13 Marca

2

Jakże wspaniale byłoby, gdyby te wszystkie dobre informacje o sile słowa, którymi dzielicie się ze mną, trafiały na stronę Dnia Dobrego Słowa. Szybciej uwierzylibyśmy w magię języka, w jego sprawczą siłę.

Z samego rana przeczytałam jak to dobrym słowem Pani Prezes niedużej firmy spacyfikowała bardzo ważną i niezbyt miłą osobę. Mam dla pana tylko dobre słowa, powiedziała w odpowiedzi na jego dość agresywne zachowanie. Zdziwił się i zmienił ton.  Ileż to razy tak właśnie się dzieje i u mnie, kiedy pamiętam, że zawsze mam w zanadrzu najskuteczniejsze w wielu sytuacjach narzędzie – dobre słowo.

Niektórzy sądzą, że od tego, co się mówi ważniejszy jest ton jakim się wypowiada swoje myśli. Istotnie, w sytuacji, kiedy nie ma spójności pomiędzy tym, co mówimy, a jak to mówimy, ton głosu jest ważniejszy, bo bardziej łączy się z prawdą naszej duszy i wyraża to, co naprawdę czujemy. Nic zatem dziwnego, że słuchacz odbiera tę prawdę, choćbyśmy nawet  próbowali kamuflować ją słowami. Dzieje się tak wtedy, kiedy próbujemy stosować nagle techniki wywierania wpływu poprzez słowa na innych, kiedy robimy coś, w co sami niezbyt wierzymy.

Stąd pomysł Dnia Dobrego Słowa.

Chodzi nie o to, by stosować słowa skuteczne, właściwe – celnie docierające do podświadomości potencjalnego klienta czy oponenta,
ale o dobre, po prostu dobre słowa – niosące pozytywne przesłanie
i mające wpływ przede wszystkim na naszą własną podświadomość.
Chodzi o to, by używać dobrych słów zawsze, także wtedy, kiedy jesteśmy sami.

To język buduje nasze nastawienia. Myślimy słowami. Nawet jeśli mają najpierw charakter obrazów, w końcu je nazwiemy. I zrobimy to tak, jak umiemy, słowami najbliższymi, najczęściej używanymi, słyszanymi i wypowiadanymi.
Wyróżniam w słowie oprócz jego treści czyli zakresu znaczeniowego również zakres psychologiczny. Tak nazwałam  – czasem bardzo delikatnie zaznaczony – aspekt emocjonalny jaki niesie dane słowo. Wiadomo, że czym innym nasycone jest słowo mamusia a czym innym matka, co innego emocjonalnie niesie wyrażenie mieliśmy niełatwy dzień (nawet trudny dzień) niż to była masakra. Inaczej też czuje się ktoś – i ja także czuję się inaczej – kiedy mówi  do mnie Iwonko, a inaczej gdy mówi Iwona.

Zaręczam, że nie wiedząc nawet dlaczego, czujemy się lepiej, kiedy inni, mówiąc do nas, posługują się słownictwem mającym raczej pozytywny zakres.
Oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji powiemy mamusia, nie zawsze chciałabym też być nazywana Iwonką. Niektóre sytuacje wymagają powagi czy oficjalności, a wtedy i mamusiaIwonka nie są słowami właściwymi.

Pewne zaś wyrazy właściwe nie są nigdy.

Nie chcę ich tutaj wymieniać, by nie psuć klimatu; wszyscy doskonale wiemy o jakie słowa chodzi.

Nie sposób oderwać się od języka. Zasób słów zwiększa zdolność do bardziej wnikliwego pojmowania świata. Jeśli ktoś nie potrafi czegoś nazwać, wyodrębnić z rzeczywistości jako zjawiska czy cechy, w pewnym sensie to dla niego nie istnieje.  Dlatego tak ważny jest rozwój języka, a w tym szczególnie poprzez czytanie książek i świadomy trening intelektualny, poznawanie kolejnych fragmentów naszej rzeczywistości.

Wiadomo jednak, że książki są różne. One opisują rzeczywistość, której daleko do ideału, w której dzieją się rzeczy smutne, złe, tragiczne. Słowo to odzwierciedlające są niezbędne. Jednak mamy też świadomość, wyobraźnię i wolę i możemy celowo wprowadzać do swojego słownictwa te określenia, które niosą pozytywną energię, czy mają choćby bardziej pozytywne skojarzenia, by jednak ten lepszy nastrój przeważał ogólnie w życiu

Licentia poetica – prawo autora do używania określonego języka.
Nie tylko tego autora, co pisze, ale także tego, który mówi.

Nie da się beż użycia słów niosących przykrą informację czy mających negatywny zakres psychologiczny opisywać naszej rzeczywistości. Jak można inaczej niż tragedią nazywać to, co stało się i wciąż dzieje się w Japonii? Takie słowa są zarezerwowane właśnie na  straszne (i to słowo jest tu usprawiedliwione) zdarzenia.

Jednak o najbardziej przykrych zjawiskach można mówić tak,
by nie pogłębiać ogromu smutku i dawać nadzieję.
A o najgorszych ludziach tak,
by nie odzierać ich z godności i szansy na poprawę.

I po to właśnie jest dobry język.

Po to jest też Dzień Dobrego Słowa. Chcę, a ze mną wszyscy, którzy do tej inicjatywy dołączają – od moich współpracowników  z ASDIMO i Kasię  Domańską, po każdą kolejną osobę, która klika na Dzień Dobrego Słowa, dając znać, że lubi stronę poświęconą dobrym słowom – byśmy byli coraz bardziej świadomi roli słów i coraz częściej używali tych dobrych

Dziś jest niedziela, jest szansa, że będziemy dłużej z bliskimi. Postarajmy się, by używać języka, który buduje, wzmacnia i pokazuje naszą miłość. Ważmy słowa, nie rzucajmy ich nieodpowiedzialnie i zbyt szybko. Im więcej takich dni przeżyjemy świadomie, tym szybciej zrozumiemy i zauważymy różnicę, jaką powoduje różny język i tym szybciej nieświadomie posługiwać się będziemy dobrym słowem na co dzień.

P.S. Dużo radości i samych dobrych słów życzę Krystynom i Bożenom oraz Wszystkim, którzy maja dziś Urodziny.

Słowa jak motyle. Edyta Górniak: Są słowa, które jak motyle mogą unieść w górę moje sny… Nie znałam tej piosenki!


PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here