okazje: jedne są przygotowane przez społeczne oczekiwania, albo nasze wyobrażenia o tych oczekiwaniach, inne kreuje potrzeba chwili, a jeszcze inne trzeba długo ćwiczyć zanim się je nałoży. Czasami maska tak bardzo zrośnie się z osobą ją noszącą, że ta ostatnia już sama nie wie, kim jest. I wtedy nie jest dobrze.

 

Jeśli maski to raczej makijaż niż maska,
podkreślenie tego co w nas jest w związku z jakąś okazją,
to wszystko w porządku,
jeśli zaś wcielamy się w kogoś, kim nie jesteśmy to jest to dość niebezpieczne.

 

Nasze wnętrze potrzebuje spójności. Poczucie spójności wewnętrznej to jeden z wymogów harmonijnego życia i kamień węgielny logodydaktyki. To także jeden z warunków poczucia własnej wartości, a także skutecznego działania. Komunikacja też jest łatwiejsza, prawdziwa i skuteczna, kiedy wychodzi ze spójności wewnętrznej. Wszelkie udawanie kogoś innego niż się jest, czy nawet zbyt długie noszenie masek wynikających z ról teatralnych czy filmowych może się łączyć nawet z zaburzeniami tożsamości.

Im wyższe poczucie własnej wartości, tym rzadziej nosi się maski…tylko te które są rodzajem uniformu, związane z wykonywana pracą. I te prawdziwie aktorskie, a i to trzeba dotrzeć do swoich odczuć na dany temat, zrozumieć postć. Człowiek z poczuciem własnej wartości sięga do swoich zasobów,  jest sobą w każdej sytuacji.  

 

A kiedy pracuje się nad swoim obrazem wewnętrznym,
kiedy za sprawą określonych nawyków zmienia się siebie,
swój charakter, maski mają szansę stać się zaledwie makijażem.  

 

Pasjonujący temat

Zapraszamy na Taniec z Gwiazdami. Zapraszam na bloga Agnieszki Kaczorowskiej  Kibicujcie Kochani Agnieszce, jeśli podoba Wam się oczywiście to, co robi ta Para.

Zapraszamy też na IV Dni Siły. Zobaczycie Ją w innej roli… bez maski… z makijażem trenera.

 

 

 

 

Print Friendly

RESET

resetŚwiat nie jest do uporządkowania.
Świat jest uporządkowany.
To my powinniśmy się uporządkować, tak aby do niego pasować

 

Henry Miller

 

Często mnie pytają: od czego zacząć? Od czego zacząć pracę nad sobą, ze sobą i dla siebie?
Zaczyna się na różne sposoby. Takim dobrym początkiem może być właśnie udział w jakimś szkoleniu czy konferencji. Dni Siły są wprost idealne do tego celu, wszak dają zarówno inspirację jak i informację a nawet instrukcję jak działać. Dodatkowo stanowią pewien punkt przełomowy, cezurę czy nowy początek, który często jest ludziom potrzebny do tego, aby zacząć. Wystarczy zatem, że otrzymane na spotkaniu informacje zacznie się wcielać w życie.

Czasem jednak nasze działanie jest spowalniane albo wręcz hamowane przez dziurę energetyczną czy też energetyczną mgłę, która nas spowija. Niedokończone prace, nieosiągnięte cele, zaniechane obowiązki czy niedotrzymane obietnice maja taką moc. Ma ją również nieporządek czy też nadmiar różnych rzeczy. Gubimy się w tym wszystkim, zatapiamy, znikamy… A przede wszystkim znikają nasze cele i zanika energia.

 

Dlatego kolejny bardzo ważny punkt drugiego dnia IV Dni Siły to prezentacja Kornelii Pisarek-Błaczkowskiej na temat zajęcia które nazywamy  w logodydaktyce  resetem a które polega na oczyszczaniu pola naszego działania. Karina Sęp, kolejna trenerka-mentorka, specjalistka od Mapy Marzeń- Mapy Celów nazywa to odśnieżaniem. Też dobrze…

 

Każdy może nazywać tę czynność jak sobie życzy,
chodzi wszak o jedno: zatrzymać się i zrobić… porządek…
zarówno ten normalny, fizyczny jak i psychologiczny.

 

 

Zdziwicie się Kochani jak wiele może się po tym zmienić.

Kornelia przedstawi dokładnie krok po kroku co trzeba zrobić i dlaczego.

Jeśli Ktoś chciałby poznać Kornelię lepiej, to proszę zajrzeć na Jej bloga.  Wierzę także, że w tym roku Wrocławianie, mieszkańcy miasta, w którym mieszka Kornelia, poznawać ją będą również na spotkaniach Klubu Skutecznego Działania.

 

 

 

 

Print Friendly

Szkolenia

30.11.2014

Mapa Marzeń - Mapa Celów Seminarium

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Karina Sęp

więcej szkoleń

Spotkania KSD

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+