Iwona Majewska-Opiełka

Dzień wdzięczności

uśmiechna sercuZnowu przyszło lato… Który to już raz?

 

Z pięknej piosenki Ani Dąbrowskiej

 

Dziś są moje urodziny. Bardzo okrągłe. Nigdy nie myślałam o ludziach starszych jakoś specjalnie inaczej niż o sobie. Uważam to za błogosławieństwo. Dzięki temu bowiem ani przekroczenie 30 ani 40 ani 50 nie było dla mnie jakimś specjalnym wydarzeniem. Jedynie te okrągłe liczby powodowały, że bardziej świętowałam. Zawsze też tego dnia robię małe rozliczenie z życiem. I odkąd pamiętam bilans zawsze był dodatni. To zawsze był dzień wdzięczności. Dziś  też przepełnia mnie wdzięczność.

 

Pierwsze życzenia były dziś od moich Córek. Jestem bardzo wdzięczna, że  mogę patrzeć na ich ciągły rozwój i szczęście. Wdzięczna jestem też za to, że łatwo godzę się z ich, czasem innymi niż moje poglądami i zdecydowanie innym niż mój pomysłem na życie. A to chyba właśnie zasługa dojrzałości… nie zawsze potrafiłam tak na to patrzeć.

 

Moje dobre myśli płyną dziś do moich Rodziców, szczególnie Mamy. To ona w pewną lipcową, gorącą niedzielę dokładała wszelkich sił aby na świat przyszło Jej dziecko… a w poprzedzającym ten fakt okresie dziewięciu miesięcy robiła wszystko, aby było zdrowe. To ona również do końca traktowała mnie jak dziecko… Dziś wiem, jakie to cenne, choć nie zawsze, przyznacie, to się rozumie. 

 

A mój Ojciec? Nie wychowywał mnie, ale był dzięki temu idealistycznie obecny w moim życiu i służył za wzór. To po nim dostałam też miłość do książek i łatwość pisania.

 

I wreszcie Babcia. Moja Kochana Babcia, która mnie wychowywała i która pierwsza pokazywała, że człowiek jest silniejszy niż sądzi, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Babcia, która żyła długo i żyć będzie jeszcze… dopóki ja będę.

 

Brat także wiele mnie uczy i to także jest cenne. Dziękuje i za to.

 

Jestem wdzięczna za wspaniałych, dobrych ludzi, którzy mnie otaczają. Za przyjaciół, w których domach  jestem ciepło witana. Dziś właśnie pisze na sopockim tarasie jednego z takich domów. Grażynko, Januszku… dziękuję. To dzięki Grażynce dziś pójdziemy na śniadanie na plaży a wieczorem będzie tort i uroczysta kolacja. Miałam spędzić te urodziny w Siódmym Lesie na rozmyślaniach i pisaniu. Pomyślałam jednak, że chyba lepiej mi będzie z bliskimi ludźmi. Trzeba mieć się z kim dzielić radością… ze zdrowia, sprawnego ciała i dopisującego intelektu.

 

Rozpiera mnie olbrzymia wdzięczność za cudowny prezent jaki dostałam od Bliskiej Znajomej dwa dni temu: Mszę Świętą w mojej intencji. Cudowne. Wielkie dzięki Urszulko.

 

Moja wdzięczność płynie do Wszystkich za sprawą których dotarłam do Kanady, Stanów, do idei rozwoju osobistego… Do Viktora Frankla, Stephena R. Coveya, Marianny Williamson, Petera Druckera, Wyne Dyera, Oga Mandino i wielu wspaniałych ludzi. Bogu dziękuję, że pozwolił mi zdobywaną wiedzę uzupełnić własnymi przemyśleniami i zamienić na filozofię życia i drogę rozwoju – logodydaktykę. Wdzięczna jestem, że udało mi się napisać kilkanaście książek, które wciąż inspirują tysiące ludzi.

 

Dziękuję Andrzejowi, Jackowi i Innym Mężczyznom mojego życia, za to, że pozwolili mi być taką, jaka być chciałam. Moja wdzięczność wypełnia po brzegi moje serce za miłość, która od Was dostawałam. Ciepło myślę o moim pierwszym chłopaku, który niestety już nie żyje, a który kochał mnie miłością bezinteresowną i bezwarunkową. To zawsze w człowieku zostaje. 

 

I wreszcie dziękuję Bogu za siłę, wiarę, odwagę, miłość, nadzieje i zdrowie, które mi towarzyszą od lat. To dzięki temu wciąż realizuje kolejne marzenia.

 

Dziękuję za to, że codziennie z radością wstaję w nowy dzień
i że każdy z nich dostarcza mi kolejnej porcji doświadczeń powodujących,
że  jestem jeszcze bardziej wdzięczna.

 

Moja młodsza Córka napisała dziś, że życzy mi aby dekada, którą dziś zaczynam, była najwspanialszą w moim życiu. Dziękuję Córeczko. Oby! Obym za dziesięć lat mogła dzielić się tutaj kolejnymi wspaniałymi doznaniami wypełniającymi moi umysł i dobrymi uczuciami wypełniającymi moje serce.

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa lipiec 2014

Cytryna_małyNie ma nic silniejszego niż idą, której czas nadszedł

 

Viktor Hugo

 

Dzieje się wiele dobrego wokół dobrych słów. Nie zmieni tego fakt, że gdzieś jedni ludzie podsłuchują innych ludzi, który o Dniu Dobrego Słowa pewno nie słyszeli, jeszcze inni upubliczniają te rozmowy, a kolejni powielają setki razy.

 

Coraz częściej i więcej mówi się o wadze słów.

 

Rodzi to we mnie nadzieję, że przyszedł właśnie ten czas kiedy przyszło zrozumienie dla roli języka. Zaczynamy go widzieć nie tylko jako przenośnik informacji,  sprawcę współdziałania i współpracy czy źródło emocji ale zaczynamy rozumieć jak wpływa na nasze życie, na tę współpracę i emocje. Nie mówimy już jedynie o jego akuratności o zakresie znaczeniowym ale pojawiają się coraz częściej dowody na to, iż zaczynamy rozumieć jego aspekt emocjonalny. Nie jest to jeszcze takie podejście jakiego życzyłabym sobie ostatecznie, ale od czegoś trzeba zacząć.

Kiedyś wsiadałam do warszawskiego tramwaju i natychmiast dostawałam porcję negatywnej energii z wyświetlanych na ekranach artykułów. Mocne słowa, takie same obrazy. W piątek jechałam tramwajem linii 28 i cóż widzę: Napisy  w stylu tramwaje warszawskie przyjazne miastu i ludziom, razem bezpieczni w Warszawie, razem bezpieczni latem i … TAK (!) dziękuję, że mnie zapytałeś czy pomóc mi wsiąść.

Uśmiechając się zaczęłam notować i już myśleć o tym jak dotrzeć do osoby odpowiedzialnej za to i jak uhonorować. Podobało mi się szczególnie zwrócenie uwagi, w jakże pozytywny sposób, na to, aby ładnie traktować i doceniać ludzi, którzy proponują jakąkolwiek pomoc. Przyznam, że choć zawsze uśmiecham się do takich ludzi, nigdy im nie mówiłam, że to,co robią,  jest dobre i miłe. A warto!  Byłam zbudowana.

To nie wszystko. Filmiki jakie pokazywano były równie miłe: o obrączkowaniu bocianów, o tym jak w jakiś kabaczku po obsmażeniu go na patelni pojawił się wzór GOD… Nawet słowa angielskie, których tłumaczenie podawano tego dnia były pozytywne: considerate, patient

Miałam i tak dobry nastrój (nawykowo) ale wyszłam z tramwaju wręcz entuzjastycznie nastawiona do życia. I tak bardzo mnie cieszyło, że w moim mieście dzieją się właśnie takie dobre rzeczy.

To tylko jeden z dowodów na coraz większe zainteresowanie dobrym słowem.

 

Wiadomo, że jeśli podchodzi się do mówienia świadomie,
to nie tylko używa się lepszych słów, ale również robi z nich lepszy użytek:
Chwali się innych, dziękuję, zauważa się u nich dobre rzeczy.

 

I właśnie o tym napisała w Dużym Formacie dziennikarka Renata Radłowska. Przez rok robiła eksperyment i do 600 osób mówiła dobre rzeczy, opisuje jakie były tego efekty… I pomyśleć, że to ta sama Gazeta Wyborcza, która niekoniecznie bierze sobie do serca wagę słów… Może się coś zmieni.

Mariusz Szczygieł mówił nie tylko o tym artykule ale także o osobistych doświadczeniach z czułymi słówkami…. Dzieje się w tym temacie.

 

 

Proszę nie przejmować się tylko zbytnio tym, co opowiedział Mariusz Szczygieł o jednym psychoterapeucie…  Jeśli jest się dobrym człowiekiem i oprócz dbania o język dba się o całość swojego charakteru, można mówić wyłącznie dobre słowa, nawet wtedy, kiedy chce sie powiedzieć rzeczy niemiłe.

 

Na Facebooku ktoś umieścił wypowiedź Richarada Bransona:

 

Świat składa się ze słów.
Jeśli znasz te słowa, możesz z nich zrobić co tylko chcesz.

 

Dla wielu ludzi, zwłaszcza przedsiębiorczych mężczyzn Branson, miliarder ale także filantrop i człowiek potrafiący cieszyć się życiem, jest wzorem. Może wezmą sobie również do serca te słowa. To my za sprawą sów czynimy świat takim lub innym. To słowa budują obrazy w naszej świadomości… i podświadomości.

 Dla mnie to woda na mój młyn, miód dla serca. Od tylu lat o tym mówię, piszę, ba, zwracam uwagę różnym osobom na to, że można to powiedzieć ładniej, delikatniej, albo chociaż posługując się słowem obojętnymi emocjonalnie. Pisze o tym, że lepiej akcentować dobro niż jego brak, a nawet wtedy kiedy mówi się o sprawach przykrych i niedobrych mówić tak, aby ludzi budować, aby zachęcać do pozytywnych zmian i działania na rzecz polepszenia tej sytuacji a nie jedynie wywoływać w nich negatywne emocje. Nie tylko ja to robię oczywiście, zatem w chmurze jest już mnóstwo tego rodzaju treści, w chmurze i w… podświadomości zbiorowej, w ogólnej puli energii świata. I jeśli każdy z nas dokładać będzie do tego swoją cząstkę szybciej niż myślimy ludzie będą z radością bawić się w wyrażanie wszelkich myśli dobrymi słowami.

 

P.S. 13 września chcemy obchodzić w Polsce ogólnopolski Dzień Dobrego Słowa. Proszę dołączajcie do nas, zgłaszajcie chęć Swojego udziału, dawajcie propozycje Kochani co można zrobić. Niech akcja ta odbije się naprawdę szerokim echem.  Używajmy dobrych słów, ale także mówmy o tym dlaczego warto to robić. Niech szerzy się świadomość wagi słowa.

 

 

 

Print Friendly

Wewnętrzny Głos. Intuicja

intuition1Wierzę w intuicje i inspirację. Czasami CZUJĘ, że mam rację… Nie WIEM, że mam rację.  

Albert Einstein

 

Ostatnio wciąż natykam się na różne teksty dotyczące wewnętrznego głosu. Bardzo różnie jest on rozumiany: Począwszy od intuicji, która kieruje nas w rozmaite strony, zachęca do wszelkich działań, przez „głos rozsądku” będący często jakąś pozostałością głosu rodziców, jakiejś innej ważnej osoby albo współczesnym efektem społecznego programowania, aż po głos naszej tożsamości a nawet modalności, po głos naszego prawdziwego ja.


I w tym właśnie jest wyzwanie, że w naszych umysłach wybrzmiewa nie jeden głos, lecz wiele różnych… I wszystkie są wewnętrzne. Który jest właściwy? W kolejnych wpisach będę się odnosić do wszystkich.

Dziś o intuicji. Krótko, wszak mamy wakacje i czeka na Państwa pewno mnóstwo wspaniałych aktywności, książek… może nawet moja książka…

 

Intuicja to sposób dochodzenia do prawdy bez logicznego myślenia.

 

To najtrafniejsza definicja intuicji, z jaką się spotkałam. Usłyszałam to wiele lat temu w Chicago i jej prostota i oczywistość były dla mnie objawieniem. Cóż tu bowiem można więcej powiedzieć?! Można jedynie opisywać czym się charakteryzuje, albo zastanawiać się jak to się dzieje, że w mgnieniu oka ktoś wie to, do czego ktoś inny dochodzi długo… a nawet nigdy.
Intuicja jest uczuciem pozytywnym: pociąga nas w jakimś kierunku, wzbudza pozytywne emocje, pewność albo ekscytację; często widzi się jakby jaśniej, także w wymiarze percepcji wzrokowej albo nagle przypomina się niezwykle obrazowo jakaś sytuacja, czasem głos.

Może być intuicja zawodowa, społeczna, techniczna… i wiele innych. Nie dzieje się raczej tak, aby jedna osoba działała intuicyjnie i skutecznie na wielu obszarach.

Warto sobie uświadomić, że intuicja zawodowa  to nic nadprzyrodzonego czy biorącego się z niczego. Rozbudowana intuicja towarzyszy zwykle ludziom, którzy są ekspertami w jakiejś dziedzinie a dodatkowo są jej pasjonatami, czyli lubią to, co robią. Malcolm Gladwell w Błysk. Potęga przeczucia dość dokładnie opisuje fenomenalne intuicyjne wnioskowania wielu specjalistów. Zawsze jednak wiadomo, że za tą wiedzą kryje się 10 000 godzin doświadczenia i pasja. Uważam też, że najczęściej tacy ludzie są również w zgodzie ze swoim innym wewnętrznym głosem, który czasami określa się słowem powołanie (calling).

Lekarz pracujący wiele lat w swoim zawodzie często wie jakie badania zrobić patrząc na pacjenta, podobnie psycholog nie musi często robić setek kwestionariuszy i testów, by wiedzieć gdzie może leżeć główna przyczyna wyzwań klienta. Nie inaczej jest z poszukiwaczem złota, wędkarzem, grzybiarzem, konsultantem biznesowym czy handlującym z pasją jakimś produktem sprzedawcą.

Mnie samej wystarczy czasem kilka minut rozmowy, by wiedzieć skąd biorą się jakieś niepożądane zachowania czy stany. Często nie podpieram się nawet żadnymi badaniami, przyznaję po prostu, iż podpowiada mi to intuicja i doświadczenie.

Współczesny świat potrzebuje jednak twardych dowodów, jakichś badań, testów, ankiet czy kwestionariuszy. Nie wiedzieć czemu prawda intuicyjna nie ma takiej samej wagi jak prawda wynikająca z rzekomej wiedzy. A przecież intuicja to również efekt wiedzy, zinternalizowanej tak mocno, że nawet jest nieuświadamiana. To często to, co nazywamy nieświadomą kompetencją.
Czasami badania są niezbędne, jako że ryzyko decyzji intuicyjnej może być zbyt duże. Dobrze, kiedy jest czas aby je zrobić. Intuicja oddaje jednak bezcenne usługi wtedy, kiedy nie ma szansy na badania.
Tak naprawdę znaczna część wiedzy różnego rodzaju specjalistów i ekspertów jest intuicyjna. I nie świadczy to o ich ignorancji, ale o najwyższym poziomie wtajemniczenia zawodowego.

Jak rozwijać intuicję?

  • Uwierzyć w wartość intuicji
  • Kochać to, co się robi i przeznaczać na to sporo czasu (jest to bardzo łatwe, jako że się to lubi. Trzeba raczej uważać, aby nie poświęcać tego czasu zbyt wiele)
  • Podchodzić do pracy spokojnie, z otwartą głową i bez zbyt sztywnych i szczegółowych programów, harmonogramów czy planów
  • Pracować nad poczuciem własnej wartości, aby inny wewnętrzny głos nie osłabiał naszej intuicji
  • Słuchać jej, iść za jej głosem; dawać jej szansę
  • Dziękować za radę i prowadzenie

 

P.S. Kochani od prawie dwóch miesięcy jest dostępna moja książka Trener osobisty. 365 dni z Iwoną Majewską-Opiełką. Powstała ona w dużej mierze na podstawie wpisów na blogu prowadzonych przeze mnie przez cały rok w ramach akcji „Liczy się dzisiaj”. Dla osób chętnych podaję link, który prowadzi do księgarni internetowej, w której na pewno jest zarówno moja książka jak i książka Kariny Sęp „Mapa Marzeń. Mapa celów”  ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ 

Wiem, że obie książki cieszą się powodzeniem i zbierają dobre recenzje, krótko mówiąc: Czytelnicy są zadowoleni. 

Podaję też do wiadomości Państwa , że w sprzedaży są bilety na IV Dni Siły. W tym momencie wciąż po promocyjnych cenach. ZAMAWIAM BILET NA DNI SIŁY

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa. Czerwiec 2014

Powiedz to dobrym słowemDrzewem życia jest język łagodny,
złamaniem na duchu – przewrotny

 

Księga Przysłów14:5

 

Dziś kilka obrazków z ostatnich tygodni mojego życia:

Międzynarodowa konferencja. Na sali kilkaset osób i prelegent – charyzmatyczny Australijczyk ze swadą prowadzący prezentację. Mówi mądre ale i zabawne rzeczy, aktywizuje salę zadając pytania i licząc odpowiedzi, popisuje się nieco, gra ale dokładnie tyle, ile trzeba. Jestem pod wrażeniem Sama  prowadzę różne prezentacje i wiem, że nie jest to łatwa sztuka, dlatego bardzo doceniam wysoki poziom reprezentowany w tym  przez innych.  Bawię się i uczę ze wszystkimi, czekając na swoja kolej… I nagle pada słowo na f. Sala się śmieje, głośniej nawet niż wtedy, kiedy wykładowca żartował inaczej. Ależ dysonans! Poczułam to niemal fizycznie, jakby ukłucie. W mojej głowie wybrzmiewa pytanie: Po co? Po co ktoś, kto i tak ma całą uwagę sali posługuje się wulgaryzmem?

Czy ktoś z Was Czytających teraz te słowa potrafi odpowiedzieć na to pytania?

Przecież ten mężczyzna nie musi ani o nic zbiegać, ani niczego demonstrować… dostał wszystko, co może dostać występujący incydentalnie w naszym państwie prelegent.

 

A może należy zapytać dlaczego?
Dlaczego nie potrafi lub nie chce trzymać na wodzy własnego języka?  
Może to siła przyzwyczajenia, może tak właśnie wygląda jego słownictwo na co dzień.

 

W samolocie do Londynu czytam tekst w Daily Mail o tym jak bardzo przeklinają współczesne aktorki. Wśród tych, co to robią, wymieniona jest jedna z moich ulubionych – Kate Winslet. Jaka szkoda… Kobiety ładne, zdolne, mające tak wiele… Siostry Ewy nazwanej w Biblii koroną stworzenia, bohaterki powiedzenia, że kobieta łagodzi obyczaje, obdarzone przyrodzona delikatnością i zdolnością do łagodnej miłości… dlaczego nie posługują się pięknym językiem?

Autor artykułu, ojciec dwóch córek, zastanawia się po co to robią. Jaki mają cel. Ja także się zastanawiam. A czy ktoś z Was ma może jakiś pomysł?

Po co piękna młoda kobieta, dziewczyna a także kobieta dojrzała posługuje się wulgarnymi słowami? Na czym jej zależy? Czy może chcieć osiągnąć w taki sposób jakiś cel? A może sądzi, że wyda się przez to bardziej poważna, wiarygodna w biznesie bo… przyjmuje zachowania kiedyś częściej łączone z mężczyznami.

 

Albo i tu trzeba zapytać: dlaczego.

 

Dlaczego to robi?
Może czegoś nie wie, albo nie rozumie?
Może ktoś jej powiedział, że w taki sposób pozbędzie się napięcia emocjonalnego, które w niej zalega?
A może i ona nie potrafi panować nad własnym narządem mowy?

 

Delikatna, piękna dojrzałą urodą kobiecości, klientka przeklina i przeprasza mnie, że to robi, mówiąc wiem, nie powinnam. W czasie naszej godzinnej sesji kilka razy popłynęły jej łzy. Ma powód. Sprawa, z którą przyszła jest istotnie poważna i bolesna. Jednak po co przeklina? Co może tym osiągnąć w rozmowie ze mną? Co w ogóle może osiągnąć tym w rozmowie z kimkolwiek?

Czy komuś przychodzi do głowy jakaś odpowiedź?

 

A może łatwiej odpowiedzieć na pytanie dlaczego?

 

Może znowu jest tu przyzwyczajenie do takiego wulgarnego pozbywania się napięcia?
Może i tutaj kobieta, o której mowa, nie umie zapanować nad wydobywającymi się z jej ust słowami?
Może to już nawyk?

 

Nie jest łatwo panować nad myślami, wszak one nadchodzą nie wiadomo skąd i jedynie potem możemy albo się na nich zatrzymać, albo je odesłać… Jednak żeby coś powiedzieć, trzeba włożyć pewien wysiłek, trzeba mieć intencję i przenieść ją na automatyzm ciała. To jest możliwe do kontrolowania tak, jak inne świadome formy zachowania, na przykład  co i kiedy jemy czy pijemy.

 

Dlatego panowanie nad językiem,
nad narządami mowy wydaje się pierwszym krokiem do panowania nad sobą.

Jak zapanujemy nad swoim życiem, jeśli nie zapanujemy nad słowem.

 

Dziś Dzień Dobrego Słowa. Bardzo zachęcam do ćwiczeń w tym zakresie. Powiedz to dobrym słowem, wszystko co masz do powiedzenia. Szczególnie rodziców i innych dorosłych mających kontakt z dziećmi bardzo proszę, aby choćby mówili starannie. I… i może powiedzcie Kochani dzieciom  o dobrym słowie.

 

 

 

 

Print Friendly

Droga do siebie

Dobro i zło.jpg_thumb(…) wiedza przeszkadza w prawdziwym poznaniu.
Jeśli uznamy coś za prawdę, możemy przylgnąć do tego tak silnie,
że nawet gdy prawda ukaże się naszym oczom i zapuka do naszych drzwi,
nie będziemy chcieli jej wpuścić…
Musimy się nauczyć przekraczać granice własnych poglądów.

 

Hich Nhat Hanh

 

 

Nie pisałam tutaj dość długo, ale to dlatego, że nie chcę robić tego z obowiązku. Znacznie lepsze teksty powstają wtedy, kiedy mam potrzebę pisania i kiedy naprawdę mam coś do powiedzenia. W ogóle to pisałam, nawet po kilka godzin dziennie. Kończyłam książkę Logodydaktyka w szkole. O wychowaniu mądrego i szczęśliwego człowieka. Robiłam to z przyjemnością, jednak w życiu potrzebny jest umiar i urozmaicenie…  Kiedy jakąś czynność robi się już bardzo długo… potrzeba odmiany. Chodzi o to, aby nam się nie przejadła, aby dawała nam zawsze radość. Przynajmniej tak jest w moim życiu.

 

A dziś bardzo chcę pisać. Pragnę się podzielić myślami na temat intelektualnego poznawania wiedzy dotyczącej człowieka, zwłaszcza tej, którą chcemy zastosować w stosunku do siebie i innych ludzi.  Czy to wystarczy? Czy  w ogóle jest to dobry sposób na podejście do rozwoju?

 

Rozwój osobisty to nie jest upodobnianie się do innych ludzi, to nie jest zachowanie się takie, jakie powinno obowiązywać w takim czy innym miejscu świata, to nie jest dorównywanie innym, nawet nie zdobywanie kolejnych kompetencji, które wydają się być niezwykle przydatne w życiu.

 

Rozwój osobisty to droga do…
Droga do szczęścia, droga do indywidualnie pojmowanego sukcesu, droga do spełnienia, droga do bycia pięknym, wyjątkowym motylem…
Ta droga zawsze prowadzi przez siebie, to jest tak naprawdę droga do… siebie.

 

Przecież motyl nie jest tworem oderwanym od swojego głębokiego jestestwa. Jego istota jest już w gąsienicy. To tę istotę wydobywa się na światło dzienne. To ją – uzyskaną w procesie metamorfozy – pokazuje się światu.

Tak samo jest z rozwojem indywidualnym.

 

Nie zmieniamy siebie… wracamy do siebie czy też wydobywamy siebie na zewnątrz.

 

Człowiek ma umysł, jest twórcą, jest – w przeciwieństwie do gąsienicy – również programistą siebie i swojego życia.

 

Sztuka życia tkwi w tym, by nie odejść zbyt daleko od tego,
co w nas jedyne, niepowtarzalne, prawdziwe, NASZE.

 

Rozmaicie różni nauczyciele życia do tego podchodzą. Myślę, że warto słuchać tych,  których chce słuchać nasze  serce; serce, nie rozum jedynie. Nasze wnioski nie mogą wynikać wyłącznie z racjonalnej kalkulacji i czystego pragmatyzmu, ale mają współgrać z naszą duszą. Z badań psychologicznych, ze zdobywanych przez naukę informacji również trzeba korzystać z umiarem i wybiórczo. Psychologia, pedagogika, socjologia to nauki statystyczne… one nie pokazują całej prawdy o każdym człowieku czy o każdym życiu,  one opisują modele. MODELE! Uogólniają pewne zjawiska, albo wskazują na możliwe przyczyny takich czy innych zachowań, ale w żadnym wypadku nie można wyciągać z ustaleń tych nauk czy nawet praktyki jednoznacznych, bezwarunkowych wniosków, w stosunku do siebie i czy innej osoby albo… do wszystkich. Te wnioski czasami stają się wręcz naszymi stygmatami życiowymi, które nas trzymają w jednym miejscu, powodują, że tkwimy gdzieś w martwym punkcie, nie posuwamy się dalej w kierunku siebie, tylko koncentrujemy się tym, co robili niedobrego – czy dalej robią –  inni. Bronimy się i chronimy zamiast wędrować. Zdobywamy kolejne pozycje zamiast uwalniać siebie.
Bardzo często w wyniku nowej wiedzy racjonalizujemy życie, usztywniamy serce, wkładamy gorset „świadomego” życia i paradujemy w nim po sukces.

 

Tymczasem odpowiedzi trzeba szukać w sobie, siły także… Nie w manipulacji otoczeniem czy sobą jest ta siła, nie w lęku i podyktowanym nim działaniach, nie w dążeniu do zysku i unikaniu strat, nie w zdobywaniu pochwał, nie w unikaniu bólu i zatapianiu się w przyjemności, nie w dążeniu do sławy…

 

Ta siła jest w miłości, w procesie, w poznawaniu i zaciekawieniu światem,
w otwarciu się na siebie i innych.
Ta siła jest w byciu blisko siebie prawdziwej, w byciu blisko siebie prawdziwego.
Nie zawsze wygrywa dusza, kiedy pozornie wygrywa człowiek.
Zresztą nie o zwycięstwa tu chodzi.

 

Trzeba zadawać sobie wciąż pytania, także takie które podważają zdobywaną wiedzę:

Czy naprawdę chcę wierzyć w to, że to rodzice są przyczyną moich dzisiejszych wyzwań… Czy to oni są odpowiedzialni za kontakt z moją duszą, czy też ja sam, ja sama?
Rodzice to epizod w naszym zewnętrznym życiu. Dłuższy, bardzo silny emocjonalnie, ale epizod. Jednak są na zawsze obecni w naszym życiu wewnętrznym. To jaki będą na nas mieli wpływ w największym stopniu zależy od nas samych. Od interpretacji tego, co było naszym udziałem i od poczucia wdzięczności za wszelkie dary. Wdzięczności, nie pretensji za to czego dać nie umieli. Czy naprawdę chcę zmienić te drugą osobę czy chcę raczej nauczyć się cieszyć  wspólną drogą i wspierać go czy ją w odkrywaniu siebie?

Czy naprawdę dlatego, że nie wszyscy ludzie są dobrzy, chcę się zamknąć w sztucznej przestrzeni świata? Czy chcę patrzeć na to, co dzieje się w życiu jak na przejaw niedobrych intencji? A może wolę szukać śladów dobra, albo rozumieć to, że niektórzy ludzie są daleko od siebie…że są nieświadomi swojej dobrej siły i radzą sobie  z zżyciem jak potrafią?

Czy chcę aby oznaki mojej wartości pochodziły z zewnątrz, czy chcę koncentrować się na udowodnianiu światu jaka jestem ważna czy jaki jestem ważny, czy będę tę siłę czerpać z wnętrza i na nią stawiać?

I wreszcie:

Czy chcę być taką Iwoną? Kasią? Sylwią? Jackiem? Czy to moja droga?

 

Jeśli nie, to wracam… wracam do siebie.

 

Kiedyś mówiłam, że jest to stawanie się coraz lepszym człowiekiem… Czasami zaznaczałam, że chodzi o to, aby stawać się coraz lepszym sobą, czyli Iwoną, Kasią, Jarkiem, Sylwią, Bartkiem, Agnieszką… Rozwój to proces dochodzenia do siebie prawdziwego, do jądra swojego ja, do duszy. A ponieważ tam każdy z nas jest dobry, wspaniały i jedyny w swoim rodzaju, to jednocześnie jest to droga do  bycia najlepszym człowiekiem, jakim być możemy.

 

P.S.  Jak co roku we wrześniu zaczynamy podróż do siebie. Mamy komplet na roczny kurs Droga do… w Warszawie. Organizujemy jednak grupę w Sopocie, do której zaprasza, Do końca miesiąca musimy podjąć decyzję o jej powstaniu, dlatego proszę chętne Osoby, o kontakt z biuro@asdimo.pl. Program kursu jest tutaj Droga do…

 

 

 

Print Friendly

DZIECIOM DLA ICH OPIEKUNÓW

dzieciWszystkie dzieci nasze są

Majka Jeżowska

 

Tak się cieszę, bo wczoraj, na Dzień Dziecka skończyłam pisać książkę, nad którą pracowałam przez ostatnie jedenaście miesięcy, a którą dedykuję właśnie dzieciom. Książka będzie nosiła tytuł Logodydaktyka w szkole. O wychowaniu mądrego i szczęśliwego człowieka i będzie – mam nadzieję – podstawą do wprowadzania w polskich szkołach zasad logodydaktyki. Napisałam ją przy udziale kilku innych osób, związanych profesjonalnie z edukacją, a doświadczenie czerpałam także z licznych szkoleń dla kadry pedagogicznej szkół i rodziców.

 

Już dziś niektórzy nauczyciele wcielają w życie zasady logodydaktyki czyli  prowadząc dzieci przez kilka lata życia nie skupiają się jedynie na tym, aby przyswoiły one jak najwięcej wiedzy akademickiej, aby dobrze wypadły we wszelkiego rodzaju testach, ale również pomagają im w jak największym stopniu wykorzystać ich unikatowy potencjał i zamienić przyrodzoną moc na siłę. Tacy nauczyciele już teraz chcą widzieć szczęśliwe dzieci i stwarzają realną szansę na to, że będą one szczęśliwe również w przyszłości.

 

Kiedy zastanawiamy się czego pragniemy dla swoich dzieci, najczęściej mówimy właśnie o szczęściu, zadowoleniu z życia, zdrowiu i radości. Jednocześnie chcemy, też żeby było im w życiu lepiej, a czasem lżej niż nam samym.

Nie znam zdrowego psychicznie rodzica, który ostatecznie nie chciałby aby jego dziecko, zarówno teraz, jak i wtedy, gdy dorośnie, było szczęśliwe i radosne. Ileż to moich rozmów z rodzicami kończyło się ostatecznie ich zgodą na działania nastoletnich dzieci inne niż te, jakie dla nich przewidywali w swoim własnym scenariuszu. Zaczynali rozumieć, że nie koniecznie o szczęście w nich chodzi…

Piszemy bowiem dzieciom scenariusze życia, zresztą nie zawsze sami, czasem za podszeptem opinii publicznej czyli tego, co modne, o czym się mówi, że wartościowe i że warto ofiarować to własnym dzieciom. A potem pilnujemy, aby one te scenariusze realizowały. I często je realizują.

A potem już jako dorośli realizują scenariusze innych scenarzystów: silnych ludzi z własnego otoczenia, firm, w których pracują, społeczności… Według rodziców i społeczeństwa, mają się nawet nieraz całkiem dobrze, ale szczęśliwi nie są… A my nawet tego nie wiemy, przecież tak je kochaliśmy i dbaliśmy, aby miały wszystko, co jest im do szczęścia potrzebne.

 

Oto trójca potrzebna do zapewnienia szczęścia dzieciom:
poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości i miłość.
Przy czym ten trzeci dar dorosłych jest kluczowy.

 

Nawet jeśli życie z różnych powodów nie może być bezpieczne a rodzice nie słyszeli o poczuciu własnej wartości, to i tak prawdziwa miłość czyni cuda. Mądra miłość wystarczy, aby dzieci były szczęśliwe i teraz i później, podpowiada jak je traktować, aby miały marzenia i miały odwagę je spełniać. Mądra miłość jest również  ochroną i tarczą dla dzieci, którym przyszło żyć w niekorzystnym środowisku, czasem w warunkach wręcz dramatycznych.

Miłości nie jest łatwo nauczyć, zwłaszcza, kogoś, kto nie kocha sam siebie. Można jednak pokazać jak postępować, aby dzieci czuły się bezpieczne, aby dawać im poczucie wartości i budować wysoką samoocenę, by czuły się akceptowane i kochane. Można również pomóc rodzicom i nauczycielom w pełnej miłości drodze do siebie.

 

Wychowanie to wspólna podróż dorosłych i dzieci.
To przejmowanie odpowiedzialności
za coraz większe obszary własnego życia po obu stronach,
to eksplorowanie rzeczywistości w każdym wieku,
to mądry wkład w otoczenie.

 

Dzieci bardzo kochają swoich rodziców, czasami wydaje mi się, ze to ich miłość jest bardziej bezwarunkowa niż nasza. Na Dzień Matki Facebook zapełnił się dowodami dziecięcej miłości. Z radością i dumą dzieliły się nimi szczęśliwe matki. Dzieci same robiły prezenty, wykonywały różne  czynności, za swoje drobne oszczędności kupowały malutkie, ale zwykle przemyślane prezenty. Synowie jednej Mamy kupili nawet w naszym internetowym sklepiku afirmacje dla niej i przykleili je w widocznym miejscu. Kocham i jestem kochana. Cokolwiek robię staje się sukcesem. Przyciągam wszelki dostatek.

 

Ciekawa jestem co dziś będzie o dzieciach… Prawdę mówiąc wolałabym, aby nic nie było, aby nie było po prostu czasu na facebook, aby rodzice spędzali ten czas z dziećmi, robili z nimi coś wspólnie, rozmawiali, dawali drobne dowody szacunku dla ich potrzeb, upodobań, wartości… Aby pokazywali nie tylko zakupionym podarunkiem jak bardzo je kochają.

A potem chciałabym aby ten dzień dziecka zamieniła się w tydzień, rok, w lata…

 

Cieszę się, że napisałam tę książkę. Będę czekać na jej premierę. Wierzę, że za jej sprawą więcej nauczycieli i rodziców będzie codziennie obchodzić dzień dziecka, obdarowując je mądrą miłością, która da szczęście już dziś i dzieciom i opiekunom, a podopiecznym pozwoli być szczęśliwymi w przyszłości.

 

P.S. Kochani Rodzice z Londynu: Zapraszam na szkolenie Mogę, chcę, potrafię…działam, które pozwoli Wam samym poczuć się znacznie lepiej i pełniej działać już dziś, co z pewnością przełoży się na szczęście własnych dzieci.

TU REJESTRACJA

Wszystkich, z Polski ale i z innych państw Europy (mamy uczestniczkę z Niemiec, mieliśmy z Londynu i Paryża) zapraszam na Drogę do… w Sopocie i w Warszawie. Przy czym w Warszawie są już tylko dwa miejsca wolne. 

TU REJESTRACJA

 

 

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa. Maj 2014

Hildegard-of-Bingen2Nadchodzi epoka wielkich syntez,
które scalą podzielony świat nauki (…)

 

z interentowego opisu działań Św. Hildegardy

 

Dalej nie cytuję, bo słowa choć prawdziwe, nie mają pozytywnego zabarwienia, a dziś Dzień Dobrego Słowa. Piszę w miejscu niezwykłym, do którego na pewno będę wracać. Siódmy Las, nawet dokładnie nie wiem, gdzie położony, gdzieś koło Kazimierza i Nałęczowa, do którego jedzie się jak mówi opis na stronie internetowej barwną drogą: mija wielką lipę (po prawej) ze stojącym pod nią krzyżem, i zanurza się w cień lasu. (Droga) wije się i kręci wśród paproci. Po prawej miga młody sad śliwowy. Dalej droga prowadzi wąwozem korzeniowym w dół między zdziczałymi plantacjami aronii do przydrożnego Świątka pod ogromnym kasztanem. I tak dalej…  Ładnie, prawda? A jak tu pięknie dookoła. I wiem już, że – jak zwykle w moim życiu – nie znalazłam się tu przypadkiem.
Jestem tu z Przyjaciółmi, ludźmi, których znam od lat. Przyjechaliśmy odpocząć od typowego dnia codziennego, ale też i po to, aby w innych realiach popracować twórczo. Lepiej trafić nie mogliśmy. Wczorajszy wieczór ukoronowała rozmowa z Właścicielką tego niezwykłego miejsca na temat duchowych potrzeb człowieka i Św. Hildegardy.

No właśnie… Święta Hildegarda, to o Niej chcę napisać. Według jej nauk żyje Pani Barbara, twórczyni tego miejsca. A ta niezwykła postać z Średniowiecza, mniszka, doktor kościoła, jedna z czterech kobiet, które uhonorowano tym tytułem, uważała, iż twórcze natchnie pochodzi wprost od Boga. Zawsze myślałam, a nawet czułam podobnie, wiem też jakże podniosłe uczucie ogrania mnie kiedy pisze pod wpływem natchnienia. Nie zawsze tak jest, jednak kiedy to przychodzi, czuję to i ja i… Czytelnik.  Wierzę zatem, że w tym miejscu, gdzie duch Św. Hildegardy jest nieco bardziej obecny niż w większości miejsc, w których bywam na co dzień, a rzeczywistość dookoła jest niezwykle piękna, prosta i zdrowa, to natchnienie będzie mi częściej towarzyszyć. Tym razem spędzę tu tylko kilka dni, ale na pewno będę wracać.

Nie znałam historii Hildegardy, nie wiedziałam o Niej właściwie nic.

 

 

 Św. Hildegarda jest patronką…
językoznawców, naukowców, ludzi słowa zatem

 

Dziś o wczesnym poranku, przy wtórze ptaków wczytuje się w życie i historię tej niezwykłej kobiety. Od szóstego roku życia w klasztorze, w odosobnionym domu z kilka lata starszą przeorysza klasztoru. Tam się uczyła, modliła, myślała… Już wtedy miewała objawienia. To ona po Judycie objęła swoją opieką klasztor. Była pocieszycielką i powiernicą najtęższych osobowości Kościoła. Uczyła jak żyć w zgodzie z boskimi i naturalnymi prawami dbając o cztery obszary człowieczeństwa, zapisywała te myśli,  ale pisała też sztuki, do których sama komponowała muzykę, zdecydowanie bardziej emocjonalną niż ówczesna muzyka kościelna. Uważała zresztą, że muzyka jest czystym wspomnieniem raju, gdzie Adam śpiewał psalmy na cześć stwórcy. Hildegarda była też kaznodzieją. Wędrowała z kazaniami wyznaczoną sobie trasą… Na pewno przywiązywała w nich wagę do słów, na pewno mówiła pięknie i na pewno więcej o miłości i dobru niż o grzechu; więcej o szansie i harmonijnym życiu, niż o karze.

 

Jakże bliska jest mi ta kobieta. Dopiero się o niej dowiedziałam, a czuję jakbym znała o niej zawsze. I tak sobie myślę, że nie można sobie wyobrazić lepszej patronki idei Dnia Dobrego Słowa niż właśnie Świętą Hildegardę.

 

 

Print Friendly

Po Świętach

kurczak z jajemPytanie co chciałbym zrobić
z tym ofiarowanym mi przez Boga nowym życiem.

 

Billy Tauzin

 

 

Zawsze po Świętach Wielkanocnych wstępuje we mnie nowe życie. Albo może to ja  racze wstępuję w nowe.  Zwykle po dwóch dniach,  które już od lat poświęcam refleksji, wstaję we wtorek z nowymi siłami… w ogóle jakaś taka nowa, nieco inna, chyba lepsza.

Przed Bożym Narodzeniem planuję, stawiam cele do osiągnięcia w nowym roku. To taka praca z wizją. W Wielki Piątek robię postanowienia odnośnie doskonalenia swojego charakteru, dyscyplinujących zachowań czy postaw… Tu mówimy raczej o misji.

Niesamowite, że po tylu latach pracy nad sobą, wciąż mam sporo do zrobienia.

 

Cóż, człowiekiem jestem i całe moje życie to dążenie w kierunku lepszej mnie,
dążenie do najpełniejszego wykorzystania potencjału, który mam w sobie.

 

Po radosnym niedzielnym śniadaniu dwa dni spędzone w ciszy i tylko ze sobą, bez internetu, telefonu i telewizji zmuszają do innego niż zwykle myślenia, zwłaszcza, że jest ta świadomość Wielkiej Nocy, nowego życia, nowego paradygmatu.

To co, wydarzyło się bowiem niemal 2000 lat temu w Jerozolimie i następujące po uznaniu zmartwychwstania lata, to wielkie zmienianie paradygmatu. Chrześcijanie zaczęli przyjmować opartą na miłości naukę Chrystusa, Nowy Testament uzupełnił pisma Starego.  Zaczęto patrzeć inaczej na Boga i człowieka.

U mnie także nastąpiło kolejne przesunięcie paradygmatu postrzegania rzeczywistości. Może nie jakieś radykalne, ale znowu ujrzałam świat na nowo. Dzieje się tak zawsze, kiedy odcinam się od różnych wpływów z zewnątrz i odnoszę jedynie do siebie, do głosu, który jest we mnie. Wiem, że ten głos to nie tylko mój głos, ale to również Głos.

 

Marta Drozd, autorka bloga Mądra miłość a także moja współpracowniczka w Fundacji Wychowanie do Szczęścia napisała krótki i niezwykle trafny tekst o wtyczkowatości. Proszę go przeczytać, to znacznie uzupełni moją wypowiedź.   

Myślę, że mamy ograniczoną liczbę wtyczek, które możemy podłączać do różnych gniazd energii. Ta  energia bywa pozorna.  Myślę też, że my sami mamy również chętnych do podłączenia się do naszych gniazd z energią. A i my również nie zawsze dajemy prawdziwą energię, czasem to jedynie erzac. Użyjęąc dalej tej energetycznej przenośni: Bywa, że z jakichś powodów niektóre gniazda są dla nas niedostępne, albo też brakuje nam już wtyczek, bo tkwią one gdzieś indziej. W Święta przyjrzałam się wtyczkom, gniazdom i rozpoznałam potrzebną mi energię. robiłam remanent w moich czterech obszarach (ciało, emocje, intelekt, duch; niestety nie ma tam takiej równowagi, jaką u siebie lubię. Każdy z obszarów jest jednocześnie przestymulowany i niedostymulowany. Dlaczego? Ano dlatego właśnie, że jedne wtyczki pracują maksymalnie, a inne nie są nawet włączone.   Powyciągałam zatem niektóre, zrezygnowałam z pewnych aktywności, natomiast podłączyłam się do innych. Wróciłam do zwyczajów, na które nie starczało mi ostatnio wtyczek a i gniazd znaleźć nie mogłam.  Codzienna gimnastyka, częste spacery z kijami, spotkania z przyjaciółmi, regularne czytanie powieści i pisanie w pamiętniku, a także słuchanie muzyki klasycznej… to niektóre powroty. O rozstaniach pisać nie będę, ale także są.

 

Dziś inna nieco, odświętna i przeprogramowana robię wiosenny reset w swoim domu i biurze. Przyglądam się wszystkiemu czym się zajmuję. Zmieniłam kurs swoich działań zawodowych.  Wkrótce stanie się już oczywiste z czego rezygnuję,  a co rozwijam ze zdwojoną pasją. Sprawdzam co (wciąż) trzeba zrobić, z czego (już) zrezygnować, co zmienić… Tworzę nową listę działań, którą od dziś zacznę traktować jako wiążącą i wykonywać zapisane na niej zadania, przybliżać się do celów.

Jakże potrzebne były mi te Święta.

 

 

 

Print Friendly

Całe szczęście, że jest Wielka Niedziela

jajoNie porzucajcie siebie aż do rozpaczy.
Jesteśmy ludźmi Wielkanocy a naszą pieśnią jest Alleluja.

Jan Paweł II

 

Wielki Piątek to dzień najsmutniejszy ze smutnych, a cierpienie i śmierć Jezusa to konsekwencja  ludzkich słabości. To także przypomnienie nieuchronnego końca każdego życia.  Smutek, który unosi się nad częścią świata, to nie tylko żal z powodu cierpienia Jezusa, ale też smutek z powodu  przegranej najwyższych wartości: miłości, wierności, mądrości, przyjaźni, lojalności, dobra…  Przegranej mimo tylu dowodów prawdy, takiej wielkiej pracy Jezusa.
Ktoś zdradził, ktoś nie stanął w obronie, ktoś milczał, ktoś się wyparł, ktoś wydał rozkaz, ktoś inny go bezmyślnie wykonywał.  Była chciwość, ciasnota umysłu, brak współczucia, zabrakło miłości, przyjaźni, wiary, zaufania. Wieczorem dopełniło się, a Jezus przestał cierpieć. Jednak z jego śmiercią odeszła jeszcze nadzieja.

 

Nie chciałoby się nawet wierzyć, że tak może być, że Kogoś Kto daje innym tyle serca, dobra, Kto rozdaje Siebie dla idei, dla lepszej przyszłości, kto nie szczędzi wysiłku ni pracy i przyjmuje niewygody, aby nieść Dobrą Nowinę, uczyć, wychowywać, pokazywać nie tyle najlepszą drogę do szczęścia, kto ofiarowuje własne dobro i najlepsze, co ma w sobie spotyka taka niesprawiedliwość.

Nie chciałoby się wierzyć… gdybyśmy niestety nie wiedzieli, że tak było i gdybyśmy nie widzieli wciąż jak słaby i nikczemny bywa człowiek.
Co i rusz na oczach różnych ludzi a czasem w odosobnieniu odbywają się małe krucyfikacje. Takie na miarę sił, możliwości i wytrzymałości zwykłego człowieka, na miarę jego rangi. Wielu ludzi za dobro dostaje niegodziwość, często od tych najbardziej obdarowanych, nie tylko wdzięczności nie ma, ale jest jej wypieranie, co i rusz przegrywa miłość, zwycięża prywata, drobne interesy i niskie pobudki. Codziennie ktoś kogoś zdradza, ktoś wydaje bzdurną decyzję, ktoś inny posłusznie ją wciela w życie. Codziennie wydaje się pozbawione miłości osądy na temat innych ludzi… Codziennie ktoś chowa do kieszeni niegodnie zarobione trzydzieści srebrników. Rzadko moje teksty mają taki ton, dziś jednak jest dzień specjalny. Dziś ból jest na miejscu, żal także, uświadomienie sobie wciąż obecnego zła również.

 

Wszystko po to, byśmy się odradzali, zmieniali, zaczynali nowe lepsze życie. No i abyśmy nie tracili nadziei, bo przecież w Wielkim Czasie przyszła niedziela i oddała ją z powrotem, tym którzy zwątpili.

Będzie i teraz niedziela. I szansa na nowe życie ujęte w symbolu jaja.  Niech będzie lepsze. A potem znowu przyjdzie codzienność. Niech i ona będzie lepsza!

Tego nam życzę.

 

 

Kochani niech Wasze Święta Wielkanocne będą dobre,

takie, jakich pragniecie.

Niech upłyną pod znakiem wiary, miłości i nadziei.
I niech te trzy cnoty prowadzą Was dalej przez życie.

 

 

 

 

Print Friendly

Srebro i złoto. Refleksja.

silverandgoldZa naukę dajcie wielką ilość srebra,
a zyskacie z nią bardzo wiele złota

 

Księga Syracha

 

W Biblii można znaleźć wszystko, mądrości na każdy temat. Ten fragment poznałam zupełnie niedawno; użyła go w liście chętna uczyć się u mnie kobieta, która tymi słowami dala wyraz zrozumieniu, iż nauka jest inwestycją, która może znakomicie zaprocentować. Może, nie musi.  Nauka i zdobyta w jej toku wiedza, nie jest bowiem jedynym wyznacznikiem sukcesu. Nie jest nawet czynnikiem wystarczającym, acz – koniecznym. Ważne jest także i to  jaka to wiedza, czemu służy i jak mamy zamiar ją wykorzystać – teraz czy w przyszłości.

 

Często widzę w jak nieprzemyślny, a może raczej  niedoczuty, niezgodny z własnym sercem sposób, ludzie podejmują decyzje o nauce, także u mnie.  Jeden z powodów, dla których inwestycja w szkolenia, szczególnie w roczny program Droga do jest znaczna, to dążenie do skłonią kandydatów do odpowiedzenia sobie na pytania:

  • Dlaczego chcę to zrobić?
  • Po co to robię? Jakie cele chcę osiągnąć?
  • Jak wykorzystam w przyszłości tę wiedzę i doświadczenie?
  • Co może się dzięki temu zmienić w moim życiu?
  • Jakie decyzje trzeba podjąć, aby można było wziąć udział w tym programie?   

 

Nie wskazane jest jednak myślenie w kategoriach materialnego zwrotu pieniędzy. O żadnej idei, o żadnych poważnych celach nie można myśleć w taki sposób. Tego zresztą nikt nie może być pewien. Kiedy inwestowałam w swoją wiedzę, w kolejne przyjazdy do Polski, kiedy dziś inwestuję czas w pisanie bloga, działania na Facebooku czy spotkania Klubów Skutecznego Działania w odległych miastach, kiedy wkładam w to nie tylko pieniądze ale także czas i energię, nie zastanawiam się co z tego będzie w wymiarze  finansowym. Oczywiście, nie lubię dokładać, jednak przede wszystkim interesuje mnie to: jak te działania wpływają na dalszy los ludzi, których ono dotyka, a także na ideę logodydaktyki i przyszłość Akademii Skutecznego Działania.

 

Myślenie o ważniejszym celu, o czymś istotniejszym nawet niż my sami,
powoduje, że paradoksalnie lepiej korzystamy również na tym osobiście.

 

Takie podejście powoduje też, że bardzo poważnie traktuje się każde spotkanie, jest się obecnym i ciałem i duchem, odrabia się pracę domową i robi proponowane ćwiczenia. Zapewniam też, że tak zainwestowane pieniądze nie tylko się zwracają, ale ze spotkania na spotkanie wydają się być coraz lepszą inwestycją. Często już  w czasie trwania programu sprawdza się druga część sentencji zaczerpniętej z mądrości Syracha – zyskuje się wiele złota. A dodatkowo otrzymuje się też mnóstwo wartości, które są nie tylko nie do przeliczenia na pieniądze, ale często nawet niemierzalne.  

 

Widzę też jak czasem konieczność zainwestowania w naukę pieniędzy hamuje pragnienie jej zdobycia. Szkoda. Rzadko kiedy dysponujemy takimi kwotami pieniędzy, aby realizacja jednych pragnień nie łączyła się z rezygnacją – czy chwilowym przeniesieniem na inny termin – z innych. To absolutnie normalne. Okres, w którym zaczęłam inwestować w swoją wiedzę i doświadczenie, był jednocześnie tym, w którym miałam najmniej pieniędzy na jakiekolwiek inwestycje. Dokonywałam czasem niełatwych wyborów. Jednak wiedziałam po co to robię.

Nie ukrywam, że nie lubię słuchać, kiedy ktoś mówi, że teraz go na to nie stać albo że coś jest (dla niego) za drogie.

 

Nie ma rzeczy za drogich…
Jest tylko wartość, za którą jesteśmy lub nie jesteśmy, 
gotowi zapłacić.

 

Te same osoby wydają pieniądze na inne rzeczy albo dokonują inwestycji w… inną wiedzę, w inne szkolenia czy inne kursy. Mają do tego prawo. Znaczy to tyle, że tamte propozycje są dla nich bardziej atrakcyjne. Dobrze byłoby oczywiście także  w takim wypadku, aby miały dobre odpowiedzi na podane wyżej pytania. Aby dokonywały najlepszych wyborów.

 

Napisałam ten tekst nie tylko powodowana pięknymi wypowiedziami wspomnianej Kobiety, ale także po to, aby pomóc osobom, które być może nie wiedzą jakich dokonać wyborów. Zapełnia się liczba osób biorących udział w rocznym programie Droga do…  TU PROGRAM I REJESTRACJA

Nie chcę aby znowu powtórzyła się sytuacja jak co roku… w ostatnim momencie chcą dołączyć poszczególne osoby i okazuje się, że niestety nie ma już miejsca.  Grupa nie może mieć więcej niż 18 osób.

 

Jest też jeszcze pięć miejsc na szkolenie MOGĘ, CHCĘ ,POTRAFIĘ, DZIAŁAM w Warszawie   TU PROGRAM I REJESTRACJA 

I  sporo miejsc w Londynie.  PROGRAM I REJESTRACJA

Szczególnie londyńczyków proszę o rozpowszechnienie informacji o szkoleniu. Druga taka okazja może nie powtórzyć szybko, może nigdy…

 

 

Print Friendly

Szkolenia

31.07.2014

Rejestracja na Drogę do... SOPOT

Gdzie: Sopot
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka i Trenerzy ASDIMO

26.09.2014

IV Dni Siły w Warszawie

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka i Trenerzy ASDIMO oraz zaproszeni Goście

więcej szkoleń

Spotkania KSD

Brak zaplanowanych spotkań

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+