Iwona Majewska-Opiełka

Całe szczęście, że jest Wielka Niedziela

jajoNie porzucajcie siebie aż do rozpaczy.
Jesteśmy ludźmi Wielkanocy a naszą pieśnią jest Alleluja.

Jan Paweł II

 

Wielki Piątek to dzień najsmutniejszy ze smutnych, a cierpienie i śmierć Jezusa to konsekwencja  ludzkich słabości. To także przypomnienie nieuchronnego końca każdego życia.  Smutek, który unosi się nad częścią świata, to nie tylko żal z powodu cierpienia Jezusa, ale też smutek z powodu  przegranej najwyższych wartości: miłości, wierności, mądrości, przyjaźni, lojalności, dobra…  Przegranej mimo tylu dowodów prawdy, takiej wielkiej pracy Jezusa.
Ktoś zdradził, ktoś nie stanął w obronie, ktoś milczał, ktoś się wyparł, ktoś wydał rozkaz, ktoś inny go bezmyślnie wykonywał.  Była chciwość, ciasnota umysłu, brak współczucia, zabrakło miłości, przyjaźni, wiary, zaufania. Wieczorem dopełniło się, a Jezus przestał cierpieć. Jednak z jego śmiercią odeszła jeszcze nadzieja.

 

Nie chciałoby się nawet wierzyć, że tak może być, że Kogoś Kto daje innym tyle serca, dobra, Kto rozdaje Siebie dla idei, dla lepszej przyszłości, kto nie szczędzi wysiłku ni pracy i przyjmuje niewygody, aby nieść Dobrą Nowinę, uczyć, wychowywać, pokazywać nie tyle najlepszą drogę do szczęścia, kto ofiarowuje własne dobro i najlepsze, co ma w sobie spotyka taka niesprawiedliwość.

Nie chciałoby się wierzyć… gdybyśmy niestety nie wiedzieli, że tak było i gdybyśmy nie widzieli wciąż jak słaby i nikczemny bywa człowiek.
Co i rusz na oczach różnych ludzi a czasem w odosobnieniu odbywają się małe krucyfikacje. Takie na miarę sił, możliwości i wytrzymałości zwykłego człowieka, na miarę jego rangi. Wielu ludzi za dobro dostaje niegodziwość, często od tych najbardziej obdarowanych, nie tylko wdzięczności nie ma, ale jest jej wypieranie, co i rusz przegrywa miłość, zwycięża prywata, drobne interesy i niskie pobudki. Codziennie ktoś kogoś zdradza, ktoś wydaje bzdurną decyzję, ktoś inny posłusznie ją wciela w życie. Codziennie wydaje się pozbawione miłości osądy na temat innych ludzi… Codziennie ktoś chowa do kieszeni niegodnie zarobione trzydzieści srebrników. Rzadko moje teksty mają taki ton, dziś jednak jest dzień specjalny. Dziś ból jest na miejscu, żal także, uświadomienie sobie wciąż obecnego zła również.

 

Wszystko po to, byśmy się odradzali, zmieniali, zaczynali nowe lepsze życie. No i abyśmy nie tracili nadziei, bo przecież w Wielkim Czasie przyszła niedziela i oddała ją z powrotem, tym którzy zwątpili.

Będzie i teraz niedziela. I szansa na nowe życie ujęte w symbolu jaja.  Niech będzie lepsze. A potem znowu przyjdzie codzienność. Niech i ona będzie lepsza!

Tego nam życzę.

 

 

Kochani niech Wasze Święta Wielkanocne będą dobre,

takie, jakich pragniecie.

Niech upłyną pod znakiem wiary, miłości i nadziei.
I niech te trzy cnoty prowadzą Was dalej przez życie.

 

 

 

 

Print Friendly

Srebro i złoto. Refleksja.

silverandgoldZa naukę dajcie wielką ilość srebra,
a zyskacie z nią bardzo wiele złota

 

Księga Syracha

 

W Biblii można znaleźć wszystko, mądrości na każdy temat. Ten fragment poznałam zupełnie niedawno; użyła go w liście chętna uczyć się u mnie kobieta, która tymi słowami dala wyraz zrozumieniu, iż nauka jest inwestycją, która może znakomicie zaprocentować. Może, nie musi.  Nauka i zdobyta w jej toku wiedza, nie jest bowiem jedynym wyznacznikiem sukcesu. Nie jest nawet czynnikiem wystarczającym, acz – koniecznym. Ważne jest także i to  jaka to wiedza, czemu służy i jak mamy zamiar ją wykorzystać – teraz czy w przyszłości.

 

Często widzę w jak nieprzemyślny, a może raczej  niedoczuty, niezgodny z własnym sercem sposób, ludzie podejmują decyzje o nauce, także u mnie.  Jeden z powodów, dla których inwestycja w szkolenia, szczególnie w roczny program Droga do jest znaczna, to dążenie do skłonią kandydatów do odpowiedzenia sobie na pytania:

  • Dlaczego chcę to zrobić?
  • Po co to robię? Jakie cele chcę osiągnąć?
  • Jak wykorzystam w przyszłości tę wiedzę i doświadczenie?
  • Co może się dzięki temu zmienić w moim życiu?
  • Jakie decyzje trzeba podjąć, aby można było wziąć udział w tym programie?   

 

Nie wskazane jest jednak myślenie w kategoriach materialnego zwrotu pieniędzy. O żadnej idei, o żadnych poważnych celach nie można myśleć w taki sposób. Tego zresztą nikt nie może być pewien. Kiedy inwestowałam w swoją wiedzę, w kolejne przyjazdy do Polski, kiedy dziś inwestuję czas w pisanie bloga, działania na Facebooku czy spotkania Klubów Skutecznego Działania w odległych miastach, kiedy wkładam w to nie tylko pieniądze ale także czas i energię, nie zastanawiam się co z tego będzie w wymiarze  finansowym. Oczywiście, nie lubię dokładać, jednak przede wszystkim interesuje mnie to: jak te działania wpływają na dalszy los ludzi, których ono dotyka, a także na ideę logodydaktyki i przyszłość Akademii Skutecznego Działania.

 

Myślenie o ważniejszym celu, o czymś istotniejszym nawet niż my sami,
powoduje, że paradoksalnie lepiej korzystamy również na tym osobiście.

 

Takie podejście powoduje też, że bardzo poważnie traktuje się każde spotkanie, jest się obecnym i ciałem i duchem, odrabia się pracę domową i robi proponowane ćwiczenia. Zapewniam też, że tak zainwestowane pieniądze nie tylko się zwracają, ale ze spotkania na spotkanie wydają się być coraz lepszą inwestycją. Często już  w czasie trwania programu sprawdza się druga część sentencji zaczerpniętej z mądrości Syracha – zyskuje się wiele złota. A dodatkowo otrzymuje się też mnóstwo wartości, które są nie tylko nie do przeliczenia na pieniądze, ale często nawet niemierzalne.  

 

Widzę też jak czasem konieczność zainwestowania w naukę pieniędzy hamuje pragnienie jej zdobycia. Szkoda. Rzadko kiedy dysponujemy takimi kwotami pieniędzy, aby realizacja jednych pragnień nie łączyła się z rezygnacją – czy chwilowym przeniesieniem na inny termin – z innych. To absolutnie normalne. Okres, w którym zaczęłam inwestować w swoją wiedzę i doświadczenie, był jednocześnie tym, w którym miałam najmniej pieniędzy na jakiekolwiek inwestycje. Dokonywałam czasem niełatwych wyborów. Jednak wiedziałam po co to robię.

Nie ukrywam, że nie lubię słuchać, kiedy ktoś mówi, że teraz go na to nie stać albo że coś jest (dla niego) za drogie.

 

Nie ma rzeczy za drogich…
Jest tylko wartość, za którą jesteśmy lub nie jesteśmy, 
gotowi zapłacić.

 

Te same osoby wydają pieniądze na inne rzeczy albo dokonują inwestycji w… inną wiedzę, w inne szkolenia czy inne kursy. Mają do tego prawo. Znaczy to tyle, że tamte propozycje są dla nich bardziej atrakcyjne. Dobrze byłoby oczywiście także  w takim wypadku, aby miały dobre odpowiedzi na podane wyżej pytania. Aby dokonywały najlepszych wyborów.

 

Napisałam ten tekst nie tylko powodowana pięknymi wypowiedziami wspomnianej Kobiety, ale także po to, aby pomóc osobom, które być może nie wiedzą jakich dokonać wyborów. Zapełnia się liczba osób biorących udział w rocznym programie Droga do…  TU PROGRAM I REJESTRACJA

Nie chcę aby znowu powtórzyła się sytuacja jak co roku… w ostatnim momencie chcą dołączyć poszczególne osoby i okazuje się, że niestety nie ma już miejsca.  Grupa nie może mieć więcej niż 18 osób.

 

Jest też jeszcze pięć miejsc na szkolenie MOGĘ, CHCĘ ,POTRAFIĘ, DZIAŁAM w Warszawie   TU PROGRAM I REJESTRACJA 

I  sporo miejsc w Londynie.  PROGRAM I REJESTRACJA

Szczególnie londyńczyków proszę o rozpowszechnienie informacji o szkoleniu. Druga taka okazja może nie powtórzyć szybko, może nigdy…

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – 13 kwietnia 2014

Dziś przedstawiam wywiad jaki przeprowadzili ze mną dwaj uczniowie klasy V C ze Szkoły Podstawowej nr. 158 w Warszawie: Jakub Peraud i Patryk Jastrzębski pracujący pod kierunkiem Grzegorza Marcinkiewicza.

Często dziennikarze nie zadają pytań tak ciekawych i pozwalających naprawdę coś powiedzieć. Bardzo dziękuję za te szansę. Uznałam, że może to zainteresować wszystkich.  Jakże się cieszę, że idea Dnia Dobrego Słowa staje się coraz popularniejsza. Wierzę, że doczekam się ogólnopolskiego Dnia Dobrego Słowa. 

W Szkole Podstawowej nr. 158 Dzień Dobrego Słowa będzie obchodzony jutro. Prelekcję na ten temat wygłosi, a potem poprowadzi gry i zabawy Agnieszka Kaczorowska, wspaniała młoda kobieta, ambasadorka dobrego słowa, znana z serialu Klan, w którym od dziecka gra Bożenkę.

 

A oto wywiad:

 

Czym się Pani interesowała w szkole podstawowej?

Interesowały mnie inne kraje. Marzyłam o podróżach, które wtedy można było odbywać niemal jedynie za pomocą książek i artykułów ze zdjęciami. Zbierałam znaczki pocztowe. Swoja drogą, ciekawe czy ktoś je dzisiaj zbiera? Jednakże moją pasją był język polski. Uwielbiałam czytać i pisać. Bardzo wcześnie zaczęłam pisać pamiętnik, wiersze, a także opowiadania. I to mi zostało do dziś.

 

Jak powstał pomysł Dnia Dobrego Słowa? Czy coś szczególnego się wydarzyło

Jako psycholog wiem, jaką wielka rolę pełnią w życiu człowieka słowa. To nimi opisujemy świat.  Słowa mają olbrzymi wpływ na nasz nastrój. Można nimi ludzi budować ale można też ich niszczyć.  Dlatego w swojej pracy zawsze podkreślałam wagę słów. Trzy lata temu, na blogu zaproponowałam aby 13 dzień każdego miesiąca był dniem, w którym będziemy bardziej uważać na to co i jak mówimy. Moja koleżanka Kasia zaproponowała aby zrobić taki profil na facebooku i szerzej propagować tę akcję. Marzył nam się ogólnopolski Dzień Dobrego Słowa obchodzony w całym kraju. Dalej nam się marzy.  

 

Gdyby miała Pani streścić w jednym haśle ideę tego Dnia, jakie to byłyby słowa?

 

Powiedz to dobrym słowem!
Słowa zmieniają świat.

 

W jakich miejscach realizowany jest projekt? Kto jest adresatem tego projektu?

Adresatem są wszyscy. Każdemu przyda się większa troska o słowo. Zawsze 13 dnia każdego miesiąca piszę na blogu tekst na ten temat, na Facebooku jest profil, na którym można znaleźć nie tylko moje teksty ale także różne cytaty mówiące o wadze słowa i… po prostu dobre słowa.

Obchodzą go niektórzy moi klienci, w całych firmach zwraca się wtedy uwagę na język. Obecny jest także w kilku szkołach. Tak najbardziej to zależy mi właśnie na tym, aby szkoły obchodziły co miesiąc Dzień Dobrego Słowa. Najpierw huczna inauguracja, jak teraz w Waszej szkole, a potem już tylko przypominanie o tym co miesiąc.

 

Rozumiemy, że w Warszawie dopiero projekt zaczyna być wdrażany do szkół…

Tak, istnieje w Poznaniu, w Płocku w Gdańsku i kilku małych miasteczkach, ale w Warszawie Wasza szkoła jest pierwsza. I już zawsze będzie. Bardzo dziękuje za te inicjatywę. Wierzę, że podchwycą ją inne szkoły.  

 

Prowadzi Pani szkolenia dla dyrektorów, menadżerów, nauczycieli, rodziców, uczniów, kieruje Akademią Skutecznego Działania. Proszę powiedzieć nam, młodym ludziom, skąd bierze Pani na to wszystko czas i energię?

Uczę jak optymalnie wykorzystywać własny czas i jak żyć, aby zachowywać balans pomiędzy pracą i odpoczynkiem, jak odnawiać siły. Skoro tego uczę, to znaczy, że sama muszę potrafić tak żyć. Można się tego nauczyć. Najważniejsze w życiu jest to, żeby wiedzieć, co jest dla nas ważne, a następnie dokonywać wyborów w zgodzie z tą wiedzą. Jak powiedział Goethe „Sprawy ważne nie mogą pozostawać na łasce mniej istotnych”.  

 

Co – według Pani – jest drogą do sukcesu i szczęścia człowieka?

Przede wszystkim trzeba mieć własne marzenia, własne nie te sprzedawane przez media… A następnie trzeba podążać w kierunku ich realizacji. Ważne przy tym jest to, żeby robić to uczciwie i pamiętać o tym, aby koszty naszego sukcesu nie były zbyt wielkie. Chodzi o to, aby mądrze inwestować swój czas i pracę, żeby nie tylko się uczyć i działać ale także doskonalić swój charakter, bo to sprawi, że będzie nam łatwiej osiągać sukcesy… A i życie będzie większą przyjemnością.

 

Na Pani blogu wyczytaliśmy o istnieniu logodydaktyki. Mogłaby Pani nam wyjaśnić, czym ona jest?

A to jest właśnie koncepcja, która pozwala na życie, o jakim tu mowie. To zestaw zasad postępowania pozwalający zachować w każdej sytuacji skuteczność, ale także ćwiczenia wzmacniające pięć cech charakteru, które są niezbędne w  skutecznym działaniu, wśród nich poczucie własnej wartości. To również metodyka nadawania unikatowego sensu własnemu życiu, szukania swojego posłannictwa, pasji. Logodydaktyka to taka nauka szczęśliwego życia. W tym roku ukaże się książka Logodydaktyka w szkole. O wychowaniu mądrego i szczęśliwego człowieka pokazująca jak można ją wprowadzić do szkoły. Jednak Wam mogę polecić książkę Korepetycje z sukcesu mojego autorstwa, która przeznaczona jest dla młodzieży.

 

Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy 10 lat później, co widzimy? Jakie ma Pani oczekiwania związane projektem Dnia Dobrego Słowa?

Za dziesięć lat Dzień Słowa będzie się obchodzić tylko raz w roku – 13 września, na pamiątkę tej akcji. Dlatego, że już wszyscy będą wiedzieli, jak ważne jest słowo i wyrobią sobie nawyk używania dobrych słów. Codziennie będzie dzień dobrego słowa.

 

Jaką ważną, mądrą radę dałaby Pani na przyszłość młodym nastolatkom, takim jak my?

Nie wiem czy jest mądra, jednak sprawdziła się w wielu życiach, także w moim. Podążajcie za swoimi marzeniami. Nie pozwólcie innym wmówić Wam, że to nie ma sensu, że to się nie uda albo  że z tego nie ma pieniędzy. Ceńcie czas i bądźcie gotowi zainwestować go w to marzenie…

 

P.S. Udanego Dnia Dobrego Słowa życzę. Pamiętajcie Kochani, aby dziś szczególnie uważać co i jak mówimy.

 

 

 

 

Print Friendly

Pisane na wodzie…

szklanka wodyMusisz zrozumieć, że zobaczyć to znaczy uwierzyć,
ale również wierzyć to znaczy zobaczyć.

 

Denis Waitley

 

Jakiś czas temu napisałam tekst Kocham cię ryżu – o pamięci wody, o badaniach robionych przez doktora Masaru Emoto  pokazujące, że woda reaguje na nasze słowa a nawet myśli. Badacz fotografował cząsteczki wody błogosławionej przez mnicha oraz te, które były niejako przeklinane i nieodmiennie okazywało się, że mają zupełnie inny obraz, inną strukturę. Te błogosławione są regularne, można powiedzieć piękne, te przeklinane bezkształtne i chaotycznie skomponowane. Oprócz cząsteczek wody obserwowano także ryż. Ugotowany ryż wkładano do dwóch słoiczków czy pojemników i na jednym pisano dobry ryż albo kocham cię ryżu, na drugim zły ryż, nienawidzę cię ryżu.  Po trzech tygodniach okazywało się, że podczas gdy ryż kochany wciąż świetnie się trzymał, ryż nienawidzony pleśniał, czarniał, żółkł…

Wczoraj na szkoleniu dla dystrybutorów firmy Colway Pani Elżbieta zrobiła mi niezwykły prezent. Przyniosła pięknie zapakowane pudełko i woreczek ze zgrzebnego lnu. W pudełeczku w towarzystwie kwiatów znajdował się słoiczek z ryżem, a na wieczku słoika widniało napis dobry ryż. W woreczku był zły ryż. Oba miały już cztery miesiące. Pani Ela z jej dorosłą córka z pasja opowiadały o tym jak dobrze i niedobrze traktowany był ryz. Jazda do wora, jesteś brzydki – słyszał jeden a drugi pieszczony był zdaniami w rodzaju śliczny jesteś, dobry, masz ładne pudełeczko, przyjemnie na ciebie patrzeć. Dzieci bawiły się w okolicy dobrego ryżu. Zły (aż mi go szkoda) w swoim woreczku stał sam.

Chciałoby się powiedzieć, że to tylko ryż, ale czy rzeczywiście tylko…

ryż w pudeł;u

 

Różnica była ewidentna, widać to zresztą na zdjęciu. Ryż traktowany przyjaźnie i dobrymi słowami zachował swój pierwotny wygląd, ryż, któremu mówiono niedobre rzeczy i tak samo traktowano był czarny, zgniły. Jakoś tak nie bardzo można już powiedzieć, że to tylko ryż… O niczym, co ma w sobie wodę nie można zatem tak powiedzieć.

 

ryź bexz pudełka

 

 

 

Woda zachowuje się jakby czuła nasze słowa, a nawet nastroje. Warto zatem uważać co mówimy o jedzeniu. Błogosławienie pokarmu i poświęcona mu modlitwa nabiera w świetle tych doniesień nowego znaczenia.

Ma to jednak szersze znaczenie. Człowiek składa się w 75 procentach z wody! Bardzo istotne jest zatem to, w jaki sposób odzywamy się do drugiego człowieka i do siebie, a nawet w jaki sposób myślimy.

Jeśli dziecko najpierw w łonie matki, a potem przez cały okres niemowlęctwa dostaje dobre słowa, ciepłe myśli i miłość, jeśli potem również wychowywane jest w dobrej atmosferze i za sprawą dobrych słów, to na pewno jego wnętrze będzie planowo rozkwitać i zdrowo  wzrastać. Jeśli zaś towarzyszyć mu będzie słowo niedobre, myśli ciężkie i bez miłości, to nawet najpiękniej zaprojektowany organizm nie będzie kwitł, a nawet może chorować. Dusza dziecka będzie  otoczona taką samą, choć niewidoczną dla oka, czarną mazią, która nie pozwoli ujawnić się temu, co w niej  naprawdę jest.

Dlatego uważajmy na słowa. Mówmy pięknie do siebie i mówmy pięknie do dzieci. Skoro ryz reaguje na słowa, to ludzie tym bardziej. A jeśli ktoś chce się przekonać, że tak jest w istocie, zachęcam do zrobienia eksperymentu. Im więcej przekonanych ludzi, tym lepiej.

 

 

 

 

 

Print Friendly

Umiar. Zakończenie.

Umiar_koniecWszystko z umiarem, także sam umiar

 

R.W. Emerson

 

Co wynika z tej całej wiedzy, którą przekazywałam w skrócie w poprzednich wpisach?
To właśnie, że trzeba szukać innych sposobów dawania sobie siły, odwagi, budowania cech sprzyjających pełnemu życiu, takich choćby jak poczucie własnej wartości. To, że trzeba szukać swojego sensu życia, nadawać mu własny sens.
Jeśli będzie się miało wizję własnego życia i systematycznie ją realizował, nie będzie nie tylko potrzeby na wypełnianie jej z zewnątrz ale także miejsca na takie zachowania. Cele – sprecyzowane i konkretne zagospodarowują nasz czas i nadają życiu rytm. Jeśli wywodzą się marzeń, są źródłem adrenaliny i endorfin, powodujących w organizmie przyjemny stan podniecenia emocjonalnego. Nie potrzebujemy wtedy żadnych dopalaczy.

 

Pięć cech charakteru, o których mówi logodydaktyka:
poczucie własnej wartości, proaktywność, spójność wewnętrzna, poczucie obfitości i pozytywne myślenie
skutecznie chronią nas przed nałogami i brakiem umiaru.

 

Poczucie własnej wartości powoduje, że nie potrzebujemy dodawać sobie sztucznie animuszu ani też odgradzać się od życia zasłoną alkoholu, pracy czy literackiej fikcji albo skrywać pod internetowym nikiem. Pozwala też przyjąć od innych uwagę, radę, pomoc.

Proaktywność pozwala nam wybierać zachowania w zgodzie z naszymi wartościami i celami, powoduje, że któregoś dnia… zastanowimy się jakie one właściwie są. To proaktywność powoduje, że w końcu zapisujemy się na szkolenie, zasiadamy do spisania misji czy ułożenia wizji i zamienienia jej na cele.

Spójność wewnętrzna pozwala nam na ciągły kontakt z naszym sumieniem i działaniem zgodzie z przyjętymi wartościami i z pryncypiami, choćby takimi jak umiar. To ona ułatwia nam wytrwałość i dotrzymywanie obietnic, ona uwrażliwia na innych. Jest źródłem prawdziwego poczucia sensu co powoduje, że nie potrzebujemy w tym temacie wypełnienia namiastkami sensu płynącymi z zewnątrz.

Poczucie obfitości daje nam wdzięczność i radość wynikającą z możliwości doświadczania codziennych cudów. Znowu zmniejsza to nasz apetyt na kupowanie, jedzenie czy inne stymulowanie umysłu i ciała. Zwiększa też poczucie własnej wartości, co  z kolei owocuje siłą.

Pozytywne myślenie utrzymuje w nas wyższy poziom energii i radości niż siłowania i alkohol razem wzięte. Endorfiny powstające przy pozytywnych myślach, śmiechu i zdrowym ruchu dają nam to wszystko. Nie potrzeba też tyle kawy i słodyczy.

Te wszystkie cechy powodują, że lepiej się komunikujemy, a zatem polepszamy nasze relacje, czynimy je głębszymi i prawdziwszymi, uczymy się mówić o potrzebach. Lepiej też zarządzamy sobą w czasie, zatem znajdujemy go na wszystko, co jest dla nas naprawdę ważne… zwłaszcza, że dzięki zastanowieniu się nad misją i wartościami, już to wiemy.   

 

W tym wszystkim ogromną rolę pełni oczywiście słowo. Dlatego dobrym początkiem jest zawsze uważne korzystanie z języka. To jak mówimy o sobie, jak siebie nazywamy ma znaczenie, to czy uważamy, że mamy siłę czy wprost przeciwnie, ma wpływ na jej autentyczny poziom. Język proaktywny polegający na używaniu słów mogę, chcę, wybieram zamiast muszę, także może zmienić nasz poziom woli. No i może warto przestać się usprawiedliwiać… zarówno do innych jak i przed sobą. W taki bowiem sposób nasza podświadomość dostaje sprzeczne komunikaty, już nie wie sama czy robimy pewne rzeczy z wyboru czy ma nam raczej pomóc, byśmy potrafili z tego zrezygnować. .

 

Czasem ta sama czynność,
w zależności od poziomu kontroli i oceny sumienia,
 może być nawykiem lub nałogiem.

 

Praca na najwyższym poziomie swoich możliwości i wywiązywanie się z przyjętych zobowiązań, ćwiczenia fizyczne, kieliszek wina do dobrego obiadu, wieczorny seks z ukochanym, czy internetowe przywitanie się z gronem znajomych lub wykonanie codziennych działań marketingowych w Internecie może być jedynie nawykiem.  Może jednak przekształcić się w niekontrolowany nałóg.  

Warto sprawdzić jak to wygląda u nas. Jeśli stwierdzimy, iż posuwamy się w kierunku nałogu, trzeba szybko podjąć właściwe działania.

I zacząć już dziś…

 

A na zakończenie jeszcze jedno: Umiar nie znaczy przeciętność, bylejakość i pośledniość. Umiar też nie jest czymś czego od czasu do czasu nie można przekroczyć… Od czasu do czasu… Od święta. A potem szybko powrócić.

 

 

 

Print Friendly

Umiar. Ciąg dalszy

Nawet przesaUmiar_ wyborydzając, trzeba mieć umiar

 Beniamin Disraeli

 

 

Dziś mam pełną kontrolę nad swoim życiem, ale nie zawsze tak było.
Piłam w sowim życiu za dużo alkoholu, czasem były to nawet dłuższe okresy, paliłam jak smok, obiadałam się bez pamięci.
Nigdy nie dopuściłam do nałogu, ale to tylko dlatego, że zawsze pamiętnik pozwalał mi się lepiej sobie przyglądać niż robi to większość ludzi. Kto wie jak by było, gdybym w odpowiednim momencie nie powiedziała: dość. Udawało mi się zawsze podjąć działania w momencie, kiedy jeszcze miałam kontrolę nad swoim zachowaniem. 

Po czym można poznać, że nie mamy pełnej kontroli nad swoimi zachowaniami?

  1. Tłumaczymy się sami przed sobą i innymi z tych zachowań, usprawiedliwiamy się.
  2. Wybieramy ze względu na nie miejsca (czy się pali, czy jest internet) i ludzi (opuszczamy grupę aby zapalić, albo nawet ukochaną, zostawiamy znajomych aby biec do sam na sam z interetem, nie wychodzimy niemal z domu, zapominamy o ważnym spotkaniu, bo pije nam się dobrze alkohol z kimś innym, zostawiamy w łóżku ukochanego, który chce się poprzytulać tylko po to, by zasiąść przed ekranem monitora, albo odwrotnie – siedzimy przy monitorze podczas kiedy ona zaprasza do łóżka)
  3. Godzimy się na niewygody lub inne ograniczenia dla możliwości posiadania źródła nawyku (dźwigamy ciężki laptop ze sobą, zagospodarowujemy papierosami miejsce w walizce, wydajemy pieniądze na to zamiast na inne ważne rzeczy, śpimy w zadymionym pomieszczeniu, znosimy odór pomieszczenia, nie stać nas na wiele rzeczy z powodu wydawanych pieniędzy, a nawet popadamy w długi)
  4. Są momenty, w których – kiedyś wyłącznie przyjemna – dana czynność przestaje nam sprawiać przyjemność. Mamy wtedy przebłysk, że chyba nie wszystko jest pod kontrolą.
  5. Zadaje się pytania: Dlaczego nie umiem tego zostawić, odejść od tego, zrobić przerwy?
  6. Mamy wyraźny spadek energii, nawet w tych czynnościach, które kiedyś nam jej dodawały.  
  7. Zaniedbujemy inne rzeczy. Ludzie z naszego otoczenia mogą zwracać nam uwagę na brak proporcji w naszym działaniu czy w ogóle niepotrzebne zachowania. Widzimy nagle, że czegoś nie ogarniamy… To już naprawdę ostatni moment, aby się wycofać.

 

Co się dzieje, kiedy powstaje taki nawyk? Pierwotnie, dane zachowanie coś nam daje, jakąś korzyść, może nawet przyjemność. Czasami dzieje się tak przez cały czas trwania nałogu, jednak w zwykle towarzyszą temu również negatywne emocje.

 

Zawsze natomiast taki nawyk coś nam zastępuje.
Brak jakiegoś innego mechanizmu regulującego nasze relacje ze światem.

 

To mechanizm, który powstał po to, by nas chronić, aby było nam lepiej. To rodzaj cienia.
Alkohol jest najczęściej zasłoną oddzielająca człowieka od prawdziwego życia. Ma dać siłę czy odwagę do działania albo znoszenia rzeczywistości. Bywa też erzacem na pustkę emocjonalną czy duchową, zwłaszcza pomiędzy bliskimi ludźmi (często tak jest w związkach). Ma dawać złudę podnoszenia poczucia własnej wartości i działania.

Uzależnienie od seksu to często poszukiwanie kontroli w życiu, a także źródło jedynej znanej silnej przyjemności. To również wielka potrzeba akceptacji… chęć bycia potrzebnym, ba, niezbędnym, choćby na chwilę.

Zakupy podnoszą poczucie własnej wartości i pozorują działania życiowe.

Interenet zagospodarowuje czas, jest namiastką wizji i celów życiowych. Pozwala czuć, że się działa, dostarcza emocji, odsuwa nudę

Papieros łączy człowieka z człowiekiem ale i człowieka ze sobą samym… znowu pozornie. Ten rytuał wyjmowania z paczki, zapalania, częstowania. Takie wspólne palenie w czasie przerwy czy innych momentach wydaje się łączyć palących.

Jedzenie daje szybką chemiczną przyjemność. Jemy zatem wtedy, kiedy mamy deficyt przyjemności: z nudów, z bólu emocjonalnego, z  chandry czyli poczucia braku sensu. To taki natychmiastowy sens. Niektórym pozwala się to też skupić na innej czynności, czy uprzyjemnić ją, jeśli nie znajdują w niej odpowiedniej dawki przyjemności.

A praca? W wersji bez umiaru również zastępuje prawdziwy sens życia. Jeśli człowiek jest wciąż zajęty, nie czuje że mu czegoś ważnego brakuje, na przykład miłości czy bliskości, albo też poczucia bezpieczeństwa. Może też być ucieczką od różnych niechcianych miejsc i ludzi. Daje poczucie kontroli i poczucie sprawczości, czasami sensu.

Dobrze zatem zidentyfikować nasze pierwotne przyczyny działań, których już de facto nie chcemy, a które panują nad naszą świadomością. Jeśli je określimy, wówczas w ich miejsce możemy wstawiać inne zachowania – zdrowe czy korzystne dla naszego życia.

 

 

Print Friendly

Umiar

Umiar_facebookCałkowita rezygnacja z czegoś
może być łatwiejsza niż umiar

 

Św. Augustyn

 

1 kwietnia zrobiłam na Facebooku żarcik primaaprilisowy i napisałam, że przez dwa tygodnie nie będę się odzywała, ponieważ wyjeżdżam aby leczyć właśnie uzależnienie od facebooka. Tak to się dzieje, kiedy brak umiaru – zakończyłam wypowiedź.

Na szczęście jestem wolna od wszelkich nałogów, z łatwością rezygnuję również z odwiedzania  facebookowych stron, choć kiedy mogę chętnie na nich bywam. Sadzę bowiem, że wnoszę tam pozytywną energię, miłe słowo, energetyzującą muzykę i dobrą nowinę. Sama także korzystam.

Nie wyjechałam i nie wyjadę na żaden odwyk, choćby dlatego, że umiar jest jednym z moich fundamentalnych pryncypiów w zgodzie z którymi staram się żyć. Chodzi o umiar we wszystkim: w jedzeniu, spaniu,  piciu, w pracy, w wydawaniu pieniędzy w gimnastyce (w ogóle w zajęciach sportowych), w spotkaniach z ludźmi, w samotności, w oglądaniu telewizji, a także w bywaniu na Facebooku.

Istnieją pewne zjawiska, substancje, działania, które w ogóle nie powinny pojawiać się w naszym życiu i wtedy umiarem można nazwać korzystanie z jakiejś części dóbr tego świata, umiejętność wyboru tego, co ważniejsze, co lepsze. To już jest jakby pierwsza selekcja dokonywana przez umiar w naszym życiu. Jednak to jeszcze nie wszystko.

 

Umiar to zdolność zachowywania właściwych proporcji
pomiędzy różnymi działaniami i zachowaniami,

a także utrzymywanie równowagi pomiędzy tym co w życiu ważne,
a tym, co daje jedynie  przyjemność czy chwilowe zapomnienie,
oderwanie od rzeczywistości.

Umiar zwiększa szansę na zbalansowane życie,
gdzie ciało, emocje, intelekt i duch dostają odpowiednią porcję bodźców i troski.

 

Kiedy ktoś zbyt długo, zbyt intensywnie albo nawet zbyt poważnie podchodzi do jednej czynności lub nawet kilku, a z reszty rezygnuje, bo nie starcza mu czasu czy… świadomości, to nie może być szczęśliwy, nawet jeśli jest mocno zajęty i wydaje mu się, że działa, że jest na fali.  

 Jeśli natomiast pewnych rzeczy się w życiu nie dotyka, a w przypadku innych nie przekracza granicy, za którą jest już łatwo o uzależnienie, ma się nie tylko wolność od wszelkich nałogów ale sporą szansę na zbalansowane życie.

 

Co to znaczy w praktyce? I jak dbać o to, żeby istotnie nie wpaść w uzależnienie?

Trzeba się sobie przyglądać, bez filtra usprawiedliwiającego działania, które usprawiedliwić się nie dają. Niskie ciśnienie nie usprawiedliwia piątej kawy, nawet lekkiej, niedobre samopoczucie psychiczne to jeszcze nie usprawiedliwienie dla środków, które je polepszają, obawa przed brakiem energii nie jest wystarczającym powodem do picia kolejnego red bulla a także zażywania innych substancji, chęć zachowania dobrej sylwetki także nie tłumaczy kolejnej godziny spędzanej codziennie na siłowni, zły nastrój, zmęczenie, odreagowanie i inne rzekome korzyści  ze spożycia alkoholu także nie mogą tłumaczyć sytuacji, w których codziennie niejako pod przymusem sięgamy po szklankę czy kieliszek. I nie jest ważne, że to lekkie wino, piwo czy tylko jeden kieliszek… I to nie jest też prawdą, że godziny spędzane w internecie są nam potrzebne do pracy, rozwoju czy jeszcze innych pożytecznych procesów. To może być już nałóg.

 

Trzeba mieć świadomość, że to co robimy nas nie kontroluje, że to my mamy nad tym kontrolę, że jesteśmy w stanie w każdej chwili zrezygnować z tej czynności czy substancji, że możemy przeznaczać na nią tyle czasu, ile chcemy i ze nikt i nic nie cierpi z powodu naszych zachowań.

Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że przyzwyczailiśmy się już do czegoś, że stało się to naszym nawykiem. Mówimy: Gdybym chciał/a łatwo mogłabym z tego zrezygnować. Takie osoby twierdzą, że nie muszą palić, ale lubią po prostu, nie muszą pić, ale chcą, a z facebooka łatwo mogą rezygnować… ale nie rezygnują.  W torbie zawsze jest tabletka przeciwbólowa albo i inny lek, który to zażywa się przy byle okazji albo i bez… na wszelki wypadek. W domu uzupełnia się zapasy alkoholu… żeby nie zabrakło w niespodziewanym momencie (dla gości, jasne). A kiedy gdzieś się wyjeżdża upewnia się, że jest interenet. I te zakupy… tłumaczone tym, że przecież potrzebna jest mi ta bluzka, sukienka czy buty.Nawet czytanie, z gruntu dobre, może stać się nałogiem. Jeśli nie ma w nim umiaru.

 

Niedobry nawyk to nałóg właśnie.

 

P.S. Jutro ciąg dalszy o umiarze. 

 

 

 

 

Print Friendly

Wychowanie do szczęścia?

Garden-PaletteKiedy ogrodnik jest dobry, kwiaty kwitną

 

Amish Tripathi

 

Ciekawa jestem ile osób z ręką na sercu mogłoby powiedzieć, że zanim poczęli dziecię, albo nawet zaraz potem jak się urodziło, zastanawiali się nad tym jak je wychować i co mu przekazać.

Ja długo nie miałam takiej refleksji. Owszem dowiadywałam się sporo na temat dzieci, jako że równolegle z początkami macierzyństwa zaczynałam studia na psychologii, jednakże i tam nie było właściwie mowy o tym po co wychowujemy te dzieci. Mówiło się jak, czyli co trzeba robić a czego nie, ale po co? Nie. Jakaś prawda się z tego wynurzała… najogólniej można było o niej powiedzieć, że po to, aby społeczeństwo miało z nich kiedyś pożytek. Wychowywaliśmy zatem  te dzieci dla społeczeństwa, dla nas samych, po to aby jako dorośli – spełniali nasze oczekiwania…  Zresztą chyba nie tylko w przyszłości miał być z nich pożytek ale i w teraźniejszości. Kto by nie chciał dziecka grzecznego, dobrze się uczącego, ułożonego – jak to się mówiło. Takim dzieckiem to i pochwalić się można i nie wymaga dużo zachodu, może nawet kochać je łatwiej.  

 

W szkole program skonstruowany był tak, że zdecydowana większość nadążała z jego opanowaniem. Jak dzieci zdawały z klasy do klasy, uważało się, że jest wystarczająco dobrze, wszak były szkoły i zawody, do których wystarczyło zaliczenie szkolnego programu. Jak ktoś miał lepsze stopnie czekało go liceum lub technikum i szansa na studia.

Wyborów nie było wiele, państwo dbało o to, aby nie można było też zbyt wiele oczekiwać… W sferze rzeczy można było nieco (jedynie nieco) coś lepszego zobaczyć w Pewexie, wyjazdy zagraniczne były rarytasem.

 

Ludzie tworzyli sobie wizję szczęścia na miarę możliwości.  

 

Wiele lat minęło od tamtego czasu. Rzeczywistość bardzo się zmieniła. Dziś dzieciom nie jest  łatwo wpisać się w oczekiwania rodziców i szkoły,  jako że oczekiwania te ogromnie się zmieniły. Dorosłe życie wymaga gotowości i zdolności dokonywania wyborów, elastyczności i spokojnej rezygnacji z jednych wartości na rzecz innych, a także siły charakteru aby sprostać codziennym wyzwaniom wolnego rynku, konkurencji i demokracji.

 

Dzięki dostępowi do informacji i wiedzy,
za sprawą książek i mediów
każdy może sobie nie tylko kształtować indywidualny obraz świata,
ale również budować marzenia, pielęgnować je  i podążać się w kierunku ich realizacji,
doskonaląc się w zakresie niezbędnych kompetencji.

 

Jest mnóstwo możliwości, szans ale i pokus, a zatem istnieje konieczność dokonywania ciągłych wyborów. Jest to zdecydowanie łatwiejsze, kiedy ma się jakieś trwałe zasady, dobre nawyki…

Społeczeństwo wciąż ma swoje potrzeby i oczekiwania od wchodzących w nie dorosłych ludzi, jednakże teraz rozumiemy już bardziej niż kiedyś, że potrzeby te nie mogą być zaspokajane kosztem szczęścia jednostek… Dziś zatem bardziej niż kiedykolwiek należy zapytać po co wychowujemy dzieci? Do czego je wychowujemy i czego życzymy im przede wszystkim.

 

Odpowiedź moim zdaniem może być tylko jedna:
wychowujemy dzieci do szczęścia.
Temu powinna służyć szkoła: edukacja i program wychowawczy.

 

Przekazujemy im naszą wiedze o świecie, wskazujemy na wartości i okazujemy im jednocześnie to, co jest istotne z punktu widzenia trwałości społeczeństwa czy narodu… jednakże zależy nam na tym, aby w uwarunkowaniach dorosłego życia znaleźli swoje posłannictwo, aby byli szczęśliwi.

 Trzeba prowadzić dzieci tak, aby odkryły swój wyjątkowy potencjał i znalazły w sobie wystarczająco dużo siły i entuzjazmu aby go urzeczywistnić. Chodzi o to, aby rozwijały się w kierunku swoich najwyższych zdolności ale także o to, aby miały cechy charakteru umożliwiające im sprostanie wyzwaniom rzeczywistości. Istotne jest również i to, aby osiągały swoje cele przy optymalnym nakładzie własnych sił, aby nie kosztowało ich to zbyt wiele. Poczucie własnej wartości, proaktywność, spójność wewnętrzna, pozytywne myślenie i poczucie obfitości znacznie ułatwią im to działanie. I dlatego przez cały okres szkoły należy w dzieciach wzmacniać te cechy. Oprócz wiedzy uczniowie potrzebują również umiejętności (kompetencji) psychologicznych takich jak właściwa komunikacja, umiejętność planowania i budowania strategii osiągania celów, skuteczne gospodarowanie czasem a także… tak, tak zarządzania własnym mózgiem.

Tego warto uczyć w szkole w międzyczasie poznawania programu dydaktycznego.

 

A przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że dzieci maja być szczęśliwe już dziś, a może nawet przede wszystkim dziś; nie możemy ich wychowywać jedynie do przyszłego szczęścia.

Wiem, że sporo jest różnych fundacji i towarzystw wspierających edukacje, jednakże z Gronem Wspaniałych Ludzi powołałam jeszcze jedna: Fundacja Wychowanie do szczęścia. Będziemy się starali aby zasady logodydaktyki weszły do jak największej liczby szkół i domów. Aby w Polsce było coraz więcej szczęśliwych dzieci i szczęśliwych ludzi.

 

P.S. Osoby zainteresowane tym tematem zapraszamy na Facebooka  Wychowanie do szczęścia.Facebook

Strona internetowa już się robi.

Polecam także blog Marty Drozd Mądra miłość. Blog Marty Drozd

i Witolda Kołodziejczyka.  Edukacja przyszłości. Blog Witolda Kołodziejczyka

 

ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY. PROSIMY O WSPARCIE

 

 

 

 

 

Pierwszy jest bardziej dla rodziców, drugi dla ludzi związanych zawodowo z edukacją.

Print Friendly

Fioletowe drzewko

DrukowanieWierz w siebie. Miej wiarę w swoje możliwości.
Bez pokornego i rozsądnego przekonania o własnej sile,
nie możesz odnosić sukcesów ni być szczęśliwym

 

Norman Vincent Peale

 

Historia, którą przytoczę, jest przeze mnie często opowiadana jako ilustracja zachowania dzieci z poczuciem własnej wartości.

 

Rodzimy się z wielką gotowością do miłości dla siebie i świata,
do radości – wręcz fascynacji – z tego,
z czym przychodzimy na świat.

 

Odkrywamy go odważnie, sięgamy po nowe, tworzymy.  Dla małych dzieci niemal każdy akt jest tworzeniem, dla nich wszystko jest nowe, nowatorskie i innowacyjne. W działaniu poznają swoją moc twórczą, sprawczość. Uczą się świata.

Mary, uczennica pierwszej klasy, narysowała fioletowe drzewko. Podeszła do nauczycielki żeby pokazać jakie jest piękne. Ta obejrzała rysunek i mówi: Bardzo ładne to drzewko Mary, ale wiesz, ja nie widziałam fioletowego drzewka.

O jaka szkoda – szczerze zmartwiło się dziecko.

 

Dziewczynka miała nie tylko czułe serduszko ale również poczucie własnej wartości i wciąż (może jeszcze) obecne we wnętrzu prawo do własnej wizji świata. To było jej drzewko. Nie zauważyła nawet, że nauczycielka nie do końca zaakceptowała jej wizję, ani nie pomyślała, że wiedza pani jest ważniejsze niż jej fioletowe drzewko. A już na pewno nie uznała, aby z powodu tego zdania miała zmieniać swoje dzieło. Zresztą nikt ją o to nie prosił.

 

Z mikro badań w pierwszych klasach polskiej szkoły wynika, że dzieci nieco inaczej reagują na taki komunikat. Kiedy usłyszą ładne, ale ja nie widziałam… chcą zmieniać, robi im się smutno, a na pewno nie są już tak zadowolone ze swojego dzieła.

Dlaczego? Już nie są tak bardzo przekonane o swojej sprawczości a nawet o prawie do własnej wizji świata, do jego interpretacji. Już zostały nauczone, że monopol na to mają w domu rodzice, w szkole – nauczyciel. No i niestety rozumieją już, a raczej czuja, znaczenie słowa ale. Wiedzą, że jeśli się je wypowiada,  pochwała przestaje być aktualna. Liczy się ostatnie zdanie. Widocznie sporo juz słyszały słyszały tak sformułowanych opinii.

Pragnę zwrócić uwagę, że mówimy tu o dzieciach, które dopiero zaczynają naukę. Zatem to nie szkoła pozbawiła je świeżości, którą miała Mary, ale dorośli ludzie wokół nich, także rodzice.

 

Prawdopodobnie rodzice Mary kochali ją mądrze i wychowywali w poczuciu prawa do własnego zdania; nie używali słówka ale, kiedy ją pochwalili i pokazywali jej jak istotne jest dla nich to, to, co myśli; pewno dziewczynka często słyszała, że jest ważna, że ma prawo, że robi coś dobrze a może nawet bardzo dobrze i nie była porównywana. Wierzę, że rodzice wychowywali ją w poczuciu własnej wartości. Dlatego mogła nawet nie rozumieć, że to ale podważa jej wizję.

To nie jest reguła, jeśli chodzi o wychowanie, nigdzie na świecie. W Polsce jednak można chyba mówić o regule wprost przeciwnej. Pouczamy dzieci, poprawiamy, porównujemy, doskonalimy niemal od początku. Ale to ulubione słowo rodziców, a potem nauczycieli. To nasze ulubione słowo…

Nie wychowujemy dzieci w poczuciu własnej wartości, podważamy ich ważność, nawet czasem niszczymy im godność, tym sposobem nie podtrzymując naturalnego poczucia własnej wartości. Już w przedszkolu dzieci tracą to poczucie na rzecz tego, co nazywamy dojrzałością czy uspołecznieniem.  Oczywiście uspołecznienie jest potrzebne a dojrzałość (to chyba nawet wynika z samego słowa) dokonuje się niejako bez naszego udziału, ale nie trzeba przy okazji niszczyć dzieciom poczucia własnej wartości, zabierać ciekawości, hamować pędu do wiedzy i samodzielności. Samodzielność to więcej niż wykonywane pod dyktando dorosłych zadania, a odpowiedzialność można przezywać dopiero wtedy, kiedy środowisko na nią pozwala.

 

Kiedy usłyszałam tę historię, już chciałam pracować na rzecz lepszego wychowywania dzieci. Sama starałam się lepiej kochać. Młodsza córka na pewno nie usłyszała ode mnie tylu ale ile usłyszała ich starsza. W różny sposób współpracowałam i współpracuję z rodzicami i szkołą. Zawsze chodziła mi po głowie fundacja. Myślałam nawet kiedyś, aby nazwać ją fioletowe drzewko… jednak nie byłoby wiadomo o co chodzi. Zatem fundacja nazywa się Wychowanie do szczęścia, jak moja pierwsza książka na ten temat, zaś fioletowe drzewko jest jej symbolem, logo. Ogromnie się cieszę, że powstała i że dołączyło do niej tyle osób. Wiem, że dołączą kolejne.

Jest bowiem dokładnie tak, jak mówi motto znajdujące się na stronie mojego bloga, tak, jak mówi Betty Eadie:

 

Świat jest naszym wspólnym dążeniem.
Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle,
i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką.
Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie.

Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie – See more at: http://www.majewska-opielka.pl/blog/#sthash.cKdaUIxD.dpuf

 

P.S. Kochani niedługo będzie strona fundacji ale już dziś polubcie nas na Facebooku. 15 października 2014 roku robimy pierwszą konferencję poświęconą logodydaktyce w szkole. Dołączajcie.

 

POLUB NAS TUTAJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Dzień Dobrego Słowa – marzec 2014

 Przytul_słowemKiedy mi rzucasz dobre słowo

Kiedy usłyszę słowo dobre

To dach wyrasta nad mą głową

I nawet strach ma oczy modre

 Wokół spadają z drzew miesiące

Lecz ja posprzątam je bez żalu

I mocno zwiążę koniec z końcem

I będzie piękniej niż w Wersalu

         

Andrzej Sikorowski

 

Cieszę się ogromnie, że zapoczątkowana kilka lat temu idea przypominania raz w miesiącu wagi słów, zatacza coraz większe kręgi. Kolejne szkoły podstawowe i gimnazja dołączają do naszej akcji. Wierzę że w końcu dołączy także jakieś liceum… Co pewien czas dostaję listy, w których autorzy powiadają o staraniach, jakie towarzyszą im tego dnia i o zmianach, jakie zapoczątkowują. Co pewien czas kolejna osoba przekonuje się, że słowa rzeczywiście zmieniają jej życie. Zmieniają nie tylko świadomość ale również podświadomość, może przede wszystkim podświadomość. Życie staje się łatwiejsze i przyjemniejsze.

 

Co to znaczy dobre słowa? To z jednej strony słowa uprzejme, miłe, łagodzące obyczaje,  z drugiej te, które przynoszą korzyść naszej postawie, a przynajmniej jej nie szkodzą, siejące w naszej świadomości i podświadomości dobre informacje na wszelkie tematy, a także i te, które są takim mini dowodem na miłość i akceptację innych.

 

Dobre słowa to nie tylko przyjemniejsze życie czy lepsze samopoczucie,
to także motywacja do działania.

 

Jak zwykle chcę dziś przybliżyć jak to wygląda w praktyce.

Kiedy mówimy słowa typu proszę, dziękuję, cieszę się, jestem wdzięczny czy wdzięczna, a także przepraszam, to nie jest tylko zwykła grzeczność, choć to także.  Już sama grzeczność niesie podświadomą ważna informację o kimś czy o jego stosunku do nas, jednakże dzieje się więcej: to zarówno w naszym umyśle jak i osoby, do której to mówimy, uruchamia się wdrukowany w nią kod kulturowy inicjujący łańcuch uczuć a nawet zachowań. To dzieje się niejako automatycznie. Powoduje to, że inni przychylniej nastawiają się i do nas i do tego, czego oczekujemy. Łatwiej jest zrobić to, o co proszą i chętniej daje się coś z siebie, gdy czuje się wdzięczność. To dlatego mówi się dzieciom o tych słowach jako o magicznychPowiedz magiczne słowo Proszę –  mówi mały Amerykanin, Kanadyjczyk, Polak.

 

Są inne dobre słowa, takie które uruchamiają w nas energię, wiarę w działanie, w siebie… Dodają skrzydeł, zwykłej fizycznej siły, motywują:  Dasz radę, możesz to zrobić, jesteś do tego przygotowana, jesteś zdolny, mądra z ciebie dziewczyna, wierzę w ciebie, robiłeś to już przecież, brawo, warto to robić, trzeba spróbować, jak dobrze wyszło, świetnie sobie poradziłeś, dobrze, dobry początek… i tak dalej. To jest zawsze prawda, tylko trzeba ją po prostu wypowiedzieć. Jest mnóstwo opowieści o tym jak dobre słowa uruchamiają w ludziach różnego rodzaju siłę. Są też liczne dowody na to, że słowa mogą również zablokować jakieś zachowania, odgrodzić od dobrego działania a nawet być pośrednią przyczyną kłopotów i strat. Czasami zupełnie podświadomie fundujemy sobie lub innym takie postawy.

 

Dlatego uwaga na słowa, na to jak komentujemy własne i cudze działanie.

 

Nazwanie czegoś na przykład trudnym czy niepotrzebnym, a niezbędnych do osiągnięcia czegoś działań ciężką pracą może zmienić subiektywne odczucie tak, że naprawdę będzie trudniej albo… w ogóle nie będzie się podejmowało starań, zrezygnuje się wyłącznie z powodu oczekiwań.

 

I wreszcie jeszcze jedna rola słów: pielęgnowanie związku, dawanie innym dowodów jak ważni są dla nas a to co robią, jakże cenne, to głośne cieszenie się z obecności czy w ogóle istnienia drugiego człowieka, wyrażanie uczuć takich jak miłość, przyjaźń, wdzięczność, zadowolenie, troska, zrozumienie, radość…

Czasami zapominamy o tym w najważniejszych dla nas związkach… a być może ktoś czeka na te dobre słowa, jak w tej pięknej piosence zespołu Pod budą. Naprawdę dobre słowa są nam bardzo potrzebne a związek słów z uczuciami i działaniem jest bardzo silny, dlatego śpiewająca ją Anna Treter mówi jak bardzo ich pragnie i lojalnie uprzedza: Ale uważaj, by ktoś inny nie mówił do mnie w takiej chwili…

 

Stąd Dzień Dobrego Słowa. Ma przypominać, uczyć i utrwalać właściwy stosunek do słów. Zawsze trzynastego dnia miesiąca budujemy nawyk mówienia, które służy nam i innym. Dzisiaj też…  

 

 

 

Print Friendly

Szkolenia

26.04.2014

Mapa Marzeń - Mapa Celów

Gdzie: Sopot
Prowadzi: Karina Sęp

02.05.2014

Rejestracja na Drogę do... czyli docieranie do celu

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka i Trenerzy ASDIMO

18.05.2014

MOGĘ, CHCĘ, POTRAFIĘ...DZIAŁAM!-Warszawa

Gdzie: Warszawa
Prowadzi: Iwona Majewska-Opiełka

więcej szkoleń

Spotkania KSD

06.05.2014

KSD Warszawa

Gdzie: Warszawa


08.05.2014

KSD Łódź

Gdzie: Łódź


14.05.2014

KSD Toruń

Gdzie: Toruń


więcej spotkań

Lubisz ASDIMO?

Kanał YouTube


„Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni. Zbiorowo. Świat jest naszym wspólnym dążeniem. Możemy powiedzieć, że jest jak ogromne puzzle, i każdy z nas jest jego bardzo ważną i niepowtarzalną cząstką. Razem możemy się połączyć i zrodzić potężną przemianę na świecie. Pracując nad wyniesieniem naszej świadomości na wyższy poziom duchowego zrozumienia, zaczniemy uzdrawiać siebie, potem innych i świat.” -Betty Eadie w książce pod redakcją R. Carlsona i B. Shielda „Podręcznik dla duszy”

ARCHIWA BLOGA

Dołącz do nas na Google+