AKCEPTACJA SIEBIE

2

Nie można mieć poczucia własnej wartości nie akceptując siebie. Samoakceptacja objawia się działaniem, nie oceną. To bycie po swojej stronie, poszanowanie swojego ciała i mądra troska o siebie jako o nierozerwalną całość ducha i materii. To chyba najbardziej pierwotny składnik poczucia własnej wartości, rodzaj zdrowego egoizmu, z którym przychodzimy na świat. Niestety w toku życia, z dużym udziałem rodziców i innych ważnych w życiu każdego człowieka osób próbuje się to naturalne prawo każdej istoty zniszczyć. Rodzice często nie pozwalają dzieciom jawnie doświadczać jakichś uczuć, na przykład złości, zmuszają do ciągłego ustępowania lub stawiania spraw innych ludzi ponad własne. Czasami udaje się w ten sposób doprowadzić do tego, że ludzie wręcz odrzucają siebie, tak fizycznie jak psychicznie. W takich wypadkach nie wystarczą moje rady, potrzebna jest terapia.
Samoakceptacja to zgoda na doświadczanie wszystkiego co jest naszym udziałem: uzmysławiania sobie, bez uników, myśli, które się pojawiają, uczuć, pragnień, dokonywanych czynów. To bycie sobą w każdym momencie. Jakikolwiek aspekt siebie – ciała, myśli, uczuć, czynów, marzeń – uznaje się za własne, nie odcina się od tego, nie uznaje za „nie-ja”, nie kryje za parawanem „byłem pijany”, „byłam zdenerwowana” . Pijany, zdenerwowana, zazdrosny czy bezsilna to jednak ja, ja to zrobiłam, pomyślałem, powiedziałam. Nie chodzi o to, by teraz godzinami o tym myśleć, jednak krótkie no, zrobiłam i już także nie jest rozwiązaniem. Trzeba zdać sobie sprawę z tego co się zrobiło, przejąć konsekwencje czynu czy myśli i zastanowić się co zrobić, by zadość uczynić komuś (może sobie). Warto pomyśleć skąd wzięła się w nas jakaś myśl, obawa czy chęć. Z życzliwością dla siebie starać się zlikwidować ich źródło, a jeśli sami nie potrafimy tego zrobić – szukać pomocy u innych – bliskich, przyjaciół ale również w książkach czy u psychologa. Nie można w żadnym wypadku tych myśli czy odczuć ukrywać, udawać, że nie istnieją.
Ale czy nie obniżymy swojego poczucia własnej wartości przyznając się tak wyraźnie przed sobą do czynów czy myśli, których nie pochwalamy? Tak, przez chwilę będziemy się czuć gorzej, możemy nawet obniżyć na czas jakiś swoje poczucie własnej wartości. To dlatego właśnie ta dyspozycja jest zmienna, fluktuująca. Jeśli jednak po zaakceptowaniu jakiegoś faktu zabierzemy się za siebie, za zmiany prowadzące do lepszego stanu, to poczucie własnej wartości nie tylko powróci do dawnego poziomu, ale wzrośnie.
A jeśli nie zrobimy? Takie zachowanie niszczy samoocenę i poczucie własnej wartości. Dlatego trzeba działać.
Samoakceptacja to również przyznawanie się do uczuć przed innymi. Akceptując siebie, nie gramy uśmiechniętej żonki, gdy trapi nas brak obecności męża i kiedy pyta, otwarcie o tym mówimy. Nie udajemy cieplutkiej mamusi, kiedy zachowanie naszego dziecka nas irytuje, ale dajemy mu o tym znać w sposób, który nie niszczy ni jego, ni naszego poczucia własnej wartości. Nie zgrywamy pewnego siebie mężczyzny w sytuacji, kiedy czujemy lęk czy nie znamy danej sytuacji, tylko otwarcie się do tego przyznajemy, a nawet prosimy o pomoc. Nie gramy obytego wszędobylskiego, jeśli w istocie nie wiemy jak się zachować, ponieważ widzimy coś po raz pierwszy. Nie znaczy, że trzeba się z tym obnosić i nadmiernie manifestować, ale nie kryć i nie udawać, że jest inaczej. W gruncie rzeczy takie zachowania są powodowane obawami o odrzucenie. Ale odrzucenie kogo? Siebie? A przecież jeśli akceptujesz siebie, to także z taką wiedzą.
Akceptacja to nie jest lubienie czegoś, czy pochwalanie w sobie. To często jest przyczyna zmiany, dochodzenie do lepszych zachowań. Samoakceptacja jest wstępem do rozwoju, więcej – jego warunkiem
Oczywiście z taką sama akceptacją, i radością przyjmuje się również pozytywny aspekt własnego człowieczeństwa, wszelkie zalety, umiejętności, tak te wrodzone jak i zdobyte. Wydawałoby się może, że jest to łatwe. Otóż nie. Z powodu różnych społecznych przykazów, do zalet także ludziom trudno się przyznawać, przynajmniej głośno. Tymczasem nic nie robi lepiej poczuciu własnej wartości jak głośno wypowiedziana i przez to usłyszana pochwała siebie.

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Ciekawy artykuł. Zdałem sobie sprawę ze całe życie próbowałem i nadal próbuje zgrywać przed innymi fajną osobę, i czym dłużej to robię tym mniej to wychodzi, tak jakby inni już podświadomie wyczuwali we mnie fałsz. Ale będąc całkowicie sobą, i nie zakładając maski narażam się na spoleczne odrzucenie. Choć w sumie już jestem odrzutkiem więc co za różnica. I nie jestem pewny czy jest możliwe całkowite porzucenie maski/ego, czy jak to tam nazwać?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here