13 – DZIEŃ DOBREGO SŁOWA

0

 

Na co dzień w zasadzie nie przywiązujemy wagi do wypowiadanych słów. Dzieje się tak zwłaszcza, kiedy je wymawiamy, ale i wówczas, gdy je wypisujemy. Nie zastanawiamy się jak wpływają na nasze życie, albo tych, co ich słuchają. Nie myślimy o tym szczególnie w odniesieniu do pojedynczych słów, sądzimy bowiem, że nie są one tak istotne, jak całość, którą tworzą.

 

Traktujemy słowa jak narzędzie komunikacji – chcąc zwykle za ich pomocą wyrazić siebie, swoje emocje, poglądy, potrzeby. Myślimy, że mamy nad nimi pełną kontrolę. Najwyżej powiemy ich więcej… żeby lepiej wyjaśnić.
Sami znamy swoje intencje, wiemy co chcemy powiedzieć, zatem zazwyczaj każde słowo nam pasuje i każde wyraża posłusznie to, co nim wyrazić chcieliśmy. Nam! Ktoś inny odbiera te słowa przez pryzmat własnego temperamentu, zasobu słów, własnej wiedzy a nawet doświadczenia.

 

Dlatego jest tak ważne, by rozmawiając z drugim człowiekiem, używać takich słów, żeby go nie zranić, nie zniechęcić, nie obrazić.

 

Bardzo się o to staram, ale zdarza mi się, że za szybko coś powiem – bez namysłu – i robię komuś przykrość. Bliski najczęściej wierzy moim dobrym chęciom. Ale jeśli ma zły dzień, nawet najbliższy może nie chcieć doszukiwać się w złych słowach dobrych intencji.

 

Dlatego uważajmy Kochani na słowa.

 

Nie nazywajmy pochopnie ludzi, nie używajmy słów, których nie rozumiemy sami lub nie jesteśmy pewni czy zrozumieją je właściwie inni, nie nadużywajmy słów. Tak łatwo jest powiedzieć pod wpływem chwili kocham lub nienawidzę. Oba mogą zrobić krzywdę – pierwsze może rodzić niepotrzebne oczekiwania (gdy rzucane bez pokrycia), drugie – zabija nadzieję, rani głęboko, często coś nieodwołalnie kończy. Nawet chwaląc, trzeba starać się, by padały właściwe słowa.

 

Nie używaj ale tuż po pochwale! To małe słowo natychmiast zniszczy jej pozytywną moc.

 

Na słowa trzeba też uważać z innego względu – one programują podświadomość. Powodują, że spada nam lub podnosi się nastrój czy poziom energii, że łatwiej lub trudniej w coś wierzymy, że lepiej albo gorzej się czujemy, a nawet łatwiej albo trudniej nam się pracuje. Za sprawą słów możemy kogoś czy coś polubić lub znienawidzić, wystarczy że będziemy je wystarczająco często powtarzać lub… słyszeć. George Orwell powiedział:

 

Jeżeli myślenie degeneruje język, to język degeneruje myślenie.

 

I tak się dzieje. Nowomowa pełna nic nieznaczących słówek powoduje powierzchowność myślenia, prześlizgiwanie się po tematach bez wywoływania głębszej refleksji. Powoduje również często dystans emocjonalny do samego tematu, co jest czasami przydatne. Język pełen agresji, nienawiści zabija logikę i rodzi złe emocje, a także powoduje wybiórcze odbieranie informacji ze świata. Język pozytywny – pełen dobrych słów łączy ludzi z… mówiącym i wprowadza spokój i dobre emocje. On także wpływa na wybiorczość postrzegania sytuacji, ale wydaje się, że nie jest to tak groźne w skutkach jak w pierwszym przypadku, ponieważ przenosi koncentrację na lepszą stronę życia. Język wulgarny pozbawia wrażliwości i szlachetności, a w dzisiejszych czasach, kiedy jest dość powszechny, rodzi dodatkowo tuzinkowość i banał.

 

Kiedy mówimy o sobie dobre rzeczy, używamy ciepłych określeń i miłych słów – lubimy siebie bardziej, wzrasta nam samopoczucie oraz szacunek dla siebie. Gdy nazywamy siebie wulgarnymi czy pogardliwymi określeniami – dzieje się wprost przeciwnie. Dlaczego ktoś o własnej głowie mówi łeb?!

 

Kiedy o swojej pracy mówimy dobrze, chętniej do niej idziemy, lepiej nam się pracuje; gdy mówimy źle – potrzebujemy znacznie więcej wysiłku, by wykonywać obowiązki. W pierwszej sytuacji nasza podświadomość nas wspiera, wektory siły idą w tym samym kierunku; w drugim – przeciwnie – jakbyśmy sami ze sobą toczyli walkę. Tego się raczej nie czuje świadomie, ale – wierzcie mi – to osłabia. Podobnie rzecz ma się z naszą Ojczyzną i Rodakami. Nikomu, kto źle o mówi o Polsce i Jej Mieszkańcach nie będzie tu lepiej i łatwiej żyć. Używanie krytycznych, negatywnych określeń nie poprawi naszej sytuacji ani nie da nam szczęścia czy lepszego samopoczucia. Psychologia udowodniła wielokrotnie, że wyładowywanie negatywnych emocji takim samym językiem czy czynami rodzi kolejne negatywne emocje i nie daje odprężenia… na co liczą niektórzy. Natomiast dobrym słowem można uciszyć i złe czyny i złe emocje.
Dlatego mam propozycję:

 

Zróbmy 13 dzień każdego miesiąca DNIEM DOBREGO SŁOWA!

 

Z jednej strony zdejmiemy z tego biednego dnia niemiłą aurę, jaka towarzyszy – nie wiedzieć czemu – tej liczbie, z drugiej – będziemy mieli przynajmniej raz w miesiącu ćwiczenie w świadomym korzystaniu ze słów. To będzie również nauka proaktywności. Jeśli będziemy robić to naprawdę solidnie, szybko nauczymy się ważyć słowa. A warto, bo:

 

Uważaj na swoje myśli, stają się słowami…
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami…
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami…
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem…
Uważaj na swój charakter, on staje się Twoim losem.

 

To bardzo mądra rada Franka Outlaw.

 

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here